Pan zmartwychwstał, zmartwychwstała rodzina. Mąż, niczym kogut wśród kur, jest jedynym facetem przy stole, reszta samców w grobie. Chciałoby się zapytać, ciekawe ile pociągnie, ale to byłoby niestosowane. Chyba.
Śniadanie tradycyjne. Święconka, modlitwa i żart. I teściowa. I jej opowieści. Po prostu lot w kosmos, w wszechświat bzdur. Bez ostrzeżenia, bez trzymanki, Po tym jak uraczyła nas pogawędka o o żonglowaniu 12 piłeczkami oraz gadką, że facet w domu nie jest od tego, by zmywać gary, bo to jest robota kobiet, poczułam, że mam ochotę wgryźć się w jej aortę i rozszarpać ją jak Reksio szynkę. Wary podniosły mi się lekko, zęby błysnęły. Wgryzłam się nimi tyle, ze w dupę czekoladowego zajączka, ale to nie pomogło.
Pomyślałam, że skoro krzyż się zwolnił, to pójdę się dobić, ale na szczęście potknęłam się o flaszkę. Piłam z gwoździami, w kieszeniach, z młotkiem przy boku.
Ulga przyszła na moment. I w wc także ją poczułam. Zrobiło mi się lżej po prostu. A potem syn zarządził popołudnie autorskie czytając nam 5 części swojej historii o smoku. W życiu są wzruszające chwile. Taka jak ta, kiedy słuchaliśmy opowieści. Wrażliwość i poczucie humoru Starszego są niebywałe. Nie przeszkadza mu to jednak w dręczeniu siostry. Zresztą oboje nie mogą żyć bez siebie. Normalne dzieciaki z pierwiastkiem niesamowitości.
- Wiesz mamo, zostawiłem babci maskotkę, by nie czuła się samotna, nie dobrze być samotnym w życiu. Nawet zaproponowałem cioci by sprzedała mieszkanie i przeprowadziła się do babci, ale ciocia powiedziała ze przyzwyczaiła się do swojej samotności i z babcią mogłyby się kłócić,
Miałam już podpisać zgodę na wydanie tomika wierszy, a tu nagle łomot taki, ze pióro wypadło z ręki. Ostre walenie w drzwi wyrwało mnie ze snu. Ktoś dobijał się do nas nie odpuszczając ani trochę. Spojrzałam na zegarek.
- Piąta ...piąta? ...o piątej tak? - łapałam kontakt z rzeczywistością - ej, słyszysz, to pijak pomylił drzwi?
-Yhy...
Dzwonek wciąż upierdliwie brzęczał mieszając się z pukaniem. Twardziel się trafił, cholera ...kurwa ...o piątej tak, szlag!
- Weź wstań, facetem jesteś.... - mruknęłam, nie mając ochoty wstawać. W końcu nie dawno położyliśmy się spać ...
Mooniek zwlekł się z wyra, Otworzył.
- DYNGUS!!! - krzyknął sąsiad - zalaliście mi mieszkanie...
- Naprawdę?
- Cała kuchnia, łazienka i piwnica jest w wodzie...
Weszli do kuchni:
- O kurwa!
Nas też zalało. Akcja wykręcanych szmat została uczczona kubkiem solidnej kawy.
Potem zalaliśmy się wodą, ale w walnej bitwie z dzieciakami. Byłam dzielna odbiłam broń. Potem ją straciłam. Było mokro i wesoło. Szkoda tylko, ze pogoda nie pozwalała na szaleństwo w terenie.
Po wojnie nastała klapa - rodzinka, jedzenie i stół. Nawet wino nie ratowało przed znudzeniem.
Takich świąt nie lubię. Zatłuszczony brzuch.Gdzie jest ten wolny krzyż ???
.
Ale już po świętach, więc można brzuch odtłuszczyć. :)
OdpowiedzUsuńoczywiście :D, zwłaszcza tymi słodkościami co dzieciaki dostały :DDD :P
UsuńZalaliście sąsiadów? "uroki" życia w bloku :P Trzeba było im zaproponować, że następnym razem zalejecie się wspólnie przy stole ;)
OdpowiedzUsuńnie, to sąsiad z góry zalał nas i sąsiada z dołu :D
UsuńAaa :D To wszystko zmienia :D Więcej ludzi do zalania się przy stole :P
Usuńhahahaha
UsuńWidzę, że Twoja teściowa też jest niemożliwa. Już o jednej takiej dziś czytałam notkę ;]
OdpowiedzUsuńBo takie bywają jednostki ....:) ..
UsuńTeściowa... Ach Najbardziej ukochana osoba na ziemi - poczuj tą ironię :P
OdpowiedzUsuńTo dobrego dyngusa miał wasz sąsiad że poszło po dwóch mieszkaniach!
Ja świąt nie lubię ale w tym roku dzięki mojej siostrze były do zniesienia- dzięki Ci Boże za taką siostrę! I wino haha.
Pozdrawiam.
Dzięki Ci Boże! :)
Usuń