Jakiekolwiek byłoby źródło mej głupoty, jeszcze się nie wyczerpało.
- Źródło: Niedziela Palmowa, K. Vonnegut
Tak muzycznie, po polsku....
odkrywczo lub mniej, lub inaczej lub co tam, ale polska nuta - patriotycznie tak na ten święty czas :D
:P :D
- Mamo, wiesz jaka jest różnica pomiędzy papierem toaletowym a człowiekiem?
- Wiem jakie jest podobieństwo a różnica?...hmmm..... jest taka? - zapytałam się zdziwiona po chwilowym namyśle.
- Papier toaletowy rozwija się - wykrzyknął syn ubawiony - a podobieństwo jakie?
- Jedno i drugie, synu, jest do dupy.
- Hahaha, ale tato to nie, ani babcia.
- No nie.....ale ja to tak?
- Hahhaha, no mamo!
Słusznie zauważył, że jedna babcia nie jest do dupy. Wpadliśmy za to do drugiej babci. Właściwie to ja wpadłam na jej ogródek po szczaw, a reszta rodzinki do niej, do domu. Zaraz gdzieś zjawił się koło mnie mężulu, z reklamówką, i zaczął mi pomagać w rwaniu zielska.
- Wiesz, jesteś ostatnio taka radosna, gdzie twój dół?
- A chuj z nim jak ze wszystkim mężu, wyleczyłam się...
- Lubię cię właśnie taką..
- Pffff nie sztuką jest być gdy jest dobrze. Czy co tam. Nieważne.
- Ale jestem z tobą czubku zawsze.
- Skoro jesteś aż tak głupi....- zaśmiałam się głaszcząc go po łysinie - i masz całusa.
Cmok. Gest czułości musi być. To nie nagroda. To taka potrzeba. wewnętrzna. Bo jak się kocha to ręce szukają dając przytulenie. To takie proste, banalne i urocze.
- Ty mój głupku .... - przytulił mnie.
Gdy weszliśmy do kuchni teściowej dzieci już siedziały przy talerzykach z wielkimi kawałkami nie wiem czego. Sernika na zimno? Nie, jakiejś bliżej nieokreślonej masy. Fuj...Nawet nie chciałam wnikać co to jest, bo teściowa lubi eksperymenty dość dziwne.
- Szlag jasny, czemu to jecie skoro nie jedliście obiadu? - ryknęłam. Moja życzliwość wobec człowieka jest po prostu nieograniczona! Ten ton, słowa. Chyba zacznę trawkę jarać na złagodzenie rysów swych w atakach szału.
- No bo zapomnieliśmy!
- No to macie nie zapominać, bo sprawa jest prosta, przed obiadem zero słodyczy. Szlag jasny! a ty kobieto - zwróciłam się teściowej - nawet mnie nie wkurwiaj, nie zapytasz czy jedli obiad czy nie tylko już im wpychasz i to takie kawały. Zwariowałaś? Sama się tucz. Szlag. Mooniek dawaj klucze, jadę do domu. Zresztą zupa się gotuje na gazie.I nie będę tu tkwić i na to patrzeć!
- A my co?
- A gówno. Na piechotę będziecie wracać.
Zanim odpaliłam silnik przybiegł syn.
- Niedobre było. Wracam z tobą.
- A gdzie twój rozum co? mogliście po obiedzie przyjść na ciacho.
- Nie chcę tu chodzić.
Pod drzwiami mieszkania okazało się, ze nie mam kluczy do domu. Syn pobiegł do mojej matki po klucze. Szlag jasny, ale ze mnie nerwus, ale nie cierpię tej baby i tyle. Ale przynajmniej nie zakurwiłam, słowem, w końca Wielka Sobota, świąteczny czas. Robię postępy.
Kończyłam gotowanie zupy, gdy mężuś z Młodą wrócili.
- Arte, nie mogłaś użyć innego tonu? - zapytał ubawiony.
- Nie, wiem, może przesadziłam, ale wiesz, ze od 10 lat tłukę do tego łba a on zakuty.
- Ja też, ale co zrobisz.
- Nic. Jutro będę miła.
- Ale ona chyba nie przyjedzie.
- Fuck, daj słuchawkę.
Zadzwoniłam, przeprosiłam. Aczkolwiek jej wywody wzbudziły we mnie kolejną porcję agrechy.
- Słuchaj - odparowałam na kolejne zrzuty, które wypadły z jej ust podczas rozmowy- to, ze ty swojego syna szkoliłaś jak psa policyjnego i lałaś linijką to mnie gówno obchodzi, ale dzieci mają swoją energię, radość, entuzjazm, a wiesz co to jest? chyba nie, więc właśnie to jest co mają dzieci i nie zabijaj tego swoją odwieczną starością, a poza tym nie dziw się, że w takim przypadku omijają twój dom szerokim łukiem.
Szlag, miałam przeprosić a tu szykuje się wojna na miarę Korei Północnej z Amerykańcami. Szlag. Zagryzłam wargę. Dla Moonka zamilczę. Ona swoje, a ja zmęczona wysłuchiwaniem bzdur szybko odparowałam:
- Ok, ok, masz rację, to jeszcze raz sorki, a teraz wybacz kończę obiad, to do jutra.
Odłożyłam telefon. Chyba od rana będę na lekkim lakierze, by jej nie znieść z pola widzenia, by znieść jej gadaninę. Ale w imię czego? A Moonka. No tak...
Tylko w imię czego Moonka znoszę?
Hm....
Acha, ten love....
Hahahahahaha
A on mnie w imię czego znosi?
Hm?
Acha, no tak, ten love hahahahaha
Akceptacja i troska i żyję się cudnie. Proste? Wręcz banalne.
- Arte, może za miast virażki to kupisz rebelkę, co? Popatrz.
- Ty mi kupisz. Patrz, a ten. Kurcze, czad. Szlag!
- To jedź i kup. Choć równie dobrze, możesz kupić broń i strzelić sobie w łeb.
- Tak? Głupek! A gdzie twoja wiara we mnie? hahaha, a ten model, patrz, kurde, ale ja chcę za rok, wiesz, by tak było fajnie. Na 45-tkę, Ale....
- Rób jak uważasz.
Mam teraz poważny dylemat. Ygh.
Zadzwoniłam do kumpla.
- Dzwoń, pojedziemy, przywiezuiemy.
Nie mam już problemu.
Tak mi Mooniek zabrania motoru.
Tak mi zabrania wszystkiego.Wolność w związku jest najpiękniejsza rzeczą. Każdy chce być wolny, i spełniać się więc dlaczego niektórzy chcą zakładać partnerom obrożę? W imię czego? Nie lepiej kupić fretkę?
- A w ten weekend jedziesz gdzieś?
- Nie, do nas przyjeżdżają.
- Aha, a kiedy jedziesz?
- Za tydzień. Na studia, a potem nie wiem, chyba nad morze, albo z Tobą do Kazimierza, co?
Jesteśmy razem po spełnienia własne. To piękne. Ty możesz, mogę i ja, razem tak dla siebie. Ideał. Bez zbędnych słów. Zresztą nie grzebiemy w sobie, bo po co. Rozmawiamy. Równoległe.
- Mamo, ty chcesz wszystkiego!
- Synku, chcieć to żyć. Nie chciejstwo to przedsionek śmierci. Po co trwać, gdy tyle rzeczy jest do przeżycia? A co nas czyni ciekawymi ludźmi, co? Pomyśl.
Raz się żyje, a tyle jest do przeżycia, poznawania, doświadczenia.
Telefon.
- Arte, jedziemy na park linowy w maju?
- Pewnie. Powiedz tylko kiedy...
Podreptałam do Moonka.
- Ok. Chcesz...
Życie. Jest piękne. Lekkie. Zabawne. To my nadajemy mu barwę i ton. Bo można zawsze pomimo wszystko.
- Córa- zadzwoniła matka - ty wiesz, że wczoraj zmarł syn Helci?, a tydzień temu rozmawiałam z nim, bo spotkaliśmy się a dzisiaj go nie ma..to życie jest gówno warte, wiesz?
- Ygh...żartujesz. jak ?!
Życie, ono tak nieoczekiwanie kończy się i chuj - jest śmierć, grób, żadne zmartwychwstanie, chyba, że duszy, ale nie wśród ludzi. Więc memento mori. Warto żyć. W pełni, by umrzeć spełnionym.
Tak łatwo zapominamy o tej granicy. Granicy życia i śmierci, a w obliczu tego co jest warte? Co jest warte gniewu, kłótni, pretensji, grzebania w stratach, w bólach, w przeszłości?
Córka dostała szału zabawnego i zaczęła wygłupiać się na maksa. Szalona kobieta o zabawnych oczach.
- Zabawna jestem, prawda? - rzuciła pomiędzy jednym wygłupem a drugim.
- Chyba żałosna - odparował Starszy.
- Ej, sarkazm wsadź sobie teraz do kieszeni i wyciągaj przy kumplach. Zabawna jesteś, łobuzico kochana.
Walka na wodę zalała mieszkanie, łózka, piżamy. Wyschnie, wszystko wyschnie, a wspomnienie szalonego dnia pozostanie.
Wracam do treningów :D
"Rozmyślania"
Wszystko co słyszymy jest opinią, nie faktem. Wszystko co widzimy jest punktem widzenia, nie prawdą".
"Tak należy wszystko czynić i mówić i o wszystkim myśleć, jakby się już miało odejść z życia..."
"A chociażbyś miał żyć jeszcze trzy tysiące lat albo dziesięć tysięcy razy dłużej, przecież pamiętaj o tym, że nikt innego nie traci życia nad to, którym żyje, a innym nie żyje, jak tym, które traci. Najdłuższe więc równa się najkrótszemu. Teraźniejszość jest bowiem równa u wszystkich, a więc i to, co się traci, jest równe...
"Jakże jest okrutne nie pozwalać ludziom dążyć do tego, co się im wydaje stosowne i korzystne. A przecież poniekąd nie pozwalasz im na to, skoro się gniewasz, gdy błądzą. Na ogół bowiem dają się porywać pewnym popędom w mniemaniu, że to jest stosowne i pożyteczne. - Ależ tak nie jest. - A więc poucz i pokaż, ale bez gniewu."
"Po szóste: jeżeli co cię zbytnio gniewa lub trapi, pomyśl, że krótkie jest życie ludzkie i że wnet wszyscy spoczniemy w trumnie."
j


Przeczytałam wszystko uważnie, ale nic nie dodam, wszystko jest.
OdpowiedzUsuńwszystko jest.........
Usuńjak powinno być :D
Szalona. Jakoś ciągnie mnie do wariatów😁😄 przebiłaś mnie w wariactwie😂😁😀
OdpowiedzUsuńzolza73.blogspot.com
a to mam się cieszyć czy załamać ? :P :D
Usuńhahahahaha