poniedziałek, 4 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
blogowacisko - po co to wszystko?
Nie wiem jak to się stało, ale stało się tak, ze minęły dwa lata od mojego blogowania. Pewnego dnia załamana własną tragedią siadłam przed klawiaturką i nastukałam tekst. Literki pchały się jedna przez drugą krzycząc:
- Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.
- Powietrza!
Było widać, ze ewidentnie duszą się. Chuchałam dmuchałam, nie dało rady. Chciały iść na spacer. Więc poszły pobłądzić w przestrzeni internetowej. Wracały do mnie, przysiadając po lewej stronie ekranu, mówiły, że ten świat wirtualny jest niesamowicie ciekawy. Tylko jedna stronka jest wciąż smutna i taka głodna.Nie było innej opcji - karmimy ją. Tak powstał blog.
Dzięki bieganinie liter dusza poczuła, ze więzy popuściły. Rozprostowała się, poskakała na jednej nodze i mruknęła:
- Ty, Arte, ty lepiej pisz.
Zakopane
Pewnego pięknego leniwego piątku, kiedy nie wiedząc czy mam czytać Murakamiego, czy jednak zając się drapaniem po tyłku, zadzwonił telefon:
- Jedziemy jutro do Zakopca?
- Jutro jedziemy do Zakopca?
- Jedziemy?
- A mamy jechać?
- Czy ty jesteś normalna?
- A jestem?
Miałyśmy jechać. Tyle, ze nie w sobotę, a za pięć godzin. Ja miałam pociąg za pięć godzin.
- Mooniek, jest sprawa. Muszę wyjechać.
- A jedź w diabły!
Więc grzecznie spakowałam się, bo co będę dyskutować i wsiadłam w pociąg.Dziewczyny odebrały mnie na dworcu. Przepakowałyśmy bagaże do auta i jazda! Do marketu po syrop na drogę. Tradycją jest, ze tył wycieczki pije, więc inaczej być nie mogło. Tył wypił. Ale nie śpiewał, choć w duszy grało. Po dotarciu na miejsce, by kierowca nie czuł się poszkodowany, trunek został rozlany. Wieczór spłynął kroplami po szkle. A dziewczyny odniosły mnie do łóżka. Takie miłe. A same poszły uprawiać jogging po schodach: góra, dół, góra, dół.
Poranek był godzinami odkryć. Plac zabaw wyzwolił w nas niesamowite emocje. Jazda konna, wspinaczka, skoki w dal, jazda główką w dół. Radość dziecięca i kawa uruchomiły fantastyczną energię.
- Ja nazywa się twój koń?
- Hm....
Nie ma to jak poranne, inspirujące pytania.
- Pamela, A Twój?
Słowa robiły za muchy, latały tu i tam pobudzając szare komórki.
- Wiem. Konstancja.
piątek, 24 kwietnia 2015
czas na kawę :P :D
Czas na kawę :)
wciąż męczę Mistrza Rysunku ćwicząc rękę w kreskach :)
- Wiesz mamo, pani mówiła dzisiaj o wakacjach, trzeba uważać na wodę, bo życie jest bezcenne, a Henio powiedział, że cenne, bo można dostać odszkodowanie, hahahaha
- Dobre, hahaha, a pani co na to?
- Zapytała się co mu po pieniądzach w trumnie, a on powiedział, że byłoby dla rodziny.
środa, 22 kwietnia 2015
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
czwartek, 16 kwietnia 2015
Być jak Leonardo
Syn przy kolacji zaczął rozprawiać na temat Leonarda da Vinci, o którym pani opowiadała w szkole.
- Mamo to chyba był najzdolniejszy człowiek na świecie:
- To tak jak mama - wtrąciła Młoda.
- Ja? Dlaczego? - zapytałam się starając nie chichotać .
- Rysujesz, żonglujesz, piszesz...
- Hahaha, dzięki, to miłe... - no przynajmniej na córce robię jakieś wrażenie - I o czym usłyszałeś jeszcze w szkole? - zwróciłam się do Starszego.
- Planetarium. Pojedziemy? Wiesz,że wszechświat nie ma końca. To dziwne,... Dziwne jest życie...Mamo, a jak gwiazdy mogą żyć skoro nie jedzą?
Materia, atomy, reakcje chemiczne, mózg w piętach - atrakcje z posiadania dzieci.
Inną frajdą jest zabawa klockami. Dałam porwać się. Młodzi budowali ze swoich wizji, a mi zabrakło jak zwykle wyobraźni. Posiliłam się instrukcją. I dałam radę.Coś jednak potrafię robić.
Nawet przerysować rysunek.
Ale Młoda zagięła mnie. Oto jej dzieło.
- Mamo to chyba był najzdolniejszy człowiek na świecie:
- To tak jak mama - wtrąciła Młoda.
- Ja? Dlaczego? - zapytałam się starając nie chichotać .
- Rysujesz, żonglujesz, piszesz...
- Hahaha, dzięki, to miłe... - no przynajmniej na córce robię jakieś wrażenie - I o czym usłyszałeś jeszcze w szkole? - zwróciłam się do Starszego.
- Planetarium. Pojedziemy? Wiesz,że wszechświat nie ma końca. To dziwne,... Dziwne jest życie...Mamo, a jak gwiazdy mogą żyć skoro nie jedzą?
Materia, atomy, reakcje chemiczne, mózg w piętach - atrakcje z posiadania dzieci.
Inną frajdą jest zabawa klockami. Dałam porwać się. Młodzi budowali ze swoich wizji, a mi zabrakło jak zwykle wyobraźni. Posiliłam się instrukcją. I dałam radę.Coś jednak potrafię robić.
Nawet przerysować rysunek.
Ale Młoda zagięła mnie. Oto jej dzieło.
piątek, 10 kwietnia 2015
wierszem
nic
już nie chcę nic
sto żyć
jedna wielka nuda
nic
nicości
wszechogarniająca pustka
i w tle dzwon
ich
żniwiarzy
a może jednak?
nadzieja
złudna
to szkło o szkło
tłuczone
przy stole
pustka
------------------------------
Siedzę. Sama. W bezruchu tak.
niczym martwy ptak.
Wpatrzona w ścianę.
Z chropowatości chcę wyczytać,
sama nie wiem co.
Lecz w zakamarkach swych, biegam.
Szalona,
z rozłożonymi rękami.
Rozwalam wszystko.
Wrzeszczę.
Jestem
tak cholernie uchlana
własnym obłędem
Demoluję.
Siebie
------------------------
- Nie, nie, jeszcze nie zabiję siebie. Jeszcze dzieci muszę wziąć na paralotnię. Pokazać im, że pięknie tak jest latać, i ten świat taki też jest, piękny. I poproszę, by nie byli tacy jak ja. Niech żyją, bo życie to ...też piękne jest. tyle, ze... nie dla mnie. I poproszę o przebaczenie. Ich, poproszę. Chyba przebaczą mi? ...Bo ja....ale nie, nie, najpierw wezmę ich na paralotnię.
już nie chcę nic
sto żyć
jedna wielka nuda
nic
nicości
wszechogarniająca pustka
i w tle dzwon
ich
żniwiarzy
a może jednak?
nadzieja
złudna
to szkło o szkło
tłuczone
przy stole
pustka
------------------------------
Siedzę. Sama. W bezruchu tak.
niczym martwy ptak.
Wpatrzona w ścianę.
Z chropowatości chcę wyczytać,
sama nie wiem co.
Lecz w zakamarkach swych, biegam.
Szalona,
z rozłożonymi rękami.
Rozwalam wszystko.
Wrzeszczę.
Jestem
tak cholernie uchlana
własnym obłędem
Demoluję.
Siebie
------------------------
- Nie, nie, jeszcze nie zabiję siebie. Jeszcze dzieci muszę wziąć na paralotnię. Pokazać im, że pięknie tak jest latać, i ten świat taki też jest, piękny. I poproszę, by nie byli tacy jak ja. Niech żyją, bo życie to ...też piękne jest. tyle, ze... nie dla mnie. I poproszę o przebaczenie. Ich, poproszę. Chyba przebaczą mi? ...Bo ja....ale nie, nie, najpierw wezmę ich na paralotnię.
------
- napisane w trakcie obierania ogórków na obiad, nie martwić się, to tylko tekst płynacy z mrocznej duszy mej :D
- napisane w trakcie obierania ogórków na obiad, nie martwić się, to tylko tekst płynacy z mrocznej duszy mej :D
poniedziałek, 6 kwietnia 2015
święta, święta i psycha pogięta
Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba.
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło.
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku. W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści. Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości.
- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,
Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak? - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz, to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
- O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.
Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.
Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.
Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
