"Kto ma poczucie humoru, ten ma też odwagę."
Mario Lunetta
Wsiadłam na motor. Założyłam kask, rękawice, odpaliłam silnik. Jego mruczenie zespoliło się z moją krwią. Wspólne pulsowanie scaliło nas w całość. Jedynka i ruszyłam. Dwójka, trójka, czwórka, piątka. Przyśpieszenie. Zew krwi. Niecierpliwość szybkich lotów oparła się na manetce. Silnik zawył z radości. Mucha rozbiła się o moje okulary. Pierwsza ofiara zaliczona. Spuściłam szybę z kasku. Poświęciła się, by przypomnieć, że zapomniałam zadbać o swoje bezpieczeństwo. A tak pięknie mi wiało prostując zmarszczki. Speedowy zabieg. Tanio, szybko i skutecznie.
Pojechałam na plac manewrowy, by poćwiczyć redukcję biegów. Jeśli mamy tworzyć zgrany team to musimy się poznać. Wspólne kołysanie się w rytm nie wystarczy. Można wypaść z trasy, wlecieć na jakąś dupę samochodu. Rozjechać yorka. Wszystko można. I gdzie, szlag jasny, gdzie jest ten luz? Licz! Licz! licz! - rada kumpla niczym kula bilardowa latała po mojej głowie - odejmuj gaz, redukuj biegi, pięć, cztery trzy, dwa, jeden, luz, stoisz na luzie. Po 10 minutach manewrowania i nauki czucia biegów stwierdziłam, i to jednogłośnie dwoma półkulami, że pieprzę to. Mam maszynę, benzynę, czas i wolność. Wyjechałam na drogę. Ile maszyna wyciągnie? 50,,,,60....70...80...porywy wiatru chciały mnie zabrać w swoją drogę, pochyliłam się nisko nad kierownicą jakby wystawiając rogi,,,,,,bycza walka z naturą i własnym strachem.... .........90.....100.....praca silnika wywołała drżenie rąk, drżenie nóg, drżenie waginy. Przeszywający prąd przyjemności. Podkręciłam gaz....
Oooooooo raju, to jest niesamowite uczucie, niesamowite, to drżenie, masaż szaleństwem, pieszczota adrenaliną .......umrę normalnie, normalnie umrę z orgazmem. Nie schodziłam z prędkości. 125-tka to jednak za mało. Chcę ścigacza!
Jechałam przez wioski, mijałam pola, lasy. Rzepak był tak żółty, że swoją barwą przypominał słońce. Słońce leżące na trawie, które wystawiając śmiesznie swój łepek ogląda chmury. Przypominał mi rozbrykanego dzieciaka, który łapie chwilę oddechu myśląc nad nową psotą, a może już się chowa przed resztą świata, bo nabroił i gestem niewinności chce przekonać, nawet samego siebie, że to nie on, on tylko leży i patrzy i nic nie robi poza uśmiechaniem się łobuzerskim.
Przestrzeń i ja. Drżenie i wiatr. Rozmowa z sobą o niczym. Szaleństwo duszy z radości. Fanatyzm kaw w przydrożnych barach. Uzależnienie od prędkości i kiepskości kofeiny. Jestem, jestem...znikającym punktem w przestrzeni. Kropką.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz