WSTĘP
Jak zauważył
Van Furio w dzisiejszych czasach głupota ludzka jest windą do sławy, a nie pisze się o rzeczach dobrych bądź ważnych, jak na przykład wydanie książki
Kury, O tym cisza.
Ale nie było ciszy na blogach, gdzie Anki książka spotkała się z ciepłym przyjęciem blogerek. Pisały o niej
Calm Donw i
Ula Brzydula.
Pisze teraz i ja, bo książkę mam. A nie piszę o rzeczach, o których pojęciach nie mam. A że teraz mam pojęcie, więc napiszę o książce.
Anna Sakowicz znana jest w przestrzeni blogerskiej jako Kura Pazurem. Prowadzi blog, gdzie czaruje słowem. Więc jako jej czytelnik wiem, że Anka ma i talent i poczucie humoru. Nie napisze, że bywa boska, bo do dupy wchodzić nie będę. Ale powiem, po cichu, ze jestem fanką. Ale ciiiiiiiiiiii......, proszę.
Jak tylko wyszłam ze szpitala i zobaczyłam, że książkę można kupić, to w te pędy rzuciłam się do Anki. Biedna nie dość, że musiała zapakować książki to jeszcze autografy napisać. I dla mnie dedyk. No nie ma łatwo, nie ma ...Autorko, dzięki.:)
JAK SKRADZIONO MI "ŻÓŁTĄ TABLETKĘ"
Jest wtorek. Znowu mam moc. Mocarnie zaciągam małżona do sypialni. Mój wiek wymaga większej ilości sportu i doświadczeń.
Zaczyna być dobrze....rozpływam się w sferze odlotu.....
Pik, pik, pik, domofon!!!
Cholera!
Wskoczyłam pod kołdrę, bo w końcu chora jestem. Małżon szybko zaczął się ubierać. Ma tylko pięć sekund zanim syn otworzy drzwi. Wpadł Starszy.
- Chcę pić!
- Pij i uciekaj! I masz tu dwa zeta i nie lataj tam i z powrotem ok?
- No dobra.
Syn wypadł, a mężunio znowu wpadł. Odlot....
Dzyń dzyń dzyń puk puk puk!!!
Ktoś dobija się do drzwi.
- Olej - szepczę.
A tam ktoś, pod drugiej stronie drzwi wciąż natarczywie: dzyń dzyń dzyń puk puk puk.
-
Cholera- jęknął małzon i wskoczywszy w spodnie poszedł otworzyć drzwi.
-I? - zapytałam się dociekliwie męża o to kto był.
- To do ciebie. Chyba książki.
- AAAA!!!! Super!
Mężulo chciał dokończyć rozmowę, ale miałam to w nosie. Bezstresowo wolałam sięgnąć po " Żółtą tabletkę".
Jedno opowiadanie i śmiech. Taki o : HAHAHAHA!
- Ty to jesteś popieprzona. Albo cieszysz batona do ekranu, albo do książki.
- To masz przeczytaj.
Mężulo przeczytał pierwsze opowiadanie.
- Hahahaha, no zabawne. Spoko pisze.
Niestety godziny pognały, więc książka została odłożona na bok. Musiałam pojechać, by w kwiaciarni odebrać wezwanie do sądu. Odebrać Młodą z przedszkola. Potem była karuzela z dziećmi i plac zabaw. Wieczorem film i dokończenie ćwiczeń sportowych...
Rano mąż wyjechał do pracy, dzieci zostały odstawione do placówek. Mój czas, moja wolność, czas by sięgnąć po książkę, w ciszy rozkoszować się słowem.
I co?
Książki nie ma. Książki nie ma! Szukam, latam, przeglądam półki. Nie ma, nie ma, NIE MA!
-Wziąłeś mi książkę, moją książkę wziąłeś? - drę się do tela.
- Nooo, jest fajna, to sobie poczytam, a ty i tak siedzisz przy kompie - odparł mężulo spokojnie.
- Jak mogłeś?! - burknęłam obrażonym tonem i rozłączyłam się.
I tak oto nałóg pozbawił mnie lektury. Przeczytam książkę w sobotę. Za to męża pochłonęło.
A mężulo lubi dobre poczucie humoru i dobre książki.
Więc polecam w ciemno "Zółta tabletkę" Anny Sakowicz. Wystarczyło mi jedno opowiadanie, by wiedzieć, że warto po tą książkę sięgnąć. By wiedzieć, że to nazwisko zagości na moich półkach z książkami.