Wczoraj byliśmy na spotkaniu informacyjnym w szkole. Dzieci zwiedzały sale, a nam przedstawiono ofertę edukacyjną. Piękne słowa i idee. Zobaczymy "w praniu".
- Chce sam chodzić i wracać do szkoły! -stwierdził po raz n-ty Starszy - to siara być odprowadzanym.
Proszę, proszę, dwa zęby kolesiowi wypadły i wyrosła bestia. A zaczyna cwaniakować, oj.
Synowi spodobała się szkoła. On już może iść, bo przedszkole jest nudne. A rok temu?
- Szkoła jest głupia, chce do przedszkola.
Nie chciał słyszeć o szkole. Ani słowa. Nie i nie i nie!!!! Kategoryczne NIE! no NIE i już!!!
- Szkoła jest głupia, chce do przedszkola.
Nie chciał słyszeć o szkole. Ani słowa. Nie i nie i nie!!!! Kategoryczne NIE! no NIE i już!!!
A co by było gdyby musiał pójść?! Może zaadoptowałby się, a może zraził. Nie wyobrażam sobie, by dziecku fundować jazdę emocjonalną w imię obowiązującego prawa.
Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać.
Córka niestety nie będzie miała wyboru.
Dzisiaj mam kolejne spotkanie, tym razem w przedszkolu. No mega. Ale jestem karnym rodzicem- grzecznie chodzę jak trzeba.
Przy okazji ustalimy z matkami czy chcemy, by nasze dzieciaki poszły w swojej grupie do jednej klasy. Dyrektorka szkoły mówiła, że weźmie to pod uwagę, jak zapiszemy kto z kim chce być, aczkolwiek z doświadczenia pedagogicznego nie poleca. No, ale w końcu całej grupy przedszkolnej nie chcemy przenieść. Jest ich tylko 7 wspaniałych.
Fakt, że dzieciaki szybko potrafią się zintegrować, zaprzyjaźnić, ale skoro już w domu zaczyna się:
- Ja chce być z .........(i pada lista imion)
to co można zrobić?!
I syn nie jest wyjątkiem - jest 7 takich głosów!!! Trudno być głuchym. Więc w swoim gronie zrobimy za i przeciw. Narada druga-tajna.
Rozmawiałam z synem na temat zajęć szkolnych. Nie chce zajęć sportowych,
- Że co? Kopać pilkę? To głupie.
Ucieszył się, za to, że liczenie będzie.
Kurde, zamienił się w synka tatusia!!!! Kiedy?!!!
- A wiesz, ze jest liczba kwadrylion? Tata mi mówił.
Matematyka matematyką, a sportu i tak mu nie daruję. Nie ma takiej opcji.T stanie będzie mózgiem, a ja ciałem. Nauka i sport. Idealnie.
T jest umysłem ścisłym, a ja ....bajki mogę opowiadać.
Yin i yang!
Wczoraj dzieciaki zagadałam do snu. Na prośbę synka o Himalajach i o Yeti na prośbę córki.
Nic tak nie zabija jak niewinne, dziecięce -dlaczego? Potrafią tym zaplątać zwoje w jeden supełek. Aż do oblania potem. Jak na ringu - grunt to opanować sztukę uników. By nie paść znokautowanym"daczego".
Rano dzieciaki znalazły powód do wydarcia ryjków, co uczyniły to z pewną radością w głosie:
- Ja to znalazłem pierwszy!
- Nieeeeee!!! ja to znalazłam pierwsza!
- A wcale że nieeee!!, bo jaaaaaaa!!!!!!!
-NIIIIEEEEEEE!!!!!! JAAAAAAAA!!!!!!!!
- Nie klóć się zasmarkana marudo!
Zasmarkana marudo? -nowość.
To sobie potrzeszczeli. Nie doszło do wojny to nie wtrącam się.
A mi za to potrzeszczało w kolanie od kolejnych ćwiczeń. I zatrzeszczało z bólu.
Mam dość. Chcę swobody ruchu!
Kiedyś jednak skończyć się to musi. O! Zimie podrzucę kule, jak będzie odchodzić.Niech idzie sobie z nimi gdzieś.
Znajomi twierdzą, ze nie dane mi będzie umrzeć śmiercią naturalną. No nie wiem, nie wiem. Zakrętasem jestem, ale z dużą dozą szczęścia. Pożyjemy zobaczymy. Ale i stąd ten blog. Piszę, póki żyję.
Ha, ha, ha...
I to rękoma! A nie nogami! Zawsze może być gorzej, więc dobrze jest jak jest.