czwartek, 29 grudnia 2016

hm..

Kiedy tracę poczucie humoru staje się smutnym kalafiorem. Przywiędłym smunym kalafiorem. Kiedy zaczynają mi się śnić kolorowe wizje to wiem, że otwiera mi się portal ucieczki. Obdarta z siebie rzucam się. Na kolana pzed Bogiem. Tak najlepiej. Ale najlepiej bedzie odejść w swoją smamotność. Na lekcję pokory. Zachłysnęlam się światem. Ale nie chcę rąk klepiacych mnie po plecach. Po co.
Nie chcę uczyć się czyjść linii papilarnych, bo i swoich nie znam. Nakarmiłam w sobie dzikie zwierzę.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

seks! :D




Wpada syn do sypialni.
- Wypad Młody, bo teraz bedzie seks!- oto ja matka do syna swego tak.
- Ale ja chce zobaczyć! - i rozchichotana istota wpadła na nas.
-S - zacząl menszuś.
- E - zawtórowałam.
- K
-S
-S
-E
-K
-S

- To nie jest seks! - -zbuntował się Starszy.
- Jak nie ? - zbuntowałam sie ja.
- Bo od tyłu jest seks - zauważył menszuś.

--S
-K
- E
- S

-Wy to jesteście ....
- A ty tylko nie opowiadaj w szkole, ze z rodzicami uprawiałeś seks!


Zrechotaliśmy. Syn też. 







piątek, 25 listopada 2016

wychodząc....









Wyszłam. Wyszlam, by iść.  I szłam przed siebie. Gdziekolwiek,byle tylko iść. Bez celu. Po co cel. Nie jestem strząłą. Nie jestem kulą. Nie jestem. Sięgnęłam do kieszeni. Tylko szminka. Nie miałam chusteczki. Cóż. Bywa. I banknotu stuzłotego też nie miałam. Nie mogłam wysmarkać się w rękach Wladzia, bo i nawet Władzia nie było.
Samotność jest taka nieporęczna.
Szłam. Dalej szłąm otulana przez wiatr. Taka zasmarkana szłam ze szminką na ustach. Cudowny widok. Pociągający wamp wśród zeschniętych liści.
A potem szykownie zesmarkałam się w rękaw zostawiając ślad jak po ubiciu ślimaka. Ups, Ślimaki nie mają krwi, więc na kurtce został sam  tor wyścigowy. Bez czerwieni.

Starszy :)




Syn przylecial ze szkoły. Jak nigdy nic nie mówił, tak od tego roku szkolnego nadaje jak szalony.
Zasiadł przy naleśnikach i rozpoczął monolog;
- Mamo, a wiesz....

Patrzyłam na niego, kiedy podescytowany opowiadał o kolegach ze szkoły. Patrzyłam na syna zastanawiając się, kiedy tak mi wyrósł. Mężnieje. Twarz robi się taka inna. Rysuje się na niej charakter, zatraca się rys dzieciństwa. I te włosy. I oczy, w pięknej ciemnej oprawie.

- Wiesz synku, piękne masz oczy.
- Bo patrzę na ciebie.
- Tak? - roześmiałam się
- Tak, a ty widzisz we mnie siebie.
- Hahahaha cudowny jesteś!
- Mamo, ale chodż tu  - wstał od stołu - bo jeszcze czegoś nie robiliśmy.
- Czego? - podeszłam do syna.
- Tego!
I mocno we mnie wtulił się. Pieszczoch. Na jak długo?

czwartek, 24 listopada 2016

przemijanie



”Pa­mięć jest straszliwa. Człowiek może o czymś za­pom­nieć, ona nie. Po pros­tu odkłada rzeczy do odpowiednich przegródek. Przechowuje dla ciebie różne sprawy al­bo je przed tobą skry­wa i kiedy chce, to ci to przypomina. Wy­daje ci się, że jes­teś pa­nem swojej pa­mięci, ale to odwrotnie - pamięć jest twoim panem.”
~John Irving

“Pozostali z Nas palą papierosy i piją kawę z kubków, dłonie Nam się trzęsą i mamy podkrążone oczy. Poruszamy się powoli, a jedyne, co żyje w Naszych oczach, to lęk.”
~ James Frey

„Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko.” Albert Einstein





Siedziałam u dentystki. Na fotelu siedziałam, a nie na kawie. W tle leciało radio. Pewnie brzęczałaby i mucha gdyby nie jesienna pora roku. Językiem przejechałam po zębach. Niepotrzebnie. Poczułam coś co porównałam do zmurszałości i dostałam wewnętrznego ataku śmiechu. Nie objawia się on na zewnątrz niczym wyjątkowym. Ot, mam tylko podniesiony prawy kącik ust.


wtorek, 22 listopada 2016

NIEDOMÓWIENIA Anny SAKOWICZ






                 W pażdzierniku wyszła kolejna, już piąta,  książka Ani Sakowicz. Książka, która jest pełna niedomówień, humoru, zwrotu akcji i zaskakujacych sytuacji. Jak dla mnie jest to najlepsza książka  i czuć jak talent autorki rozwija się błyskawicznie. Z książki na książkę autorka zaskakuje a jej styl nabiera nie tylko pewnośći siebie, ale i wiruozerii.  Uwielbiam Ją za inteligentny humor i wrażliwość na człowieka.

             Anna Sakowicz pisze w sposób lekki, zabawny, inteligentny, ponadpokoleniowy i czasowy. Jej książki bawią, wzruszają, czasam nawet wręcz złoszczą. Autorka potrafi czytelnika przegnać przez wszystkie stany emocjonalne i przyczynić się do spalenia zupy bądż zasypiania w pracy, bo czasami tak trudno jest odłożyć książkę.
         
               W swoich ksiązkach  porusza wiele spraw, zagadnień bardzo ważnych w życiu, spraw których nie zauważamy, wobec których przechodzimy obojętnie na codzień. Uwagę czytelnika potrafi ukierunkować w sposób subtelny i wyważony.
Każda ksiażka Anny Sakowicz jest niczym odkrywanie nowego kawałka lądu,lądu społeczeństwa. Wirtuozerska gra na słowach zostawia nuty zamyśleń, myśleń, otwartości, tolerancji, I uśmiechu.

Czekam niecierpliwie na kolejną książkę, a Wam polecam " Niedomówienia".
Fantastyczny prezent pod poduchę :)

W każdym bądz razie po Niedomówieniach zanurkowałam w historii druku. Zanurkowałam w badaniach nad seksualnością człowieka ( nie, tylko Kinsley, Mead, Malinowski ...:P) Zanurkowałam w sobie.

                Anna Sakowicz bawi się czytelnikiem, mając przy tym radość, a lekkość z jaką to czyni, czyni tą zabawę fascynującą. Wielowątkowść poruszanych spraw sprawia, że czytelnik gna przez kartki Niedomowień, niczym Kubica na torze wyścigowym. Nie chce się przestać czytać, a zblizający się koniec łapie za rękę:
- Nie , nie przewracaj strony, zostań, chcę więcej.
Niedomówienia zostawiają czytelnika w niedosycie.
Zaryzykujesz? :)


Anna Sakowicz prowadzi bloga http://kuradomowa.blogujaca.pl/
 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

środa, 16 listopada 2016

pociągiem











             Na peronie stał tłum. Uciekłam w bok. Nie chcę czuć zapachu mokrych ubrań, nie chcę czuć zapachu człowieka. Odgrodziłam się książką. Dymem nie mogłam, niestety. Massive zabrał ludzki szum z mych uszów. Oto mój ogródek domowy ogrodzony tujami. Wyprostowałam się jakbym leżała na leżaku.
             Ryknęłam śmiechem (o jej jednak mam coś z cżłowieka) czytając jak Bakuła będąca jeszcze  siedmioletnią Hanią, narysowała wychowawczynię jako zwierzę, ale skoro pani była podobna do konia to nie mogło być inaczej. "Portret artysty w końcu jest jego widzeniem świata, a nie odbiciem lustrzanym'. Ciekawe jakby mnie postrzegała. Twarz kameleona. Ludzka, ale nie uczłowieczona. Z ryjem przy barze,  uparana czekoladą, z fajką w pazurach. Chyba sama siebie namaluję.

poniedziałek, 14 listopada 2016

się









-  A lubisz chodzić do przedszkola?
- Nie chodzę do przedszkola - oburzyła się Młoda - tylko do szkoły.
- O! a jaki jest twój ulubiony przedmiot?
- Deskorolka.





niedziela, 13 listopada 2016

kadrem, słowem



“Niekiedy spo­tyka­my ludzi zu­pełnie nam ob­cych, 
który­mi zaczy­namy się interesować od pier­wsze­go wej­rze­nia,
 ja­koś raptownie, znienac­ka, za­nim choć słowem się do nich odezwiemy.”
~ Fiodor Dostojewski

















Zaspane masto. Nie chciało budzić się. Szłam pustymi ulicami. Zprzymrozkiem pod rękę. Milczeliśmy. Bo o czym mówić? Cisza miasta była jak muzyka. Nie zaszczekał żaden pies. Tylko czasami zrywały się stada wron. Wzdrygało mnie. Znowu dusza została porwana?