wtorek, 10 listopada 2015

Xxxxxx 4

pierwsze części:
xxxxx-1.html
xxxxx-2.html
xxxxx-3.html






Gdzieś w tle było słychać wzrastający dźwięk bębnów. Szlag, zaczyna się przedstawienie. "Bo klapnięte uszko mam..", przepraszam, '"bo przedziurawioną szyję mam..." - zaśpiewało we mnie coś w środku. Rozpalono pochodnie, a tłum rozpoczął mruczenie swojej pieśni. Zaczyna być ciekawe, nie powiem. 






Rytuał rozpoczął się. Oto ich msza, a ja stałam się hostią. Wychodziłam z różnych opresji, lecz ta wydawała się zabójcza. W rezygnacji zamknęłam oczy, zaś mruczenie przybierając na sile zamieniło się w śpiew:


Panie przyjmij ofiarę
i daj nam deszcz
Panie przyjmij ofiarę
i daj nam zbiory
Panie przyjmij ofiarę
i zabierz zarazę
Panie nasz spójrz
litościwym okiem
i daj nam żyć........

Bla, bla bla, religijne szaleństwo zabiera w końcu rozum dając za to nadzieję. Nadzieję na co? To tylko oszukańczy handel i nic więcej. 
Przede mną pojawiła się Kapłanka. W ręku trzymała kielich.
- Najlepszym winem jest krew - mówiąc to ponownie ciachnęła mnie nożem po szyi. Palący ból przywrócił mi życie. Szarpnęłam się, choć to tak naprawdę nie miało sensu. Moja posoka zaczęła spływać do naczynia."Zarżną mnie jak świnię" 
- Dlaczego ....- ponowiłam cichutko pytanie. Spojrzała mi w oczy. Nie musiała nic mówić, wyczytałam wszystko....
- No dobra, ale od razu śmierć?
-  Będzie piękna......
No tak, w końcu to była katapulta,  a przecież mogło być ferro at igni. Przepalony kebab.

Krew wciąż spływała do kielicha, tak cicho i powoli...jak  uchodziło ze mnie życie. 


               Cała ta historia nie miałaby miejsca, gdyby nie pewne zdarzenie. Bywałam w świątyni dość często. Wpadałam na spory, babskie plotki, wieczerze. Cudowny klimat bogobojności wymieszanej z grzechem. Kapłanka była przeuroczą osobą z władczym charakterem. Jej magnetyzm był niesamowity i przyciągał wiele osobistości. Takie gremium było niczym, hm, niczym znalezienie sztabki złota w lesie.
Odpoczywałam po stoczonych walkach i łowach przynosząc czasami co lepszą zdobycz. Tak, tak, na chwałę Pana. A że Pan w niebie siedział, a panowie byli tu to w modlitwie ciał składaliśmy ofiarę z siebie. To był raj. Raj na ziemi. A ona była moja najukochańszą przyjaciółką.
Nie mówiąc już o tym,  ze łazienka kapłanki oraz jej służki przywracały mi kobiecość. Cudownie było nurzać się w przepięknej wannie pełnej ciepłej wody. Rozkosz dla ciała, włosów, zwłaszcza po stoczonych walkach, kiedy krew wrogów robiła za zbroję. Nie wiem skąd ona brała niektóre mikstury, ale działania miały cudotwórcze. Po kąpieli zaś czekali, gotowi na wszystko,  młodzi masażyści. Oczywiście super zbudowani, nienaganni, delikatni, apetyczni i.robili z ciałem cuda, Nie tylko dłońmi. 
Wieczorami  w towarzystwie małym, ale jakże zacnym,  rozważałyśmy wiele dylematów pijąc wino. In vino veritas. Doznawaliśmy zatem objawień, oświeceń, a czasami dysputy kończył się utratą świadomości,  lub po prostu  nieziemskim chędożeniem. Miłość fizyczna jest najlepszym eliksirem młodości i utrzymania sprawności umysłu.
Pewnego wieczoru zdradziłam naszą siostrzaną miłość sypiając z jej kochankiem. Wiedziałam, ze tego mi nie wybaczy. On był jej świętością, którą zbrukałam. Wpadła w szał, lecz nie sądziłam, że aż taki.
Któregoś dnia, kiedy wróciłam, okazało się, ze  z łowczyni stałam się zwierzyną. Wydała wyrok.
.



Kapłanka odwróciła się plecami do mnie i wzniosła kielich ponad głowę. Tłum powoli wyciszał pieśń, a bębny stawały się coraz głośniejsze. Nagle nastąpiła cisza. Przerażająca cisza, Przerwała ją swoim doniosłym głosem:


- In nomine Patris ...Domine...ora pro nobis.....  tą krew składamy ci w ofierze,..uczyń nas ludem zdrowym i bogatym.....a na wrogów ześlij zarazę...Oremus...Gratiam tuam, quaesumus, Domine, mentibus nostris infunde...GLORIA PATRI !!!!

- GLORIA PATRI !!!! - odpowiedział tłum, a kapłanka wypiła krew. Moją krew.

Ludzie zaczęli ponownie mruczeć w takt bębnów. Wieśniak z uniesionym toporem w ręku czekał na jej znak. Odwróciła się do nas przodem. Spojrzała na mnie bezlitośnie i krzyknęła:

- GLORIA IN EXCELSIS DEO!!!!

- GLORIA!!!!!!! - zakrzyknął tłum.


- Errare humanum est-  rzekłam cicho.

Wieśniak w tym momencie, jednym cięciem, przeciął liny uwalniając zarówno mnie jak i katapultę. Poleciałam.

Gdzieś sobie poleciałam.

Czasami trzeba pofruwać.

Na chwałę Pana!


I wpadłam. Do jeziora. Zmoczyłam wszystko.



c.d













9 komentarzy:

  1. "Ciachnęła" czy drasnęła? Arte - historia ciekawa, świat przedstawiony dziwny, ale zobaczymy co dalej. Jeśli mogę coś doradzić - zadbaj o interpunkcje (nie to, że się na tym znam), coś mi w wielokropkach nie pasuje. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. ok, dziękuję :)

    naprawdę z polskim mam na bakier :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kiedyś coś zarobkowo pisałam i szefowa sugerowała mi, że powinnam opcje sprawdzania błędów zawsze mieć włączoną, robiła to delikatnie (bo myślała, że ma z "artystą" wrażliwym do czynienia), ja jej na to, że znajomość ortografii u mnie jest pobieżna, a interpunkcji przypadkowa (no i że się postaram).

    OdpowiedzUsuń
  4. pytanie czy to była prawdziwa zdrada czy zdrada wydumana.
    Ponoć dla nas kobiet to nic nie znaczący szczegół który przecież ma przeogromne znaczenie..

    Kąpiel w jeziorze może mieć znaczenie metaforyczne.
    Oczyszczenie. Spłukanie win...
    Ludzka rzeczą błądzić a ponoć boską wybaczać...

    zobaczymy.
    Czekam na dalszą część ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pytań jest wiele, też czekam na dalszą część ....:niech mi się śni....dobrze

      Usuń
  5. Skojarzyło mi się to z jakimś dawnym filmem, z inną epoką, fajne ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W klimacie średniowiecznym :) Moim ukochanym :)

    OdpowiedzUsuń