Krzyż - jest i znika., powisi się i potem wyrko i życie wraca,
więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło a Wam życzę wszystkiego dobrego! :D
Bądźcie mokrzy ( :P:D) i szczęśliwi i zdrowi !
Z jajem, kochani, z jajem! :D
przez życie trzeba iść a nie laurów
liść
przeszłości
tylko
napierdalają w kości :D
Buziole :D
:D
czwartek, 13 kwietnia 2017
Królowa Lodu pociągnęła za łańcuch
wyrwała jakiś skrawek skóry
jakieś oko wypadło
wypadło serce przez pusty oczodół
zjadła je szybkim ruchem żuchwy
Spojrzała
na to ciało
(co jej serce oddało)
bez uśmiechu
z niesmakiem co bił z jej oczu
"kurwa niedobre było"
lepiej byłoby mi
do baru mlecznego iść
na przedmieściu krakowskim
zabila gestem tak
tak zabila słowem
obrażona
poszła sobie
wyrzucając serwetkę
którą wytarła usta krwawe swoje
"Oto twój całun"
wrony zakrzaczały
i poleciały
za nią tak wzleciały niczym płaszcz
zrobiło się cicho
tak spokojnie
tak pięknie
a echo tylko powtarzało za szumem skrzydeł
"a masz" "a masz" "a masz"
kumasz, kumasz
szamasz szamasz
serce
czyjeś zawsze człowieku
---------------------Arte
Mea culpa, mea culpa
Bo jestem tylko
witrazem przeszlosci
Duchow zlych
I tylko tyle
Widzisz w tych
Zdeptanych przez siebie szklach
Nic nie widzisz
Tylko swoje ja
I duchy swojej przeszlosci
W przerysowaniach
I glaszczesz nieprawde
Jak psa
Nie wychodzac poza horyzont
A tam zamieszkam ja
Tanczac
Posrod malych slonc
Na lakach stokrotek
Wróciłam do domu. Czerwona, spocona, radosna.I tak dumna z siebie. Przeżyłam.
- Gdzie byłaś? - zapytał syn buzią pełną jedzenia, gdy weszłam do kuchni.
- A na kickboxingu. Zapisałam się. Power maks, czuję, że czuję. Każdy mięsień!
Starszy, aż wypluł do talerza to jedzenie, które tak mielił i mielił w buzi.
-Co?! Po tobie można wszystkiego spodziewać się. Zaraz będziesz skakać przez płoty, z dachu, i przyślesz zdjęcie z Wenus.
- Hahahahah teraz to pojechałeś chłopie. Wiesz całe życie marzyłam, by nawalać w worek i teraz tak będzie.
Faktycznie, przez pół życia karmiona filmami z Van Damme'n, z Bruce Lee, marzyłam, by uprawiać jakieś sztuki walki. Najlepiej tajski boks. Ale rodzice zawsze wybijali mi to z głowy, a później pomimo niezależności jakoś tak życie pognało do przodu. A teraz? A teraz stoję w miejscu i rozglądam się co by tu jeszcze przeżyć.Teraz cieszę się jak dziecko, ze przeżyłam pierwszy trening. A był morderczy.
Chodzę i mówię co mnie irytuje. Irytuje mnie to, że chodzę i to, że mówię. Po co mówić, po co chodzić. Po co cokolwiek robić. Inaczej jednak nie mogę, jak chodzić i mówić. I nagle ten zlepek ewoluuje na moich oczach. Układa się w most, w drogę taką. Na przęsłach. Wahadłowy. Pięknie niebezpieczny. Z brakującymi deskami. Co drugiej dechy nie ma, a co czwarta połamana.Wiem, gdzie jestem i na czym stoję. Ale idę tam, gdzie idę. Lubię tak prowokować i gnać uciekać, szukać. Lubię włazić na ten dziurawy most i skakać po nim. Skakać, skakać i krzyczeć, a niech chwieje się, niech runie. Niech wszystko runie.
Weszła do biura i rzuciła szefowi papiery na biurko. Spojrzał na nią spod oka. Niezła sztuka. Wyrachowana, zimna, pociągająca. "Jak butelka bourbona z 1912 roku" - pomyślał. Bardzo pociągająca. Tylko niedostępna jak złota karta kredytowa w banku. Choć, z czasem, z czasem wszystko zmienia się. "Cierpliwości zatem, cierpliwości" -pomyślał, ale dla zasady warknął: - Co tym razem? - Zamówienia szefie.- jej głos miał nutę obietnicy pieszczoty.
Wzięła swoją glowę i spuściła z 10 piętra, po schodach. Bum, bum, bum..., a kiedy dobiegła ją na parterze, wzięła pod pachę i poszła zagrać w kosza. Trening rzutów osobistych nie był niczym innym jak niemiłosiernym waleniem o obręcz i tarczę. Stała długo i cierpliwie rzucacając i rechocząc przy tym okrutnie. Nawet raz dostała zębem w lewą pierś. Zębem, który odbił się od tarczy podczas rzutu. Rozbawiło ją to przeokropnie. - To był atak lwów - ryknęła - zaraz was powybijam wszystkie. I dalej tak stała i rzucała, aż mózg eksplodował i wypadły oczy. Znudzona zepsutą zabawką wykopała głowę gdzieś w niebo i nie patrząc gdzie upadła poszła do piaskownicy. W piachu wyrwała jedną rękę i zrobiła z niej łopatkę. Siedziała na brzegu piaskownicy i ryła nią korytarze i zamki. A potem, w szale tworzenia, pobiegła pod kosz, by odszukać w trawie oczy. Miały być cześcia herbu - Wydłubiskowa. Kiedy je znalazła, okazało się, że jedno oko było już rozdeptane a drugim bawił się mały szczeniak. Chciała go kopnąć w zadek, by odzyskać swój skarb, ale stwierdziła, ze pacanie go łopatką będzie weselszą zabawą. Nie chciało się jej biec z powrotem do piaskownicy, więc oderwała sobie nogę i skacząc na drugiej, podążała za psiakiem celując w niego, raz to w głowę, raz to w zadek. Nie zauważyła, kiedy wypadła na ulicę. Facet kadłubem rozbryzgał krew, która spływała po przedniej szybie. - Ja pierdolę, co to było? Gołąb? Wysiadł z auta i zobaczywszy to co zobaczył wezwał policję. Policja wezwała karetkę pogotowia. Sekcja zwłok wykazała brak serca. Śpij Kadłubku spokojnie.
Funkcjonowanie
w strukturach społecznych i udawanie człowieka jest strasznie
męczące. Przyszłam i padłam. Zasnęłam w swoim świecie.
Oddarta z ról zasnęłam po prostu. Z uśmiechem; Na swojej kartce
papieru. Niezarysowanej, niepokreślonej. Pustawej takiej. Zasnęłam
w swoim świecie. A miałam podłogi umyć. Straszne. Sumienie
kobiety uległej zbiczowało się słowem: - Ty leniwa cipo! Cień
macochy przewinął się karcąc mnie jak Kopciuszka. Czy tak nie
jest? Czy Macocha nie jest tą inną kobietą: matką, babka, ciotką,
sąsiadka, która każe być niewolnicą, bo przecież taka jest rola
kobiety.
Fuck!
Oliwek
brak w lodówce
To
jest dopiero problem. Niepełne życie, niepełny smak sałatki.
Powrót na kartkę. Zawiśnięcie w pustej przestrzeni. Żadnej kreski, żadnego ruchu dłonią. Nic. Pustka. Czystość idealna.
Kurwa.
-
Potrzebuję pracy, Cokolwiek. Bo zwariuję. Cofnę sie społecznie i
poproszę o łóżko w psychiatryku,
Tylko
czy ja potrafię cokolwiek? Technik ekonomista, animator kultury,
pedagog, referent, chuje muje dzikie węże spierdzielaj na taśmę i
śrubek, kurwa, nie pomyl.
-
Mooniek! będę na twoim utrzymaniu, będę pić i pisać i robić ci
obiady. Pasi?
Nie,
nie poddam się tak łatwo. Wszystko tylko nie gotowanie!
-
Nie proszę pani, nic nie wiem o ZUSie, poza tym, ze w swoim
czasie miałam problem zdrowotny, stad ta przerwa w zatrudnieniu i
musiałam walczyć z systemem. Ale naliczanie składek jest nieznanym
mi tematem, który chętnie poznam. Od tego jest staż prawda, żeby
nauczyć się, czy jednak chcecie, jak większość pracodawców,
tanią siłę roboczą?
-
Tak wiem, ze na odcinkach wypłat są wykazane potrącenia, ale nie
patrzę na to, bo inaczej by mnie szlag trafił, jak każdego
człowieka.
-
Cieszy mnie bardzo, że państwo będą ogłaszać rekrutację. Mam
44 lata i o niczym nie marzę jak o stabilizacji zawodowej i uczciwej płacy.
-
Porzedni pracodawca owszem, chciał zatrzymać,ale przecież w tym celu należy stworzyć nowe stanowisko
pracy oraz ogłosić konkurs. Jeśli tak będzie wezmę udział.
Jednak na dzień dzisiejszy, tak jak Państwo - można stażystami
pracować, prawda? Wszystko to polityka pieniężna, a nie osobowa.Ludzka.
-
Wie pani co, jak człowiek pracuje świat wydaje mu się ciekawy i z
możliwościami. Kiedy jednak zaczyna szukać pracy wszędzie są
szlabany. Dajcie mi cokolwiek, bo za studia muszę płacić.
-
Wiem na czym ta praca polega, bo jednak od 10 lat jest w temacie, a
przez 13 parałam sie w tym klimacie, nie mniej jednak nie obiecuję,
że będę dyspozycyjna, bo nie wiem co jutro będzie. A naprawiać świata, w sumie, już nie mam ochoty, bo wiem, ze się nie da.
Zawsze
słyszę, że poradzę sobie. A jak nie poradzę to co? Będę
pić, pisać i obiadki robić. Albo wyjadę i zostawię wszystko. Życie od nowa. Czemu nie?
Interesujące
jest, że ludzie wierzą we mnie bardziej niż ja w siebie. Praiwe jak w takiego kolesia, hahaha.
Ciekawe
co Jezus czuł wisząc tak na krzyżu przed tłumem. Zasiadłabym
koło niego, zapaliła trawkę. Pogadała. Jak z człowiekiem mimo,
ze totalny wariat. Ale ja też potrafię słowami rozpieprzać
ludziom życie. Dogadalibyśmy się. Przyjaciel na chwilę. A na
chwilę to on w sumie umarł. Potem wstał z matwych:
-
Mózg, mózg, mózg...
Myślenie zwodzi na manowce. Najlepiej ludziom wyżreć mózgi, niech nie myślą, niech nie krzywdzą. Niech...
Stojąc w sklepie, w kolejce do kasy, dopadło mnie uczucie beznadziejności i zaczęłam dusić się. Ściana muzyki płynąca ze słuchawek nie schowała mnie szczelnie przed światem. Nie, tym razem nic nie działało. Rozpięłam nerwowo kurtkę. Tlum ludzi, który niby stał w miejscu, jakoś się ściaśniał. Byłam bliska omdlenia. Coraz bliżej jakos tak coraz bliżej.
Poczułam przerażające przytłoczenie człowiekiem, ale dzielnie ściskałam w ręku pęczek szczypiorku i ogórek i marchewkę. Marchewka. Marchewka związana jest ze sztuką. Sztuką mięsa. Nikt jej nie namalował. Lady Punk tylko żaspiewał , a królik Bugs wcinał. Smutne. Ale w końcu marchew to nie jabłko, Kochajcie marchewki. Ten kszałt faliczny, ten kolor wolności i czupryna nadzei. Genialne połączenie.
Tak, oskrobię ją i wrzucę do pudęłka plastikowego, a potem wsiądę na rower i pojadę przed siebie. Daleko gdzieś. Tak z 15 km daleko od domu. W las. Albo nie, bo tam są kleszcze. Nad rzekę. Nad brzegiem rzeki siądnę sobie i zjem tą marchewkę. Nie oddam tej marchewki, wiesz tłumie. Nie oddam! Za marchewkę nawet zginę!
Człowiek.
Człowiek.
Człowiek.
A do kasy wciąż tak daleko. Serce zamiera samo w sobie gdy ludzkie oddechy pompują lęk. Marchewka, rzeka, wolność. Oddychaj Arte, oddychaj,,,
- Wiesz, nie oddam cię na nawet za 100 cukierków. Zreszta jakie sto. Nawet za milion. A w ogóle to ciukierki są niezdrowe. Za milion też cię nie oddam, bo w życiu to nie pieniądze się liczą, ale rodzina, miłość....
Spojrzałam na córkę. Kurczę, jakie to wygadane, i nawet tak głupio dziobem nie kłapie.
- Dzięki Młoda, ale czasami ludzie odchodzą.
- Wiem, ale ty nie umrzesz.
- No nie umrę. Ale jakby co, to jak masz żyć?
- Z tatą i Starszym.
- Tak, ale jak?
- Radośnie i żebyś była dumna ze mnie.
- Bingo Młoda!
- Ale ja się boję w nocy ...
- Ja też i dlatego śpię, wiesz? - zachichotałam, a Młoda zę mną.
- Nooo mamo....
- Nooo córcio....
Do domu wpadł syn.
- Mamo, a mi się marzy szarlotka na ciepło z bitą śmietaną...
Faceci....Chyba miał ciężki dzień. Albo mentalny okres.
- Synu, mój drogi i kochany, jest już cudem, ze robię obiad, a ty chcesz szarlotkę? Koniec świata. Albo zapraszam cię do cukierni, albo czekaj na babcię.
- Nie, ty mamo zrób, proszę...
Szlag, do czego zmuszają mnie te dzieci. Do życia, szlag jasny, do życia,
A tak chciałam się na marchewce rozpieprzyć. Czyż ona nie przypomina statek kosmiczny?
Apollo 13.
Fiu,
Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie Rozlałeś tęczę blasków promienistą; Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie Gwiazdę ognistą... Choć mi tak niebo ty złocisz i morze, Smutno mi, Boże!
Jak puste kłosy, z podniesioną głową Stoję rozkoszy próżen i dosytu... Dla obcych ludzi mam twarz jednakową, Ciszę błękitu. Ale przed tobą głąb serca otworzę, Smutno mi, Boże! (.........) Słowacki
---------------------------------------
aaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tylko ja tam mam, nie tylko ja :P :D
a właśnie to chciałam powiedzieć:
"Duchowo jesteśmy w całkowitej dupie. Życie wewnętrzne zastąpiły nam internet oraz zakupy."