Sobota rano. Pośpiech na maksa. Im bardziej się spieszymy, tym dzieci jakoś wolniej działają. Więc na przyszłość - nie ma co się śpieszyć, hahahaha.
Tylko jak to zrobić, gdy czas ucieka, a ruchy dzieciaków są jakby z masy jakiejś - rozciągają się potwornie.
Młoda wpadła do miski w łazience. Przy jedzeniu pobrudziła się na maksa. W toalecie "pojechała" po rajtuzkach. Cały zestaw atrakcji. Demonstracja nowych możliwości. I to myyyyyyyyyyyyycieeee ząąąbkóóóóóów.
Czas dla maluchów nie istnieje. Abstrakcja.
Myśleliśmy, ze nie wyjdziemy. Ja wyszłam z siebie. AAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!! GRRRRRRRRR!!
Ale zdążyliśmy. I nawet miejsce parkingowe nam się trafiło.
Uffff.....
Jednym słowem - rozgrzewkę emocji zaliczyliśmy.
Nie było lipy. Było wniesienie flagi olimpijskiej, pucharów. Cała pompa. Były też władze miasta - burmistrz i jego zastępca. No, no, no ....
Dzieciaki rywalizowały w konkurencjach ogólno sprawnościowych. Bieg do pachołka z różnymi atrakcjami. Super zabawa.. Bo dzieciaki potrafią, hahahaha.
Rywalizacja, emocje, pogubienie. Bieg z patrzeniem w oczy przeciwnika. Dzieciaki są cudowne.
Oczywiście wszystkie drużyny zajęły pierwsze miejsca. I słusznie.
Fajnie, ze komuś się jeszcze chce organizować takie rzeczy.
Starszy dał radę. Nie zamotał się. Bo to, że szybki jest to wiemy. Tak jak wiemy, że potrafi się zawiesić. Nie zawiesił się - popędził.
Pierwszy medal.
A może i ostatni?!
Zobaczymy co przyniesie przyszłość.
Czy Starszy otworzy się na sport, czy też zostanie na pułapie "rozmyślań".

Z syna i tak jesteśmy dumni. Fajny facet.
Dopóki nas nie wkurzy, hahahahahaha