czwartek, 25 lipca 2019

pomiędzy prawda a kłamstwem



Słowa turlają się pomiędzy nami. Stają się hamakiem. Kamieniem w bucie. Uwierają. Koją. Drażnią. Usypiają. Gra w słowa.
Czy one mają jakieś znaczenie?
Prawda jest ukryta pomiędzy krzakiem róży a pokrzywami. Leży rozbrechtana w słońcu. Rozpuszczona.
Leniwa.
Smaży swój tłusty brzuch.
Nażarła się pychy albo szaleństwa.
Nie rusza się.
Nawet nie ma grymasu na swym ryjku pełnym samozadowolenia.
Prawda w przeciwieństwie do kłamstw nie potrafi  grać. Jest jaka jest.
Prawda jest widzem w teatrze kłamstw.

Kłamstwa to idealna trucizna. Słodka trucizna. Lep od, którego w końcu można zadławić się.
Ile razy mogę w życiu wymiotować?

Pytasz się dlaczego wciąż słucham muzyki.
- Dlaczego wciąż chodzisz w słuchawkach?

Właśnie po to, by nie słyszeć słów ludzkich.
Muzyka moją ścianą, a mnie niech ścina słońca blask.

Wypalam sobie oczy patrząc w niebo.

Nie chcę nic słyszeć.
Nie chcę nic widzieć.
Chcę tylko dryfować pomiędzy nutami.

Jestem Masajem pośród traw złudzeń, Skaczę wysoko. Nogami udeptuję marzenia.

Kupię potem kozik. Wystrugam krzyż. Przecież bez krzyża to nie nagrobek.

Postawię go. Na zdeptanych marzeniach.

I posadzę. I różę. I pokrzywę,


Opowieść o Sowie 😁

\



Młoda, będąc na obozie harcerskim, kupiła mi pamiątkę. Była to czarna bransoletka ze srebną sową z niebieskimi oczami. Świetna. Młoda ma fajny gust i wie co lubię. Nawet śmiała się, mówiąc wiesz kto to jest. Wiem odparłam ze śmiechem.

Bransoletka, jak to bransoletka, w końcu węzły puściły. Zawiązałam sznurki na supeł.

Dzisiaj zachwycił mnie feniks. Jestem takim feniksem. Odradzam się choćby spalono mnie na popiół.
Kupiłam kolejną bransoletkę. No cóż lubię chińskie tandety.

Gdzieś pod zamkiem sowie nie spodobało się towarzystwo feniksa.
Odleciała w nieznanej chwili w znaną sobie stronę.
Młoda, zrozpaczona, poszła szukać zguby. Długo nie wracała. Poszłam szukać Młodej.
- Wracaj. Niech komuś sowa przyniesie szczęście.
-Ale mamo..
- Kochanie w życiu trzeba nauczyć się tracić. Wolność polega na nie przywiązywaniu się do niczego.
-Wiesz, to mam pomysł. Kupię ci nową.
-Dzięki. To miłe z twojej strony. Ale może tym razem smoka...

piątek, 5 lipca 2019

Dzień dobry :)

Ide ulicą. Na murku siedzi dwóch facetów. Wyglądali raczej na znudzonych życiem emerytów niż na żuli.
Przechodzę obok nich i słyszę jak jeden mówi do drugiego:
- Oj, mówię ci, że warto, warto. O! i popatrz jakie tu chodzą piękne kobiety ....- i szczerząc zęby popatrzył na mnie.
Uśmiechnęłam się:
- Dziękuję za dobry dzień i wam takiego życzę.
Chwila potrafi zmienić podejście do świata. Jedno słowo potrafi zmienić podejscie do siebie.


🤔😎😈😂😂😂😂

środa, 3 lipca 2019

Trudno jest odnaleźć siebie. Nagle człowiek przestaje biec i okazuje się, że jest w gąszczu. Busz jest nie tylko w majtkach, ale i na zewnątrz.
Podarować potrafię światu nowe spojrzenie i siłę.  A gdy nakarmię świat sobą  zostaję porzucona, Opadając z sił zapadam w samotność. Taki mój los, los Geppetta.
Na nowo konstruuję siebie.
Wad się nie pozbędę. dodają mi uroku.
Za chwilę zabłysnę.
Za chwilę
Jeszcze chwila

piątek, 28 czerwca 2019

podróż

Dostałam gorączki. Żar tropików normalnie. Znikąd, tak po prostu oblały mnie poty, a kaszel wyprzedzał mój krok. Przy upałach tych 40-sto stopniowych rozłożyło mnie.
Poszłam na motocykl. Zrobiłam ponad dwieście kilometrów. Użyłam wibratora.Wykończyłam go sobą.  I nic, nic, nic, nie pomogło.
Poddałam się.
Poszłam do apteki. Oprócz medykamentów farmaceutka nakazała dużo pić. To piję.



Wczorajsza podróż była nieziemska. Pośród pól goniłam się z własnymi myślami. O tej porze roku zboża pachną wyjątkowo. Mocny, silny zapach uwodził mnie. Przypominał dzieciństwo spędzane w babcinej stodole. Droga wijąca się przez wioski jak z dawnych lat wzmagała poczucie szczęścia i wolności. 
Zboża, góry i równa, prosta droga to przepiękne widoki, które przenikała ma dusza. Piękno tkwi w prostocie.



Goniłam zachód słońca, a słońce kładąc się coraz niżej swymi ramionami obejmowało ciepłym cieniem  kłosy zbóż. Taniec odcieni pośród wiatru był swoistym teatrem pantominy. Nie mogłam oderwać oczu jak i nie mogłam przestać gnać. 
Tylko pot ściekając mi po karku przypominał, że choroba łamie mnie coraz bardziej, a tęsknota, ze kocham bardzo.




błazeńskim słowem




nylonową pończochą 
zwiąż me ręce
wyjmij serce
zostaw
w mikrofali
na pięć minut
polej winem
je i nas
niech dopełni smak
ust twoich 
co poprowadzą mnie 
do nieba
do piekła
tak
tak mogę umierać

w Beethovena nutach
nieodgadnione uczucia
gasząc żar źrenic
tańczą wraz
z płomieniem świeczki

kanibalska uczta
polana czerwienią
kreśli swój koniec
na zębach widelca














środa, 26 czerwca 2019

z morałem

W telefonie włączyłam dwie aplikacje: jedną do biegania, a drugą z muzyką. Wystartowałam. Muza niosła mnie, a ja machając rękami podnosiłam nogę za nogą. Biegłam, biegłam. Och, gdyby móc tak przebiec życie, niczym Forest Gump. Nie przestanę biec, oj nie. Pot zalał me czoło, ale co tam, w końcu jestem twarda. Biegłam nadal nieprzerwanie. Nie dam się, nie dam się. Bieeeegnęęęęęę...Minęłam kolejną ulicę, skrzyżowanie, zakład pogrzebowy, producenta nagrobków (swoją drogą jakieś sztampowe strasznie). Biegłam,a oddech rwał się coraz bardziej. Nie poddam się, oj nie. UUUaaaa uuuaaaa mogłabym robić za Vadera. Albo nie, już wiem, poczułam się niczym królowa astmatyków walcząca o życie. Normalnie moje płuca wybiegły przede mną prosząc o litość, a zębami wręcz szorowałam po płycie chodnikowej, walczyłam o życie, ale nie poddawałam się. Oj nie, biegnę, biegnę, będę maratończykiem! a co!!! a tu nagle edmondo, przerywając mi cudną muzykę, wprawdzie zagłuszaną moim oddechem, i oświadczyło mi do ucha, że przebiegłam kilometr............kilometr...tysiąc metrów......ja pierdolę..pięć minut,,,,..
Nie stanęłam jak wryta, oj nie, na sapie biegłam nadal przed siebie. Nieprzerwanie. Załamana.
Czwarty kilometr wpadł w moje jelita. A może to tak objawiło się szczęście, że jednak dałam radę sapać na kolejnych tysiącach metrów?
Kupa uratowała mnie przed zawałem serca.
Bywa i tak.
Nie zawsze gówno bywa złe.








porażka, znowu.....:DDDDDDD

- Ej, słuchaj co napisali w moim horoskopie, o tych co urodzili się 22 czerwca "Nie poddaje się on nigdy przeciwnościom losu i jeśli coś sobie postanowi, nawet nie przychodzi mu do głowy myśl, że mogłoby mu się to nie powieść. Może ponosić porażkę za porażką, a i tak ciągle ma dość sił i motywacji na to, by od nowa próbować robić swoje i nie poddaje się niemal nigdy."
Mooniek oderwał oczy od ekranu komputera, spojrzał na mnie, westchnął:
- Arte, Ty jesteś jedną wielką porażką....


Miał rację.
Ale i tak nie poddaje się.
Idę gdzie chcę. Robię co chcę.
Mówię co chcę.
Czuję, nie czuję.
Zrywam i niszczę wszystko, a na gruzach układam kolejne budowle. A potem je rozwalam.
Kiedyś zabraknie mi sił i zasnę pośród ruin.






środa, 15 maja 2019

bieg

Muszę zacząć biegać, muszę zacząć biegać, a kiedy wybrzmiewało "muszę" to na drugi dzień bębniąc o parapet, wybrzmiewał deszcz.
Ale nadszedł ten dzień. Nadszedł ten dzień, kiedy przestało padać. Wyszło słońce.
Nie miałam wyjścia.
Rozpakowałam zamówione rzeczy.
Założyłam. 
Dzielnie założyłam. Jednak co chwila odwracając głowę nasłuchiwałam, czy jednak "muszę" nie współgra się z bębnieniem.
Nic z tego.
Cisza w słońcu.
Nowe buty, nowe spodnie, nowa koszulka, stare skarpetki i bieg. 
Bieg, bieg, bieg.
Epicko musiałam wyglądać: wlekąca się, trzęsąca  galareta, jakbym wypadła z kuchni i spieprzała przed szalonym kucharzem, tyle, że na jednej nodze.
Zadyszałam się w hitach sezonu.
Na drugi dzień znowu zaczął padać deszcz.
Wniosek?
Jak dla mnie to sport może być, ale tylko w łóżku.

Zatonęłam w pościeli. Sport? Wygięłam się! sięgając po czekoladę.
Ćwiczę.
Żuchwę ćwiczę. Wyciąganie rąk ćwiczę.

- Ale masz tłusty brzuch hahahahaha
- Brzuch nie jest tłusty, to tylko jelita pełne gówna.
- Jesteś obrzydliwa!
- Mam buźkę w czekoladzie?

Tak na marginesie, nie wiem czy tylko mi, ale po gównie czekolada jakoś dziwnie brzmi.

Wychodząc z toalety mam nieodparte wrażenie, że człowiek jest pełny gówna.
Potem włączam telewizor i zyskuję pewność własnej idei.
A właściwie błędność, bo gówno wszędzie leży.


Gówniany świat.