Sobota - tradycyjne poranne wtargniecie dwóch burz do naszego łóżka. Nastąpiło szybkie, ostre przebudzenie:
- AAAAAAAAAAAŁŁŁŁŁŁŁAAAAAAAAA ......moja NOGA!!!!!!!
Początek dnia...przygód....wrażeń. Na pocieszenie dostałam śniadanie i kawę do łozka. Potem schowalam się pod kołdra i postanowiłam, ze nie wyjdę, bo nie ma po co. A co!
Rozmowa dzieciaków dochodząca z kuchni była fascynująca. Starszy stwierdził, że chce do Gdańska. Młoda chciała lecieć do zoo samolotem. Potem zaczęli wymieniać zwierzęta jakie lubią.
Syn - kijanki, żaby, kraby, pająki.
Córka - małpki
Później usłyszałam, kiedy wyraziłam zdziwienie odnośnie miłości do żabiego potomstwa:
- Mamo, ja cie kocham jak kijanki!
Fantastycznie! Cokolwiek to znaczy, miłość pozostaje miłością. Hahahaha a może to i dobrze. bo nie skończę, ze słomką w dupie.
T zabrał się za rozbiór choinki. Drzewko wyrzucił przez balkon i poszedł na podwórko, by zwłoki drzewa wynieść na śmieci.
Przyszedł rżąc:
- Cholera, pomyliłem balkony i czyjąś choinkę wyrzuciłem. Hahahahahaha....potem naszą.
Wolontariusz, hahahaha. Czarna ręka. Ha, ha ha ...
Kule.
Super ćwiczenie. Wielorozwojowe. Polecam.
Potem rozciąganie mięśni poprawiłam na podwórko, jak kule rozjechały mi sie na śniegu.
Młoda dzisiaj budowała z klocków wiele dziwnych rzeczy, w tym różdżkę- hokus pokus. Ale mówi, ze samolotem już nie lata, bo zabrakło benzyny. Zajęta sobą miała nas w nosie.
Syn zaś przez cały dzień pisał, liczył, robił zadania. Zapytałam się T z czego omlet zrobił, bo dzieci znalazły swoje zajęcia i nie chciały bajek. Szok. Synkowi oczywiście towarzyszyłam, ale jako kontroler. Liczenie -on mnie kiedyś tym wykończy. Skubaniec. Zaraz mi się nasuwa na myśl , nie wiem czemu, "Piękny umysł" ....Ale może nie popłynie, w końcu 7x7 zatrzymało dobra passę. Uf, nie geniusz.Ha, ha, ha...
Masz Synu- jak będziesz duży zobaczysz jaki zdolny byleś! :)
Książkę z zadaniami poszła w odstawkę, jak tylko gierki odpaliłam.
-Mogę zagrać?!
Cóż -sama wychowałam Potworka, to niech ma. Trudno.
- Proszę, graj
- Ja pierdziele ale sypnęło!!! Łaaaał!!!
- Synu!!!!
- Sama tak mówisz....
Zawsze mi podkreśla, ze dzieci uczą się od rodziców. Mam przesrane. Kontrola słowa czasami slabo mi wychodzi.
Wieczór z T, z talbutem i cappucino. Jak emeryci normalnie.
Cholerny wypadek zmienił moje życie. Może na lepsze. Przystanek -rodzina. Teraz mam czas na wszystko, choć niewiele mogę zrobić, to zrobię wszystko, by móc wiele.
T krzyczy:
- Znowu przy kompie?
- Piszę!
-Pewnie grasz, chodź bo znowu przyleziesz o 3 nad ranem.
-Kurde, jakbyś był mężem Kinga to on przy tobie nic by nie napisał.
-Mężem?
- A co żoną? Wole jemu jaja urwać, niż tobie.
Oto ciemna strona miłości. Idę. niech się nie piekli.











