Mama postanowiła zadbać o duszę wnuka i jakimś cudem namówiła go na Drogę Krzyżową. Po powrocie z kościoła okazało się, ze synkowi nie przypadł do gustu mszalny klimat. Był niegrzeczny, marudzący, płaczący. Full zestaw. Pełna opcja.
- Dlaczego synku tak zachowywałeś się?! co się stało?
- Bo mieliśmy iść na tą, nooooo....drogę krzyży, a nie na mszę.
No i jak matki nie udusić?!
Jak się bierze za coś to należy tłumaczyć. Każda ze stron uniknie rozczarowań. Elementarną podstawą relacji ludzkich jest rozmowa. Mówienie o swoich oczekiwaniach, o tym co będzie etc.
Muszę z matka porozmawiać. Ale po urodzinach.
Córkę "coś" bierze, mnie też. Jeszcze tego brakowało. Ech...