środa, 27 listopada 2019

Siedziałam w pokoju śmierdzącym mną. Moim seksem. Który to już raz dzisiaj? Na szczęście masażer to nie kochanka i oboje nie mieliśmy dość. Spazmy, które przeszywały moje ciało oraz te fale ciepła dochodzące aż do stóp wprawiały mnie w znakomity humor. Tak, to jest jazda bez granic. Cudowna jazda.
Samotność wypełniona krzykiem. Krzykiem spełnienia. 

Sen.

Samotność.

Uczucia i emocje bez cieni złudzeń jakie rzucają inni ludzie. Nie mielone zębami odzyskują swój wymiar.
Przyglądam się.

Budzi mnie śmiech.