sobota, 10 czerwca 2017

wojna



Przyjechałam ze zjazdu do domu. Mooniek otworzył drzwi :
- Głodna?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Cześć, kochanie. Nie, chcę piwa.
- Żartujesz?
- Nie. Chcę zimnego piwa. Proszę.
Poszedł do kuchni, a ja przywitałam się z dzieciakami.
- Mamo, zagramy w wojnę?
- Jasne Młoda.
Zaczęłam tasować karty, a Mooniek przyniósł browara. W końcu tradycją radzieckiego żołnierza przed bitwą trzeba wypić.
Karty zostały rozdane. W trakcie gry okazało się, że mam niezłego farta- trzy jokery.
- No Młoda, przegraną masz.
 - A wcale nie, zobaczysz.
Wygrywałam cały czas. Doszło do ostatniej wojny. Młodej zabrakło karty do wyłożenia, by wygrać, albo przegrać ostanie swoje rozdanie.
- I co?- zapytała się córcia- co teraz?
- I bierzesz kartę ode mnie. Jak źle wybierzesz to przegrasz. Jak dobrze wygrasz bitwę i wojna będzie trwać
Młoda wybrała.
Wygrała bitwę.
- AAaaahahahahahaa - nie mogła przestać się śmiać.
- Mamo ty to jesteś, mając zwycięstwo w garści potrafisz przegrać! Zobaczysz, że przegrasz...
- Cichaj synu, przegranie jednej bitwy nie oznacza przegranej wojny. Synu, opamiętaj się!
- Mamo,ty zawsze przegrywasz, choćbyś miała na stół wystawione zwycięstwo.
Spojrzałam na niego i dostałam ataku Śmiechu. Coś w tym jest.
- Ale nigdy nie tracisz - dodał.
Zabił mnie ponownie. Błyskotliwy facet. Skąd on to wie?
Młoda przejęła trzy jokery. Wygrała.
- Młoda, jesteś boska. Gratuluje zwycięstwa......


fotka z netu


piątek, 9 czerwca 2017

po diabelsku

"Czuła się bezpiecznie, 
odizolowana i absolutnie zobojętniała 
pod warstwą swetrów, w wysokich butach
 i w płaszczu od deszczu, głęboko schowana 
w ciepłym wnętrzu mokrej wełny i czystego sumienia."
Tove Jansson






Coś czuję, że muszę napisać bajkę o Muminkach. Ale nie mogę, bo jest już napisana. Albo o Małym Księciu!. Też nie, bo też jest napisana. Wszystko zostało zapisane. Rozpracowane. Uchwycone w słowie. Coś wymyśliłabym, ale trzymają się mnie kiepskie historie. Wkładam w bohatera ideały, a on je gubi. Normalnie odpadają z niego, jak dachówki ze zrujnowanego domu.
- No i zesrał się ideałami - zachichotał mój diabeł. Tak, tak, mam diabła w sobie. W końcu leworęczność to sinistral. Moje kochane diablątko. Jak wygląda Sin-Sink? Nigdy nie czesze włosów. Patrzy w lustro i zawadiacko mrugając lewym okiem przeciąga, mokrymi od wody, rękoma po włosach, a potem szybko porusza głowa, tak w lewo i prawo, i w lewo i prawo,  mówiąc: - No i git. Gonię go do mycia zębów, ale on wysuwa tezę o sile mowy.
- Siła mowy, człowieku to siła słowa, a nie oddechu!
- Nie marudź. Rzucam kostką do gry: apoptoza. Kupiłaś motor. I ?
- I co?
- Cykl ustalony?
- Od urodzenia. To nazywa się przeznaczenie.
- Jaka ty jesteś, kurwa, nudna.
- A ty przenikliwy.
Trzasnął drzwiami i wybiegł na podwórko. Moimi oczami. Ten błysk w moim oku to jego ryj. A właściwie smuga po nim. Ślad świetlny jego czortowskich nieczystości.
Bo to brudas jest i nicpoń. Łachudra. Szpila.
Poczułam się, że muszę schować się pod pościel. Łózko to najlepszy przyjaciel człowieka. Przytuli, ogrzeje, uśpi. I nie krzyczy nic o walających się okruchach po pościeli po uczcie rozpaczy. Zeżreć siebie. Jak wieszcz***. Trupociątko, które potrafi zjeść nie tylko siebie, ale innych też, a potem nażarte takie, wali w dzwony. Tylko nie wiem  w które: w chłopskie czy kościelne. Trzeba mu koszule ściągnąć, by nie rozrabiał. Ale cwaniak sam żre materiał, by móc hulać i swawolić. Nie daje się złapać. Motyw koszuli przewija się w malarstwie Rene Margitte. Myślałam z początku, że on nie umie malować twarzy, ale okazało się, że to pozostałość po matce, która utopiła się w rzece. Odechciało się jej żyć i chlup w nurt. Wyciągnęli ją na brzeg z koszulą na twarzy. Czyżby próbowała ją sama zeżreć?
Wieszcz.
Wieszczem jestem.
Z Sin-Sinkiem na ramieniu.
Zespolona leworęcznością z diabelską mocą.
Hardocrem.
Nieśmiertelnikiem.
Arte.
Taka sztuką.
Przeklętą inteligencją.
Emocjonalną.


Rene Magritte - z netu....




---------------------------
*** wieszcza spotkałam u Ani
 http://kuradomowa.blogujaca.pl/2017/06/09/dziecko-urodzone-w-czepku/

a o kaszubksich upiorach można tutaj poczytać
 https://histmag.org/Kaszubskie-upiory-czyli-czego-bac-sie-noca-na-Kaszubach-6050






wieszem











------------------------------------------------------------------------------------------------


kurde, dlaczego jedne pierdy stają się wielkimi dziełami, a inne zapadają się w nieistnienie?











To była noc. Dziwna noc. Bez gwiazd.
Stałam na balkonie z piskiem nietoperzy.
Strach wybrał numer twój.
Wiesz, ze nie dzwonię po nocy.
Wiesz, że się nie boję.
Centaury jednak pouciekały,
naga dzwoniłam, wiesz
bez broni
bez marsa
nie boga,
 a batonika nadziei.
Nie miałam co przegryźć,
nawet telefony są teraz bez kabla
rozumiesz, prawda?
w taki własnie czas dzwoniłam
dzwoniłam do ciebie
wzmacniając sygnał myślą, 
która pikowała nad naszymi głowami:
"- wstań, wstań wstań
przecież chce ci się sikać mega mocno
wstań"
Tak mocno potrzebowałam Cię, 
wiesz o tym?
własnie tak mocno - wstań, bo sikać ci się chce
i żadna nawet toaleta nie była mi straszna.
Zaskoczył mnie twój głos
połączenie zostało odebrane
moczymocna rzecz
ze śmiechu nie powiedziałam nic
ktoś po prostu w tym czasie
zapalił trzy gwiazdy
z nieba księżyc spadł
wprost do szklanki
piłam herbatę z cytryną
zaciągając się przez słomkę twoim głosem.









-------------------------------------------------------------















czwartek, 8 czerwca 2017

pogrzeb



Poezja konfesyjna to pralka własnej duszy. Przetwarzanie nieuchwytności własnych emocji w słowa. Źródło prawdy o jednostce. Z pominięciem jakiegokolwiek tabu.
Śmierć, samobójstwo, niechęć, nie macierzyństwo, seksualne swawole, bestialstwo - większość już krzyczy, że to jest wbrew człowiekowi, że to nie człowiek. Jak to nie człowiek?

Po co się zmagać z sobą? Nie lepiej zaakceptować, przytulić, obłaskawić i żyć? Zaakceptować siebie, pogłaskać i cieszyć się chwilami, które pozwalają z uśmiechem zasnąć i z uśmiechem wstać? To takie proste. Zdjąć uprzęże absurdów własnej sztywności i powiedzieć jestem człowiekiem jakim jestem i co chcę w tym życiu to będę mieć. Choć mieć wszystkiego nie można nie jest toż samym z nie podjęciem walki o własne spełnienie. Wręcz przeciwnie, obowiązkiem człowieka jest walczyć o to co chce mieć. O własne szczęście i spełnienie pomimo zakleszczonej duszy pełnej genów przodków.
Jebać system - powinno być poranną modlitwą. Ciastkiem do kawy. Magnezem. Każdy ma prawo walczyć i do nikogo nie można mieć pretensji. Ale świat nie jest idealny, więc przekleństwa między ludźmi błądzą.

Miłosz gdzieś rzekł: "jedynie nagie nazywanie rzeczy po imieniu może je w jakiś sposób ocalić", więc, czyż rolą sztuki nie jest ocalenie?
Czyż przyjaźń, miłość nie jest najwyższą formą sztuki uczuć?
Czyż to nie na ruinach buduje się nowe miasta?
Spójrz, przeczytaj, pomyśl. Zastanów się. Miej odwagę wejść w siebie. Nie zagłuszaj id. Zatańcz rytualny taniec na oczyszczenie.

Kumpela ostatnio zakopała wibrator i inne gadżety erotyczne, jakie jej zostały, bo byłym chłopaku. Uczestniczyliśmy, zaproszeni zaproszeniem, w pogrzebie chujowej miłości. Było to zabawne i pełne wina. Tylko zdjęcia zabrakło na nagrobku. Chuja, nie chłopaka. Więc piliśmy do nagrobka głosząc przemówienia, do których zostaliśmy zobligowani w otrzymanych zaproszeniach.
- To niczyja wina to tylko kwestia wyborów. Dojrzały człowiek akceptuje i znika. Wolność jest potęgą, a mowa nienawiści niszczy. Wystarczy obejrzeć telewizję narodową, by wiedzieć, że przychodzi czas wyłączenia odbiornika. Niech każdemu szczęście sprzyja!
- Ty, a co będzie, jak kosmici to wykopią? jedyna kapsuła czasu zamknięta w chińskim lateksie?
-  Ja to co będzie? Będzie kosmiczny seks! hahahahaha
- A to oni maja jakieś intymne otwory?
Dyskusja nabrała tempa i absurdu. Zabrakło papieru, by namalować powstające wizje.
- Dobra, koniec żartów. To jest pogrzeb, proszę o więcej powagi, następny przedmówca proszony jest o zabranie głosu.
- Szanujmy prawa innych, jak mawiali Indianie, to i nasze prawa będą szanowane. Szanujmy innych wybory to i nasze - jak mawiają wielbłądy - nie będą oplute.
 - Jak mawiali Rzymianie: qui hic minxerit aut cacaverit, habeat deos superos et infernos iratos! - odczytałam z kartki tłumacząc z łaciny - Ten kto tu nasika lub nasra, na tego spadnie gniew bogów nieba i piekła.
- Amen.
- A teraz powiedz jak jesteś wściekła.
- W chuj.
- Chuj zakopany, nic już nie ma - skwitowałam ze śmiechem.
- Nic już nie ma.
- Ale kiedyś będzie.
- Nowy chuj?
- Skoro lubisz hahahahaha
Szkło pękło. Ku radości. I braku złudzeń.
- Wiecie, najgorsze, jest to, że myślałam, ze mnie kochał, że jednak zależało mu...
- Pierdol to.., ile razy ci mówiłam, ze miłość jest przereklamowana?
- Ale ty z ....
- Pierdol to mówię, pij - przerwałam - pij, pij ...
Czknęła:
- I wiesz, że onwrócił na moment, tylko po to by przy przywalić po głowie swoją nową suką...która...
- Pierdol to, pij. Pij za zamknięte usta i drzwi i nie odgrywaj się, Trzymaj poziom. A jak otworzysz to sama ci wpierdol spuszczę, a trenuję, pamiętaj o tym. Nawet już ci mogę spuścić manto, lepiej się poczujesz?
Szkło pękło. Za różaniec życia, który zbudowany jest z  paciorków kłamstw i prawd.
- Bo buuu - zaczęła płakać -  kobiety to są suki. Zakłamane suki, bo ona jeszcze do mnie ...udawała, że...
- Wszystkie są sukami - przerwałam - choć zawyjmy do księżyca uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu.......a on miał wybór, i tyle.
-  Arte!!! znowu pajacujesz...
- Mów mi suko, suko! - zaczęłam się wygłupiać latając na czworakach wyjąc do Księżyca .- uuuuuuuuuuuuuuu .........Kochani, życie to poker. Kto lepiej kłamie ten wygrywa. Pijmy zatem, przekornie, za przegrane. To one tworzą nasza siłę i niezłomność i wrażliwość na drugiego człowieka.
- Ja pierdolę....
- Nie  możesz, chuj zakopany! Hm, ale to by było....ulalala bejbe -zachichotałam na myśl o kumpeli z wibratorem.
- Jak? - ach ci faceci, nie mogę.
- Jak jak? jak z kosmitami, hahahaha. ty mi opowiedz....



Błędy popełniają wszyscy. Świat pełen jest psów ogrodników i lisów, jeżozwierzy, małp i lwów i komarów. Ufać nie ufać jest kwestią nie tylko wiary, ale i dobrych chęci.
Chęci już nie mam ani na wiarę ani na zaufanie. Ale pewnie i tak w swej naiwności - zaufam. W końcu człowiek bez szram jest nijaki. O czym będę pisać jeśli zamknę się w słoiku?

Cechuje mnie intuicyjnie pisanie. Gdybym czytała siebie nie popełniłabym błędów. Ale, z kolei,  błędy są pożywką dla dalszego pisania. Nie będę, zatem, wolna od niedociągnięć. Mało tego, będę podążać za defektami. To one czynią nas, pod warunkiem poprawy, człowieka.
Jestem jak kurtka motocyklowa, nie straszny mi asfalt przy 150-ciu. Na wypaloną tarciem dziurę zakłada się łatkę. To  z blizny składają się ciekawe istoty, a przeżycia są kluczem do zrozumienia sztuki.
Patchwork duszy. Ze szwów ulatuje natchnienie. Dramat własny lub zawarty w duszy jest inspiracją do tworzenia.

Potrafię rozśmieszyć każdego, bawić, czasami nawet prowadzić ciekawe dyskursy, zaskoczyć niebanalnością, kadrem, pokazać głębię wydawałoby się w płytkiej kałuży. Wkurwiona stekiem kłamstw krzyczę. Walę prawdą w oczy. Nie siedzę jak kojot, jak hiena w kącie cicho, nie obserwuję. Tylko wyłażę na arenę prowokując sytuacje, Nie mam nić do ukrycia. Ale od ringu wolę trawę i żurawie. Głos kormoranów zamiast słów człowieka.








-----------------

Szlag jasny, zamiast ryć to piszę. Ygh! jak nie zdam to kogoś uduszę :D :P
Czymać mnie tu kciuki psze :D




tylko tyle







tnę umysłem świat
na części
które zjadam
z mlaskiem
kota
pijącego mleko
a potem śmieję się
ze wzdęć
co rozśmieszają mnie 
gdy ulatują 
śmiesznym mruczeniem

środa, 7 czerwca 2017

o sraczce :)



“Człowieka należy zaakceptować w całej jego pełni, 
również jako gówno i jako trupa. 
Dzięki akceptacji obsceniczności, ekskrementów i śmierci, 
pozyskuję energię duchową, 
z której mogę dowolnie korzystać” 
(Salvador Dali Szalone życie Salvadora Dali








Prawo konstytucyjne walało się wraz z notatkami z asertywności przykrywając wydruk z wykładów o finansach publicznych. Postawiony kubek kawy nie zasłaniał leżących wyrzutów sumienia. Kurwa bezradności przerzuciła mnie na strony ciekawostek historycznych. Relaks. A w głowie tylko huk:
- Nic nie umiesz, nic, wszystko miesza ci się, ygh...audyt wewnętrzny to art 273 o finansach, a  konstytucja art 7 - działamy w granicach prawa a artykuł 8? najwyższe prawo...kultura organizacyjna.....kontrola obiegu informacji, FOG, prokurator...komisja rewizyjna...

Zbliżający się termin egzaminu podniósł lekko poziom stresu. Lekko, by nie było, ze jestem lekkoduchem. 
Muszę cokolwiek wiedzieć, bo nie lubię nie wiedzieć, i z lat nauki wiem,  że do  ściemniania potrzebna jest choć minimalna wiedza, więc muszę cokolwiek wiedzieć na wiarygodność niewiedzy, by móc palcem wskazać kierunek, gdzie jest szczyt góry lodowej.  

Puszczona muza wciągała mnie w notatki. Cyk, cyk, cyk....cyk? cyk? to nie bit muzy,  to.........szlag, znowu jajka przypaliłam! 

piątek, 2 czerwca 2017

brum, brum....



"Kto ma poczucie humoru, ten ma też odwagę."
Mario Lunetta





Wsiadłam na motor. Założyłam kask, rękawice, odpaliłam silnik. Jego mruczenie zespoliło się z moją krwią. Wspólne pulsowanie scaliło nas w całość. Jedynka i ruszyłam. Dwójka, trójka, czwórka, piątka. Przyśpieszenie. Zew krwi. Niecierpliwość szybkich lotów oparła się na manetce. Silnik zawył z radości. Mucha rozbiła się o moje okulary. Pierwsza ofiara zaliczona. Spuściłam szybę z kasku. Poświęciła się, by przypomnieć, że zapomniałam zadbać o swoje bezpieczeństwo. A tak pięknie mi wiało prostując zmarszczki. Speedowy zabieg. Tanio, szybko i skutecznie.
Pojechałam na plac manewrowy, by poćwiczyć redukcję biegów. Jeśli mamy tworzyć zgrany team to musimy się poznać. Wspólne kołysanie się w rytm nie wystarczy. Można wypaść z trasy, wlecieć na jakąś dupę samochodu. Rozjechać yorka. Wszystko można. I gdzie, szlag jasny, gdzie jest ten luz? Licz! Licz! licz! - rada kumpla niczym kula bilardowa latała po mojej głowie - odejmuj gaz, redukuj biegi, pięć, cztery trzy, dwa, jeden, luz, stoisz na luzie. Po 10 minutach manewrowania i nauki czucia biegów stwierdziłam, i to jednogłośnie dwoma półkulami, że pieprzę to. Mam maszynę, benzynę, czas i wolność. Wyjechałam na drogę. Ile maszyna wyciągnie? 50,,,,60....70...80...porywy wiatru chciały mnie zabrać w swoją drogę, pochyliłam się nisko nad kierownicą jakby wystawiając rogi,,,,,,bycza walka z naturą i własnym strachem.... .........90.....100.....praca silnika wywołała drżenie rąk, drżenie nóg, drżenie waginy. Przeszywający prąd przyjemności. Podkręciłam gaz....
Oooooooo raju, to jest niesamowite uczucie, niesamowite, to drżenie, masaż szaleństwem, pieszczota adrenaliną .......umrę normalnie, normalnie umrę z orgazmem. Nie schodziłam z prędkości. 125-tka to jednak za mało. Chcę ścigacza!
Jechałam przez wioski, mijałam pola, lasy. Rzepak był tak żółty, że swoją barwą przypominał słońce. Słońce leżące na trawie, które wystawiając śmiesznie swój łepek ogląda chmury. Przypominał mi rozbrykanego dzieciaka, który łapie chwilę oddechu myśląc nad nową psotą, a może już się chowa przed resztą świata, bo nabroił i  gestem niewinności chce przekonać, nawet samego siebie, że to nie on, on tylko leży i patrzy i nic nie robi poza uśmiechaniem się łobuzerskim.
Przestrzeń i ja. Drżenie i wiatr. Rozmowa z sobą o niczym. Szaleństwo duszy z radości. Fanatyzm kaw w przydrożnych barach. Uzależnienie od prędkości i kiepskości kofeiny. Jestem, jestem...znikającym punktem w przestrzeni. Kropką.





niedziela, 14 maja 2017

przeznaczenie

Czasami najlepszą rzeczą, jaką człowiek może zrobić,
 jest niewtrącanie się w sprawy przeznaczenia. 
Na nasze modlitwy udzielona być może odpowiedź, 
której się nie spodziewaliśmy i wcale sobie nie życzyliśmy.





- No to teraz będę mykać na zloty. I nawalać z pięchy w knajpach - zbrechtałam ubawiona wizją mrocznych knajp, zakapiorowatych ryjów i prawa pięści.
Mężulo spojrzał na mnie z miną, "no nie, ona znowu..."
- Rambuś!
- Żatuję. Bawią mnie te sporty i tyle.
- Ciebie całe życie bawi i wszystko jest dla ciebie żartem.
- Nie, mam być poważna i umrzeć z nudy Weż...
- No, a tak rozwalisz się na drodze.
- Trudno, pomyśl, że będziesz wolny. Zresztą i tak jesteś.
- Idź głupia.

sobota, 13 maja 2017

bez znaczenia



- To twój problem.
Nie reaguję. bo skoro mój to mój, więc zniknie jak bańka mydlana, Wszystkie problemy tak mi znikają.
Mój? Mój problem? Jaki mój problem?
Z papieru składam motyla i kładę na dłoni.
- Teraz motylu zamieniasz się w mój problem - mówiąc to dmucham w jego papierowy odwłok.
Krótki lot. Motyl spada wprost pod mojego buta. Nie ma.
Nie ma żadnego problemu.
Odpalam papierosa. Wszystko jest jak ten dym. Znika.  Z czasem wszystko blednie i znika.
 - Nawet ten smród - pomyślałam gasząc peta.

niedziela, 7 maja 2017

story








- Zadzwoniłbym, ale nie. Zresztą skasowałem numer.
- A nie pamiętasz go?
- Nie...
- Jak nie pamiętasz numeru to nie była miłość.


Wieczorem wspominał słowa przyjaciela.
"Więc co to było?" - zasnął owinięty w pytanie.


Jednak znalazł ją. W dzisiejszym świecie łatwo jest namierzyć człowieka. Nie ma ucieczki.
Ucieszyła się.
- Tęskniłam.
- Ja też.
Poszli na spacer. Liście tańczył wokół ich nóg nieśpiesznych. Spotkanie przyniosło ulgę lepszą od specyfików z pobliskiej apteki.
Złapała go za rękę. Ścisnął lekko. Dotyk poszerzył im uśmiech.
- Jak dobrze, że jesteś, po prostu jesteś..
- Też się cieszę...nawet nie wiesz jak.....
- Ciiiiiii... nie mówmy nic. Słowa są niepotrzebne.
Liście, w ciszy swej i ich. tańczyły dalej wokół ich nóg.


Wyjechali razem na weekend. Bywali też w kinie. Na szarlotce. Na kawie. Na kolacji. Winie. Chińszczyźnie. Wernisażu. Byli razem. W chwilach wyrywanych życiu byli razem. Siadali przy oknach ciekawości opowiadając co widzą. Inne obrazy tworzyły nowe, zaskakujące konstrukcje. Dopełniali sobą formy.

Ona pisała częściej, On milczał.
Ona wiedziała, ze on tak ma. On myślał.


- Nie myśl tyle, tylko idź tam, gdzie czujesz. Zanurkuj w życiu. nie bój się. Woda w nosie to nic strasznego.
- Nie wiem co czuję. Czasami nic nie wiem.
- Zanurkuj, proszę.
Podciągnął nogi pod siebie i dalej bujał się na fotelu. Bez słowa. Z wymownym spojrzeniem.
Ona zaplotła dłonie na lampce wina w bezsilności modlitwie.    

Poszedł z nią na dyskotekę. Spotkali znajomych. Zaczął z nimi rozmawiać zapominając, że przyszedł z nią,
- Nie, nie jesteśmy razem. Kumplujemy się, raczej na nowo -odpowiedział na zdziwione oczy.
Jej oczy też były zdziwione. Wyszeptała:
- Wypijmy zatem za koleżeństwo miłe.
Spojrzała smutno na niego.
Najbardziej odczujesz brak jakiejś osoby, kiedy będziesz siedział obok niej i będziesz wiedział, że ona nigdy nie będzie Twoja - zacytowała sobie słowa Marqueza. Wypiła kolejną setkę. Wódka rozpaczy rozpaliła jej wnętrzności. Niech pali.
Poszła tańczyć z kolegą. Nie schodziła z parkietu, bo nie było do kogo wracać.
Wyszedł bez słowa z lokalu.
Ona bez słowa odeszła z jego życia.


Na rok.


Wróciła. Po roku zadzwoniła do jego drzwi.
- Czekałem - odpowiedział. Wziął jej  kurtkę - Zimno tej zimy, prawda?
Poszedł zrobić kawę. Ona weszła do pokoju. Oglądała książki. Zawsze tak robiła wchodząc do czyjegoś domu. Spięte kartki, wyprężone grzbiety, rytuał.
- Co czytasz?
Siedzieli długo i rozmawiali. omijając siebie bez słowa.


Byli dla siebie ważni. Trzymając ten ciężar ważności nie potrafi w swoich rękach nic innego utrzymać. Zajęte dłonie straciły z sobą kontakt.



- Zadzwoniłabym, ale skasowałam jego numer.
- I nie znasz go na pamięć?
- Nie, i nie mów mi tylko, że to nie była miłość.