piątek, 16 października 2015

Xxxxx 2


Xxxx 1
http://arte1973.blogspot.com/2015/10/xxxxx-1.html


Xxxx 2


- Mamy! Mamy ją!!!! To jest ta, co spanikowała!!!- Słowa te, a może bardziej darcie ryja nad moim uchem, ocuciły mnie. Z trudem podniosłam obolałą głowę, jednak nic, poza jasnym światłem, nie widziałam. Czyżbym umarła? Czy to jest ten słynny tunel?....Chciałam się ruszyć, ale nie mogłam. Jestem trupem ! Tylko dlaczego myślę? Tylko dlaczego czuję? Czyżby ten smród, aż tak we mnie wniknął ? Stał się moim koścem?...Nagle poczułam piekący ból policzka z jednoczesnym odskoczeniem głowy w bok.  Uderzenie  wstrząsnęło mną. Dobrze, że mam ramię, bo inaczej łeb  poturlałaby się gdzieś.. Auć! Co jest?!.


- Pobudka! - wydarł się głos do mojego ucha, co za smród ...Spojrzałam z ukosa. Czerwona gęba pełna dziwnych wrzodów, za to pozbawiona przednich zębów uśmiechała sie do mnie. Wieśniak, zadowolony z siebie, splunął pod nogi. Co za idiota nosi taką czapkę? Patrzyłam na niego bez słowa. To, co działo sie we mnie było nie do ogarnięcia. Rozszalałe emocje kazały zacisnąc zęby. Zagrzytałam. Pogarda wymieszana z szyderstwem budziły odwagę. Nie poddam się.
- Co śłicznoto? Czas na podróż, - mówiąc to grubiańsko zarechotał. Co za typ, że też się nie udusił...
Podróż? Jaka podóż? Szarpnęłam ciałem, ale nie mogłam ruszyć się.  Powoli odzyskiwałam jasność widzenia. I myśli. Stałam na podeście, przywiązana do słupa. Ręce i nogi miałam skrępowane grubą liną. Czułam jak włókna wbijają sie w moją skórę. Całe ciało piekło....
Nie, to nie był podest to ....to, jasny gwint!, byłam przywiązana do katapulty. Nie!!!! to nie dzieje się naprawdę, nie dzieje...Co się dzieje?!?! Panika rozbujała moje serce. Poczułam strach...
Wokół zebrani ludzie, ubrani  w jakieś  śmieszne łachmany, krzyczeli coś zajadle wymachującc jedną ręką do góry. Prawie jak na wiecu PiSu. Albo u Piłata. Uśmiech podniósł lewy kącik warg. Nic tak  nie jara ludzi, jak myśl, że mają władzę. Taka ułuda jest dobrą przynętą. Tłum szalał. Szalało moje serce.
Dotarły to mnie wykrzykiwane słowa  LOT! LOT!  LOT! Jaki lot? Przecież ta wioska jest daleko przed Leonardem, a ja nie siedzę w samolocie......LOT! ...LOT!.....katapulta..szlag.nie, nie wierzę....Pojebało ich?
- Spierdalać - wydarło mi sie z garłda- słyszycie? Spieeeee rdaaaaaa laaaaać! puście mnie ! PUŚCIEEE!!!!! Zjebani psychole!!!
Mogłam się drzeć. Wieśniak będący obok rechotał przerażliwie. Moję przebudzenie rozochociło tłum. Powstał straszny rwetes. Zaczęło się szaleństwo. Gdzieś z tyłu doszedł mnie dżwięk  bębnów. Mój czas dobiegał końca.Chyba, ze zjawi sie książe na białym koniu. Tyle, że komu chciałoby się wedrzeć do wioski spływającej gównem ? Z bezsilności pacnęłam głową w słup - co za karma, nawet w takiej podłej chwili nie przestaję żartować,..
Tłum ucichł. Zdumiona otworzyłam oczy.Przede mna stała kobieta. Wyrózniał ją strój i wysoko niesiona głowa. Kapłanka. Znałam ją. Ogarnęło mnie przerażenie, a dreszcz ściął skórę...
-  Witaj buntowniczko! - mówąc to jednym sprytnym,  cięciem pozbawiła mnie ubrania. Szlag!, a myślałam, ze gorzej być nie może...Jej wzrok wbił się w mnie.....Kali? wytnie mi serce na żywca?...Tyle razy przecież chciała .......



c.d.n.













Indiana Jones 
czy 
seks ???:P :D






4 komentarze:

  1. Literacko... :) A ja głupia wzięłam to na poważnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahhaa, przepraszam :D ...czyli dobrze napisane ?:)

      Usuń
    2. Wiarygodnie brzmi, czyta się dobrze, bardzo takie "Arte'owe" jest.

      Usuń
    3. dziękuję :)
      musze popracować nad kolejną cześcią ...snu :)

      Usuń