Chociaż odczuwa się szczerze, to jednak gra się komedię.
Wróciłam do domu. Czerwona, spocona, radosna.I tak dumna z siebie. Przeżyłam.
- Gdzie byłaś? - zapytał syn buzią pełną jedzenia, gdy weszłam do kuchni.
- A na kickboxingu. Zapisałam się. Power maks, czuję, że czuję. Każdy mięsień!
Starszy, aż wypluł do talerza to jedzenie, które tak mielił i mielił w buzi.
-Co?! Po tobie można wszystkiego spodziewać się. Zaraz będziesz skakać przez płoty, z dachu, i przyślesz zdjęcie z Wenus.
- Hahahahah teraz to pojechałeś chłopie. Wiesz całe życie marzyłam, by nawalać w worek i teraz tak będzie.
Faktycznie, przez pół życia karmiona filmami z Van Damme'n, z Bruce Lee, marzyłam, by uprawiać jakieś sztuki walki. Najlepiej tajski boks. Ale rodzice zawsze wybijali mi to z głowy, a później pomimo niezależności jakoś tak życie pognało do przodu. A teraz? A teraz stoję w miejscu i rozglądam się co by tu jeszcze przeżyć.Teraz cieszę się jak dziecko, ze przeżyłam pierwszy trening. A był morderczy.
- Wiesz zastanawiałam się czy zakwalifikuję się na zapis, taka staroć, to tak nawet głupio.
- No co ty, ja się cieszę, w takim wieku powinno uprawiać się sport, jakikolwiek. Następuję zwyżka formy fizycznej, lepsza przemiana materii .. - odpowiedział instruktor.
- I można zaskoczyć powalając kogoś celnym ciosem- zbrechtałam.
Wyżyję się, spalę w sobie agresorka, będę mieć płaski brzuch i mocny cios. I żadnych tłustawych ramion z obwisami jak firany w dawnej jadalni na pkp. Ble.
Ćwicząc, patrzyłam, na lustro, które było przede mną. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Czerwony, bezkształtny kalafior to ja. Wow, potęga. Potęgą było nie pomylić kroków. Podstawy uderzenia. Obrony. Praca nóg.
Mój nowy raj.
Opanuję podstawy to będę walić w worek. A jak będę walić w worek to kupię sobie swój i będę dalej walić w worek. Cudowna esencja życia. Wszystkie sny, marzenia i pragnienia zamknę w pięści i przypierdolę nimi mocno w worek. Aż nic nie zostanie. Nic, nic, nic.
Muszę dorzucić bieganie. Rower. Rolki. Zagubić w sobie poczucie więzi z krainą cienia. Zdeptać pragnienie śmierci To coś, co we mnie drzemie, najlepiej opisał Charles:
Jest we mnie coś nad czym nie panuję. Nie potrafię przejechać samochodem przez most bez myśli o samobójstwie. Nie potrafię spojrzeć na jezioro czy ocean bez myśli o targnięciu się na własne życie. Nie trwa to długo, ale zawsze mnie zaskoczy: SAMOBÓJSTWO. Jak światło pojawiające się nagle. W ciemności. Jakby było wyjście, które pomaga ci zostać. Rozumiesz? Istnieje też możliwość, że to szaleństwo. A to już nie przedszkole, kolego. Więc zawsze gdy spiszę dobry wiersz, dostaję zastrzyk energii, żeby iść do przodu. Nie wiem jak inni, ale czasem, gdy schylam się żeby włożyć buty, myślę sobie, "Jezu Chryste, i co teraz? Przesrałem życie, mam dość, nie daję rady". Muszę odrobinę z tego wyrwać, ale nie za dużo. Przypomina to przełykanie gówna całymi wiadrami. Nic dziwnego, że więzienia i domy wariatów są pełne, podobnie z rynsztokiem. Dlatego lubię patrzeć na koty, one mnie luzują. Sprawiają, że czuję się dobrze. Nie wsadzaj mnie do pokoju wypełnionego ludźmi. Nigdy. Zwłaszcza w święta. Mówię ci, nie rób tego.
— Charles Bukowski, fragmenty książki „Kapitan wyskoczył na lunch, więc marynarze przejęli statek".
A kota chce Młoda. I to chce strasznie mocno. I będzie mieć. Kiedyś, na lato, na sierpień. Gdy będziemy w domu. Na razie to ja kota dostaję przez nią.
Młodej nic nie pasuje. Wszyscy chcą pizze, ona nuggetsy. Każda koszulka uwiera, bluzki za ciasne a skarpetki i majtki do bani. My idziemy prosto, ona znika gdzieś po kątach. Zawsze na opak. Zawsze coś nie tak. Zawsze coś.
- Wiesz Młoda, czasami już mnie tak irytujesz, ze mam wrażenie, że ciebie nienawidzę, naprawdę, aż nie mogę, no nie mogę.
Córka popatrzyła na mnie. Jej wielkie brązowe oczy ze zdziwienia przeszły na psotny blask.
- Ale i mnie kochasz najmocniej na świecie! - rzuciła z pewnością siebie.
- To fakt, kocham cię, ale kiedyś nie wytrzymam.
- Ale wiesz, że ja mam wszystko w tyłku. Jak ty mamo. Jesteśmy takie same.
- I to mnie wkurwia, kochanie, najbardziej.
Ale co tam. Zapisałam się na zajęcia. Będzie to nowa forma mego życia. Lubię siebie rozpieszczać. I dać sobie wycisk. Czy wytrzymam? Kolejna granica przede mną. Mój Rubikon.
Kiedyś czas zacząć spełniać swoje marzenia. Bo życie minie, oj minie.
A czas szybko ucieka. Spojrzałam na zegarek. Wskazówki wskazywały na 21:30, a Młoda dopiero weszła pod prysznic płacząc, że jednak ma jeszcze jedno zadanie do odrobienia. Starszy zaczął się drzeć, by nie płakała tylko szybciej wyłaziła z łazienki. Mooniek puścił jakiś jazz, by zrobić z muzyki ścianę wyciszenia. Dom wariatów. Puściłyby mi nerwy, ale jak dobrze, że wszystko mnie boli, jak dobrze, że nic mi się nie chce. Jęknęłam tylko:
- A ja wam mówię, ze kiedyś nie wytrzymam i się wyprowadzę. Gdzieś w cholerę wynajmę pokój, znajdę pracę i już.
- Mamo, to twoje życie i wszystko możesz.
- I to sobie zapamiętaj synu. To sobie zapamiętaj ...
(hmmm....Cerekwicka w końcu nagrała coś na miarę siebie i swojego głosu, czas najwyższy )
Spełniajcie się, bo życie tak szybko odchodzi
👹😛😎
Wow....jak mi oznajmilas tego newsa wczoraj zaraz polecialam na swoj wirek cwiczyc hhhaaaa...dostalam powera po Twej wiadomosci....wymiatasz kobieto i tak trzymaj ;)
OdpowiedzUsuńA Van Dame...Jezuuu jego ciosy nasladowalam za dziecka z filmow...widac podobne wariatki z nas....no w koncu jedna grupa krwi :)
Marzenia sa po to by je spelniac
kroki, uderzenia, technika- bez tego nie wal- pokazałam Ci co i jak, i pokaże wykopy (proste, półoboroty)ale patrz na technikę, bo narobisz sobie złych nawyków, najlepiej zobacz czy u Ciebie nie ma klubu :)
UsuńJesteś niesamowita. Mnie ostatnio dopadł nygus. Zbieram się jednak do biegania.
OdpowiedzUsuńNie sądzisz , że życie jest jak worek treningowy?
Lubię się na nim wyżyć😂
Pozdrawiam
zolza73.blogspot.com
życie jest jak worek treningowy? hmmm, chyba nie, bo worek nie przywali a życie potrafi dopierdolić :D :P
Usuńale w kontekście masy uderzeniowej to tak - wciąż się mocujemy :D :P
pozdrawiam :D