Życie toczy się po utartych torach. Nudą wieje okrutnie. Aż dziwne, że jeszcze żyję. Rutyna. Kolano wyorało mnie na boczny tor. Ten pociąg nie jedzie. Ruina. Zarastam w chaszczach bezbarwności.
Szlag mnie trafia. A co musi czuć człowiek , który w wyniku wypadku stracił nogę albo leży sparaliżowany?!
Życie potrafi jebnąć cegłówką w łeb. Ale nie warto siedzieć w kącie patrząc w jedną stronę, bo zawsze
może coś zlecieć
z góry , a jak popatrzymy do góry to z tej jednej, wolnej strony może paść strzał. Złoty środek został rozpuszczony w alchemii zaskoczenia.
Czytałam ostatnio, ze zmory potrafią wychodzić nawet ze ścian. Zabierają powoli tlen śpiącym. Paraliż nocny, kto go nie miał...
Znowu pobudka o 5.30 , by 45 minut później sterczeć na przystanku w oczekiwaniu na autobus. Zapalam papierosa. Poranne cucenie. Przychodzi dwójka staruszków.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
- A pani co się stało? Taka młoda i już nieszczęście ....
Myślę- jaki kij. Do pytań znajomych i znajomych twarzy jestem przyzwyczajona, ale ......hm?
- Chwilowa usterka kolana. Bywa - odpowiadam z uśmiechem. Wow. Ja to jestem. :D
- Ale pani już długo chodzi o kulach. Nie widać już pani z dziećmi, a zawsze pani z nimi biegała.
Zostałam zabita celnością uwagi. No nie widać mnie, nie widać...
- O, a państwo skąd wiedzą?! - najprostsze pytania prowadzą do rozwiązywania zagadek. Znają mnie czy co?!
- Jesteśmy sąsiadami pani, mieszkamy obok, klatkę dalej.
- Tak?! Nie wiedziałam Miło mi państwa poznać.
Mamo, dzięki za wychowanie. Ufff. Przecież ludzie dość często na pytania nieznajomych reagują ,hm..., czasami dziwnie reagują. Dobrze być miłym człowiekiem :D. A mogłam fochem porannym odszczekać - a co państwa to obchodzi?! No nie? Ale z wiekiem ceni się człowieka.
- Pani mamę tez znamy, jeszcze jak pracowała w urzędzie. Ale teraz pani dużo pomaga, prawda?
No proszę, mama znowu gwiazdą. Ha, ha, ha, zastanawiam się kto jej nie zna. Małe miasto ma klimat w swoim niepowtarzalnym rodzaju.
- To prawda, babcia jest niezastąpionym elementem w życiu. Właśnie opiekuje się szkrabami dzięki temu mogę jechać na rehabilitację.
Autobus przyjechał
- Do widzenia
- Do zobaczenia.
Leże na kozetce. Uprząż na nogę założona, do niej przyczepiony na sznurku ciężarek- macham nogą: góra, dół, góra, dół i zasypiam. Wyrwał mnie kaszel. Cholera. Jak dobrze złapie to czasami normalnie posikać się idzie w majty. Szlag.
- O ooo jaki piękny kaszelek . Może ma pani zapalenie oskrzeli? Nie dobrze to brzmi. Była pani u lekarza?!
- Nie, ja tak mam. Przejdzie. - bo co mam powiedzieć? Że olewam lekarza, by antybiotyków czasem nie dostać przed świętami? Wódeczka nie po to się mrozi, by zajmować miejsce w lodówce.
Kaszel - w zeszłym roku alergia, astma tłumaczyły te napady. W tym roku obalone poszły w kąt, a kaszel pozostał. I krew z nosa. Teraz? Nie mogło mnie to dopaść w latach szkolnych? I 15 minut lekcji z głowy. A nie - starej babie jak dziecku.
Sypię się ze starości. Z nudy. Z zasiedzenia. Erozja stagnacji wyżera mnie powoli. Era gnicia rozpoczęła się na dobre. Coraz bardziej uchylone okno życia paradoksalnie wpuszcza coraz więcej zapachów śmierci. Czterdziestka powinna być ucztą w wykopanym grobie. Na pohybel śmierci.
Biały kitel. Kolejna wizyta.
- Ale pani powinna już chodzić, tutaj nic nie ma. Wszystko wygląda na to, ze jest w porządku.
- Ja chodzę, ale mnie to boli. Zejście ze schodów rozwala mi kolano od środka.
- Ale to będzie bolało.
- Pan żartuje sobie? Mam żyć z bólem? 4 dni bez kul a właściwie 3 dni chodziłam i wyłam po nocach z bólu, a pan mówi ze tak mam żyć? Siedzę przed panem a kolano boli. Serio.
Opisałam co czuję. Cholera, bo czuję! Badanie kolana, moje wycie. Przykurcze są.
Znowu zwolnienie, kolejne skierowanie na rehabilitację. I myśl, ze to nie tak miało być. Bezradność mnie ogarnia. A gdyby przyszło mi żyć na wózku inwalidzkim?! Niewyobrażalne dla mnie. Zawsze mówiłam - strzał w łeb. Dzieci pokrzyżowały moje wizje. Dzieci...Młoda ostatnio rozpłakała się:
- Maaaamooo, a kiedy będziesz zdrowa?
No tak, skakałyśmy po łóżku, biegałyśmy, tańczyłyśmy, a teraz co? Teraz gucio. Nie pozostanie chyba nic innego jak garść prochów przeciwbólowych i powrót do ....przeszłości. Ale lekarz mówi, że nie wrócę do dawnej sprawności. Kolano jest uszkodzone. Cholera, tyle w życiu robiłam głupot i nigdy nic, a tu tak mam pozamiatane.
Poszłam do pracy zanieść zwolnienie. Był szef: I jego żona.
- O, przytyłaś - ach, te baby, nie ma to jak miłe powitanie koleżeńskie
- Wiesz, nie chodzę to mi wchodzi. Ale widzę, ze tobie też się wylewa, a możesz chodzić, więc jak to jest?!
- Ahahahaha - no pewnie śmiej się myślę sobie - bo co możesz powiedzieć, hehehehe.
- Kiedy wracasz do pracy?! Impreza wojewódzka szykuje się pod koniec kwietnia i pytają się czy jedziesz.-szef konkretny facet. Taką gadkę to ja rozumiem.
Impreza, jeszcze tego mi trzeba. Rok temu po mega mocnym wieczorze wyszłam rano z pokoju i było słychać:
- Cześć Arte, Ty czorcie ahahahaha- większość mnie znała, w przeciwieństwie do mnie, bo ja nie wiem kto to był. Ups ...Kolega uprzejmie mi tłumaczył kto jest kto, a ja łapałam się za głowę. To sobie zabalowałam. Nawet zastępca szefowej musiał mnie zagadać, mnie -podrzędną jednostkę w machinie organizacji:
- Wie pani, czasami zastanawiam się gdzie pani myśli błądzą.
- O to jest nas dwoje - odparłam z uśmiechem i umknęłam nie mając sił do dywagacji filozoficznych. Ciekawe czy to był podryw czy jednak zauważył moją duszę?! Ha, ha, ha ...
Szefowa i to szefów wszystkich, ujęta tym, ze jestem fanką Pollyanny dała mi dzban swojego wyrobu. Wyszłam ze zdobyczą na papierosa i utworzył się magiczny krąg z krążącym gąsiorkiem.
Rzuciłam hasło:
- Kto nie pije ten donosi! - wszyscy pili z gwinta, ha!
Tja, to była impreza, hahahaha.....Dwa dni przegadane, przetańczone, na bańce. Odreagowanie po brudach dnia codziennego raz do roku należy się. Jak wypłata co miesiąc.
- Szefie, nie wiem, może przy następnej wizycie coś będę wiedzieć. Ból mi nie przechodzi niestety.....
- No weź się nie wygłupiaj, wracaj.
- Wrócić to chciałabym, ale ten pechowy dzień, ech ....
Ale mówią, ze życie jest jak rzeka. Płynie. A wiry jak przykre niespodzianki potrafią spłatać figla, zaplątać życie. Ściągnąć na dno.
Szczęśliwa gwiazda ma gaśnie. Oby w ciemnościach nie wpaść znowu w coś. Mam dość.
A na święta okna będą brudne. O!