czwartek, 28 grudnia 2017

Noc








Brak swobody to jest dla mnie = bzik i śmierć.





 Noc. Bezludność. Bezkotność. Bezpsiowość. A w człowieku jakby milion żyć. Lampy, cienie, zdjęcia. Fragmentowanie życia. I muza niczym granica nie życia. Na załamaniach i białych pasach łapię oddech. 

Krok gubiony w muzyce. Idę. Cicho. Cicha ta noc. Nawet wiatr złożył skrzydła. Śpią upiory. Jest niewiarygodnie. 

Przystaję na krawężniku. Bujam się na krawędzi. Łapię równowagę w słowach, które utkały ostatnie dni.  

Są słowa, które nie zabijają. Są ludzie, którzy pozwalają żyć. Jest mleko, które nie psuje się.

I choinka wciąż ma igły.

W zaspanych oknach słychać sny ocierające się o framugi. Chciałabym wedrzeć się w nie. Zobaczyć o czym śni ludzkość, kiedy nie widzi nikt.

Skradam się.

Nie, nie chcę. Nie chce psuć sobie tej nocy.


Nie ma nic. Nie chcę nic. Trwam. W ciszy uśpionego świata. Jestem jak intruz. Oddycham lekko, by nie wydać się. 

Kradnę te chwile dla siebie.

Wolność.

Lekkość.


Noc. 

Bezludność. 


Otulenie w dotyku.

















 Pięta cywilizacji ;)






niedziela, 24 grudnia 2017

Wesołych Świąt :DDD




Wesołych Świąt :D

Ukojenia, zbawienia, zapomnienia
uchlania, najedzenia
i wszystkiego najśmieszniejszego
cudownego nastroju
kochani życzę Wam
niech troski rozbijają się
jak spadające bombki
niech znika wszystko
i niech spadnie śnieg
niech Wam się zdarza
i wymarza
Bądźcie szczęśliwi
kochani i wspaniali
Niech ten czas
odmieni na lepsze co się da.

Wesołych Świąt :)))))












sobota, 9 grudnia 2017

life

- Aaaaaaaaaa lecę sprawdzić wyniki konkursu...
- Jakiego konkursu? - zainteresował się syn.
- A na fb. Należało napisać tytuł najlepszej książki jaką przeczytało się w 2017 roku - odpowiedziałam.
- I jaka to była książka?
- Ginekolodzy.
- Pingwin i jego lody????
- Synu!!! Ginekolodzy!! Rozwój ginekologii od średniowiecza po dzień dzisiejszy. Wstrząsająca literatura faktu.......

W kuchni wybuchła kłótnia pomiędzy rodzeństwem.
- Nie będziesz się wtrącał w moje życie- dobiegł mnie krzyk córki - nikt nie będzie się wtrącał w moje życie......
- Będę, będę- odparował syn.

Taki tekst córki w wieku 8 lat ?
Taka troska syna w wieku 1l lat ?
Po kim? Po kim tak?

Team doskonały. Razem ćwiczą karate. W domu też razem ćwiczą. On podnosi ciężary, a ona robi brzuszki. Za chwilę razem robią serię pompek. Są razem. Kłócą się, wspierają, bronią. Są.
Lubię ich rozmowy. I nawet ich. Czasem.

Życie gna. Rozwala. Przynosi zadziwienia. Staję na nogi. Porzuciłam pracę urzędniczą na rzecz nowych wyzwań. Bo jeśli nie ja to kto? Reszta świata. Wiem, wiem.
Wróciłam do swojego zawodu. Tworzę nową strukturę. Chowam się z niemocy pod biurkiem, by za chwilę wyruszać w świat stojąc przed rzeszą ludzi. Jestem. Znikam.
Odnoszę sukcesy.
Odnoszę porażki.
Walczę z nieśmiałością.

Żyję. Żyję, choć mi się nie chce.









czwartek, 23 listopada 2017

za ciasne słowa
za ciasny stanik

rzucone w kąt
zaciasności
tłoczą się

jak skarpetki

jak myśli
zaciasne
w głowie

rozsadza mi
czaszkę

od tej
rzeczywistości
za ciasnej

duszę sie
zdejmuje myśli
stanik

rzucam
skarpetkami
przekleństwem

chleb mi spada
powieki też
serce zwalnia

przestań
bić
proszę

duszę się
za ciasno mi

-----------------------------------











poniedziałek, 20 listopada 2017

Młoda

Siedzę zamyślona przy kolacji. Wpadła Młoda. Z impetem. Oto powrót laski z karate.
- Mamo a wiesz, że jeden chłopak się we mnie zakochał ..............chyba się zakochał...
- No i luz.
- Ale mamo...on dziwnie patrzy...
- No co? jesteś fajna, zabawna i śliczna...
Na córka stanowczym tonem przerwała mi:
- Ale nie do kochania!!!!!
I wyleciała z kuchni.  Za kotką.
Nie do  kochania. Cała moja córa. Klon. Po prostu klon.
- Młoda, może jednak wrócisz do kuchni i zjesz kolację, opowiesz jak było w szkole.....
- W szkole to ja narysowałam psa, tak mi się wydawało, że to pies, ale to był koń. Jak koń? Patrzę, ale to był pies, srający pies, więc dorysowałam gówno.
I wyleciała.
A ja?
Zjadłam parówkę. Włączyłam film. Tak będzie dobrze.

piątek, 3 listopada 2017



Alle Götter waren unsterblich!



Dusza ma zrodzona z przepaści,  pewnego dnia będąc ciekawa świata, wzniosła się ponad krawędzie i  uleciała do góry, do góry tak. Tak wysoko poniosło ją i nosi ją wszędzie, ale w głębi, gdzieś pod drugim żebrem, czując ból, wszechogarniający, zniewalający ból, wiedziała, że tęskno jej do domu. Na to dno. Do tej przepaści, z której zrodziła się, chce wrócić i przytulić swoje skrywane oblicze.
Na początku i na końcu życia zawsze jest upadek człowieka. Wypada płód z pomiędzy nóg na podłogę, powije się powije, by wpaść metr siedemdziesiąt pod ziemię.


Utkana z czarnych nici atomów pochłaniania wszystko.  Wciąga inne  dusze i piwo i pizzę. Wódkę też, ale zmrożoną bardzo. Odkaża szramy. Uczy się śmiechu.

Kiedy taka dusza umiera nie leci do nieba. Nie leci do piekła. Staje się częścią czarnej dziury. Dupy wszechświata, która działa na odwrót. 
I nikt nie wie, gdzie sobą sra.
Wszyscy ją widzą. Tylko nie ja. 
Ten kawałek czarnej dziury we mnie.
Skręcam kolejnego papierosa patrząc w monitor laptopa. Prawdy objawione spływają nurtem jak woda z kranu PRL-u.
Powoli. Słyszalnie. 
Jestem wkurwiona.
Wychodzę na miasto. Wieczorne piwo w popularnej restauracji, by w tłumie się zagubić. Siadam przy jedynym stoliku wolnym. rozpinam kurtkę, nie wyciągam telefonu. Zamawiam. 
 - Z pięćdziesiątką proszę, 
Biorę po marynarsku na te fale w duszy. 
 - Cześć kobieto o szatańskich oczach......
Umrę.
Umrę kiedyś naprawdę.
Nie ma ucieczki.


Albo napiszę romans. Nie, nie, historię prawdziwej miłości. Zrodzonej ze snów.


- Mooniek, Moniek napiszę romans.

- A rób co chcesz...
Jak zwykle pomyślałam, a potem dziwi się ..ech...
- A ty się choć raz tak zakochałeś szaleńczo, by stracić rozum?
- Nie.
- Ja też nie, ale jak sobie wyobrażę to musi być to fajne, takie wzdychanie no nie?
- Astmę masz. Nie wystarczy ci?
- Spadaj Gru. 
- Gru?
- A co minionków nie widziałeś i siebie w lustrze?


Zaczynam od sceny.


-Szlag, jasny, czy tylko ja mam zmywać w tym domu?


Nie, od tej sceny.


- Kurwa, gdzie moje klucze!!!


Od tej sceny też nie.! To parę lat później. Tzn. rok później po ślubie.



Spała. Poprawił jej kołdrę i pocałował lekko w czoło, muskając palcami palce. Patrząc na nie zalała go fala czułości. Schylił się, by je pocałować: jeden po drugim. Wyszedł po cichu do kuchni. Zamyślony oparł się o meble: " Jestem szczęśliwy, jestem szczęśliwy....." Uśmiechnął się i mrucząc pod nosem postanowił ugotować rosół dietetyczny, a kiedy zaczęło w garnku bulgotać sięgnął po  książkę. Od czasu do czasu odrywał się od kartek oraz garnka  i opierając się o framugę drzwi spoglądał jak słodko śpi i choć dłonie go świerzbiły nie chciał dotykiem zabierać jej snu. 
"Śnij spokojnie, śnij" -myślał patrząc na nią z rosnącym uczuciem pożądania, fascynacji i czułości.
Wyszedł z domu szybkim krokiem i udał się do kwiaciarni po różę.
Miał plan, gdy ona będzie budzić się, on będzie przebudzał ją kwiatem, będzie pieścił lekko jej ciało, od noska po paluszki u nóg. Na samą myśl nabrał mocno powietrza. Nie wiedział, że można tak tęsknić mając ukochaną tak blisko.
Kiedy obudziła się przysiadł koło niej. Kwiatkiem pieścił jej ramiona, dekolt  patrząc w jej oczy.
- Co mi się tak kochanie przyglądasz?
- Coraz mniej w twych oczach przepaści.......















czwartek, 2 listopada 2017

Trzygłów

Aby istnieć, człowiek musi się buntować

Albert Camus









 lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont
miejsca bez znaczenia
mam milion twarzy
jestem Trzygłowem
z pochwą
na miecz
humorem tnę
tworząc własne zasady 
zmieniam je
kreślę kręgi
piekielne Dantego
jestem 
dla siebie 
religią 
LSD
drogą
bez znaczenia
jest wszystko
lubię kadrować świat
ciąć go okiem na kwadraty
wyrzucać za horyzont




środa, 1 listopada 2017

poza murem


— “Wyśnione miłości”

Dla mnie… Byłam zadurzona w takim rodzaju miłości. ,.. Chyba byłam bardziej zakochana… no wiesz, w lataniu… nie wiem, w lądowaniu, w kawiarniach, w papierosach… w powiewie nowości, Tego nie ma. To idea miłości. Kochasz ideę bardziej niż ... Kochasz odległość. A kiedy odległość znika… Kiedy… kiedy nie trzeba już przemierzać oceanu, wszystko. co trzeba przemierzyć. to korytarz… W każdym razie wszystko skończone.
Po prostu mi przeszło. Teraz to tylko złe wspomnienie. Jedno z wielu. Kiedy sobie przypomnę, co wyprawiałem, ...i myślę o tym wszystkim i jest mi cholernie wstyd… Zaczynam… śpiewać. Kurwa, śpiewać! Śpiewam w pokoju, pod prysznicem, przy zmywaniu. Śpiewam.




Idea miłości.
Idea polowania.
Idea poszukiwania.
Idea tworzenia.
Idea przyczepności.
Idea wolności.

Szukania życia poza murem. Bo może jednak jest coś ponad.

Spotkanie człowieka, który zasiada w kącie duszy i zaczyna być graniczy z cudem.
Tak po prostu zasiada i bawi się oglądając z ciekawością ciężary. Niewinnie jak dziecko i pyta się: a to? a to? a to?Rozbraja sobą. I spostrzegawczością. Głaszcze szramy.
Podchodzimy ze śmiechem do okna wyrzucając balasty.
Własne.


Fałsz zagłusza się krzykiem. Słowami wielkimi. One niczego nie prostują. Nie lepią. Jak się pisze to tak nie jest, ale chce się by tak było. Prawdziwość nie potrzebuje dokumentacji. Jest zbyt wrażliwa na łapanki. I gapiów. Nie sprzedajna. Poza widzem. Poza murem.
Fałsz lubi widzów. Myśli, że stojąc w świetle spojrzeń dojdzie do rozszczepienia i stanie się prawdą.

Chowam swoją prawdę głęboką.
Nie jest na sprzedaż.


Frustracja i gniew owszem

Spójrzcie na obrazy.

Dzisiaj odkryłam Santiago Caruso.

Wnikam w mrok. 

Ktoś wniknął w moją duszę.

Poza murem.











dychotomia



Zejdź z oczu tym, którym działasz na nerwy. 
Pierdolnij drzwiami, kiedy 
ktoś ciągle wali cię w dupę i robi z ciebie kretyna.
- Kaja Kowalewska / Bóg strzelił gola








Litania do własnego serca





jestem własnym więźniem

ograniczam siebie na wszystkie sposoby, gdy moja dusza wyrywa się ku wolności
dychotomia ta zabija mnie 
swoją manię wielkości mieszam ze swoim poczuciem bycia gównem
dychotomia ta zabija mnie
dystans do życia budowany z poczucia humoru zanika gdy z duszy wyłania się mrok
dychotomia ta zabija mnie
trzeźwość mieszana z pijanymi chwilami zapomnienia
dychotomia ta zabija mnie
radość życia z usilną potrzebą śmierci
dychotomia ta zabija mnie
wrażliwość mieszana z przekleństwem
dychotomia ta zabija mnie
delikatność z agresją 
dychotomia ta zabija mnie
pragnienie z niechęcią
dychotomia ta zabija mnie
Twój dotyk scala mnie
nie biegnę
nie 
nie uciekam
Jesteś mordercą
dychotomii mej.
Ale odejdę,
przecież wiesz




Mogę nawet rzec: 
Jesteś moją komunią. 



Gdy katolik klęcząc przed ołtarzem otwiera dziób daje sobie w tym momencie chwilę ułudy, spokoju. Zabija sumienie myśląc: 
 - Oto przyszedł Pan do mnie. Nie, nie jestem złym człowiekiem. 
Nie, nie jesteś. W tym momencie jesteś jak święty. Pełen boskiej zajebistości i niewinności. Chwila poczucia własnej świętości daję siłę i wiarę w niezłomne własne zasady. 
Idź człowieku, idź dalej i spuszczaj innym i sobie wpierdol. Werbalny, nie werbalny.
W niedzielę znowu oczyścisz sumienie.

Seks jest Styksem. Rzeką pomiędzy życiem a śmiercią. Chwilą zapomnienia, Ułudy. Oczyszczenia. Komunią.


W blasku świec zniczy, w ciszy, przerywanej szumem wiatru szeleszczącym opadłymi liśćmi może słychać czasami kroki umarłych, które wtapiają się w podmuch, a my pod murem cmentarnym w pragnieniu swych  własnych ciał i życia i śmierci dajemy sobie ułamek radości, chwilę spokoju. Właśnie tu, gdzie łączy się życie i śmierć. Na granicy tej stajemy się jednością. Dusze łączą się splątane w dotyku. 
Pieprze cię życie, pieprze śmierć, ty pierzysz mnie, pierzę cię.



Sacrum i profanum.

Seks i komunia.

Dusza i ciało.

Życie i śmierć.

Dychotomia.










poniedziałek, 30 października 2017

jedność dusz.




Trwamy złączeni w jedności dusz. Oplatam nogami jego nagie ciało. Dłonie lekko pieszczą skórę klatki piersiowej i pleców. Palce zasiadają cicho na kręgach kręgosłupa. Sutkami drażnię jego sutka. Oddech z czasem robi się coraz bardziej przyspieszony, a czoło przytulone do czoła rodzi w nas kosmiczną energię. 
Chwilo trwaj. I  nie opuszczaj. 
Nie opuszczaj mnie. 
Nas.Czujesz jak dusze tańczą ponad nami. Zerkamy na siebie spod półprzymkniętych powiek, a we wnętrzu fala tsunami.
.
Patrzymy sobie w oczy. Palce witają się w pieszczocie linii papilarnych, chcę być częścią Twego DNA, wpleść się w skórę i zostać. Uśmiech taki nieśmiały i pełen marzeń jak i niewiary gości na naszych twarzach. Pochylam się by ustami  go skraść. Całuje lekko jego wargi. Dreszcz przeszedł przez nasze neurony, chwila wzajemnego doznania rozpaliła wnętrza serc. Odchylam głowę, by na niego spojrzeć. W naszych źrenicach: ogień pierwotnej siły. Rozbudzone pożądanie zamienia się w ucztę pełną zachłanności. Bierz mnie ogarze, bierz. Jestem twoja kością.
Chrupiesz. Kostkę za kostką.

 A kiedy śpi wtulam się w niego, lekko pieszcząc linie jego ciała. Nowa forma doznania. Wciąż odkrywam zakamarki i cienie tajemnic. Zaułki rozkoszy. Całuję go lekko w czoło, w ramię, mruczę: "śpij mój mały" i otulam kocem.  Siadam z książka blisko tak, że czuje jak jego ciało unosi się spokojnym oddechem, i czytam patrząc  na niego czule. A myśli gorące hasają mi po głowie, w duszy, w sercu. Gorąco mi na wspomnienie naszych pieszczot. Nachylam się lekko całując w ucho. 

Całując go lekko w usta wchodzę na teren krainy bajecznej. Oplata mnie ramionami, zanika, oddechy synchronizują się, wbija się we mnie mocno, natarczywie, jak zdobywca.  Szepczę mu do ucha, że pragnę go, pożądam, nie przestawaj, poczuj  to co ja czuję.... oddaję mu się na wszystkie sposoby...Gwiazdy zaglądają nam do alkowy. Dwa ciała splątane w akcie miłosnym wbijają się ponad wszechświat, gdy ziemia śpi.

Niech miasto niech śpi, niech nie widzi, niech nie zazdrości, nie ma nas dla nich. Nasz świat zamknięty w spragnionym dotyku kurczy się do słów, które krążą pomiędzy spragnionymi siebie ustami. Świat nie musi wiedzieć, nie, nie mówmy mu nic.
Nie możemy przestać pieścić się, a  on patrzy na mnie spod przymrużonych powiek. Nie kochanie, to nie sen...Ssię dużego palca u jego nogi, śmieje się, lecz zmienia się barwa jego oczu, łapie mnie za ręce i przyciąga do siebie,

Palcami pieszczę drżącą skórę. Całuje mnie do nieprzytomności, łaskocząc moje ciało  oddechem,  pieszcząc  językiem tonie pomiędzy piersiami.  Palcami pieści kręgi szyjne, wędruje po każdej część kręgosłupa.  Zwijamy się  we wzajemnych pieszczotach, nieustającym pieprzeniu, lubię zagryzać zęby na jego ramieniu i śmiać się i kochać nieustannie, aż do świtu w oczach. I zapachu porannej kawy.

Przy kawie opowiada mi swój sen:



- Delikatnie pieprzę Cię.......ten rytm jak wiatr pośród maków....zatracamy się......zmysłowy taniec nauronów... .....całuję, pieprzę ,,,,dochodzisz.wiesz jak pięknie wyglądasz?.....wyglądasz tak, że krzyczy we mnie wszystko ...całuję i przytulam Cię....jesteś, jesteś, .....czule poprawiam Ci włosy.   a Ty drżysz w moich ramionach..........płaczesz wzruszona......byłaś boska wiesz.......całuję Twoje łzy......i zaczynam od nowa, tak Ciebie pożądam .......





napisze wiersz niezbyt długi
by nie zaplątał nas
w przydługiej swej sukni
nie poplątał naszych stóp
nie wywrócił

 napiszę krótki wiersz
wiesz

kocham cię