Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sanatorium. Pokaż wszystkie posty

sobota, 1 czerwca 2013

sanatorium


sanatoirum 



Sanatorium zamieniało się wraz z upływającym czasem w pobyt kolonijny. Naprawdę. Tu zabiegi, a potem nuda zalewana alkoholem. Przez niektórych. Rozmowy, książki, spacery .....Poznałam mnóstwo ludzi. Właściwie z turnusu wszystkich. No bo ja tak mam - gadam. Choć zaprzeczam.
Odgrażano mi się "zielona nocą". Po kolacji taka gadka "strachy na lachy" i smsami. Normalnie wieczorową porą zamieniłam się w powietrze co by nie kusić. Rano, w ostatni poranek wstałam i wleciałam do kumpli stukając w drzwi:
- Policja !!!Otwierać!!!
Naprawdę mam głos i potrafię huknąć.
Cisza.
Otworzyły się drzwi obok.
- Arte! Zbaraniałaś? - i brecht.
- Cicho! Dadzą się nabrać.
Za drzwiami cisza nadal.. Znowu z pięści przywaliłam drąc się:
 - Policja!!! Otwierać drzwi!!!! Natychmiast!!!!
Kolejne drzwi się otworzyły. Brecht. Pokazuję gestem - CISZA!!!
W końcu otworzyły się drzwi kumpli. Koleś stał w  samych spodniach. Zakrwawiony.
- Kurwa Arte!!! Przestaszyłem się!!! - ale jaka ulga w głosie!
Śmiechem walnął cały korytarz. Facet się golił i żyletka zeszła ........ups.......przestraszył się.
Najlepszy kawał czyj? Mój.
Nastąpił dzień wyjazdu - nie mieli szans na spłacenie długu.

Obiad. Siedzę przy stoliku z Basią. Basia po udarze mózgu. Opowiedziała mi o wieczorze. Walnęłam śmiechem. Ja się śmiałam a stołówka milczała. Poważnie. Wyłapałam cisze i że ktoś uderzył widelcem o nóż. Trwało to chwilę. A nawet dłużej.
Kumpela z pokoju:
 - Słyszałaś ten śmiech na obiedzie? 
- Nie, bo się śmiałam.
Teraz nie jest mi do śmiechu. Mam zawiechę.  I niechęć do gadania. Ech......

Pewnego wieczoru przychodzę na kolację a przy stoliku siedzi babka. Starsza. Okazało się, ze ma 97 lat. Przyjechała sama
 - Może jakiegoś pana poznam? W końcu nie jestem taka stara!
Rozwalała nas poczuciem humoru, siłą i duchem.
Ja też tak chcę.
Rewelacja.
I nie wyglądała na wampira. Wręcz przeciwnie.

Sanatorium postawiło mnie na nogi. Psychicznie. Nie wiedziałam, że aż tak padłam na ryj.
Teraz znowu ryję.
Babe - świnka z klasą, normalnie.

Człowiek nie docenia tego co ma. Warto się zatem cieszyć chwilą. Daną chwilą. Bo za rogiem może nie być nic. Dlatego warto spacerować, delektować się, nie biec.
Jeden krok potrafi zmienić wszystko.
Ale stać w miejscu też nie warto.
Życie jest sztuką akrobatyki na linie.
- Nie ma co się spuszczać - jak mawia T. I pewnie ma rację.
:D
:p

Bo żeby się puścić i nie cierpieć to trzeba wiedzieć gdzie! :D
Zycie jak pajęcza sieć.
Pomyślcie nad tym.







wtorek, 21 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium ...

Pijemy winko w trójkę w pokoju. W końcu "trafiła" nam się butelka i okazja. Godzina 21.00 - za godzinę "godzina policyjna".
- Słuchajcie tylko bomby spadają na moją głowę. Zawsze coś ... Agusi nie będzie, bo mąż przyjechał i poszła spać do niego. Będę musiała udawać, że Aga prysznic bierze. O, Boże jak to będzie, ja nie wiem....Lejcie winko, lejcie, muszę się wyluzować. No jak to będzie?
Zaczyna się dialog, która pielęgniarka ma dyżur. Żadna z nas nie pójdzie sprawdzić, bo na wdechu trudno się mówi. A wydech swój zakazany urok ma.
Ciekawe która ma dyżur? Ta fajna, czy esesmanka, hm.....no ta blondyna też ostra, może była pielęgniarką więzienną?! Chichoczemy....
- Puścisz wodę, a sama będziesz już w piżamce i powiesz, że Aga prysznic bierze, najprościej.
- Albo kupę robi. Jak się robi to się nie hałasuje prawda?!
- Albo bądź na golasa w ręczniku, wypłoszysz od razu..

Chichoczemy.
Kolonia normalnie: Co tu robić gdy kumpela wyrwała się na randkę.
Dziwne, ze nie można choć jednej nocy spędzić z własnym chłopem. Przecież istnieje coś takiego jak przepustka. Przepustka z koszar, hahahaha.....Seks w dzień na lajcie, ale i też chodzi o ten sen w tych ramionach. O pobudkę. I w ogóle .....zrobiła się nam rozmowa o tęsknotach.
 - AAAAAAAAAAAA!!!! Lecę dziewczyny, mam 5 minut!!!!
- Ale przyjdź później, dokończymy bibkę.
- No!, zobaczę.


Same czekamy na cowieczorne rytualne:  puk, puk i tekst przedsennej modlitwy:
- Wszystko w porządku? Wszystkie są panie?

Czekamy, a piguły nie ma, a tu 22.20! Hm, może ekipę badają alkomatem? Ha, ha, ha ...
-Wiesz co, a może zrobimy użytek z tych pstryczków i zadzwonimy po pielęgniarkę same? - dostałyśmy głupawy.
A tu ......
Puk, puk ....
- Proszę.
Drzwi się otworzyły. O, żesz, esesmanka .Ups.......

- Dobry wieczór. Wszystko w porządku?
A my głupawa. Śmiech ...
- Tak, wszystko - koleżanka wyjęczała przez łzy śmiechu - dobry wieczór.
Dostałyśmy wzrokową reprymendę, aż się na baczność chciało stanąć.
-Dobranoc
- Dobranoc

Uffffff.......

Ciekawe jak Ani poszło....


Kwadrans  później SMS - -Dziewczyny ! udało się, ale nie przyjdę, boję się esesmanki. Pa.


Rano Ania wleciała do naszego pokoju z impetem krzycząc od progu:

- Dziewczyny wybaczcie, że wpadam, ale muszę wam opowiedzieć wczorajszą akcje. Nie wiem skąd Bóg mi dał tyle sił, ale udało się. Była esesmanka i tym swoim głosem - Jest ta druga pani? zmroziła mnie na chwilę ale spokojny uśmiech wrócił do mnie, na prawdę nie wiem skąd miałam tyle sił i odwagi i odpowiedziałam - Taaak, z uśmiechem . Mówię wam to było przeżycie, tyle bomb na moja biedną głowę. Jak poszła to otworzyłam wino Ani, no nie mogłam z tych nerwów naprawdę. Bo wiecie, a gdyby się wydało? O rany, tyle bomb na moją głowę, naprawdę .....


Parę godzin później, ale tuż przed kolacją:


- Dziewczyny, wiecie co, znowu Agi nie będzie na noc. Przyjdę do was z winem, co?





c.d.n ;P







kopara w dół

Syn dzisiaj od samego rana miał focha. Nie chciał stawać na nodze. Bo rana boli. Bo ...Czasami nie chce mi się słuchać. By nie zabić.
- Rób jak uważasz,  a ja tam się w życiu nie poddaję - rzuciłam sobie przez ramię i zaszyłam się w gazecie.
Niech rysuje, cieniarz jeden i se mruczy pod nosem. W nosie to mam. No zezłościł mnie ....Obym nie wybuchła!

Zadzwoniła mama, że zaprasza na kawę, że sernik gotowy.

- Idziesz ze mną czy sam zostajesz?
- Idę -  wyrwało się synowi - bo wiesz mamo, ciebie też boli a chodzisz.

O! coś jednak przemyślał. Wow! I to jak!

Poszliśmy na sernik. Mamusi nawet śniadanko zrobiłam. Co jak co, ale kanapki mi wychodzą. Fajnie jest sprawić komuś przyjemność.

Pik, pik, telefon.
sms - Pozdrawiam. Proboszcz
odp - Pozdrawiam. Zakonnica
sms - Tęsknię za Siostrą.
odp.  -O, Boże ...;P
Sanatoryjne znajomości wciąż do śmiechu doprowadzają. Kurczę, fajnie było...


Syn rozkręcił się. W trójkę poszliśmy na plac zabaw. Dzieciaki grały w piłkę, wspinały się. Musiałam syna hamować słowem, co by nogi nie przeforsował.  Z płotu chciał skakać! Pokazał mi Biegnącego Stefana, hahahaha i w ogóle wygłupiał się na maksa.
Uf, jest dobrze. Ulga niesamowita. Przynajmniej jego noga wraca do formy. I humor.




Kolacja. Siedzimy przy stole.
-Dziękuje mamusiu, że siadłaś koło mnie - powiedziała córa.
Bo ja nie mogę sobie siąść, gdzie chcę. Musze koło niej. Jak nie zapomnę. A jak zapomnę jest wrzask. A tu proszę jakie miłe słowa. No, no no ...
- Młoda ale jakbyś siadła tutaj to byś siedziała między nami, chcesz?! 
- Chcę!
Syn wstał, odsunął krzesło dla siostry mówiąc:
- Proszę.
- Dziękuję -  odpowiedziała Młoda  siadając między nami.
I nawet nie marudzili, ze zupa za gorąca!

Dzieciaki potrafią zaskakiwać!  I  nie dostali piłką ode mnie po głowie!!!! Oj nie!!! Mówiąc zwyczajnie - czasami kopara mi opada. Te dzieci są moje?!


;P










piątek, 17 maja 2013

sanatorium

sanatorium cd.


Dzień zaczynał się śniadaniem o 8.00. Potem były zabiegi- od 4 do 7 dziennie. Po drodze obiad. Znowu ćwiczenia. Czasami można było paść od tego ganiania. Ćwiczeń. Wody. Zakręcenia.
Czasami trafiła się przerwa na dymka.

Hydromasaż. Pytam się czy to tutaj i co muszę mieć z sobą.
- Kochaniutka, leć po ręcznik do wanny wchodzi się na golasa
Wow, mać. No, dobra.
Woda była za gorąca. Poczułam się jak kura w garnku. Zanim coś powiedziałam, za dzwonek pociągnęłam prawie zasnęłam. Wyszłam po kwadransie. Myślałam, ze zemdleję. 2 dni bez życia chodziłam Piwoterapia też nie pomogła.



Winda. wsiadam na parterze, naciskam zero i jestem zdziwiona, ze nie jedzie.
Albo winda zatrzymuje się na piętrze, bo ktoś wsiada. Zanim pomyślę, że to nie mój cel podróży - wysiadam.
Ogólne windowe otępienie dopadało o różnych porach różnych ludzi. Norma.
W końcu zanim dotrzemy do celu mamy parę przeszkód po drodze.

Po kolacji szłam do groty solnej. Spałam na leżaczku. 45 minut odlotu. Raz nawet leżaczkiem się przykryłam. Leżaczek się złożył. Towarzystwo się nie śmiało. Rosjanie, Niemcy - pakt Ribbentrop -Mołotow i ja, połamana Polka.

Rozmowa z lekarzem przerwała moją pokolacyjną senną sesję :

- Proszę pani te wszystkie groty solne nie mają odpowiednich warunków ani wentylacji. Tam to dopiero można się chorób nabawić. Różni ludzie przychodzą, pomieszczenie zamknięte i można sobie zaszkodzić, a nie pomóc. Tyle tam soli co kot napłakał. Lepiej spać przy zapalonej lampce solnej. A grotami solnymi są Wieliczka, Bohnia.

 Poznałam ciekawych ludzi. I orłów. Przekrój był porażający. Turnus był nie mniej jednak z najbardziej pijackich. I to w opinii pań sprzątających, ludzi od zabiegów, po opinię lekarzy. I tych, co po sanatoriach jeżdżą.
Opinią powszechną było, ze najwięcej pijaków kierowanych jest przez ZUS. Więc cóż, kto z ZUS-u ten menel.

- I co na to powiesz Arte? - zapytał się szczerbaty Piotruś. Kulturalny menel z grzebieniem w kieszeni z tyłu. Takich już nie ma. Oj, nie ...
- No cóż, widocznie też jestem mendą społeczną - odparłam z uśmiechem.
Śmiech.......


cdn.




środa, 15 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium...


Karol nie mówił dzień dobry nikomu. Do windy się pchał pierwszy. Miał około 50 lat i w dupie dobre maniery. Może dlatego, ze nie trzeźwiał? I słusznie - niech pije ze wstydu.

Pewnej pięknej nocy, Grzesiu po tym, jak pielęgniarka zrobiła obchód, poszedł na balkon. Tam trzecie piętro miało swoje nocne życie. Było po 22.00.
- Kurwa, piwa bym się napił - rzucił do Marioli. Mariola też. Ale wyjść nie ma jak, bo to jak obóz.
Poszli do Karola. Karol w białych bokserkach pląsał po pokoju. Między stosem puszek. Pustych puszek po piwie.Chlew jakich mało.
- Karol, masz browar? Daj, jutro odkupię.
Karol wyrwany z obłędu pijackiej pląsawicy ryknął:
- A żebyś kurwa wiedział, że mam- i dał nura pod łóżko - ja zaraz tego chuja dorwę.
I zaczął rzucać wyciąganymi puszkami.
- Kurwa pusta, pusta , zaraz dorwę, chuj, pusta...
Grzesiowi i Marioli przeszła ochota na piwo. Ile mogą patrzeć na nogi wystające spod łóżka?!Grzecznie wycofali się. Nim dotarli na balkon w białych gatkach wyskoczył za nimi Karol rycząc na cały korytarz:
- Grzechu, Grzechu, mam chuja dla ciebie.

Karol w połowie turnusu dostał szału. Zdemolował pokój. Okazało się, ze też, że u wielu ludzi jest zadłużony. No pił na potęgę. Nic mu nie pomogło - ma zwrócić kasę za turnus (5-7 tys) i zostaną mu zabrane świadczenia wszystkie.
Wyprowadził się.
Na drugi dzień przyjechał. Kompletnie pijany. Pooddawał długi. Wtoczył się do auta z puszką piwa. Odjechał z piskiem. Na szczęście nie prowadził.

Grzesiu nadal pił. Ale już nie rzygał na schodach. Jemu upiekło się - dostał ostrzeżenie. Po obiedzie szedł do parku. Z Radkiem. Radzio był o kulach. Ortopeda jak zobaczył jego zdjęcia rtg od razu rzekł:
- Panu źle zoperowali nogi. Łamanie i ponowna operacja.
Więc chłopaki na ławce rozpracowywali zazwyczaj dwie połówki. Do kolacji zeszło. Jak Radziu kończył pić, zapominał o kulach. To nie był jedyny cud. Po kolacji rozpracowywali czyjeś polówki. Małżeńskie.

Grzesia poznałam gdy weszłam do windy.
- Kurwa ale szczęście, że to nie  jakaś stara baba, bo znowu by pierdolenie było...
- Macie fuksa -bo tu młoda i nie pierdoli.
- Ahahahahahaha, chodź na piedziesiątkę!
- Nie przesadzaj, stary.

Grzesiu dorwał mnie na drugi dzień. Wciągnął do WC. Hm...
 - Nie pamiętam byśmy się na randkę umawiali ...
- Czy ja wczoraj rozrabiałem?
- A co to ja jestem? anioł stróż?
- Kurwa, ale wtopa była
- To nie pij, znowu zalany jesteś
- Ja ? - odpowiedział niewinnie po czym do soku trzymanego w ręku dolał setkę wódki, którą wyciągnął z kieszeni  mówiąc - ja dopiero będę pił. Chcesz?!
 - Weź, się ogarnij chłopie - i wyszłam. Bo co będę tam tkwić ...

Grzesiu potrafił wpadać do mnie do pokoju.
- A co ty kurwa krzyżówki rozwiązujesz?! Weź kurwa chodź z nami na tańce. Wyhuśtamy dupy!

Grzesiu na ławce przed budynkiem opowiadał ciężkie dowcipy. Przyszedł Tadziu:
- Arte, nie słuchaj ich, oni cię zdemoralizują.
- Hahahaha a co cię to obchodzi?  Twoje teksty były o wiele gorsze wiec daruj sobie, ok?
- Spierdalaj Tadziu - rzucił bezpardonowo Grześ -i dalej opowiadał kawały.

Putin wezwał Wielką Dumę Narodową i mówi:
 -Tak dalej, k***a, nie może być! Musimy zmienić strefy czasowe ziemi. Dzwonie dziś do Pekinu złożyć życzenia urodzinowe, a on mi mówi, że to było wczoraj. 
 Dzwonię dziś do Warszawy z kondolencjami, a oni mi mówią, że jeszcze nie wylecieli...




Grzesiu lubił mnie dorywać. Tym razem dorwał mnie na ławce:
- Daj mi zadzwonić do żony, zablokowała mi telefon, bo go zgubiłem.
- I gdzie znalazłeś?
- W sklepie. Wczoraj najebany łaziłem między pólkami i rzucałem nim. I rzuciłem gdzieś i poszłem. Sklepowa mi oddała. Kupiłem jej flaszkę.
Dałam. Niech dzwoni. Trzeba ludzi ratować.
Grzesiu cały czas rzucał mięsem. Pił. Latał. Po ośrodku.Stukał po drzwiach. Szalał.
- Kurwa ja jebię - ostatnie słowo rzucił przed odjazdem - ale to były wakacje jak nigdy w życiu. Żarcie podane, o nic nie trzeba się martwić oprócz kasy czy starczy na picie. Ja pierdolę ....ale fajnie było.






czwartek, 9 maja 2013

sanatorium

sanatorium, opowieści ciąg dalszy..


Wychodzę spod prysznica a w moim pokoju stoi jakaś postać. Krzyknęłam nieziemsko wystraszona zagłuszając słowa, które padły od istoty:
- Przepraszam bardzo, proszę się nie wystraszyć.

Ale wystraszyłam się! Naprawdę! Pani przyszła, by jednak spróbować przespać się ze mną. W jednym pokoju, nie w łóżku. O, żesz, jednak plan mój boski nie wypalił. Cholera, mogłam powiedzieć, ze puszczam bąki i to straszliwe.......grrrrrr
- Ależ proszę, zapraszam. - odpowiedziałam nawet miło, bo i co miałam robić?!

Rozmowa się nawet kleiła. Zanurkowałyśmy w książki. Nić porozumienia zaczynała istnieć.

Rano.

- Dziękuję za wspólną noc.
- Co? - zaczęłam się śmiać - ahahahaha, ale to zabrzmiało ahahahaha... jeszcze żadna babka mi za noc wspólną nie dziękowała. Zaczyna być bosko!
- Ahahahahaha, to ja ci dziękuję ....hahahahaha
- Ależ proszę ......hahahahhaa


Okazało się, ze nie chrapię i Blondi zamieszkała ze mną. No i dobrze. Samotność podkręca świra, więc towarzystwo było fajną równowagą. Bo co jak co, ale dobrze mi to robiło. Nie wspólne noce, tylko towarzystwo!.:P

Stołówka. Siedziałam przy jednym stoliku  z Ludwisią, kobietą około 70-tki.
- A czemu nie jesz flaczków?!
- A to można zjeść?! Hahahaha, nie lubię. Zjadłam już 2 kromki, wystarczy jak dla mnie.
- Naprawdę? To mogę zjeść za ciebie?
- Proszę.
Miała nieziemski apetyt. I na jedzenie jak i na życie. Ludwisia potrafiła wciągnąć dwa talerze zupy, czasami i moje drugie danie. Śniadania i kolacje też koncertowo były wcinane. Nie wierzyłam, ze tyle można zjeść. I babka kochała tryb życia aktywnego - latała na basen, na rower. Zakręcona mega.
-Oj, Artuniu jedz, bo ci sił zabraknie, zobaczysz. Te ćwiczenia i zabiegi naprawdę dają w kość.
- To jak dadzą to zjem, ale teraz nie mam jakoś ochoty.

W sumie załapałam jakąś zamułę - tęsknota za T, dziećmi. Kolanowe myśli przeplatały się z ogólną niechęcią do wszystkiego.

Zadzwoniłam do T. Syn stracił zęba. Prawie sam wyrwał. Młoda szaleje na rowerku.

- Zazdroszczę ci, ze możesz je przytulić, wycałować, być z nimi......
- No to teraz odpocznij, nie marudź, baw się dobrze.


Czekam wraz z grupką ludzi na zajęcia. Przyszedł Tadziu:
- Oj, Artuniu, powiem pani, zebyś siedziała na mnie. O niczym innym nie marzę...
Wbiło mnie w krzesło. Głowę do tyłka sobie wsadził, czy co?
- A tobie to co? Zupka zaszkodziła? Zluzuj T a d z i u....
Popatrzył. Uśmiechnął się. Zamknął się, ale tylko na chwilę. Jak weszliśmy do sali znowu zaczął. Ryknął na całą salę.
 - Artuniu, ty wiesz co ...
- Tak wiem - krzyknełam - czy jest tu psychiatra? Ten pan wymaga pomocy.
Reszta zachichotała.
Nie pomogło. Facet do mnie po zajęciach podchodzi i zaczyna bajerę o pozycjach seksualnych.
Para uszami mi poszła, aż zwęziło mi oczy. Wysyczałam przez zęby:
- Słuchaj, nie życzę sobie takich gadek do mnie ani insynuowania, że jesteśmy znajomymi. Rozumiesz?! Nie życzę sobie. Jeszcze raz odezwiesz się w ten sposób, to naprawdę się wkurwię i będziesz miał problemy. Chcesz tego?
 - Ale ja żartowałem, przepraszam.
- To nie żartuj sobie. Najlepiej odwal się ode mnie. I niech jeszcze jedno słowo padnie w moją stronę to nie ręczę za siebie.

Poskutkowało. Tadziu się nafoszył. Na drugi dzień przepraszał jeszcze. Po czym znalazł nową ofiarę. A nawet więcej .. Podobno trzy kobiety zgłosiły do pielęgniarek, że są molestowane przez Tadzia.
Tadziu od rana do wieczora pił. Palił w pokoju, pomimo zakazu. Generalnie czuł się jak w domu. Do domu też dzwonił, bo jak się okazało miał żonę. Miło z nią rozmawiał:
- Kurwo ty jedna, jest rano a ty bełkoczesz ......
Jak się porządnie nawalił to albo o północy latał po pokoju z mopem rzekomo sprzątając pokój, bo przecież mieszka z brudasami, albo próbował owy pokój zdemolować. Chłopaki z pokoju nie wytrzymali. Sami wezwali pielęgniarkę. Wizyta u lekarza otrzeźwiła na moment Tadzia. W końcu mógłby rentę stracić.


cdn. :D:D:D



środa, 8 maja 2013

sanatorium

Chaotyczne wpisy z sanatoryjnych wspomnień będą mieszać się z aktualną rzeczywistością ......:)

sanatorium ....wspomnienia ....



Pożegnałam się z dzieciakami. Smutno i ciężko mi było. Im też. Wyjazd spadł tak nagle. Nieoczekiwanie. Szok. Dzieciaki nie płakały. Mamusia w końcu musi mieć zdrową nogę, by biegać. W końcu do mamy przyjadą.
Nie było tak źle, jakoś rozmowa rozładowała wszystko. Dla nich też byłam dzielna, choć serducho rozwalało się na milion niepokoi.   Rozstanie z T - przez tyle lat nadszedł ten pierwszy moment. Dziwne uczucie ...
T odwiózł mnie do sanatorium. W recepcji okazało się, że nie mają moich dokumentów. Zaczęło się bosko po prostu. Pani wykonała dwa telefony. Dostałam klucze do pokoju. Hm..a już myślałam, że mogę wracać do domu. Nie udało się.
Budynek mega duży, korytarze, w oczach się kręciło. Miałam zgłosić się do pielęgniarki, potem do lekarza, a potem na stołówkę. Odnalezienie pokoi, gabinetów. W dżungli byłoby prościej dotrzeć do wioski autochtonów. T wciąż był przy mnie. Za dużo wrażeń...Nie wierzę......sanatorium......

stołówka

Kolejna recepcja. Za ladą siedzi czarnulka ze słuchawkami w uszach. Śpiewa pod nosem. Fajną ma pracę.
Winda. Piętro drugie. Pokój trzyosobowy. Bez lokatorów. Jestem sama!!! Hura!!! Telewizor, radio, łazienka z wc. Ryjek zaczął mi się uśmiechać nieśmiało. Póki co brak towarzystwa jęczącego babska czy innej paskudy! Ufff....

- T, patrz jakie śmieszne kontakty z laleczką! - krzyknełam próbując to otworzyć.
- Zostaw!!! Zgłupiałaś? Tym wzywa się pielęgniarke!
-Ups .ahahahahaa ...hm...wolałabym pielęgniarza, może masaż by zrobił?

były przy każdym łózku, w lazience też



jak w żłobku :)))



T wyjechał. Zostałam sama. Spotkanie grupy z pielęgniarka. Powroty do pokoi o 22.00. Zakaz picia, choć owszem alkohol jest dla ludzi.
Rozdanie kart zabiegowych.



od 5 do 7 zabiegów dziennie, z czasem doszły też nowe...

Weekend wolny. Samotny. Hm, co by tu robić? Wyspać się w końcu?!
Założenie moje na pobyt sanatoryjny - zabiegi, spacery samotne, książki. Bezstan bezistnienia.
Zaczęłam obczajać pokój. Zaintrygowały mnie rolety.

Całe upierdzielone. Balanga czy rzeźnia? Hm, musiało być tu dobrze ...

Zaczęłam realizować śmiały swój plan mega szalony-spacery, książka. No bo co robić w dni wolne?!






głupia kurtka!!! ;PPPPP


Winda, recepcja. Kurde, trochę za dużo tam ludzi siedzi. Hm....Ciekawe ... Trzech recepcjonistów?! A niektórych widziałam na stołówce. Hm ...puszczam żurawia za ladę, laptopy, gadka. Żadna recepcja to strefa internetu. Ja pierdzielę!!! Jestem cała ubrechtana.
Na korytarzu wpadłam na czarnulkę i zbrechtałam znowu. Popatrzyła na mnie:
- Sorki, ale nie mogę, hahahahaa...myślałam, ze pracujesz w recepcji, a ty na necie siedziałaś ahahahahaha, zrobiłam się na maksa! hahahaha
-Serio? Ahahahaahaha


Wyjście z budynku. Kawa, papieros, książka.  Tyle, ze gołębiami i kotami śmierdziało. A poza tym serce i centrum życia towarzyskiego.  Bo jak zwykle najlepsze życie towarzyskie kręci się wokół palarni.

 

Wracam ze spaceru. Przy drzwiach pali grupka "rozbawionych" facetów. Hm, podobno pić nie można, bo alkomatami badają. Ciekawe ...
Stoję przy windzie. Wyskakuje stary człowiek w menelskim (kolorowym, zniszczonym sweterku):
- Cześć. Pójdziemy na kawę? Zapraszam.
Normalnie, padłam. Aż buty moje zaczęły się śmiać. Ja pierdzielę - co to jest?!
 - Nie, dzięki.
Czekam na windę, a ta pierdzielona nie zjeżdża. Koleś też nie zjeżdża. Fuck!
- Jestem Tadek, rozwiedziony. A ty jak masz na imię?

- Arte, mężatka, wierna mężatka.

- Nie szkodzi, a moja żona była modelką, wiesz?
Ale czub, hahahaha....Kurde, gdzie ta winda?!
- Super, to trzeba było się jej trzymać.
Winda zjechała. Uff....
- Do widzenia - rzekłam i wsiadłam. Tadziu też. O! żesz!
- A wiesz, ze pracowałem jako kierowca, murarz, jakie ja przekręty robiłem - wraz ze słowami dociera do mnie ostry zapach alkoholu - gdybym cie zważył to byś połowę ważyła.
- No i ?
 - No to pójdziemy na kawę?
- Żartujesz?! Nie. Żegnam.
Weszłam do pokoju odprowadzona przez kolesia. Jezu......Słyszałam, ze sanatoria to krzakoterapia, ale kurde....Hahahahahaha.....Pajac.


Kawa, książka, spokój .....

Puk, puk ....Otwieram drzwi. Stoi szczupła blondyna.

 -Dobry wieczór, przepraszam, ze niepokoję, ale mam taką spawę. Moja sublokatorka strasznie chrapie i zakłóca to mój sen, a wiem, ze pani jest sama więc chciałam się zapytać, czy wyrazi pani zgodę na to bym przeniosła się do pani. Naprawdę koleżanka tak chrapie, ze spać nie można...

Czerwona lampka zapaliła mi się w głowie. Moje terytorium zagrożone! AAAAAAAAAA!!!!!!!!!

- Jasne. Proszę bardzo, jeśli dla pani to jest aż tak uciążliwe to zapraszam. Ale wie pani co? Mąż mówi, ze też chrapię. Jak traktor. Wszystko przez astmę - nawijam jak nakręcona .a sio sio sio .. - ale jeśli pani nie będzie przeszkadzać to zapraszam, są tu dwa łózka wolne. W końcu to nie mój pokój...

- To ja jeszcze się zastanowię....

-Proszę ......

Tralalalala! Chyba zadziałało!!!! Oby!!! Oby!!!


Zeszłam na palarnię. Choć papierosa zapalę na znak zwycięstwa. Tralalalala.....
A na palarni zeszłam ze śmiechu......