Wróciłam do pracy. Biuro jest w nowym miejscu. Nowa lokalizacja, budynek, życie.
Zaparkowałam cała szczęśliwa, ze nikt mi nie wpadł pod auto, bo jakoś tak ludzi ogarnęło totalne bezmyślne pałętactwo . Niecierpliwość niesie zgubę. Kiedyś kupię pałkę bejsbolową i wtrzepię cierpliwość i rozumność.
Dojechałam, nie zabiłam - jest dobrze.
Wysiadłam z auta, zawinęłam się chustą i poszłam do drzwi. Zamknięte?! Hm? Nikogo nie ma? O tej porze? Dziwne ...Wyciągnęłam klucze i włożyłam do zamka. Klucz jakoś dziwnie wszedł do trzech czwartych. No może to nie ta strona ... Odwróciłam klucz i to samo. Mocuję się, mocuję....nic! No kurde! Jak ja drzwi otworzę?! Co to za klucze, które nie wchodzą?!
Podjęłam walkę od nowa, co za uparty zamek, ale nie poddam się lekko.
Pięć minut i nic. Albo padnę trupem albo zapalę albo zaklnę na czym świat stoi. Cholera! Zaczęłam rozglądać się wokół, ale pech -nie ma nikogo kogo można prosić o o pomoc. Szlag!
Siadłam na murku wkurzona na maksa. Piękna wtopa jak na pierwszy dzień.
Nagle wynurzał się facet, facet znikąd. Dozorca! A!
- Dobrze, że pana widzę...
- Ale dlaczego - mówi ubawiony - chce pani się dostać do mojej części budynku?
- Coooo?!?
- Drzwi biura są, hahahaha, obok, hahahaha, tam, hahahaha trochę dalej.
Zeszło ze mnie wszystko! Popierdzieliłam drzwi. A ten stał sobie w krzaczorach i rechotał. Super. Super glut normalnie.
- To może pan je na zielone pomaluje, co? By znowu nie było siary ......
Weszłam rozbawiona. No początek piękny.
- A ty co tak rżysz?
- Bo przez pięć minut walczyłam z demonem własnego zakręcenia.
- CO?!
- Arte wróciła, zaczyna się.
- Dobra, dobra ...idę po wodę - ucięłam gadkę i poszłam do łazienki.
Z kranu buchnęło wodą. Wiwat stare rury. Moje spodnie mokre, i podłoga też. Bosko! Wyszłam napięcie i ......jak mi się nogi rozjechały, normalnie balet "Łazienkowy ślizg"...
- AAAAA!!!!!!
- A ty co? - przyleciał kumpel.
- Nic, rozkładam się, wiesz takie soft porno.......
- Hahahaha, dobrze, że wróciłaś ......
- Myślę, ale kawę robisz ty. Ja siadam na dupie. Dość.
Potem, z czasem, było lepiej.
Sms, sms, sms..kilik, sms, klik, sms. Kumpel nie wytrzymał:
- O widzę, że nałóg zabawy z telefonem ci nie przeszedł?
- Przeszedł. Za to mam inny nałóg - zaczęłam się rechotać, wystawiając jęzora z przekory - odpowiedni do wieku..
- Nie, no ona znowu będzie o seksie....
- A co chłopaki wolicie fantazyjne ciało czy fantazyjną wyobraźnię?
Zamilkli. Zapadli. Zamlaskali
- Dwa w jednym - ach ten rozmarzony ton kumpla rozłożył nas do końca.
Fajnie, że sobie wróciłam do pracy. Oderwę się od prania, sprzątania, gotowania. Choć to i tak na mnie czeka. Bezlitośnie. Ale jaki mam świeży powiew.
Czas się dłużył, leciał, wybiła godzina wyjścia. Pognałam do chatki.
Domofon. Wbiłam kod. Ledwo weszłam na klatkę, ledwo przeskoczyłam parę stopni już słyszałam wrzask córki:
- MAAAAAAAAAAAAA MAAAAAAAAAAAAA!!!!! MAAAAA MAAAA!!!!
Wbiegłam na górę, otworzyłam drzwi i ......
- Kocham cię mamusiu - córka objęła mnie za szyję mocno, objęła jakby mnie sto lat nie widziała. Przyklęknęłam - uwielbiam wtulić się w to słodkie ciałko. A tu syn wlazł na plecy i tuląc się rzekł
- Wiesz pani kazała podziękować Bogu za rzeczy ważne. Podziękowałem za rodzinę. Za ciebie, bo jesteś najfajniejszą mamą, moja bohaterką.
Wyniosło mnie do raju. I zostanę tam na dłużej. Bo fajnie jest.
Zaparkowałam cała szczęśliwa, ze nikt mi nie wpadł pod auto, bo jakoś tak ludzi ogarnęło totalne bezmyślne pałętactwo . Niecierpliwość niesie zgubę. Kiedyś kupię pałkę bejsbolową i wtrzepię cierpliwość i rozumność.
Dojechałam, nie zabiłam - jest dobrze.
Wysiadłam z auta, zawinęłam się chustą i poszłam do drzwi. Zamknięte?! Hm? Nikogo nie ma? O tej porze? Dziwne ...Wyciągnęłam klucze i włożyłam do zamka. Klucz jakoś dziwnie wszedł do trzech czwartych. No może to nie ta strona ... Odwróciłam klucz i to samo. Mocuję się, mocuję....nic! No kurde! Jak ja drzwi otworzę?! Co to za klucze, które nie wchodzą?!
Podjęłam walkę od nowa, co za uparty zamek, ale nie poddam się lekko.
Pięć minut i nic. Albo padnę trupem albo zapalę albo zaklnę na czym świat stoi. Cholera! Zaczęłam rozglądać się wokół, ale pech -nie ma nikogo kogo można prosić o o pomoc. Szlag!
Siadłam na murku wkurzona na maksa. Piękna wtopa jak na pierwszy dzień.
Nagle wynurzał się facet, facet znikąd. Dozorca! A!
- Dobrze, że pana widzę...
- Ale dlaczego - mówi ubawiony - chce pani się dostać do mojej części budynku?
- Coooo?!?
- Drzwi biura są, hahahaha, obok, hahahaha, tam, hahahaha trochę dalej.
Zeszło ze mnie wszystko! Popierdzieliłam drzwi. A ten stał sobie w krzaczorach i rechotał. Super. Super glut normalnie.
- To może pan je na zielone pomaluje, co? By znowu nie było siary ......
Weszłam rozbawiona. No początek piękny.
- A ty co tak rżysz?
- Bo przez pięć minut walczyłam z demonem własnego zakręcenia.
- CO?!
- Arte wróciła, zaczyna się.
- Dobra, dobra ...idę po wodę - ucięłam gadkę i poszłam do łazienki.
Z kranu buchnęło wodą. Wiwat stare rury. Moje spodnie mokre, i podłoga też. Bosko! Wyszłam napięcie i ......jak mi się nogi rozjechały, normalnie balet "Łazienkowy ślizg"...
- AAAAA!!!!!!
- A ty co? - przyleciał kumpel.
- Nic, rozkładam się, wiesz takie soft porno.......
- Hahahaha, dobrze, że wróciłaś ......
- Myślę, ale kawę robisz ty. Ja siadam na dupie. Dość.
Potem, z czasem, było lepiej.
Sms, sms, sms..kilik, sms, klik, sms. Kumpel nie wytrzymał:
- O widzę, że nałóg zabawy z telefonem ci nie przeszedł?
- Przeszedł. Za to mam inny nałóg - zaczęłam się rechotać, wystawiając jęzora z przekory - odpowiedni do wieku..
- Nie, no ona znowu będzie o seksie....
- A co chłopaki wolicie fantazyjne ciało czy fantazyjną wyobraźnię?
Zamilkli. Zapadli. Zamlaskali
- Dwa w jednym - ach ten rozmarzony ton kumpla rozłożył nas do końca.
Fajnie, że sobie wróciłam do pracy. Oderwę się od prania, sprzątania, gotowania. Choć to i tak na mnie czeka. Bezlitośnie. Ale jaki mam świeży powiew.
Czas się dłużył, leciał, wybiła godzina wyjścia. Pognałam do chatki.
Domofon. Wbiłam kod. Ledwo weszłam na klatkę, ledwo przeskoczyłam parę stopni już słyszałam wrzask córki:
- MAAAAAAAAAAAAA MAAAAAAAAAAAAA!!!!! MAAAAA MAAAA!!!!
Wbiegłam na górę, otworzyłam drzwi i ......
- Kocham cię mamusiu - córka objęła mnie za szyję mocno, objęła jakby mnie sto lat nie widziała. Przyklęknęłam - uwielbiam wtulić się w to słodkie ciałko. A tu syn wlazł na plecy i tuląc się rzekł
- Wiesz pani kazała podziękować Bogu za rzeczy ważne. Podziękowałem za rodzinę. Za ciebie, bo jesteś najfajniejszą mamą, moja bohaterką.
Wyniosło mnie do raju. I zostanę tam na dłużej. Bo fajnie jest.




























