Wróciłam do domu. Czerwona, spocona, radosna.I tak dumna z siebie. Przeżyłam.
- Gdzie byłaś? - zapytał syn buzią pełną jedzenia, gdy weszłam do kuchni.
- A na kickboxingu. Zapisałam się. Power maks, czuję, że czuję. Każdy mięsień!
Starszy, aż wypluł do talerza to jedzenie, które tak mielił i mielił w buzi.
-Co?! Po tobie można wszystkiego spodziewać się. Zaraz będziesz skakać przez płoty, z dachu, i przyślesz zdjęcie z Wenus.
- Hahahahah teraz to pojechałeś chłopie. Wiesz całe życie marzyłam, by nawalać w worek i teraz tak będzie.
Faktycznie, przez pół życia karmiona filmami z Van Damme'n, z Bruce Lee, marzyłam, by uprawiać jakieś sztuki walki. Najlepiej tajski boks. Ale rodzice zawsze wybijali mi to z głowy, a później pomimo niezależności jakoś tak życie pognało do przodu. A teraz? A teraz stoję w miejscu i rozglądam się co by tu jeszcze przeżyć.Teraz cieszę się jak dziecko, ze przeżyłam pierwszy trening. A był morderczy.
Chodzę i mówię co mnie irytuje. Irytuje mnie to, że chodzę i to, że mówię. Po co mówić, po co chodzić. Po co cokolwiek robić. Inaczej jednak nie mogę, jak chodzić i mówić. I nagle ten zlepek ewoluuje na moich oczach. Układa się w most, w drogę taką. Na przęsłach. Wahadłowy. Pięknie niebezpieczny. Z brakującymi deskami. Co drugiej dechy nie ma, a co czwarta połamana.Wiem, gdzie jestem i na czym stoję. Ale idę tam, gdzie idę. Lubię tak prowokować i gnać uciekać, szukać. Lubię włazić na ten dziurawy most i skakać po nim. Skakać, skakać i krzyczeć, a niech chwieje się, niech runie. Niech wszystko runie.
Weszła do biura i rzuciła szefowi papiery na biurko. Spojrzał na nią spod oka. Niezła sztuka. Wyrachowana, zimna, pociągająca. "Jak butelka bourbona z 1912 roku" - pomyślał. Bardzo pociągająca. Tylko niedostępna jak złota karta kredytowa w banku. Choć, z czasem, z czasem wszystko zmienia się. "Cierpliwości zatem, cierpliwości" -pomyślał, ale dla zasady warknął: - Co tym razem? - Zamówienia szefie.- jej głos miał nutę obietnicy pieszczoty.
Wzięła swoją glowę i spuściła z 10 piętra, po schodach. Bum, bum, bum..., a kiedy dobiegła ją na parterze, wzięła pod pachę i poszła zagrać w kosza. Trening rzutów osobistych nie był niczym innym jak niemiłosiernym waleniem o obręcz i tarczę. Stała długo i cierpliwie rzucacając i rechocząc przy tym okrutnie. Nawet raz dostała zębem w lewą pierś. Zębem, który odbił się od tarczy podczas rzutu. Rozbawiło ją to przeokropnie. - To był atak lwów - ryknęła - zaraz was powybijam wszystkie. I dalej tak stała i rzucała, aż mózg eksplodował i wypadły oczy. Znudzona zepsutą zabawką wykopała głowę gdzieś w niebo i nie patrząc gdzie upadła poszła do piaskownicy. W piachu wyrwała jedną rękę i zrobiła z niej łopatkę. Siedziała na brzegu piaskownicy i ryła nią korytarze i zamki. A potem, w szale tworzenia, pobiegła pod kosz, by odszukać w trawie oczy. Miały być cześcia herbu - Wydłubiskowa. Kiedy je znalazła, okazało się, że jedno oko było już rozdeptane a drugim bawił się mały szczeniak. Chciała go kopnąć w zadek, by odzyskać swój skarb, ale stwierdziła, ze pacanie go łopatką będzie weselszą zabawą. Nie chciało się jej biec z powrotem do piaskownicy, więc oderwała sobie nogę i skacząc na drugiej, podążała za psiakiem celując w niego, raz to w głowę, raz to w zadek. Nie zauważyła, kiedy wypadła na ulicę. Facet kadłubem rozbryzgał krew, która spływała po przedniej szybie. - Ja pierdolę, co to było? Gołąb? Wysiadł z auta i zobaczywszy to co zobaczył wezwał policję. Policja wezwała karetkę pogotowia. Sekcja zwłok wykazała brak serca. Śpij Kadłubku spokojnie.
Funkcjonowanie
w strukturach społecznych i udawanie człowieka jest strasznie
męczące. Przyszłam i padłam. Zasnęłam w swoim świecie.
Oddarta z ról zasnęłam po prostu. Z uśmiechem; Na swojej kartce
papieru. Niezarysowanej, niepokreślonej. Pustawej takiej. Zasnęłam
w swoim świecie. A miałam podłogi umyć. Straszne. Sumienie
kobiety uległej zbiczowało się słowem: - Ty leniwa cipo! Cień
macochy przewinął się karcąc mnie jak Kopciuszka. Czy tak nie
jest? Czy Macocha nie jest tą inną kobietą: matką, babka, ciotką,
sąsiadka, która każe być niewolnicą, bo przecież taka jest rola
kobiety.
Fuck!
Oliwek
brak w lodówce
To
jest dopiero problem. Niepełne życie, niepełny smak sałatki.
Powrót na kartkę. Zawiśnięcie w pustej przestrzeni. Żadnej kreski, żadnego ruchu dłonią. Nic. Pustka. Czystość idealna.
Kurwa.
-
Potrzebuję pracy, Cokolwiek. Bo zwariuję. Cofnę sie społecznie i
poproszę o łóżko w psychiatryku,
Tylko
czy ja potrafię cokolwiek? Technik ekonomista, animator kultury,
pedagog, referent, chuje muje dzikie węże spierdzielaj na taśmę i
śrubek, kurwa, nie pomyl.
-
Mooniek! będę na twoim utrzymaniu, będę pić i pisać i robić ci
obiady. Pasi?
Nie,
nie poddam się tak łatwo. Wszystko tylko nie gotowanie!
-
Nie proszę pani, nic nie wiem o ZUSie, poza tym, ze w swoim
czasie miałam problem zdrowotny, stad ta przerwa w zatrudnieniu i
musiałam walczyć z systemem. Ale naliczanie składek jest nieznanym
mi tematem, który chętnie poznam. Od tego jest staż prawda, żeby
nauczyć się, czy jednak chcecie, jak większość pracodawców,
tanią siłę roboczą?
-
Tak wiem, ze na odcinkach wypłat są wykazane potrącenia, ale nie
patrzę na to, bo inaczej by mnie szlag trafił, jak każdego
człowieka.
-
Cieszy mnie bardzo, że państwo będą ogłaszać rekrutację. Mam
44 lata i o niczym nie marzę jak o stabilizacji zawodowej i uczciwej płacy.
-
Porzedni pracodawca owszem, chciał zatrzymać,ale przecież w tym celu należy stworzyć nowe stanowisko
pracy oraz ogłosić konkurs. Jeśli tak będzie wezmę udział.
Jednak na dzień dzisiejszy, tak jak Państwo - można stażystami
pracować, prawda? Wszystko to polityka pieniężna, a nie osobowa.Ludzka.
-
Wie pani co, jak człowiek pracuje świat wydaje mu się ciekawy i z
możliwościami. Kiedy jednak zaczyna szukać pracy wszędzie są
szlabany. Dajcie mi cokolwiek, bo za studia muszę płacić.
-
Wiem na czym ta praca polega, bo jednak od 10 lat jest w temacie, a
przez 13 parałam sie w tym klimacie, nie mniej jednak nie obiecuję,
że będę dyspozycyjna, bo nie wiem co jutro będzie. A naprawiać świata, w sumie, już nie mam ochoty, bo wiem, ze się nie da.
Zawsze
słyszę, że poradzę sobie. A jak nie poradzę to co? Będę
pić, pisać i obiadki robić. Albo wyjadę i zostawię wszystko. Życie od nowa. Czemu nie?
Interesujące
jest, że ludzie wierzą we mnie bardziej niż ja w siebie. Praiwe jak w takiego kolesia, hahaha.
Ciekawe
co Jezus czuł wisząc tak na krzyżu przed tłumem. Zasiadłabym
koło niego, zapaliła trawkę. Pogadała. Jak z człowiekiem mimo,
ze totalny wariat. Ale ja też potrafię słowami rozpieprzać
ludziom życie. Dogadalibyśmy się. Przyjaciel na chwilę. A na
chwilę to on w sumie umarł. Potem wstał z matwych:
-
Mózg, mózg, mózg...
Myślenie zwodzi na manowce. Najlepiej ludziom wyżreć mózgi, niech nie myślą, niech nie krzywdzą. Niech...
Stojąc w sklepie, w kolejce do kasy, dopadło mnie uczucie beznadziejności i zaczęłam dusić się. Ściana muzyki płynąca ze słuchawek nie schowała mnie szczelnie przed światem. Nie, tym razem nic nie działało. Rozpięłam nerwowo kurtkę. Tlum ludzi, który niby stał w miejscu, jakoś się ściaśniał. Byłam bliska omdlenia. Coraz bliżej jakos tak coraz bliżej.
Poczułam przerażające przytłoczenie człowiekiem, ale dzielnie ściskałam w ręku pęczek szczypiorku i ogórek i marchewkę. Marchewka. Marchewka związana jest ze sztuką. Sztuką mięsa. Nikt jej nie namalował. Lady Punk tylko żaspiewał , a królik Bugs wcinał. Smutne. Ale w końcu marchew to nie jabłko, Kochajcie marchewki. Ten kszałt faliczny, ten kolor wolności i czupryna nadzei. Genialne połączenie.
Tak, oskrobię ją i wrzucę do pudęłka plastikowego, a potem wsiądę na rower i pojadę przed siebie. Daleko gdzieś. Tak z 15 km daleko od domu. W las. Albo nie, bo tam są kleszcze. Nad rzekę. Nad brzegiem rzeki siądnę sobie i zjem tą marchewkę. Nie oddam tej marchewki, wiesz tłumie. Nie oddam! Za marchewkę nawet zginę!
Człowiek.
Człowiek.
Człowiek.
A do kasy wciąż tak daleko. Serce zamiera samo w sobie gdy ludzkie oddechy pompują lęk. Marchewka, rzeka, wolność. Oddychaj Arte, oddychaj,,,
- Wiesz, nie oddam cię na nawet za 100 cukierków. Zreszta jakie sto. Nawet za milion. A w ogóle to ciukierki są niezdrowe. Za milion też cię nie oddam, bo w życiu to nie pieniądze się liczą, ale rodzina, miłość....
Spojrzałam na córkę. Kurczę, jakie to wygadane, i nawet tak głupio dziobem nie kłapie.
- Dzięki Młoda, ale czasami ludzie odchodzą.
- Wiem, ale ty nie umrzesz.
- No nie umrę. Ale jakby co, to jak masz żyć?
- Z tatą i Starszym.
- Tak, ale jak?
- Radośnie i żebyś była dumna ze mnie.
- Bingo Młoda!
- Ale ja się boję w nocy ...
- Ja też i dlatego śpię, wiesz? - zachichotałam, a Młoda zę mną.
- Nooo mamo....
- Nooo córcio....
Do domu wpadł syn.
- Mamo, a mi się marzy szarlotka na ciepło z bitą śmietaną...
Faceci....Chyba miał ciężki dzień. Albo mentalny okres.
- Synu, mój drogi i kochany, jest już cudem, ze robię obiad, a ty chcesz szarlotkę? Koniec świata. Albo zapraszam cię do cukierni, albo czekaj na babcię.
- Nie, ty mamo zrób, proszę...
Szlag, do czego zmuszają mnie te dzieci. Do życia, szlag jasny, do życia,
A tak chciałam się na marchewce rozpieprzyć. Czyż ona nie przypomina statek kosmiczny?
Apollo 13.
Fiu,
Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie Rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie Gwiazdę ognistą... Choć mi tak niebo ty złocisz i morze, Smutno mi, Boże!
Jak puste kłosy, z podniesioną głową Stoję rozkoszy próżen i dosytu... Dla obcych ludzi mam twarz jednakową, Ciszę błękitu. Ale przed tobą głąb serca otworzę, Smutno mi, Boże! (.........) Słowacki
---------------------------------------
aaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tylko ja tam mam, nie tylko ja :P :D
a właśnie to chciałam powiedzieć:
"Duchowo jesteśmy w całkowitej dupie. Życie wewnętrzne zastąpiły nam internet oraz zakupy."
"Sztuka […] to konieczność powiedzenia drugim istotom
w formie Piękna o potworności samotnego istnienia
w nieskończonym wszechświecie."
Witkacy
"Formy dawnej Sztuki są dla dzisiejszych ludzi zbyt spokojne,
one nie pobudzają do wibracji ich stępionych nerwów.
Im potrzeba czegoś, co szybko i silnie wstrząśnie
ich zblazowany system nerwowy,
co podziała jak orzeźwiająca kąpiel
po długich godzinach ogłupiającej, mechanicznej pracy."
Witkacy
Moonlight -Ergo sum
Beksiński(sciągnięte z internetu)
"Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. Okropną rzeczą jest tylko nuda i to, jeśli żaden wiersz do głowy nie przychodzi i jeśli przy tym chce się coś pisać, coś, o czym się jeszcze nie ma pojęcia – tak jak mnie teraz. A! To jest prawdziwa męka."
Witkacy
"Dwa są tylko miejsca dla metafizycznych jednostek w naszych czasach: więzienie i szpital wariatów." Witkacy
"Są artyści, którzy tworząc stwarzają pozytywne wartości w życiu, i są ci, którzy najistotniej tworzą niszcząc życie własne, a nawet innych." Witkacy
Głupio tak myśleć. I chcieć. Chcieć czegoś więcej. Wychodzić poza granice dnia. Poszukiwać. Wypalać kolejnego papierosa rozmyślając o życiu gwiazd. Widzieć słabą konstrukcję świata. Zabawność w nadchodzącym zmierzchu. Gubienia się na oślizgłych powierzchniach. Klejenia się do kłamstw. Klejenia sie od kłamstw. Głupio tak to widzieć i milczeć i nie móc nic. Słowo chciałoby obnażyć, jak Sofokles kiedyś, ale chowa się w swej nieśmiałości. Przetrącone kregosłupy wyrazów krzywią się. Wszystko takie płaskie jest, takie bezsensu. Gaszę papierosa w kropce groteski. Zasiadam przed lustrem i nie przestaję się śmiać. Stać cię na to cżłowieku? Czy uważasz, ze taki wielki jesteś i tyle osiągnąłeś w życiu?Duma to piękna rzecz, nawet ze zrobienia gówna. Bo i nie kazdemu dane jest pięknie zesrać się. Dystans do siebie jest jak most ku wolności. Kim jesteś? Tak naprawdę, człowieku? Nawleczone szaty cesarza sa tylko ubraniem, a reszta to gra. Tak jest stworzony świat. Poker. Skóra pęka od owocowych soków Zamiast mózgu - arbuzy. Zamiast serca- cytryny. I nogi: bananowe szczudła. Uciekam tapetując się iluzją w poszukiwaniu pedzla na przemalowanie duszy. Na czarno, na niewidztwo, na widztwo, na słuch, na bezsłuch, na powonienie i nie czucie i na dotyk i bezdotyk, na myślenie i owocowe soki.