czwartek, 12 grudnia 2013

nie karmcie dzieci płatkami...



Syn uznał dzisiaj, jedząc płatki z mlekiem, że zacznie czytać książki. Normalnie mlekowe natchnienie.

- Ale wiesz mamo takie prawdziwe chcę czytać książki. Te wasze, straszne ........

- Aha, to zacznij dzisiaj po szkole ....






Po przedszkolu córka załapała  fazę.

- Puść mi Cartoon Network, bo chcę oglądać bajki.
- Nie, bo ja chcę się bawić z tobą - odpowiedziałam.
- Dobra. To się pobawimy jak będą  lecieć  reklamy.


Wieczorem w kuchni Młoda siedzi przy stole i pije. Wypiła wodę ze szklanki, szklankę postawiła na blacie i ręka walnęła w stół.BACH!
Patrzę na nią zdumiona:
- Co jest Mała?!
- No co? NALEJ MI !






środa, 11 grudnia 2013

Wrrrrrrr...

Młoda od samego rana zapowiadała, że nie cierpi lekarzy i nie da się zbadać. W genach  ma zapisaną awersję do białych kitli. I koniec. Mogłam sobie mówić, córka i tak wiedziała swoje.
Pojechaliśmy na bilans. W poczekalni córce humor dopisywał. Rozgadana skakała sobie wesoło. Myślałam, że będzie dobrze. Ha, ja sobie mogę.
Kiedy weszliśmy do gabinetu Młoda zamieniała się w Coś. Przyjęła minę strasznie złą i zaczęła warczeć.
- Wrrrrrrrrr

- Dzień dobry kochanie - pediatra zwróciła się do córki.
- Wrrrrrrrrrrrr
- O! Dzisiaj nie masz ochoty rozmawiać?!
-WRRRRRR!!!!!!!


- Kurcze, Młoda przestań. Powiedz dzień dobry, zacznij mówić- prosiłam.
- Wrrrrrrrrrrrrrr 


Przeprosiłam za zachowanie córki, mówiąc, że naprawdę nie wiem co się stało. Tego jeszcze nie było. Ale cóż dzieciaki lubią zaskakiwać. Panie tylko choichotaly.
Młoda patrzyła spod oka i warczała. Normalnie dziecko wychowywane przez wilczycę:
- Auuuuuu!!!!!- o mało co nie zawyłam z rozpaczy.

Rozebrałam córkę. Postawiłam na wadze. Zmierzyłam. Dziecko nadal nadal warczało  odpowiadając  w ten sposób na wszelkie pytanie pielęgniarki i lekarki.

- Ale dziecko mówi?
- No tak. Właściwie w domu to jej się buzia nie zamyka.
- Zadaje pytania?
- Tak, dopytuje się.

Sprawdziliśmy wzrok.
- Co widzisz na obrazku? - zapytała się pielęgniarka.
- Konik, kaczka, domek, samolot, koło
Odezwała się!!! Odezwała się!!! Jak radocha! Ufff.......
- O jaki piękny masz głosik. Ślicznie mówisz. Proszę, masz tu naklejki.
- Dziękuję.


Wychodzimy.
- Do widzenia, Młoda pożegnaj się.
- WRRRRRRRRR.......





niedziela, 8 grudnia 2013

rok temu.........

Rok temu, właśnie 6 grudnia, kiedy św. Mikołaj wpadał na świat to z nieba sypnęło śniegiem. Zawiało, zasypało, po prostu w jednej sekundzie zrobiło się biało. To był moment, bo jak wyjeżdżałam na miasto w sprawach służbowych to była jeszcze jesień. Wpadłam do firmy współpracującej, by omówić wszystkie niepokojące punkty - wychodzę i ....zamieć śnieżna. Z niedowierzania przetarłam oczy. Czułam się tak jakbym światy pomyliła. Co jest? Trafiłam do Królestwa Królowej Lodu?!
Auta jechały powoli. niektóre ślizgały się przy lekkim hamowaniu tańcząc niespokojnie. No tak znowu zima zaskoczyła niektórych kierowców i zapomnieli zmienić opony na zimowe. Wsiadłam do auta, wypróbowałam hamulce i o żesz, lodowisko po prostu!!! Fuck!

Oby tylko dojechać do firmy. Jechałam powoli. Mega zakręt i ..wyrzuciło mnie na pas przeciwny. Facet zahamował i stanął, ja płynęłam nie mając wpływu na auto i .....nie wiedząc co robić po prostu wyłączyłam silnik.
Stanęłam. Inne auta też stały. Obyło się bez kolizji. Odpaliłam silnik, ruszyłam powoli z modlitwą normalnie, oby dojechać, oby dojechać ...

Jechałam naprawdę powoli, kolejny zakręt, a za nim auto stoi. Stoi, bo chce skręcać w w lewo na parking, a nie może, bo auta z naprzeciwka jadą. Stanęłam za kolesiem cała szczęśliwa, że zahamowałam  nie wpadając mu w dupę. W sumie kretyn mega sobie myślę, bo idioci tylko tak stają. Ale cóż ...

Nagle moja głowa poleciała bezwiednie na kierownicę. Kurwa!!! co jest?! Jakby było mało to moje auto ruszyło  do przodu. Jak?! Co jest?! Jezu, zaraz w faceta przywalę, ale w tym samym momencie auto, które stało  przede mną ruszyło na parking, więc go nie walnęłam.

Wysiadłam z auta. Podleciała do mnie babka mocno przepraszając. Był zakret, nie wyhamowąła. Mój bagażnik był otwarty i zdemolowany, tablica wisiała, no nieźle. Zjechałyśmy na bok. Wymieniłyśmy się numerami telefonu i podałam swój adres zapraszając na kawę i napisanie protokołu.

Wpadłam do domu roztrzęsiona. W jakiś nieskładnych słowach opowiedziałam mężulowi co się stało. Nagle odkryłam, ze nie mam okularów. Mąż zszedł - były przy pedałach samochodowych.

Po godzinie mężu stwierdził, ze dałam się zrobić, bo babeczki nie ma, a tu domofon się odezwał. Przyszła. Przepraszała, choć mówiłam, że nie ma za co, ze w sumie tego faceta mogłyśmy spisać, bo to jego wina - kretyn nie powinien tam stanąć, ale obydwie byłyśmy w szoku.
Mąż zrobił kawkę, a my spisałyśmy protokół. Kark mnie bolał, ale co tam - przejdzie. Pani znowu przepraszała, choć ja mówiłam, ze nie ma za co. Dobrze, że nikomu nic się nie stało - to najważniejsze.
A kark? Nie pojechałam do lekarza, bo z pierdami nie będę łazić po białych kitlach. Jak nie przejdzie to pójdę. Zadzwoniłam do firmy mówiąc co się stało, szef powiedział : zostań, nie wracaj, do jutra.


Myślałam, że to będzie jedyna przygoda w grudniu, ale niestety los miał jeszcze jedną niespodzianke dla mnie i bez szwanku na zdrowiu nie dotrwałam do Nowego Roku..... Mam tylko nadzieję, ze w tym roku dotrwam bez "przygody" do Sylwestra.


Takie przypadki uczą, ze można zginąć nie wiadomo kiedy, dlatego memento mori i cieszmy się życiem, dzieciakami, sobą i wszystkim. Niech radocha trwa z tego co jest, bo zawsze może być gorzej, albo przestać być.

I życzę Wam na tą zimę szczęśliwej drogi!







sobota, 7 grudnia 2013

- noooo, mamo....


- Mamo, ale przykre, że nie dostałaś prezentu, nie martw się. Ale kostka rubika jest fajna, ale trudna. Mamo, a właściwie jak Mikołaj wszedł do mieszkania?

Nieustająca paplanina syna otworzyła mi oczy. Spojrzałam na budzik. 6.30. 6.30? Wpół do siódmej? W sobotę?! Ja go normalnie zamorduję .......Do szkoły potworka obudzić to problem, ale sobotni poranek nie jest żadnym problem. Albo zabiję siebie .....spać......cisza, spać, proszę, litości....

- Synku, ciiiiiiiiii, daj mi spać.......idź sobie, a kysz......
Schowałam głowę po poduchę. Ale syn nie znikł, nie poszedł....

- No, ale mamo powiedz mi, jak wszedł Mikołaj....
- Nie wiem, nie myślę, spać........
- Ale ja dzisiaj z tatą będę układał jeszcze raz wyścigówkę. To łatwe, ale niech tato zobaczy....

Pla, pla, pla ....
Paplaninę przerwał jękokrzyk Młodej. Jeszcze tego brakowało........pewnie wystraszyła się czegoś bidulka. Wyrwałam z wyrka i poleciałam na jednej nodze do pokoju dzieciaków.
- Ciiiiii....co się stało kochanie?
- Miałam zły sen ......- Chlipała córa.
- Oj biedactwo, no już .......no co ci się śniło co? 
Wtuliłam się w to małe cieplutkie ciałeczko mając nadzieję, że jak dziecko się uspokoi to zaśnie a ja razem z nią.

- Coś  - chlip - strasznego......
- Ojej, ale co?
- Bo ciocia nie chciała mi puścić bajki..........Mamo, ale ty mi puścisz, prawda? Ja chcę Królewnę Śnieżkę, proszę, idziemy?

Bo co?  Hahahahaha ......No ręce mi opadły........
I po śnie.
6.50 - witaj soboto.....jak ja to kocham :)






To syn tak ułożył, ciekawa jestem czy uda mu się ułożyć całą :))))





Układamy z córką lego. Raczej ona układa, a ja nadzoruję pokazując co i jak. W którymś momencie mówię do Młodej:
- Kurde, nie rób tego jedną ręką!!! Wiesz co możesz zrobić jedną ręką?
- Tak, wiem, podrapać się po tyłku.....- a po chwili dodała - albo po cipce......
I zaczęła się śmiać. Ja też, hahahahaha.....Ten ton głosu, oj niezly numer z niej wyrośnie, coś tak czuję :))).










cd soboty może nastąpi albo i nie :)))



piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajkowy dzień :)))

No i był dramat, bo mama nic nie dostała od św. Mikołaja. Starszy przeleciał wszystkie poduchy w domu, bo a nuż może jeszcze coś się gdzieś zawieruszyło :)))
- Mamo, a ty nie masz prezentu?!?!
- Widocznie niegrzeczna byłam
- Byłaś, byłaś!!
!!
Syn po chwili dostał oświecenia:
- A może wieczorem św. Mikołaj wróci i dostaniesz?
- Pewnie tak.


Dzieciaki były zadowolone ze swoich prezentów. Czy trzeba czegoś więcej?!
Ale przejęły się bardzo, że mama nic nie dostała ...
 - Wiecie, Mikołaj najpierw odwiedza dzieciaki, potem dorosłych.

Syn od razu ubrał nową koszulkę. Natomiast Młoda wyczuwając niezwykłość dnia zażyczyła sobie odnalezienia czapki mikołajowej, w której dziarsko wparowała do sali przedszkolnej.

Starszy po drodze przeprowadził organoleptyczne badanie zamarzniętych kałuż - po prostu wywinął niesamowitego orła. Rozbawiło mnie to okrutnie, bo i w okrutny brecht padłam. Syn zresztą też. I nie tylko my....hahahaha.

W szkole na korytarzu grała muzyka, były Mikołaje, aniołki i diabełki. Ogólne zamieszanie wskazywało, że to będzie niezwykły dzień. Kolejny luźny dzień, bowiem wczoraj  Starszy wraz z klasą, w ramach prezentu mikołajkowego, pojechał do operetki.
- Nuda, tańczyli, śpiewali.
- Teatr lepszy?
 - Nooooo, a to mi się nie podobało.
Dzisiaj natomiast drugoklasiści tłoczyli się do wyjścia- jechali do kina.


Uwolniona od dzieciaków popijając kawkę wymyśliłam sobie, poruszona reakcją dzieciaków, że co tam, ale dla siebie też mogę być świętym Mikołajem. Poleciałam na miacho.
Kupiłam prezenty.

Pakując odkryłam, że owszem wszystkim kupiłam tylko nie sobie, hahahahaha. Jak to się stało, nie wiem. Chyba za bardzo zajarałam się kupionymi prezentami dla innych. Zwłaszcza do T - w końcu pojawiła się TA ksiązka!! tralalalalalaa....


Syn, jak wparował do domu, przyjął słuszną taktykę.
- Mamo, a może jednak jeszcze coś jest pod poduchami? - jak rzekł tak zanurkował w poduchach.
- Może? 

Krzyk zadowolenia zagłuszył muzykę.
- O, kurczę...,mamooooo, Mikołaj był!!!!
- No co ty? serio?! Pokaż, nie wierzę...
- Noooo, popatrz - i pokazał prezent.
-Mamo, a może dla ciebie coś jest?
- Może?
Poleciał do sypialni. Zakopał się i nagle krzyk:
- Mamo, patrz! Jest!!!
- Ej to prezent dla taty, przeczytaj.
Przeczytał.

- Aha, o rany, znowu zapomniał o tobie?
- Wiesz, mam was to mi już to szczęścia nie jest nic potrzebne.
- Tak wiem. - a po chwili syn dodał - ale na pewno ucieszyłabyś się z nowej książki?
- Jasne. A może zresztą wieczorem wróci?
- Biedna mama, masz ode mnie buziaka - powiedziało moje kochanie przytulając się do mnie.

No słodki bywa, słodziutki ....

 Odebrałam później córkę z przedszkola, a w tym czasie syn został w domku sam. Nie chciał iść, wolał złożyć wyścigówkę.
Młoda wyszła z sali targając reklamówkę.
- O to tu też był Mikołaj? - zapytałam udając zdziwienie.
Był! Mówiłam wierszyk i piosenki śpiewaliśmy. Taki stary był ten Mikołaj.
W reklamówce znalazł się zestaw klocków i trochę słodyczy. Super.

Ledwo weszliśmy do domu, Starszy już był w przedpokoju.
- Młoda zaglądaj po poduchę, tam coś jest!
Młodej pisk powiedział wszystko - było! :)


 Potem poszliśmy do mojej matki Tam dzieciaki też splądrowały poduchy wśród których odnalazły wielkie wory słodyczy. Oj będzie miał co tatuś jeść, oj będzie, hahahaha.
I znalazła się prezent dla babci. I czekolada dla mamy.
A jednak coś, super.


Teraz czekam na swojego Mikołaja. Wiem, ze będzie. Zawsze jest.
Mam tylko nadzieję, że wróci szczęśliwie do domu, bo pogoda robi się coraz gorsza .....





czwartek, 5 grudnia 2013

dzieciakofo




-Ha, ha, ha co ty narysowałaś tyłek?! - zapytał się brat siostry swej, na co ona:

- NIE! Mamę....



Niezła jest ze mnie dupa, co?!
:PPPP










- Synu co się z tobą stało? kiedyś lubiłeś swoją siostrę, bawiłeś się z nią a teraz zachowujesz się niegrzecznie wobec niej...
- Kiedyś to ja byłem wielkim głąbem!





- No synu, daj psa Młodej na te pięć minut, nie bądź żyła! - krzyknęłam wkurzona walką o maskotkę.
- Mówiłaś, by się nigdy nie poddawać się to nie poddaję! Młoda! Pies jest mój!!!!!!!!
I walka trwała nadal.



- Ja jestem królem a ty mamo swojemu władcy nałóż pastę na szczotkę .....




Starszy podszedł do półki z książkami. Czyta: 
- King, king, king, King....ile wy tego macie?!
Policzył.
- Macie 23 książki Kinga, nie przesadzacie?!
 
I naucz syna czytać i liczyć...ech...*


Teściowa pyta się Młodej:
- Co chcesz dostać od św. Mikołaja?!
- Smartfona


Noż kurczę,  a Helllo Kitty, Monster ?!!! Helloł, dzieciaku....


Na co Starszy powiedział, że:

- Jak Mikołaj powie,że : "Starszy byłeś niegrzeczny" to ja powiem, że nie jestem Starszy tylko Gutek - i wpadł w dziki śmiech - aaaaahaahahahahahahaahahahahahahaha ale go zrobię no nie?! aaaaaaahahahahahahaha

I czeka na ten hełm. Hełm co spełnia życzenia.

Oboje odliczają czas do Mikołaja.

A dla mnie czas zaczął płynąć w innym wymiarze.


Więc Mikołaju poproszę oprócz ksiazki o super pracę albo pomysł na własną firmę:)


 A póki co, otwieram wino, by wypić za życie.

:D



A jutro czy kiedy tam opowiem jak King pojawił się w moim życiu - o pająkach, Cygankach :))))








-------

*  Policzyłam dzisiaj z ciekawości :D  - 34 xKing na półce mej  :PPP

niedziela, 1 grudnia 2013

randka - 3 x łózko

Matka wpadła do dzieciaków, a my zaczęliśmy się zbierać na wyjazd. Ostatnie wejście do łazienki,  lekka  poprawka  makijażu,  psik, psik  pachnidłem i ....:

- Pośpiesz się.

i perfumki rozbiły się o kafelki. Stanęłam bezradnie. Teraz?! W ogóle?! Jak to tak?!!!! No kurde!!!!!

- Kurza twarz, moje perfumy!!!!!
- Ahahahahahaha
- No zabawne, daj lepiej zmiotkę.
- Ale pachnie.
- Weź, bo ciebie też potłukę ...- odparłam zła jak osa. Szlag, ....


Szkło mieszało się z zapachem. No super po prostu.
Straciłam pracę, teraz perfumy i co jeszcze mnie czeka?! Może do teatru nie dojedziemy, co?!

W końcu wygrzebaliśmy się i wyruszyliśmy do Wielkiego Miasta. Zaczęło padać. Też nie miało kiedy. Ciemno, mokro, listopadowo...

- Uważaj przy tym przejeździe. Znajomym wyleciała banda dzików i auto skasowali. Gliniarze dziwili się, że przeżyli, bo cały przód poszedł. Kosmos normalnie...
- No co ty?  Tam?

Gadka płynęła wraz z czasem. W końcu ukazały się wielkie światła Wielkiego Miasta. Dojechaliśmy w okolice centrum i ......jeździliśmy w kółko w poszukiwaniu wolnego miejsca. Normalnie zrobiła się wycieczka -oto wieczorne zwiedzanie miasta. Parkowanie 6 zł za godzinę jakoś nas nie bawiło. Masakra po prostu, a czas płynął nie ubłagalnie do przodu.
 - Kurde mamy 20 minut. 
- Zdążymy
W tym momencie - jest!!! jest!!! - znalazło się miejsce.
Czas start. Zaczęło być gorąco. Naprawdę.

- Kurde, tego tempa to chyba mój dezodorant nie wytrzyma
- Właśnie widzę ze z kolankiem się polepszyło.
- Kochany, ja dla sztuki się poświęcam, dla sztuki ...


- To ten teatr. Idziemy tam.
 Mężulo pokazał na prawo.

- Ten?!!! To nie ten ... -zgłupiałam, bo jak to ten skoro to chyba nie ten?! No ale wodzu mówi, więc idę.
Podchodzimy do budynku.
-No widzisz to Teatr Lalek. To nie ten, mówiłam ci, to tamten, gdzie byliśmy ostatnio - powiedziałam ciągnąc mężula z powrotem. Ha, ha, ha, byliśmy tam ostatnio jakieś 13 lat temu ...

- Ale z mapy wynikało, ze to ten...
- E tam ....dawaj, dawaj, bo nie zdążymy!

Zawróciliśmy. Pęd. W sumie to już naprawdę zgłupiałam o który teatr chodzi. Dotarliśmy do drugiego budynku.

Popatrzyłam na afisz. Hm....

- Ty może na necie sprawdź gdzie to grają?! -zapytałam zdesperowana. W końcu zbliżała się godzina spektaklu, a na afiszu jej nie było. Nie było naszej sztuki!!! Co to za sztuczki?!
No tak, perfumy rozbiły się w drobny mak to pewnie sztuka też się ulotni, no super po prostu, super. Czarne myśli zaczęły robić nalot...

 Mężulo podszedł do kasy biletowej.
- Proszę państwa tę sztukę wystawia teatr komedii,a on znajduje się w teatrze lalek.

Opadłam. Dwa baranki wybrały się nie wiedząc dokąd. Dobrze, że chociaż wiedzieliśmy na co, hahahaha

Bieg w drogę powrotną.

- Kiedy ty się zaczniesz mnie słuchać? - mężulo miał satysfakcję i to mega, przecież dobrze mówił.
- Chyba nigdy...

Dotarliśmy 2 minuty przed spektaklem. Bilety, szatnia. Jesteśmy!!!!! Nie wierzę, nie wierzę, udało nam się!!! I jeszcze wc po drodze. Bach. telefon wypadł i spadł na kafelki, ufff......szczęście stało się faktem nie niezaprzeczalnym po prostu.

Sala, miejsca, przy brzegu, więc nikomu nie zakłóciliśmy spokoju.
- Czy my nie możemy być jacyś normalni? - zaszeptałam do ucha mężula.
- Z tobą?! Nigdy!

O jeszcze facet idzie. Wszedł na scenę?!

- Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć.
Tak oto rozpoczął się spektakl. Aktor mówił ten tekst z korkiem w ustach.
- Wiecie państwo właśnie biorę udział w castingu do reklamy i muszę trenować. Ktoś z was chce spróbować?! Może pan?!
Chętni widzowie dostawali koreczek i bulgotali:
-  Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć
Zabawa była przednia.

Sam spektakl opowiadał historię pewnej aktorskiej pary. Trzy noce i trzy zwroty w życiu. Po prostu 3 razy łóżko. Jeśli gdzieś będą grać- polecam. Świetne  i zabawne przedstawienie.

Teraz hitem imprez będzie branie korka w usta i mówienie z piękna dykcją:
- Tylko u nas, schab bez kości za dziewięć dziewięćdziesiąt dziewięć.
Nie wspomnę już o tym, że należy wypić znaczną ilość wina, by każdy miał swój korek, hahahaha
Chyba, że w wersji słoneczka nastolatków korek może zastąpić przyrząd męski znaczy się: prącie.
Niech butelką kręci się świat, hahahaha....


Mężulo stwierdził, coś co może i jest banalne i nie jest odkryciem - że teatr jest lepszym wyborem od kina i to nie tylko ze względu na cenę. Jest to krok milowy, bo może uda nam się częściej wyrywać do teatru, a nie bywać tylko na spektaklach dziecięcych, którym zresztą też niczego nie brakuje. Teatr to magia. Podróż naprawdę w inny wymiar. Lewitowałam. Cudowne uczucie.

W szatni spotkałam swojego byłego ginekologa. Spotkanie po latach. W naszej mieścinie to trudno na siebie trafić a tu proszę....tak jak ja jego rozpoznałam tak i on mnie pamiętał, to miłe.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.

- Ty, to zły znak. Ostatnio w tarocie wyszła mi jakaś ciąża i teraz on ....
- Głupek!

Wróciliśmy do domu. Kontynuacja wieczoru - wino i film.
I morderstwo, po pytaniu:

- Arte, a ty lubisz filmy s/f?

Opadłam. Cycki też mi opadły. Rozłożona zostałam na części pierwsze.

Po 15 latach znajomości, po 13 latach bycia razem on, ten mój mąż pyta się mnie czy ja lubię s/f!!!!

To było gorsze niż wjechanie w bandę dzików.









niedziela, 24 listopada 2013

Pomożecie? Prośba o ratowanie życia ....

Idąc śladem Czarownicy zwracam się do Was z apelem o pomoc dla Iwony Komosy.
Ta 41-letnia kobieta, mama trójki dzieci potrzebuje naszej pomocy, bo NFZ odmówił dalszego leczenia.
Wszelkie szczegóły znajdziecie tutaj. Zapraszam:

http://czarownica-z-bagien.blog.onet.pl/2013/11/23/kto-moze-niechaj-pomoze-pilne/


Dołożę swoją "cegłówkę".

Jeśli możecie - przyłączcie się.

Dziękuję.
Pozdrawiam.

















sobota, 23 listopada 2013

duch z przeszłości

Pojechaliśmy na "wielką wyprawę", by odciążyć trochę portfel. Jakie to super uczucie, gdy puszcza się kasę. Dużo kasy. I like it. Mogłabym wygrać w totka, naprawdę nie miałabym problemu co z tym zrobić, a tak puściłam tylko wypłatę.
Naprawdę łatwo to się robi, zwłaszcza gdy  trafią  się takie fuksy jak markowe buty, które są przecenione, na kurde ja pierdolę nie mogę, 100 zł. Myślałam, że przy kasie powiedzą - pomyłka, ale nie - ostatni para i cena na papa.  Fajnie, że czekały na mnie:)
Kupiliśmy to i owo i wina trochę na wieczór i buty dla Młodej. Starszemu nie, bo synowi nic się nie podobało. Tylko marudził:
- Już tu jesteśmy pięć godzin, ja nie mogę, ja chcę do domu...
- Jakich pięć godzin? Oczadziałeś synu? Przestań marudzić. Zobacz buty.
Te nie, tamte ohyda, te brzydkie......Co sklep to samo - ohyda, nuda... Udusić gada to mało.
-Chłopie ty gorzej marudzisz niż baba, normalnie. Weź się ogarnij
- Ja chce do domu.
- A ja chcę ci kupić buty na zimę!
 Nie kupiliśmy. Jedna para była w miarę dla syna, tyle, że po przymierzeniu nie leżała na stopie.


Pakujemy zakupy, gdy znikąd  podchodzi do nas jakiś gościu . Jedno spojrzenie - menel. Pewnie znowu będzie smutna historia na wyrwanie zeta. Zniszczona twarz odezwała się:
- Przepraszam państwa, ale mam taki problem. Muszę wrócić do domu, a ciężarówka mi padła, a za ostatnie pieniądze zapłaciłem mandat...
Patrzę na mężula i widzę w jego oczach TO - rządzę mordu. Facet ma ewidentną alergię na żule. Misiak po prostu staje się nieprzyjemnym facetem.
- Dobra, nie interesuje mnie to, mów pan co pan chce?
- No pożyczyć, poprosić o 3 zł i 75 groszy, bo tyle brakuje mi do domu. Mieszkam w O..., wie pan gdzie to jest? I nocowałem tutaj niedaleko, ale muszę do domu wrócić...
Głos, głos, patrzę na kolesia, wytrzeszczam gały wraz z procesem poszukiwania obrazów w pamięci - ta twarz coś mi mówi ....nie, niemożliwe, a gościu w tym samym momencie mówi:
- Ja panią znam, ja nie zapominam twarzy, ja znam, pamiętam, pani nie wie, ale ja wiem....
- Co ja nie wiem, ty jesteś Tadziu, prawda?!
- Ten koleś był w sanatorium, menel numero jeden - poinformowałam męża.
- A co u ciebie Artuniu? jak kolano? bo widzisz, mi zabrali rentę, musiałem wrócić do pracy. Dalej jeżdżę ciężarówkami, a boli kręgosłup, ale co mam zrobić, muszę z czegoś żyć. Pomożecie mi?!
Ja zawisłam, rany, jak ten chłop się postrzał. Takiemu chyba już nic nie pomoże ...Kłamstwo goni kłamstwo....

- To niech żona zdecyduje.
Popatrzyłam na męża- co on mówi?!!! Buhahahaha

- Wiesz co? A nieważne, psze masz tu piątka ze względu na to sanatorium i znajdź się w tym domu.
No kurde, z racji czego mam dawać jakimś menelom na browara? Dobra czasami daję, tym szczerym. Mówi- brakuje do browara i ok. Prawda ma swoją cenę, hahahaha. A koleś tak naprawdę w sanatorium nie trzeźwiał dopóki miał kasę. A kiedy kasy nie miał to był trzeźwy i aż tak biedny, że wybierał z popielniczek pety, by mieć co zapalić.

Zaczęłam Młodą zapinać pasami, a Tadziu mężulowi nawijał coś na uszy.
- Powodzenia - rzuciłam Tadziowi a mężulowi - jedziemy.

Powrót do domu ...

- To był ten Tadziu co tak chlał i kiepy zbierał i miał co rusz dla mnie propozycje NIE DO ODRZUCENIA. Kurde, hahahaha, no nie mogę ....
- Właśnie dziękował mi i mówił, że ma żonę modelkę, bo to ten?
- Nooo a modelka z niej niezła - on ledwo z chaty wychodzi a ona z kochankami chleje, nasłuchałam się tego w sanatorium od chłopaków, którzy byli z nim w pokoju.  Kurde, jaki ten świat jest mały hahahahaha

W sumie  opieka należy się ludziom chorym. Nieważny status społeczny, zawód - ZUS naprawia co się da w każdym, hahahaha - do pracy, narodzie, do pracy. Uzdrowimy każdego. Tylko szkoda, że niektórzy czekają na sanatorium i czekają, a jadą ci co w dupie wszystko mają. Wręcz przeciwnie - szukają innych atrakcji, atrakcji, które pogorszą ich stan. Dla marnej renty. Nie rozumiem tego. No, ale pewnie chodzi o stały dochód. Ostatnio czytałam o kolesiu, który rzucił studia i  koncentruje się na byciu wariatem dla uzyskania renty. Świat roi się od pomyleńców. A renta taka, że ci biedni rentowcy niezdolni do pracy muszą zapylać do pracy, czasami nawet po 10 godzin, by mieć za co żyć. Sanatorium było niezłą szkoła życia. Otworzyło oczy, oj, otworzyło ...

- Mamo ja chce pić! - Młoda zaczęła swoje ja chcę w aucie.
- Pytałam się, nie chciałaś to teraz czekaj aż dojedziemy
- Ale ja chcę pić, maaaamoooo

- Starszy masz jeszcze coś? To daj siostrze.
- Nie! to obrzydliwie.
- Obrzydliwe jest to co mówisz. Synu! Kto cie chował? - na to retoryczne pytanie odpowiedział mężulo:
- Chyba my.... po kątach.
- Synu, daj siostrze picie, nie bądź sępem.
- Dam, ale ubijemy interes?
- Co?
- No interes. Ja daję picie, a tymi pozwalasz oglądać filmy w piątki i w sobotę.
Zamurowało nas. Wyraziliśmy to dziwnym wielkim spojrzeniem na siebie jednoocznym. Co to kurde jest?

- Dobra. ale wiesz co, zachowujesz się mega super na brak mi słów. Pogadamy w domu.

Ręce mi opadły. Co temu kolesiowi wyrosło na mózgownicy, że tak postępuje? Pogadam sobie z synkiem, oj pogadam. Nie mówiąc już o tym, że i tak pozwalamy na filmy wieczorową pora, by i miłość do X muzy w synu rozbudzić.
- Masz, ale nie oddawaj mi.
- Oj, synu, synu...
- Dziękuję - Młoda jeszcze umie się zachować, nie wpadła jeszcze w wiek totalnego oczadzenia.

Cisza....ciemna droga, mijające nie kończące się białe pasy ...monotonia wieczornej ciemności....i mijających świateł samochodów....

- Znowu myślisz?! - wyrwał mnie głoś mężula z obserwowania szosy. Bo ja tak lubię patrzeć na przemijalność i się zawiesić.
- No, spłynęłam. Wiesz taka fabuła. Wybucha wojna, zgliszcza, wojna toczy się na maksa i nagle gdzieś w ucieczce ludów spotykają się ludzie, którzy znają się z netu, z jakiś tam stron, hahahaha, i nagle zderzenie w jakimś miejscu, w warunkach ekstremalnych, spotkanie w realu,  i nagle widać, ze niektórzy byli sobą, inni udawali kogoś kim nie byli, mieszanka charakterów w momencie zagrożenia życia ...czaisz to no nie?!
- No właśnie, muszę cię w końcu odciąć od tego kompa ...


Syn od paru dni próbuje nie przespać nocy. Którejś nocy z pokoju dobiegało liczenie owiec -109, 110 ...
Machnęliśmy ręką, bo czytanie nie pomaga, warknięcie też nie, więc włączyliśmy opcję : luz, sam padnie. I owszem padł, ale po godzinie.

Dzisiaj syn znowu zaczął:
- To ja nie będę spał cała noc! Była umowa!
- To nie śpij - powiedziałam ugodowo, bo co mam powiedzieć, że mam ochotę mu odgryźć głowę?!
- Szlag! naprawdę?! -  i uradowany poleciał terkocząc - no i zepsułaś mi plany, bo miałem już kryjówkę na komiksy ...
- Synu, nie przeklinaj, ja cię grzecznie proszę ...


Dzieciaki obejrzały Łowce smoków, kabaret. Przy Garfieldzie zasnął ich ojciec, a one dalej twardo lampią się w tv. W końcu ostatnie dni wolności i luzu. Od poniedziałku oboje wracają do swoich instytucji. Koniec biedronkowania - czas wrócić na utarte tory. Godzina 20.30 godzina snu i nie ma innej opcji.
I niech życie już nie skręca w stronę choroby.


- Macie bilet na wyjazd!
- Na wyjazd? Gdzie?
- A jak myślisz?
- Do łóżka?!
- Bingo! Dobranoc!






opętanie - od rana do wieczora ta







---------------

sanatorium, Tadziu i in.

http://arte1973.blogspot.com/search/label/sanatorium





czwartek, 21 listopada 2013

unplugged







To był zwykły dzień zwykłego tygodnia. Wstałam rano z niechęcia do porannego wstawania. Z miejsca wszystko olałam. Olałam tak kulturalnie, prostym sikiem  prosto do muszli. Poranny prysznic niczym porannna modlitwa babci musi być. Polazłam. Z mruczandem:
- No ogolę się na łyso, normalnie nie mogę ...
- Boże, dziękuję ci za majtki czyste ... wydobyło się z szafy, w którą się wkopałam w poszukiwaniu bielizny. Uf, jest też koszulka. dżinsy, bluza, buty, chusta, kurtka -voila, gotowe.
Hm? Chyba  coś jeszcze ...
Śniadanie wrzuciłam do plecaka. Dałam buziaki śpiącym ryjkom i mijając matkę w progu wyszłam z domu. Szybki papieros na otrzeźwienie. Cholera szyby zamarznięte. Czas skrobanek zaczyna się. Ręce drętwieją, ale drapię i drapię przerzucając w głowie zawartość szafy mając nadzieję na zlokalizowanie rękawiczek. Ech, pewnie wszystkie pogubione ....
Zimno, trzęsę się, włażę do auta, zdrętwiałym rekami trzymam kierownice. Wsteczny, ręczny w dół (pierwsza radocha: pamiętałam, pamiętałam) i jazda. Moje ręce!, cholera ...Z Nosowską mruczę:

ja przepraszam państwa
najmocniej za zgrzytanie
zębami Jezu, mówię wam
ja bez wyjazdu do Indii
dłużej rady nie dam,
słyszałam, że w Indiach
oświecenie ulicami razem
z krowami z krowami ulicami,
mam już spodnie khaki 


KURDE! co za krowa by mi wlazła pod maskę! Pisk, grrrrr.....postukałam się w głowę, znaczy przesłanie niewerbalne wysłałam, by się kobieta zastanowiła nad swoimi porannymi ulicznymi występami.

Dojechałam spóźniona.
Standard.
Hm, dojechałam spóźniona?! dojechałam spóźniona?
Zawsze dojeżdżam z lekkim spóźnieniem. ale dojeżdżam
Ha, ha, ha....

- Wiecie, że dzisiaj odkryłam prawdę swą życiową?zawsze dojeżdżam z lekkim spóźnieniem - krzyknełam w stronę chłopaków.
Spojrzeli.
- Mówisz o pracy czy znowu o seksie? Bo o pracy to wiemy...
- Nie, o załamaniu czasowym mówię, hahahahaha, co wy mi z tym seksem? 
Spojrzeli. Wzrokiem rozłożyli na części pierwsze mówiąc jedną gałką, tą nie przymrużoną: - przecież cie znamy....
- No dobra, ogólnie tak mówię, że ogólnie tak mam. ha, ha, ha ...że dojeżdżam hahahaha spóźniona hahahaha.. Ale co wy z tym seksem od rana?? no no no,,,,czyżby działo się coś?! Opowiadać mnie tu, opowiadać człowieki ...

Ja chyba chłopaków nieźle wytrenowałam. Bo nawet jak wezme długopis i zrobię tak:
- Hm? Długopis ... - zastanawiając się czym pisać, bo piórem pisze mało czytelnie,  to sami zaczynają snuć jakieś dziwne insynuacje, mówiąc, że to ja. A  o czym można myśleć trzymając w rekach długopis?! Że trzeba dokumentację wypełnić. Ha, ha, ha ...Czasami lepiej mniej czytelniej, hahahaha

Co by nie mówili, ze świnie kawę piją polazłam po małe co nieco.
Wyszłam w wielka szarość, wiatr zawiał smutnym chłodem. Zatrzęsłam się zapinając do końca zamek od kurki, chowając ręce w kieszeni, spuszczając głowę.
Było już jednak za późno.
Wpadło mi coś w oko, zapiekło pod stopą, zakręciło pod piątym żebrem.
Pączki w pobliskiej piekarni kupowała już inna kobieta
Gdzieś po drodze rozpierdzieliłam sie o kant zwykłego dnia. Idąc, za późno schowałam się i nie potrzebnie rozglądałam się. A zasada mówi: -  nie oglądaj się, idź prosto, zawsze!
I tak gdzieś po drodze uszło ze mnie życie.
Smutek się wdarł po cichaczu i zamieszkał w prawej pięcie. Lewa noga boli. Straciłam równowagę po prostu.

Wieczorem próbowałam posklejać się magicznym trunkiem. Wino, Hey i smażenie naleśników. Muza zwabiła Młodą, która uczepiona nogi jak koala drzewa krzyknęła radośnie:
- Tańczymy?
Wygłupy me były bez entuzjazmu.
W progu stanąl mężulo. Popatrzył:
- Znowu bez prądu?

Ano, unplugged. Tak po prostu....