- Nie będę szła do żadnego kościoła! Kościół jest głupi i nudny! - wydarła się Młoda płacząc.
Co niedzielny dramat dziecka komunijnego, a książeczka czeka na wypełnienie aktu wiary. Co niedzielna msza. Ponadto różaniec, roraty......Akt wiary musi być potwierdzony. Myślałam, ze to powinna być sprawa sumienia, ale jest aktem wpisania w książeczkę.
- Ok, kochanie, nie mam sił. Nie idź, a jutro wypisze cię z religii i nie będziesz musiała chodzić do kościoła i do komunii teź nie pójdziesz.
- Ale ja chcę tort i prezenty!!!- chlipało dziecię.
- To dostaniesz to na urodziny, a komunia to przyjęcie wiary i Boga.
- Boga nie ma! Każdy to wie i to wszystko jest głupie i bezsensu.
- A jeśli Bóg jest to co?
- Nie ma Go, nie ma....
Młoda jednak poszła. Oby przetrwać do maja. Dostaje od nas wybór, a co z nim zrobi jej sprawa. Nie będę wywierać na nią żadnego wpływu. Nie to co moja matka, która jeszcze nie tak dawno stojąc na schodach groziła mi, ze bez Boga daleko nie zajdę i że jestem niczym.
Zawsze jestem niczym. Choć wolałabym być Fryderykiem. Nietzche'm. Takiem Nieczem.
I żyć w zgodzie z sobą. Tak, to był akt wiary, który nie powinien być zdradzany, a został zdradzony.
Trzeba żyć z wiarą. W siebie. I zgodnie z sobą.
- Tylko nie bądź jak babcia -zaśmiała się Młoda podczas bloku reklamowego, gdy wspólnie oglądałyśmy Harry Pottera.
- Czyli jak?
- Nie przymulaj!
- O ty!!! - zaczęłam się śmiać gilgocząc małego klona.
- A właściwie hahahaha ty już przymulasz.....
- Zginiesz, moja droga, teraz to zginiesz!!
Moje zęby wtopiły się lekko w lewą łopatkę. Wojna, hahahahaha. Lubię się z nią droczyć, być, rozmawiać. Jest bardzo wrażliwym dzieciakiem, ale i też cwanym. Rośnie z niej kobieta, bo już wie jak grać na emocjach.
- Kurcze, ale fajny labirynt.... Wlazłybyśmy tam, co? - odezwałam się wpatrzona w ekran.
- Pewnie - odparła Młoda - ale bałabym się.
- Ja już się boję, zaraz coś wyskoczy...aaaaaaa.........
- Nie bój się - dziecko objęło mnie ramieniem - nie bój się.....jestem...
- A co to znaczy być kowalem własnego losu?
- A jak nie będziesz się uczyć to co będziesz mieć?
Młoda popatrzyła na mnie.
- Ciebie! - i dostała ataku śmiechu.
- A co ty oglądasz tatuaże, noooo mamoooo.....weź...
- No ale co?
- Nie rób, będziesz jeszcze brzydsza.........
- I tak jestem to co mi tam. Patrz, anioła walnę na łopatce i podpiszę twoim imieniem...
- Ale siara, weź - i śmiejemy się, drocząc, gilgocząc......
- Kurde, ale cię kocham Młoda wiesz......
- Wiem, a ja ciebie nie! - hahahahaha
- To mój tekst!!! o nie!!!! - i kolejna wojna na gilgotki.
Wspólny czas. Bezcenny.
W tym czasie Mooniek z synem grali na play'u rozwalając, ramię w ramię, wszystkie potwory. Komitywa męska bez słów.