Beckett, Beckett, Beckett.
Musze wrócić do Becketta.
Pragnienie jego budzi mnie po nocach.
Jedyny pożądany facet.
W okresie.
Poza Hole'm, oczywiście.
- Czy zna pan Becketta?
Wzrok pełen widelców, zacięte usta w milczeniu, odejście.
- Nie jestem wariatką!! - krzyczę za odchodzącym.
- Czy zna pani Becketta?
- Taki tutaj nie mieszka. Nie znam.
- Czy pan zna..
-Spierdalaj wariatko.
Uciekam. Biegnę. Tramwaj. Pędzę. Wpadam głową na zamknięte drzwi. Łamię nosa. Krew marze mi koszulkę. Moja ulubioną. Płaczę, Kurwa. Samuel, za co?
- Za życie, kobieto, za życie.
Kto czyta Samuela?
Kto jest w stanie zrozumieć?
Był wielki.
Żyje na wykładach z literatury.
Poza nią go nie ma.
..Sprawą najważniejszą w tej całej historii jest pytanie, czy znajdujemy
się na takiej orbicie, która może kolidować z torem czarnej dziury.... J. Borszewicz Mroki
Oczy to zobaczyły. Po gałce ocznej przeszedł spazm. Zamarła. Szlag. Jasny. Poszło. Iskry.
Tysiące rozespanych neuronów.
Po co?
Po co?
Po co?!
Dlaczego?
Po co ten e-mail zawieszony gdzieś. W próżni.
Łamanie reguł.
Iskra. A jednak iskra.
Szlag.
Miało minąć.
Miało minąć.
Zanurkowała pod kołdrę, pod dywan, pod koc, pod kaktusa. W myśli swoje. W szafę.
Strach.
Rozkaz.
Ucieczka.
Przed bólem,
Nie ma.
Nie ma.
Nie ma.
Nie otworzy.Wie co tam jest.
Nie ma już nic Jesteśmy wolni Możemy iść
A jednak jest. Wiszące słowa na kompie.
Nie otwarte klikiem.
Wiadomość, że jest wiadomość
jak krzesło elektryczne.
Zadział jak defibrylator emocji.
Spojrzenie na ekran,
Iskra.
Moc pobliskiej elektrowni.
Wyjebane wszystkie korki.
Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło. Nie minęło.
Kostka została rzucona. Gra.
W dobrą sukę.
Wie co tam będzie.
Spierdalaj.
Odchodzę.
Jestem z kimś
Zamerdaj mi ogonem
.
Odezwie się jak będą chęci.
W ogóle nie odezwie się.
Nie będzie nic.
Świst.
Szantaż emocjonalny.
Tresura.
Tnie usłyszanymi słowami spokój.
Narzuconych zasad trzask łamanych kości rzuca na ziemię.
Leży.
Wciąż leży.
Połamana na złamanych regułach. Z odruchem wymiotnym.
Nie jej reguły gry.
Nie jej.
Nie.
Zamarło serce. Dreszcz. Nie minęło. Nie, nie. NIE!
To tylko nadmiar kofeiny. Piąta kawa rozpierdala system.
To febra.
Minie jak febra.
Nie ma nic.
Dość tłumaczenia.
Reakcji.
Tyle lat wystarczy.
Idź, idź,
Do Smyka idź, tam tyle jest zabawek.
W lodówce zmrożona wódka. Lufa za lufą.
Lufa za lufą.
Karabiny.
Mała wojna.
Kobyła zdechła. Bunt przeciw światu. Przeciw sobie. Namaszczenie chorych. Wyjebane w przestrzeń chromosomy. Nicość.
I 9
Gra.
W statki.
Pudło.
Flota płynie dalej.
W Mroki.
W Mroki.
Mroki.
Mroki.
Mroki. ---------------------------------------------------------------------------- Zresztą — przecież i Ty wiesz, że wszystko, co w życiu najpiękniejsze i
najwartościowsze, rodzi się z niepokoju, z niezgody na życie, z niezgody na niezgodę. J.Boszewicz Mroki
Zostawiam cały świat bo słyszę, że wołasz mnie Choć zimny jest mój wzrok Gotuje w sobie krew
Twoja dłoń zmieniała ze mną biegi. Czułość na zakręcie.
Rozdziera niebo krzyk, To z piekła niesie głos Do ucha szepcze, że mam zostać z Tobą tu Łóżko rozpala się, kim jesteś powiedz mi
Przed nami była betonowa droga pełna takich dziur.
- Takich dróg nie ma.
- Wiele jest dróg. Dziwnych dróg. Popatrz.
Spacer w lesie. Dotykamy kory drzew. Opowiadałam o nich. O umarłych. Drzewa to skazańcy. Teraz oddają tlen. Za tą krew co przelali. Popatrz na te nogi rozłożone, zwoje mózgu w ziemi.
Noga na łono z konarów. Wspinamy się? Zaplączemy?
Wykrzykujesz wyliczankę: - Raz, dwa, trzy na me wezwanie, a za czwartym niech się stanie,a za piątym niech tu będzie, a za szóstym huknie wszędzie! GONISZ!
- Opowiadałam ci o Wenecji? - rozkładając koc na trawie zaczęłam mówić - Miasto kanałów i mgły. Sprzedanych serc. Ruletka. Karnawał. Namiętność, pasja. Historia o gondolierce z błonami między palcami stóp. Nie? Kiedyś ci opowiem. Opowiem ci jak Napoleon jadł kurczaki. W dzień i w noc. Opowiem ci wszystko.
- Błony? - zdejmujesz buty, skarpetki.
Biegniemy po trawie.
- Niech świat drży. Niech biedronki gubią kropki.
- Opowiedz mi co czujesz. Mów, proszę. Namaluj palcem na skórze. Chcę poczuć twoje czucie. Chcę skryć się w twojej skórze.
Twe zamyślenie splotło zerwane mlecze.
Wianek.
Obietnica.
- Czytasz? Proszę, nasącz mnie potem słowem, myślą, swoim odkryciem. Wtop w wyraz. Zakręć. Nakarm molekuły niezrozumienia. Bądź moją odpowiedzią na wszystko.
Kawa na schodach. Pamiętasz? Spokój. Noc pełna gwiazd. Patrz tam, Plejady. Wiesz, bardzo je lubię. Kościół Masoński. 444 lata świetlne. Niebiański ślad samobójstwa.
- A jaka jest twoja ulubiona konstelacja? Co lubisz wypatrywać w nocy?
---------------------------------------------------------------- Robaki w największej ilości występują w zanieczyszczonym jelicie grubym. Pasożyty o różnej wielkości przebywają w niewydalonej warstwie odpadów. Jeśli jelito grube nie zostanie odpowiednio wcześnie oczyszczone ze złogów, w których żyją, to toksyny, które wytwarzają, stopniowo zatrują Twój organizm. Z odchodów pasożytów powstają też trujące substancje, które mogą podrażniać centralny układ nerwowy i wywoływać nerwowość lub rozdrażnienie.
Otwierają się okna...
Świt po nocy przed pierwszą spowiedzią. „Jam jest Pan Bóg twój, którym cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. — Jesteś! — mówię trzymając głowę pod pierzyną. „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. — Nie będę! „Nie będziesz brał imienia Pana Boga twego nadaremno”. — Nie będę! „Pamiętaj, abyś dzień święty święcił
”— Pamiętam! „Czcij ojca swego i matkę swoją, abyś długo żył i dobrze ci się powodziło na ziemi”. — Będę czcił! „Nie zabijaj”. — Nie będę zabijał! „Nie cudzołóż”. — Nie będę... Co to znaczy „cudzołóż”? Zapomniałem. Ale nie będę cudzołożył. „Nie kradnij”. — Nie będę kradł! „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”. — Nie będę fałszował świadectwa bliźniego swego! „Nie pożądaj żony bliźniego swego”. — Nie będę pożądał żony bliźniego swego! „Ani żadnej rzeczy, która jego jest”. — Ani żadnej rzeczy, która jego jest... Pauza. „Jest jeden Bóg”. — Jeden! „Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze”. — Jest! „Są trzy Osoby Boskie: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty”. — Są! „Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbawienia”. „Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna”. „Dusza ludzka jest nieśmiertelna”.
Milczała
Milczała.
Milczała.
Wymiękła.
Druga strona zza biurka wymiękła,
- Czy pani umie mówić?
- Nie wiem. Znam wprawdzie dużo słów, ale gorzej ze znajomością ich znaczenia. Chyba bezpieczniej jest nie mówić.
- Śniło mi się, ze miałam małe zawiniątko na rękach. Wiesz, kiedy się temu przyjrzałam, okazało się, że jest to mały słonik, Taki różowiutki, nagi, z podniesioną trąbą, wpisany swoim ciałem w okręg. Zawiniątko takie. Spał na moich dłoniach. Byłam zauroczona. Miałam komuś go dać, ale zapomniałam komu, a może nie chciałam nikomu go oddać?
- A może tak się rodzą szczęścia?
Symetria.
Symetria.
Symetria.
- Słyszałeś? Słyszałeś? one znowu będą się tatuować, nie wiem jak ty, ale mam tego dość.
- Ale co zrobisz?
- Wy nic. Zamieszkajcie razem, a my razem.
- Wypijmy za, za, za...
Symetria.
Symetria.
Symetria.
- Patrz, dziecko, patrz- mówiła matka do swojej córki szukając nerwowo portfela - jak nie będziesz się uczyć to wylądujesz na kasie, jak ta pani. Patrz, dziecko, patrz. Chcesz być w życiu nikim?
Zapłaciła.
Odeszły.
Kasjerka po chwili ocknęła się. Jak z letargu.
- Patrz pan, jaka kurwa....
Przy kasie. Klientka podaje zapakowane wędliny kasjerce.
- Czy to jest dobre?
- Nie wiem. Mam to otworzyć i spróbować?
- No wie pani...
- Pani nic nie wie.....
Symetria.
Symetria.
Symetria.
- Mamo patrz....
Spojrzała
Na ulicy leżał gołąb.
Rozjechany gołąb. Głowy brak, ale jest kuper. Dumnie wypięty do góry.
W tej martwej naturze zawiera się symbol szaleństwa endorfin. - pomyślała - bez głowy, ale za to z dupą. Wypiętą dupą.
Tak właśnie wygląda love.
I zakończenie idealne
Bo chujowe.
- Nie ma na co patrzeć. Fuj......
- Śniło mi się, że leżałam sparaliżowana. Ruszałam tylko gałkami ocznymi. I czułam jak bardzo chcę umrzeć. A potem przyszły dzieci, i patrzyłam na nie i słuchałam i chciałam żyć. Rozumiesz to? Chciałam żyć, chciałam żyć .... i tak leżałam a one się starzały, starzały i zaczynały mieć kłopoty i poczułam że chcę umrzeć, umrzeć z tej bezsilności......to bezsilność zabija a nie śmierć, śmierć to stan, stan gnilności.
- Tak mi gnije mięso w przestrzeniach między zębowych jak nie używam nitek,,,,
- I tym jesteśmy - mięsem w zębach czasu....
Wpadłam do dronki. Latając pomiędzy pólkami próbowałam sobie przypomnieć to, co zapomniałam. Miałam coś kupić, ale co? Wino to nie, ani piwo, ale co? Pomidory, szpinak...hm... Zastygłam nad płynem do czyszczenia toalet. "Zabija zarazki" - o!, muszę wziąć do pracy i rozlać- zarechotała moja złośliwość - pod jedno biurko. Nie, pod dwa biurka. Bakterie jedne. Ygh....
- Pani, pani podejdź, no tu pani - wyrwało mnie z sadystycznych marzeń,
Rozejrzałam się. Niedaleko stała potężna Cyganka. Była ubrana w wielką długą spódnicę, w rozciągnięty sweter i z tej gęstwiny materiałów machała do mnie ręką. Ale masa, masa na całą ścieżkę. Kruszynka...
- Ja? - zapytałam zdziwiona,
- No pani, chodź tu pani.Chodź mieć problema,
No ja jestem specem od problemów. Podeszłam lekko skonsternowana.
- W czym mogę pomóc?
- Podpaski maksi, ja nie czytać, ty mi pomóc.
Poczułam jak mięśnie twarzy wydłużyły mi się lekko. Grawitacja absurdu ściągnęła mi twarz do dołu. Lekko, by zatrzymać ten proces, zagryzłam wewnętrzną część policzka, "Arte, tylko nie brechtaj, tylko nie to...." Zaczęłam się dławić sama sobą.
- Maksi podpaski? - wykrztusiłam zza zaciśniętych zębów, które powstrzymywały dzielnie budzący się we mnie rechot.
- Tak, tak dla mnie, patrz pani - i pokazała palcem swoje łono - takie na mnie.Maksi,
- A to ja nie wiem czy takie są.
- Sa są, patrzaj pani. Pani znaleźć,
Rozbrojona całą sytuacją zanurkowałam w podpaskach. No nie, tego jeszcze nie było. I co jeszcze? co? maksi? gdzie są maksi? Maksi, kurwa, zgon.
- Pani, pani patrz.
Podniosłam głowę. Na co mam patrzeć? Znalazła czy co? Spojrzałam i zbaraniałam. Cyganka trzymała przed sobą rozciągnięte czerwone majtki. Majtki...wielkie, przeogromne, czerwone majtole. Gdyby były białe to mogły by robić za żagiel..Stałam z najgłupszym wyrazem twarzy. Ygh? Kamera gdzieś coś? Nie, no kurde, to są jaja jakieś. Nie jaja, wielka wagina, Nie, no co ja mówię.. Hipnoza. Czerwone gacie. Matura! - przeleciało mi przez głowę. Egzamin dojrzałości. Zaklinanie majtami rzeczywistości. Yyyy aaaaa nie wierzę a ona stała z tymi majtasami przede mną mówiąc łamaną polszczyzną łamaną przez cygański akcent:
- Na to pani kupić, będą, będą, pani czyta, Maksi, maksi...
Maksi, kurwa kac ...Raperów znad Wisły, a tu halo, żart znad Odry. Opadłam. Opadłam z powrotem głową w podpaski. By nie patrzeć, by nie zabić się śmiechem.
- Takie? - zrezygnowana wyciągnęłam belle.
- Ooooo oooo takie, takie,a ile? - ucieszyła się Cyganka.
- 3,49.
- Dziesięć złota?! Droga, za droga,,,
- Nie dziesięć tylko trzy złote i czterdzieści dziewięć groszy. Tania, tania....
- Aaaaa! - odpowiedziała - dziękuję,
Wzięła paczkę i poszła, a ja stałam wryta. Szkoda, że nie pokazała poplamionych majt mówiąc, że szuka odpowiedniego proszku. Nic nie mówię, bo jeszcze mnie to spotka. Choć a w tej chwili nic mnie nie zabije.
Poza śmiechem.
I może motorem.
Kiedy mocno pierdolnąłem o ziemię, zauważyłem, że jednak można się podnieść. Wystarczy tylko zacząć wykreślać wszystko to, co zabija. Sytuacje, przeżycia, chwile, miejsca i ludzi. Ludzi, którzy potrafią zrobić taki rozpierdol w głowie, że człowiek ląduje albo u psychologa, albo szuka mostu. Można jeszcze inaczej przerwać cierpienie, ale trzeba żyć. Jutro może okazać się lepsze. Jeżeli człowiek nie ma już nic do stracenia, to dlaczego nie może budować pragnień od nowa?
~ R. Damian Castor
Kiedy siadłam i przy braku ruchu, jakiegokolwiek, zaczęło mi się przelewać, pomyślałam, ze jakoś mi się przelewa. Wewnętrznie tak jakoś drga i burczy i przepoczwarza. Potworkuje. Stan gnilenszczyzny.
Tak być nie może. A co może? Co może być?
Zagubiłam się w książce.
Nuda. Nuda zabijana dziwnymi rzeczami. Ucieczka przed starością. Znużeniem. Walka o kawałek życia. Ale już nie o człowieka.
Co robić, gdy tyle czasu jest wolnego. W którym kierunku iść i jakimi dechami zabić dziurę w sobie? Pytania wydarły się z "Najgorszego człowieka na świecie".
Zastygłam w lawie tej.
Moje Pompeje.
Poległam.
Kurwa.
Jakiekolwiek byłoby źródło mej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało.
Źródło: Niedziela Palmowa, K. Vonnegut
Tak muzycznie, po polsku.... odkrywczo lub mniej, lub inaczej lub co tam, ale polska nuta - patriotycznie tak na ten święty czas :D
:P :D
- Mamo, wiesz jaka jest różnica pomiędzy papierem toaletowym a człowiekiem?
- Wiem jakie jest podobieństwo a różnica?...hmmm..... jest taka? - zapytałam się zdziwiona po chwilowym namyśle.
- Papier toaletowy rozwija się - wykrzyknął syn ubawiony - a podobieństwo jakie?
- Jedno i drugie, synu, jest do dupy.
- Hahaha, ale tato to nie, ani babcia.
- No nie.....ale ja to tak?
- Hahhaha, no mamo!
Krzyż - jest i znika., powisi się i potem wyrko i życie wraca,
więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło a Wam życzę wszystkiego dobrego! :D
Bądźcie mokrzy ( :P:D) i szczęśliwi i zdrowi !
Z jajem, kochani, z jajem! :D
przez życie trzeba iść a nie laurów
liść
przeszłości
tylko
napierdalają w kości :D
Buziole :D
:D
czwartek, 13 kwietnia 2017
Królowa Lodu pociągnęła za łańcuch
wyrwała jakiś skrawek skóry
jakieś oko wypadło
wypadło serce przez pusty oczodół
zjadła je szybkim ruchem żuchwy
Spojrzała
na to ciało
(co jej serce oddało)
bez uśmiechu
z niesmakiem co bił z jej oczu
"kurwa niedobre było"
lepiej byłoby mi
do baru mlecznego iść
na przedmieściu krakowskim
zabila gestem tak
tak zabila słowem
obrażona
poszła sobie
wyrzucając serwetkę
którą wytarła usta krwawe swoje
"Oto twój całun"
wrony zakrzaczały
i poleciały
za nią tak wzleciały niczym płaszcz
zrobiło się cicho
tak spokojnie
tak pięknie
a echo tylko powtarzało za szumem skrzydeł
"a masz" "a masz" "a masz"
kumasz, kumasz
szamasz szamasz
serce
czyjeś zawsze człowieku
---------------------Arte
Mea culpa, mea culpa
Bo jestem tylko
witrazem przeszlosci
Duchow zlych
I tylko tyle
Widzisz w tych
Zdeptanych przez siebie szklach
Nic nie widzisz
Tylko swoje ja
I duchy swojej przeszlosci
W przerysowaniach
I glaszczesz nieprawde
Jak psa
Nie wychodzac poza horyzont
A tam zamieszkam ja
Tanczac
Posrod malych slonc
Na lakach stokrotek