- Nie chodzę do przedszkola - oburzyła się Młoda - tylko do szkoły.
- O! a jaki jest twój ulubiony przedmiot?
- Deskorolka.
Przyjechałam do domu wcześniej niż zazwyczaj. Mężunio zaskoczony zaczynał coś ogarniać. 0 godzinie 15.20 zadzwonił jego telefon.
- Wyłącz !.
Wyłączyłam, a tam co? 15.20 każdego dnia, każdego dnia budzik. "Powrót Godzilli".
- Moonieeekkk!!!!
- No ale co?
- Rozwód!
- Za to, ze witam cię ciepłym obiadem?
- YGH!
No cóż nie można być dla mnie za dobrym. Wchodzę do domu, a mężunio każe mi myć ręcę, siadać za stołem. Więc siadam i milczę. Czasami zjem. Czasami moja twarz ląduje w talerzu albo od razu wybieram kierunek:łóżko. Takie sa dni, kiedy nie mam sił patrzeć na cokolwiek będąc zatracona gdzieś pomiędzy papierami, przymulona monotonnością dnia. Absurdem. Nie, to nie dzieje się. Ależ nie, nie, cenimy panią. A dziękuję.Tylko ja mam dość. Dość.
- Mam dość.
- Znowu znudziłaś się?
Popatrzyłam na mamę.
- Ale co się znudziłam?
- Ty się wszystkim nudzisz- dodał Mooniek.
- YGH!
Wyrwałam się. Oderwłam się. Zagubiłam.
Się.
Się się jak u Stachury.
"Czas umarł na czas. Ja umarło na ja. Nie ma ja. Się jest. Się jest się. Się jest duch. Się jest nikt."
wąsy Salvadora :D








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz