Z bratem widzimy się raz do roku. Niedawno przyjechał. Radocha była wielka.
- WUJASZEK!!!!
- Wujaszek? Synu, czyżbyś był Iwanem Groznym czy Dostojewskim?
Starszy lubi rosyjski. Ale nie ma go w szkółkach. Króluje angielski, niemiecki, a rosyjskiego brak.
I kto potem Putina zrozumie?
Bo on będzie jak Fidel Castro -nieśmiertelny.
Rozmowa z bracholkiem czasami mogłaby być prowadzona, jak dla mnie, w języku chińskim.
- Wiesz jak robi się kurczaka w sosie słodko-kwaśnym potrzebujesz oleju ryżowego ....
Udałam, ze rozumiem o co chodzi ...
- A ostatnio robiłem baraninę ....
- Brachu, nie możesz wrócić do Polski?
Jakie jest najbardziej kretyńskie pytanie?
- Zapytać się człowieka mieszkającego w innym kraju:
- Nie możesz wrócić do Polski?
Dzieciaki dopadły mojego młodszego klona i harcowały z nim równo.
Kuzynostwo-syn był autkiem:)
Zawody - kto ile pompek natrzaska :)
Pewien dzień....
Musiałam wyskoczyć do ortopedy. Brat przyszedł z rana, by przejąć opiekę nad dzieciakami, a ja poleciałam na pociąg.
Zostało parę minut do odjazdu, więc wyszłam na papierosa i pogawędkę z Boską. Papieros zgasł i bateria w telefonie też. Fuck. Zerwany kontakt ze światem.
Dobrze, ze wyjątkowo miałam zegarek na ręku.
Ale jak żyć bez telefonu?
To prawie jak bez mózgu.
Eksperyment: wyłączyć telefon na jeden dzień. Można nawet poczuć jakby się w stanie upojenia alkoholowego tańczyło na linie czasoprzestrzeni. Totalne zagubienie.
Pod gabinetem lekarza zaczytywałam się w Liczbach Charona, ale w końcu stwierdziłam, ze godzina czasu to wystarczający czas oczekiwania. Zresztą jeden pociąg odjechał, a drugi nie może.
Rozmowa z ludźmi w poczekalni jest jak wejście na arenę, gdzie czeka rozjuszony byk. Na szczęście udało mi się przekonać, że teraz to jest mój czas i moja pora.
Weszłam.
- Dalsza rehabilitacja, słabe mięśnie, i rzepka ....
Ups, to moja głowa pracuje jak lewe udo. Udo się albo nie udo.
Pognałam do endokrynologa. Matka ma kiepskie wyniki, a wizyta w 2015 roku. Może uda się przyspieszyć termin?
W sumie polityka państwa jest z punktu ekonomii bardzo dobra: dalekie terminy dla chorych tylko obciążą ZUS - zasiłki pogrzebowe, a NFZ za dobre wyniki i kalkulacje będzie mogło sobie przyznawać premie. I zmniejszać limity z roku na rok. Na cholerę tyle emerytów? Po co profilaktyka? Działanie na czas?
Umieranie jest cool. Marzenie wrażliwych artystów ....Czujcie się wyjątkowi.
No tak państwo dba o ludzi.
Zostało pół godziny do odjazdu pociągu, może wyrobię się w czasie..
- Mogę z panią wejść, bo chcę o coś zapytać się lekarki.
- Tak.
Tak? Wow! to takie nie spotykane. Krótkie, proste i pozytywne słowo: TAK. Pewnie dlatego mówi się, że trójka to szczęśliwa liczba. Trzy -idealny układ matematyczny.
Tak.
Przychylność człowieka powoli zaczyna być jak eksponat muzealny, zachwycającym unikatem.
- Naprawdę? - poważnie byłam w szoku - Dziękuję.
Ale cóż po zgodzie skoro w gabinecie nadal siedziała pacjentka i to już, jak wieść w poczekalni niosła,, siedziała tam od 40 minut i jakoś nie zamierzała wychodzić. Czas, czas, czas... został kwadrans do odjazdu.
- Chyba wejdę do gabinetu, bo pociąg mi ucieknie - rzuciłam w panie siedzące na ławce.
- Niech pani wejdzie, niech pani wejdzie, może tamta szybciej wyjdzie? - nadzieja w ich w głosie ubawiła mnie serdecznie i dodała otuchy
Więc weszłam. Odwaga z mej strony była niesamowita, bo wejście do gabinetu lekarskiego, a tym bardziej kiedy siedzi pacjent to ....mówiąc krótko: lekarz nie potrzebuje batonika lion'a, by ryknąć paszczą.
-Tak? - zapytała się lekarka. O, miła ...
- Przepraszam bardzo, że tak wchodzę, ale ....
Skonsultowałam wyniki, nie jest najgorzej. W październiku mam zadzwonić, bo może znajdą się miejsca.
Najważniejsze jednak jest, że nie jest źle. Podziękowałam. Super!
- Dziękuję za dobrą wolę - powiedziałam paniom w poczekalni - do widzenia.
Pognałam na stację. Kupiłam bilet. Siadłam na ławce przy peronie. Książka.
Zerknęłam okiem na otoczenie
Pięć minut do odjazdu i ani na tablicy nic nie pisze ani ludzi?
Hm, machnęłam ramionami i zanurkowałam nosem w kartki.
Czekaj, nie ma nic - wdarło się w moja głowę. O co chodzi?
Wstałam. Zerknęłam wyostrzonym okiem na następny peron i co ja widzę? Tam stoi mój pociąg !!! O! w mordę!!!
Zerwałam się. Biegłam jakbym pracowała w Ministerstwie Głupich Kroków.. Dwie minuty przed odjazdem mój tyłek klapnął w przedziale.
A jak klapnął to przez megafon powiedzieli, że będzie odjeżdżał ....a wcześniej to nie było łaska coś mówić? A zresztą i tak nie słucham....
To byłby numer- zdążyć na godzinę odjazdu, ale popieprzyć perony i widzieć jak pociąg odjeżdża. Nawet tak potraw nie przyprawiam mocno.
Choć kiedyś bywało wesoło i o przygodach swoich z pociągami mogę napisać osobny temat.
Właściwie czasami dziwię się, że wciąż żyję ...
Wysiadłam na swojej stacji i od razu poleciałam do matki. Tam byli wszyscy. Dzieciaki, brachol i nasza rodzicielka, która zdążyła w nocy wrócić z Chorwacji.
- Mam dla ciebie prezenty. O!, a tutaj masz krzyż, mam nadzieję, ze znajdzie on miejsce w twoim domu.
Dostałam ataku śmiechu. Jej wiara po prostu wyłamuje mi nadgarstki, a nachalność mega wkurwia.
- Ale kobieto to twoja religia, przestań. Gdzie tequilla? - mówiąc to pomyślałam " Hahaha to jest moja religia".
A propos religii - szyizm stosowany
Proszę: do Diablebleu otrzymaliśmy od znajomych kolejny absynt - dzięki! czekamy na Was :)
- Jest i rakiję też mam dla ciebie.
- To jest prezent jaki rozumiem. Dzięki.
Oczywiście doszło do wymiany zdań na tle religijnym i znowu wraz z przekleństwem wyszło ze mnie chamstwo. Ale tak grzecznie, rzuciłam ......., by nie wzniecać awantury.
Poszłam zrobić sobie kawę. Łyk. Tego mi było trzeba.
- Idziemy na basen, idziesz z nami? - zapytał się brat.
- Miałeś sam iść z dzieciakami.
- Przestań chodź.
I po kawie. Zostało parę minut do odjazdu autobusu, więc skoczyłam po strój i poleciałam na przystanek.. Wow, zaimponowałam sobie.
Godzinę temu wróciłam i znowu wyruszam. Zajebiście. I tak trzeba trzymać! Szkoda tylko, ze wcześniej mi nie powiedział, że mam jechać.
Na basenie spędziliśmy około dwie i pół godziny, bo dzieciaki nie chciały wychodzić z wody.
Zjeżdżalnia urzekła moje Stworki, więc często mnie tam ciągnęły. Starszy sam zjeżdżał, a Młoda ze mną.
I to szybko pędziłyśmy, aż córka piszczała z radochy. Ja zresztą też - a co mi tam ....
zjeżdżalnia ma tylko 64 metry a dzieciaki zjeżdżały na mnie jak miały ok roku czasu- o łoł - ale od wypadku z nogą wszystko zmieniło się tak naprawdę i teraz to do mnie dochodzi - więc czas przebudzenia przyszedł :)))
To niesamowite uczucie zjeżdżać rynną w dół z zamkniętymi oczami. Tunel dla dusz. I nagle buch w wodę.
I jeszcze raz. Ciekawe czy taki odlot jest po śmierci.
Niesamowitym uczuciem jest także pływanie z tamponem. Miałam wizję, że może zaraz będę pływać niczym samolot latający podczas popisów akrobatycznych. Lot z czerwonym ogonem.
Co spojrzałam w stronę ratowników dostawałam dziwnej mimiki twarzowej. Ciekawe co by powiedzieli?
- Przepraszam, pływa pani jak ranna ryba.
Czy może...
- Hm, mam wrażenie, że za dużo pani wypiła barszczyku czerwonego i są skórne nacieki ...
Nie ma to jak bzdetami karmić głupawkę. No ale skoro lubi pić się chlor...
- Wyciągnąć pani korek?
(Nie, nie zmądrzeję nigdy)
Aby dobić potworkowe towarzystwo wróciliśmy do domu na piechotę zaliczając po drodze plac zabaw.
Spacer trwał ponad godzinę, ale dzieciakom nie rozjechało się nic- ani nogi, ani rzeczywistość. Twarde sztuki. Mi za to zaczęł się plątać języki. A ból w kolanie pulsował w głowie.
- I co synu? Wymoczyłeś jajka? - zapytałam się z brechtem.
- Dlaczego tak do mnie mówisz? - syn z powagą zwrócił się do mnie.
- Yyyyy - aż mnie zatkało -przepraszam, nie chciałam ciebie urazić.
Starszy przytulił się do mojego brata.
- Dziękujemy ci wujku za basen. Fajnie było.
Młoda też przybiegła. Podziękowała. Rozbroili mnie tym, ze sami z siebie docenili gest wujka. Super.
Przecież nie musiał ich brać.
A ja dorwałam się do ładowarki i podłączyłam tela. Odzyskałam mózg i serce. Smsy jak tlen. Jak można żyć bez telefonu.
Można jeśli świat skurczyłby się do jednej wioski. Świat jednak w tej kwestii jest odporny, za to virtual to jedna wielka wiocha. Klik, niczym przejście przez przecznicę, i wszystkich można złapać.
- Myślałam, ze wpadłaś pod pociąg, bo tak nagle urwało naszą rozmowę... - no tak, a co można pomyśleć, kiedy rozmowa kończy się nagle, dodzwonić się nie można a rozmówca stał na peronie?
- Nie, tym razem jeszcze nie to, to tylko bateria....proza ...
Fajnie uczucie jak ktoś się o nas martwi. Dzięki. To miłe.
A baterii będę pilnować jak papieru toaletowego na wyjazdach.
Zadzwoniła kuzynka.
- Dlaczego was nie ma w tym roku?
Hm...dobre pytanie
Mieliśmy jechać pod namiot w Beskidy, ale skoro pogoda staje się coraz gorsza zatem wyruszamy w Tatry.
Z mamuśką. Ktoś musi prowadzić rodzinną konwersację.
- Znowu mam się pakować? Jeszcze nie rozpakowałam się.
- To tak powiesz jak znajdziesz się w niebie, hehehe.
Spojrzenie spod byka znaczyło - o czym znowu ona pieprzy?
- No co, jak ci Piotr pomyłkowo otworzy niebiańską bramę I powie; wypad! to rzekniesz: ledwo weszłam, a mam wyjść?
- Ale ty jesteś walnięta ...
Nie wiem jak spędzimy czas i na ile pogoda nam pozwoli powłóczyć się. Nogę swoja mam gdzieś i tak boli.
Brachol też tam dojedzie. By się działo ...czy tam przelewało .... w rzece wodę, ale....
SMS : Brachol, zmiana planów, też będziemy pod Taterkami, ale u ....
SMS: To wam się udało. Bawcie się dobrze
....ale bratowa to zapora. Co jest gorszego od teściowej? Bratowa.
To nic, ze nasze dzieciaki bawią się świetnie, to nic, że my się dogadujemy świetnie -najważniejsza rzecz to nienawiść. No to niech sobie tego kwiatka hoduje. Jej ogródek. Zresztą i tak nie łapie żartów....
Taterki, wciąż czuję wewnętrzny zew: Orla Perć - może tym razem wyciągnę mężulka na trasę przeżyć?
fotki z internetu- google,grafika
Cudny szlak ....przepiękny.
Przeszłyśmy go z kumpelą w wieku 17 lat, i tak mnie urzekł, że później wracałam na niego.
Moc przeżyć - adrenalina, widoki, kozice ...oderwanie od skały wraz z łańcuchem...
Kiedyś opowiem te dziwne historie włóczęgi mojej ...i braku rozwagi.
Ale rozważni przygód nie mają. Za to głupcy mają szczęście. Oto idealny system równowagi, by fajnie życie przeżyć. Zatem odwagi!
(hm....idealna para - rozwaga i głupek :D )
Za rok chyba poszukam chętnych na Orlą Perć - weekend z Arte w Zakopcu :))) -bo T. odmówił mówiąc;
- Oszalałaś?!
- Sztywniak!
Także towarzystwo szaleńców będzie mile widziane.
I jeszcze mamusia przed chwilą zadzwoniła;
- Co mam zapakować?
- Jutro swój tyłek w auto.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kolekcja syna.
ps odrobię zaległości jak wrócę, a póki co -wybaczcie - pozdro;D
.jpg)
.jpg)
.jpg)







.jpg)




