Chaotyczne wpisy z sanatoryjnych wspomnień będą mieszać się z aktualną rzeczywistością ......:)
sanatorium ....wspomnienia ....
Pożegnałam się z dzieciakami. Smutno i ciężko mi było. Im też. Wyjazd spadł tak nagle. Nieoczekiwanie. Szok. Dzieciaki nie płakały. Mamusia w końcu musi mieć zdrową nogę, by biegać. W końcu do mamy przyjadą.
Nie było tak źle, jakoś rozmowa rozładowała wszystko. Dla nich też byłam dzielna, choć serducho rozwalało się na milion niepokoi. Rozstanie z T - przez tyle lat nadszedł ten pierwszy moment. Dziwne uczucie ...
T odwiózł mnie do sanatorium. W recepcji okazało się, że nie mają moich dokumentów. Zaczęło się bosko po prostu. Pani wykonała dwa telefony. Dostałam klucze do pokoju. Hm..a już myślałam, że mogę wracać do domu. Nie udało się.
Budynek mega duży, korytarze, w oczach się kręciło. Miałam zgłosić się do pielęgniarki, potem do lekarza, a potem na stołówkę. Odnalezienie pokoi, gabinetów. W dżungli byłoby prościej dotrzeć do wioski autochtonów. T wciąż był przy mnie. Za dużo wrażeń...Nie wierzę......sanatorium......
 |
| stołówka |
Kolejna recepcja. Za ladą siedzi czarnulka ze słuchawkami w uszach. Śpiewa pod nosem. Fajną ma pracę.
Winda. Piętro drugie. Pokój trzyosobowy. Bez lokatorów. Jestem sama!!! Hura!!! Telewizor, radio, łazienka z wc. Ryjek zaczął mi się uśmiechać nieśmiało. Póki co brak towarzystwa jęczącego babska czy innej paskudy! Ufff....
- T, patrz jakie śmieszne kontakty z laleczką! - krzyknełam próbując to otworzyć.
-
Zostaw!!! Zgłupiałaś? Tym wzywa się pielęgniarke!
-Ups .ahahahahaa ...hm...wolałabym pielęgniarza, może masaż by zrobił?
 |
były przy każdym łózku, w lazience też
|
 |
| jak w żłobku :))) |
T wyjechał. Zostałam sama. Spotkanie grupy z pielęgniarka. Powroty do pokoi o 22.00. Zakaz picia, choć owszem alkohol jest dla ludzi.
Rozdanie kart zabiegowych.
 |
od 5 do 7 zabiegów dziennie, z czasem doszły też nowe...
|
Weekend wolny. Samotny. Hm, co by tu robić? Wyspać się w końcu?!
Założenie moje na pobyt sanatoryjny - zabiegi, spacery samotne, książki. Bezstan bezistnienia.
Zaczęłam obczajać pokój. Zaintrygowały mnie rolety.
Całe upierdzielone. Balanga czy rzeźnia? Hm, musiało być tu dobrze ...
Zaczęłam realizować śmiały swój plan mega szalony-spacery, książka. No bo co robić w dni wolne?!
 |
| głupia kurtka!!! ;PPPPP |
Winda, recepcja. Kurde, trochę za dużo tam ludzi siedzi. Hm....Ciekawe ... Trzech recepcjonistów?! A niektórych widziałam na stołówce. Hm ...puszczam żurawia za ladę, laptopy, gadka. Żadna recepcja to strefa internetu. Ja pierdzielę!!! Jestem cała ubrechtana.
Na korytarzu wpadłam na czarnulkę i zbrechtałam znowu. Popatrzyła na mnie:
- Sorki, ale nie mogę, hahahahaa...myślałam, ze pracujesz w recepcji, a ty na necie siedziałaś ahahahahaha, zrobiłam się na maksa! hahahaha
-Serio? Ahahahaahaha
Wyjście z budynku. Kawa, papieros, książka. Tyle, ze gołębiami i kotami śmierdziało. A poza tym serce i centrum życia towarzyskiego. Bo jak zwykle najlepsze życie towarzyskie kręci się wokół palarni.
Wracam ze spaceru. Przy drzwiach pali grupka "rozbawionych" facetów. Hm, podobno pić nie można, bo alkomatami badają. Ciekawe ...
Stoję przy windzie. Wyskakuje stary człowiek w menelskim (kolorowym, zniszczonym sweterku):
- Cześć. Pójdziemy na kawę? Zapraszam.
Normalnie, padłam. Aż buty moje zaczęły się śmiać. Ja pierdzielę - co to jest?!
- Nie, dzięki.
Czekam na windę, a ta pierdzielona nie zjeżdża. Koleś też nie zjeżdża. Fuck!
-
Jestem Tadek, rozwiedziony. A ty jak masz na imię?
- Arte, mężatka, wierna mężatka.
- Nie szkodzi, a moja żona była modelką, wiesz?
Ale czub, hahahaha....Kurde, gdzie ta winda?!
- Super, to trzeba było się jej trzymać.
Winda zjechała. Uff....
- Do widzenia - rzekłam i wsiadłam. Tadziu też. O! żesz!
- A wiesz, ze pracowałem jako kierowca, murarz, jakie ja przekręty robiłem - wraz ze słowami dociera do mnie ostry zapach alkoholu -
gdybym cie zważył to byś połowę ważyła.
-
No i ?
- No to pójdziemy na kawę?
- Żartujesz?! Nie. Żegnam.
Weszłam do pokoju odprowadzona przez kolesia. Jezu......Słyszałam, ze sanatoria to krzakoterapia, ale kurde....Hahahahahaha.....Pajac.
Kawa, książka, spokój .....
Puk, puk ....Otwieram drzwi. Stoi szczupła blondyna.
-Dobry wieczór, przepraszam, ze niepokoję, ale mam taką spawę. Moja sublokatorka strasznie chrapie i zakłóca to mój sen, a wiem, ze pani jest sama więc chciałam się zapytać, czy wyrazi pani zgodę na to bym przeniosła się do pani. Naprawdę koleżanka tak chrapie, ze spać nie można...
Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie. Moje terytorium zagrożone! AAAAAAAAAA!!!!!!!!!
- Jasne. Proszę bardzo, jeśli dla pani to jest aż tak uciążliwe to zapraszam. Ale wie pani co? Mąż mówi, ze też chrapię. Jak traktor. Wszystko przez astmę - nawijam jak nakręcona .a sio sio sio .. -
ale jeśli pani nie będzie przeszkadzać to zapraszam, są tu dwa łózka wolne. W końcu to nie mój pokój...
- To ja jeszcze się zastanowię....
-Proszę ......
Tralalalala! Chyba zadziałało!!!! Oby!!! Oby!!!
Zeszłam na palarnię. Choć papierosa zapalę na znak zwycięstwa. Tralalalala.....
A na palarni zeszłam ze śmiechu......