Dobrze, że w końcu nastał ten dzień. Dzień Śniętego Falentego. Ostatnio bowiem Młoda była tak zaaferowana Balem Walentynkowym, że każdy dzień witała jednym pytaniem:
- Czy dzisiaj jest bal?
- Nie, kochanie, to nie dzisiaj.
Odpowiedź negatywna powodowała płacz.
Zresztą teraz weszła w taki okres, że o wszystko płacze. Ma być teraz, już, natychmiast.
W przedszkolu też pokazuje różki. Cała grupa szła na podwórko a Młoda postanowiła zostać w sali. Kiedy panie wyszły z dzieciakami do szatni to Młoda wyrwała za nimi i ubrała się bardzo szybko. Po prostu trzeba czasami ją zostawić z jej własnymi myślami. Im bardziej nalegamy tym bardziej wychodzi jej to bokiem.
Nie wiem kiedy jej to minie, ale czasami odpadam jak kafelek z PRLowskiej łazienki.
A że nerwus i raptus ze mnie okrutny to i zębami trąc poruszam mury bloku.
- Zamknij twarz - wyrywa mi się
A dziecko łkając:
- Mamo mówi się mów ciszej.
- Przepraszam, masz rację, ale nie wyj już proszę.
Nadszedł ten dzień, dzisiejszy dzień, więc wczoraj przymierzyłyśmy strój: sukienkę, skrzydełka. Młoda zażyczyła sobie, o zgrozo!, pomalowania pazurków. No cóż w końcu to bal. Wypięła pierś dumnie i poleciała do chłopaków.
- Patrzcie! Fajnie?
- Ale śmierdzi to!
Ach, ci faceci ....
Jednak Młoda mając twardy charakter pozostała niewzruszona. Odgarnęła włosy tym swoim ruchem:
- Gram z wami, dobrze?
Szalona trójka roznosiła mieszkanie od śmiechu. Gormity wróciły do łask.
Dzisiejszy poranek ...Myślałam, ze chociaż dzisiaj córka zerwie się z łózka, ale gdzie tam. Bal? Poczeka. Mało tego zjadła kromkę z nutellą po czym swoją buzię wytarła w swoją bluzkę. Bluzkę przygotowaną na bal. Opadłam. Kolejny poranek na wariackich papierach. Walentynkowo wydarłam ryja. I znowu płacz ....Nie tak miało być, cholera. Nie miałam czasu, by zrobić kucyki.
Buziaków sto zniwelowało napięcie.
Zdążyliśmy...uffff.....oby reszta dnia była dobra.
Teraz ogarnę mieszkanko. Jedno i drugie.
Kupię winko. Coś na sałatkę.
Małe drobiazgi mam już dla wszystkich.
Niech mnie dobrze zapamiętają, swojego czuba, hahaha.
Życzę Wam by ten dzień był pięknym dniem. Dajcie się ponieść :)))).
A jednak gdzieś na przekór coś ha ! :P



Ha, ha :) :) Niezłe te rysunki "na przekór". :)
OdpowiedzUsuńno kurcze, teraz każdy wie, że w końcu nadejdzie ten słodki dzień :)
UsuńCoś mi się zdaje, że i Ty i Twoja Córcia macie mocne charakterki! Codziennego wariactwa w Walentynki i Walentynkowego szaleństwa na cały rok!
OdpowiedzUsuńDzięki:D i nawzajem :)))
UsuńZgadzam się z Kobietą Diabelską ;) Córa, to chyba cała mama :)?
OdpowiedzUsuńzagubiona
hahaha, nie wiem :)
UsuńMam deżawu. Znaczy oprócz godzinnego usypiania, nasze dzieci łączy bal i to oczekiwanie : dzisiaj? już? Takkk dzisiaj! Jedziemy już, już jedziemy, a kiedy, za ile godzin, czyli już?
OdpowiedzUsuńmyślałam, ze niecierpliwość jest domeną starości, ale okazuje się, że jest to również cecha dzieciństwa
Usuńchoć w sumie jak popatrzeć na te dwa okresy życia człowieka to dzieciństwo od starości nie wiele się różni :D
Coś na przekór to ja miałem przez wiele lat. Nieważne. Walentynki, śmieszne, zabawne święto totalnie komercyjne i... nie wiem, czy potrzebne, ale na pewno dość zabawne. Czy potrzebne? Pewnie w jakimś tam stopniu tak, chociaż zdaję sobie sprawę, ilu osobom to święto tylko przeszkadza, z takich czy innych powodów...
OdpowiedzUsuńchyba każdy kiedyś miała albo ma na przekór z różnych przyczyn ... mój bunt też był - bo hamerykańskie,:)
UsuńA bal się chociaż udał? :)
OdpowiedzUsuńno ba! Młoda mówiła, że tańczyła dopóki nie puścili takiej głupiej piosenki, ale nie doszłam co to było :)))
Usuń