poniedziałek, 6 kwietnia 2015

święta, święta i psycha pogięta

Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba. 
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło. 
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi  się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku.  W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści.  Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości. 

- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,


Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle  łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie  ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak?  - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz,  to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
 - O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.

Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.

Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.

Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???




.




10 komentarzy:

  1. Ale już po świętach, więc można brzuch odtłuszczyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście :D, zwłaszcza tymi słodkościami co dzieciaki dostały :DDD :P

      Usuń
  2. Zalaliście sąsiadów? "uroki" życia w bloku :P Trzeba było im zaproponować, że następnym razem zalejecie się wspólnie przy stole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, to sąsiad z góry zalał nas i sąsiada z dołu :D

      Usuń
    2. Aaa :D To wszystko zmienia :D Więcej ludzi do zalania się przy stole :P

      Usuń
  3. Widzę, że Twoja teściowa też jest niemożliwa. Już o jednej takiej dziś czytałam notkę ;]

    OdpowiedzUsuń
  4. Teściowa... Ach Najbardziej ukochana osoba na ziemi - poczuj tą ironię :P
    To dobrego dyngusa miał wasz sąsiad że poszło po dwóch mieszkaniach!
    Ja świąt nie lubię ale w tym roku dzięki mojej siostrze były do zniesienia- dzięki Ci Boże za taką siostrę! I wino haha.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń