środa, 11 grudnia 2013

Wrrrrrrr...

Młoda od samego rana zapowiadała, że nie cierpi lekarzy i nie da się zbadać. W genach  ma zapisaną awersję do białych kitli. I koniec. Mogłam sobie mówić, córka i tak wiedziała swoje.
Pojechaliśmy na bilans. W poczekalni córce humor dopisywał. Rozgadana skakała sobie wesoło. Myślałam, że będzie dobrze. Ha, ja sobie mogę.
Kiedy weszliśmy do gabinetu Młoda zamieniała się w Coś. Przyjęła minę strasznie złą i zaczęła warczeć.
- Wrrrrrrrrr

- Dzień dobry kochanie - pediatra zwróciła się do córki.
- Wrrrrrrrrrrrr
- O! Dzisiaj nie masz ochoty rozmawiać?!
-WRRRRRR!!!!!!!


- Kurcze, Młoda przestań. Powiedz dzień dobry, zacznij mówić- prosiłam.
- Wrrrrrrrrrrrrrr 


Przeprosiłam za zachowanie córki, mówiąc, że naprawdę nie wiem co się stało. Tego jeszcze nie było. Ale cóż dzieciaki lubią zaskakiwać. Panie tylko choichotaly.
Młoda patrzyła spod oka i warczała. Normalnie dziecko wychowywane przez wilczycę:
- Auuuuuu!!!!!- o mało co nie zawyłam z rozpaczy.

Rozebrałam córkę. Postawiłam na wadze. Zmierzyłam. Dziecko nadal nadal warczało  odpowiadając  w ten sposób na wszelkie pytanie pielęgniarki i lekarki.

- Ale dziecko mówi?
- No tak. Właściwie w domu to jej się buzia nie zamyka.
- Zadaje pytania?
- Tak, dopytuje się.

Sprawdziliśmy wzrok.
- Co widzisz na obrazku? - zapytała się pielęgniarka.
- Konik, kaczka, domek, samolot, koło
Odezwała się!!! Odezwała się!!! Jak radocha! Ufff.......
- O jaki piękny masz głosik. Ślicznie mówisz. Proszę, masz tu naklejki.
- Dziękuję.


Wychodzimy.
- Do widzenia, Młoda pożegnaj się.
- WRRRRRRRRR.......





17 komentarzy:

  1. Oj, ja mam tak jak mam iść na pobranie krwi :D hehe , no może teraz spokojniejsza jestem, ale jeszcze i tak ktoś musi chodzić ze mną :)

    Mam powera od rana bo widzę słodkości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pobranie krwi to pikuś w porównaniu do zastrzyku w kuper :)

      Usuń
  2. Na wszystkich tak warczy, czy tylko na lekarzy? ;) :) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pierwszy raz widziałam taką akcję :)))
      ale lekarzy nie znosi- no nie i już, po mamusi :)

      Usuń
  3. Buahahahah, ona i mój młodszy świat zwojują. Moje Stworzonko, też jak coś zapowie, to to zrobi. Wprawdzie jeszcze nie warczało, ale za to jęczy :) Ciesz się, że pozwoliła się zbadać. Kuba w jej wieku nie pozwalał na takie ekscesy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, bo te Młodsze to jakieś skubańce są :)

      Usuń
  4. Twoja córka lubi zaskakiwać:)

    zagubiona

    OdpowiedzUsuń
  5. Wcale się jej nie dziwie... bo kto lubi lekarzy ? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no własnie :)
      ale to warczenie, nie wiedziłam co się dzieje :)

      Usuń
  6. ajajajajajaja : nie dziwię się wcale :)
    poza tym lepsze warczenie niż ryk i szloch :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie dziwię się, że prawie zaczęłaś wyć ;)
    Poza tym lepiej, że zaczęła warczeć niż uciekać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Może za mało tych naklejek dostała i dlatego warczała na odchodnym?
    A lekarze nie ludzie*, córka mądra to i przez chwilę ludzkim głosem do nich przemówila ;)
    * Nadludzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, wzięła 3- jedną dla brata- ale hm, może teraz Młoda powinnam przemianować na Warkotnice?! :)

      Usuń
  9. www.sezonowa.blog.pl26 grudnia 2013 22:25

    Mój mały z kolei jak zapowiedział przed przychodnią, że nie zdejmie kurtki, tak dotrzymał słowa i doktorka zbadała go "wzrokowo" jedynie, na odległość.Do szczepienia podchodziliśmy pięć razy - za każdym razem dochodiliśmy coraz bliżej budynku przychodni (przychodnia jest na naszym osiedlu) - nagle mały robił w tył zwrot i do domu wiał, dopiero przekupiony dotarł na miejsce....

    OdpowiedzUsuń