Wpadła kumpela z córką. Dzieciaki zaczęły przewracać do góry nogami pokój, przedpokój, i co się dało. My zabarykadowałyśmy się w kuchni.
- Mam deprechę - powiedziała M. wyciągając piwo.
Do piwa podałam kurczaka w krakersach.http://www.wielkiezarcie.com/recipe49795.html
- Gotujesz?hahaha pojebało cię czy też masz depresję?
- Wszystko na raz.......
- Hm, dobre to to
Gadka szmatka. Z pracy wrócił T.
- Znowu piwkujecie?
- Jakie znowu?
- Dla ciebie też jest bronek w lodówce.
- A! to rozumiem.
Dzieciaki szalały w najlepsze. Nam czas fajnie płynął.
Dzieciaki szalały w najlepsze. Nam czas fajnie płynął.
Terapia jednak nie pomogła. W nocy obudził mnie ból kolana, ból w klatce piersiowej. Wstałam. Woda. Brak miejsca na ziemi.
Ech....A jeśli to serce?
Ech....A jeśli to serce?
Mój ojciec zmarł nieoczekiwanie. Było to 20 lat temu. Miał 45 lat. Bywa i tak w życiu.
Podobno takie osoby jak ja długo nie żyją. Niektórzy znajomi wręcz twierdzą, że starość w moim wykonaniu jest niewyobrażalna.
Proroctwo kumpeli:
- Arte, ty nie zginiesz śmiercią naturalną .....
Proroctwo kumpeli:
- Arte, ty nie zginiesz śmiercią naturalną .....
Za dużo energii, emocji. Big Bang! I już.
Bywa i tak ...
Bywa i tak ...
| tam są bilety na koncert ;))))) |
T siedząc przy kompie jęknął:
- O kurczę, Arte chciałabyś tam być! wiesz kogo bedzie koncert?
- Nie wiem, a co?
- A nic
Zanim co do czego przyszło, wręczył mi kopertę mówiąc:
- To są bilety na koncert. Proszę.
- Co? Jaki?
- Zobacz
Nie zajrzałam. Niech to będzie niespodzianką.
T mówi, że spełni się jedno z wielu swoich marzeń. Jedziemy za 2 tygodnie. W dniu moich urodzin.
W końcu co roku jest tort - posiadówka. Niech tym razem będzie inaczej...
Miałam nadzieję na wyjazd w górki, ale co tam, górki nie uciekną, a jeśli to ma być koncert moich marzeń to muszę tam być.
Telefon, koncert, i co jeszcze?
Kawa w Oslo jesienną porą a może żubrówka na Helu, placki ziemniaczane na Krupówkach, piwo na kazimierskim rynku, grzaniec w Ogrodzieńcu, rolki na Murze Chińskim?
Któż to wie ....
Życie bywa cudowne.
Zwłaszcza z fajnym facetem.
Kurde, ale on musi mnie kochać. Normalnie jutro śniadanie mu zrobię. A co tam.
T nie przestawał szokować. Poszedł zrobić rower. Po tylu latach. Zaczynam się martwić o jego zdrowie psychiczne normalnie. Kolejna mega niespodzianka. Rehabilitacja w gronie rodzinnym ma moc szczególną. Fajnie powłóczyć się razem. Są chwile dla których warto żyć.
Zajechaliśmy do teściów.
Znalazłam latawiec. Chciałam pokazać dzieciakom jak się puszcza. Chciałam przemóc swoją słabość. Pobiec pomimo wszystko.
- AUĆ!!!!
Ból kolana rozwalił mnie okrutnie. Zanim jednak nastąpiła eksplozja cierpienia zdążyłam córce lutnąć tym cholerstwem w policzek. O mało co, a dostałaby w oko. Ale na szczęście i nieszczęście ma tylko pięknego siniaka pod okiem ...uffffff
Kulawa oślica ze mnie normalnie.
Faza w dół.
W dolnej szufladzie lodówki teściów było piwo.
Wpiłam z teściem jedno na pół.
Odbiło mi się pięknie.
A jednak to nie jest sen.



