20 lat temu ........
Kuchnia. Obiad. Siedzieliśmy wszyscy przy stole. Jakoś tak wyjątkowo. Jak zwykle przekomarzaliśmy się z bracholem, pewnie próbując udowodnić kto jest większym głupkiem. Ojciec znad gazety zapytał się czy robię dwudziestkę.
- No pewnie, a jak to sobie wyobrażasz?
- Pewnie nie wyjdziecie Ci.
- He, he, he, wyjdzie, wyjdzie, choćby po trupach, ale imprezka będzie.
Ojciec zawsze czytał gazetę do talerza zupy. Pan Dyrektor i jego ekonomia. Z czasem miałam nadzieję, ze w końcu założy swoją firmę. Zatrudni mnie. I w ogóle jakoś to będzie. Bo jakoś brakowało mi planu na życie. Rok na fizyce zakończył się wkurwieniem na wykładowcę chemii. Porzuciłam po półroczu. Ile mogę zdawać jeden i ostatni egzamin?! Nie dla mnie zabawy w kotka i myszkę.
Za tydzień czekały mnie egzaminy do studium. Ucieczka w naukę ucieczką przed życiem.
- Wychodzę - krzyknęłam i już mnie nie było.
Gdzie? matki zostało bez odpowiedzi. Jak zwykle.
Wróciłam w nocy. Matka zapłakana coś mówiła do telefonu.
- Nie, nie, córka nie wie jeszcze...
-O czym nie wiem?
Patrzę na brat, a on też jakiś dziwny.
- Arte choć, zapalimy - szepnął konspiracyjnie do ucha. Wyszliśmy z psem. Pies to była dobra wymówka.
Niepokój pojawił się w duszy, ale zawiany mózg mówił ....mówił ...chyba po grecku, bo nie docierało do mnie nic. Spacer to był dobry pomysł. Głowa się przewiała, ale lęk pozostał.
- Co się stało?
- W domu ci powiem. Zapalmy.
- Dziwni jesteście jacyś. No gadaj co jest. A gdzie ojciec?
- W domu Ci powiem.
Nigdy tak ciężko nie wchodziło mi się po schodach ....
- Arte, tato nie żyje, zmarł dwie godziny temu.
- CO?!
- Tato nie żyje, rozumiesz?!
- Ale o czym ty mówisz?
Nie dotarło.
No bo jak?
Przecież widzieliśmy się przy obiedzie ...
Kiedy wyszłam z domu to tato po prostu z krzesła osunął się na podłogę. Wezwali pogotowie. Lekarz, chyba ginekolog, bo nie można być aż takim bęcwałem, ocenił to jako ostrą niestrawność. Dał zastrzyk
Po 3 godzinach brat z mamą zabrali tatę do szpitala.
Czekając na badanie wyszedł na podwórko, bo zrobiło mu się słabo.
Jak upadł, tak nie wstał.
Miał 45 lat. Choć wtedy dla mnie był stary, to teraz wiem, ze miał całe życie przed sobą.
W noc po pogrzebie widziałam jak siedzi na krześle w moim pokoju.
Tato miałeś rację - nie zrobiłam impry.
Tato, słowa dotrzymałam, skończyłam studia.
I to co ci obiecałam, też zrobiłam. A właściwie nie zrobiłam.
Wielu rzeczy nie zrobiłam.
Ale zrobiłam sobie tatuaż. Matka do tej pory nosem kręci, hahaha.
I prawko też zrobiłam.
I brakuje mi Ciebie.
Nakopałbyś mi do dupy w tych chwilach, kiedy tak jęczę.
I byłbyś cudownym dziadkiem dla dzieciaków.
I ..........
Mroź wódkę w lodówce. Wiesz, że ciepłej nie lubię.
Już wiesz, bo wierzę, że gdzieś czasami koło mnie jesteś.
Czasami.
Jak się nie oglądasz za babami, hahahaha
No co? Twoje poczucie humoru mam.
Kurde ........
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski
Kuchnia. Obiad. Siedzieliśmy wszyscy przy stole. Jakoś tak wyjątkowo. Jak zwykle przekomarzaliśmy się z bracholem, pewnie próbując udowodnić kto jest większym głupkiem. Ojciec znad gazety zapytał się czy robię dwudziestkę.
- No pewnie, a jak to sobie wyobrażasz?
- Pewnie nie wyjdziecie Ci.
- He, he, he, wyjdzie, wyjdzie, choćby po trupach, ale imprezka będzie.
Ojciec zawsze czytał gazetę do talerza zupy. Pan Dyrektor i jego ekonomia. Z czasem miałam nadzieję, ze w końcu założy swoją firmę. Zatrudni mnie. I w ogóle jakoś to będzie. Bo jakoś brakowało mi planu na życie. Rok na fizyce zakończył się wkurwieniem na wykładowcę chemii. Porzuciłam po półroczu. Ile mogę zdawać jeden i ostatni egzamin?! Nie dla mnie zabawy w kotka i myszkę.
Za tydzień czekały mnie egzaminy do studium. Ucieczka w naukę ucieczką przed życiem.
- Wychodzę - krzyknęłam i już mnie nie było.
Gdzie? matki zostało bez odpowiedzi. Jak zwykle.
Wróciłam w nocy. Matka zapłakana coś mówiła do telefonu.
- Nie, nie, córka nie wie jeszcze...
-O czym nie wiem?
Patrzę na brat, a on też jakiś dziwny.
- Arte choć, zapalimy - szepnął konspiracyjnie do ucha. Wyszliśmy z psem. Pies to była dobra wymówka.
Niepokój pojawił się w duszy, ale zawiany mózg mówił ....mówił ...chyba po grecku, bo nie docierało do mnie nic. Spacer to był dobry pomysł. Głowa się przewiała, ale lęk pozostał.
- Co się stało?
- W domu ci powiem. Zapalmy.
- Dziwni jesteście jacyś. No gadaj co jest. A gdzie ojciec?
- W domu Ci powiem.
Nigdy tak ciężko nie wchodziło mi się po schodach ....
- Arte, tato nie żyje, zmarł dwie godziny temu.
- CO?!
- Tato nie żyje, rozumiesz?!
- Ale o czym ty mówisz?
Nie dotarło.
No bo jak?
Przecież widzieliśmy się przy obiedzie ...
Kiedy wyszłam z domu to tato po prostu z krzesła osunął się na podłogę. Wezwali pogotowie. Lekarz, chyba ginekolog, bo nie można być aż takim bęcwałem, ocenił to jako ostrą niestrawność. Dał zastrzyk
Po 3 godzinach brat z mamą zabrali tatę do szpitala.
Czekając na badanie wyszedł na podwórko, bo zrobiło mu się słabo.
Jak upadł, tak nie wstał.
Miał 45 lat. Choć wtedy dla mnie był stary, to teraz wiem, ze miał całe życie przed sobą.
W noc po pogrzebie widziałam jak siedzi na krześle w moim pokoju.
Tato miałeś rację - nie zrobiłam impry.
Tato, słowa dotrzymałam, skończyłam studia.
I to co ci obiecałam, też zrobiłam. A właściwie nie zrobiłam.
Wielu rzeczy nie zrobiłam.
Ale zrobiłam sobie tatuaż. Matka do tej pory nosem kręci, hahaha.
I prawko też zrobiłam.
I brakuje mi Ciebie.
Nakopałbyś mi do dupy w tych chwilach, kiedy tak jęczę.
I byłbyś cudownym dziadkiem dla dzieciaków.
I ..........
Mroź wódkę w lodówce. Wiesz, że ciepłej nie lubię.
Już wiesz, bo wierzę, że gdzieś czasami koło mnie jesteś.
Czasami.
Jak się nie oglądasz za babami, hahahaha
No co? Twoje poczucie humoru mam.
Kurde ........
Śpieszmy się
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dzwięk troche niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widziec naprawde zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzec
kochamy wciąż za mało i stale za późno
Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a bedziesz tak jak delfin łagodny i mocny
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiac o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą
ks. Jan Twardowski