środa, 10 grudnia 2014

Kraków -Frombork :)

Pamiętaj, że kiedy kogoś spotykasz, jest to święte spotkanie.
Tak bowiem, jak ujrzysz drugiego człowieka, będziesz widział samego siebie, 
jak go potraktujesz, potraktujesz siebie, jak o nim pomyślisz, pomyślisz o sobie.
Nigdy o tym nie zapominaj, bo właśnie w nim znajdziesz albo utracisz samego siebie.
"Mała księga cudów"








Lubię rozpościerać skrzydła.




Czasami postać na jednej nodze.





A nierzadko wyłożyć się, tak kompletnie.




Taki był lipiec, lecz listopad był jeszcze lepszy. Przełamany marazm zakończył się wyskokiem na dyskotekę. Pojechałam do Krakowa. Dawno mnie tam nie było, lecz słysząc nieustający płacz smoka i tęsknotę duszy mojej spontanicznie podjęłam decyzję- chodu na Wawel. 
Na stole królowało piwo, a nad muszlą klozetową bimber. Techniawa grzała atmosferę, a rozmowy duszę. Nocny spacer po Krakowie był cudownym uwieńczeniem tego niesamowitego wieczoru. Tego trzeba było mi. Powiem więcej,  cholernie potrzebowałam tego.





Smoczyca i smok :)













Jednak za mało było mi wrażeń, więc trzy dni później spakowałam walizkę i korzystając ponownie z zaproszenia Boskiej, pojechałam odwiedzić Posejdona. O matko, na prawie tydzień opuściłam swoją rodzinę - niech mężunio dobrze bawi się z dzieciaczkami. Niech zatęsknią .. niech ja sobie odpocznę...

Na dworcu autobusowym czekała już Boska. Bosko.
- Jeszcze raz przyjedziesz to sama trafisz.
- Hahahaha, no pewnie i to prosto na ciepłą jajecznicę.I tą twoją kawę.
- Na kawę tak. Śniadanie ty robisz.
- O nie nie nie. Tylko obiad.
Boska, bo bosko z Nią się przekomarza. Poza tym fajna kumpela. 
- Mam plan nie do odrzucenia. Zwiedzanie.
I były podróże na milion uśmiechów.
Szkoda, że nie na rowerach, ale trudno.





Frombork to taka mała mieścina na Równinie Warmińskiej. Mała mieścina z wielką katedrą zbudowaną na ufortyfikowanym wzgórzu. Gdzie się człek nie obrócił to tą budowlę widział. Jak mawiają tubylcy. - patrz na nią a na przystanek pks trafisz.

To tutaj, w pobliskiej wieży, siedział sobie Kopernik i nie pierniczył się z ogólnie panującym światopoglądem. Z Kopernika był prawdziwy Mikołaj: dobry i mądry. To własnie tu, w tym miejscu,  przez ostatnie 33 lata swego życia Miko patrzył na gwiazdy oraz leczył ludzi, i to podobno, za darmochę. Kanonik i free? Wow,  no niesamowity gość.



Wejście do zespołu katedralnego






Na tą wieżę weszłyśmy.Widok z niej jest na całą okolicę i morze :):P


Katedra




Po lewej stronie  katedra, na wprost muzeum, a po prawej drzewo z historią :)














Naprawdę niezły placyk z fajnie ułożonymi cegłówkami :D





Zwiedzanie rozpoczęliśmy od planetarium, no bo jakoś trzeba ogarnąć wszechświat. 
Fajnie jest zobaczyć coś czego normalnie widzieć się nie da.






Sala z projektorem









A potem wpadłyśmy do muzeum, nie tylko po to, by zrobić siusiu.






Gdyby chrześcijaństwo  nie byłoby rozwinięte na naszych ziemiach  nie mielibyśmy chyba co oglądać, a tak proszę - sztuka sakralna rulez. Wystawa za darmochę.


Świetny witraż.



Pomysł na świecznik i to  megaśny.










Bogactwo aż razi ....a chłop palcem dupę sobie podcierał ....






A teraz wystawa za parę złociszy polskich, znaczy się bilet wstępu trzeba było kupić.




Na tym właśnie sprzęcie Kopernik obliczył i napisał swoje dzieło "De revolutionibus orbium coelestium". 













A  tak wyglądało miejsce jego pracy. Skromnie.










Co ciekawe to tak naprawdę nie wiadomo jak wyglądał Kopernik. Jego podobizna  powstała po śmierci gdzieś tam. Gdzie? Jedźcie do Fromborka poczytać:)







A na koniec weszłyśmy na wieżę. Schodów było na zadyszkę. Moją, nie Boskiej, bo ta wyćwiczona na swojej klatce schodowej, pognała do góry i tyle ją widziano.


 


W sumie to wygląda jak wielka kuweta dla kota. 
Ale jest  to Wahadło Foucaulta 
– powolna zmiana płaszczyzny ruchu wahadła względem Ziemi dowodzi jej obrotu wokół własnej osi.





I to wahadło buja się bez przerwy. Ale obsługa poprosiła by nie skakać na linę. A tak chciałam buju, buju ...:)





Tup, tup, tup .....



...tup, tup, tup ....







Widok z samej wieży cudny był....





 To białe to Muzeum im. Kopernika, a po lewej katedra w której był sam Sobieski, król Jan -obraz upamiętniający to wydarzenie jest do zobaczenia w muzeum. Marysieńka robi na nim za aniołka, brzydkiego, bo urodą nie grzeszyła, ale co tam, gdy wielkie serce miała ...







Tak, tak to Zalew Wiślany...

















A potem chodu  w dól, w końcu szpitał św. Ducha czekał
i było znowu: tup, tup, tup .....



 i po drodze była mini wystawa pieców kaflowych - to też była sztuka


Piec ...kaflowy piec .........Autobiografia Perfectu .....


''.....Ojciec, Bóg wie gdzie
Martenowski stawiał piec
Mnie paznokieć z palca zszedł
Z gryfu został wiór
Grałem milion różnych bzdur
I poznałem co to sex
Pocztówkowy szał
Każdy z nas ich pięćset miał
Zamiast nowej pary jeans
A w sobotnią noc
Był Luxembourg, chata, szkło
Jakże się chciało żyć!....."







I bez zwiedzania wnętrza archidiecezji, bo przecież nie można wszystkiego zobaczyć, trzeba zostawić coś do czego wrócić należy, poszłyśmy na wystawę narzędzi medycznych, które były wystawione w szpitalu św. Ducha. A tak na marginesie, to niektóre duchy zazwyczaj bywają święte.





łóżko ginekologiczne z  XIX wieku





 Tak wygląda człowiek:)



















łóżko

i inne łóżka :D




śmierć 
- to akurat zadziwiło mnie niesamowicie, bo owa śmierć wygląda jak ufok z komiksów, 
więc może dusze nasze odbierają mieszkańcy wszechświata, a życie to tylko taka gra?
 survival?
 I oni, tak wiele wieków temu, o tym wiedzieli?
 wtf? - jakby zapytał się Garfield :D




W głębi szpitala św. Ducha znajduje się kaplica św. Anny.



A to smutny posezonowy rynek fromborski. Zero życia.



Bazylika archikatedralna - znowu widoczna, wciąż widoczna ....



O i jest pomnik Mikosia.





No proszę, po co Toruń skoro i tutaj popiernikować można 



Niedaleko zrobiłyśmy sobie przerwę. Przy małym placyku, zasiadłyśmy na ławce i wciągnęłyśmy fajny obiad: bułki z dodatkami. Pycha. Jak za czasów szkółki. Młodości wracaj i dodaj nam skrzydła.
I odfrunęłyśmy w stronę miejskiego portu.



Stąd można stateczkiem popłynąć do Krynicy, a z Krynicy do Fromborka.








Z portu podreptałyśmy w stronę mola,
a po drodze był
wielki plac zabaw dla dzieciaków, przy nieczynnej, zapuszczonej stacji pkp





Tup, tup -  droga na molo oraz na plażę miejską




:)

 - Ciekawe jak wygląda ich plaża miejska.
- Morze i piasek? - odpowiedziałam .

:)


Molo - tak, tak to nie farba a guano ptasie :)










Bazylika i szuwary ....znowu można było pośpiewać, tym razem Pudelsów :)







 Powrót przez rynek. I odkrycie.
- Kino?
- Ale fajnie!

Kino w takim budynku uruchomiło wyobraźnię: 
romantyczne miejsce z szumiącym projektorem odtwarzające niskobudźetowe produkcje z niepowtarzalnym nastrojem i obrazem.
Powinna tam być kawiarenka z piszczącym imbrykiem.
A może by tak zostać właścicielką kina ....małe miasteczko ...
 Przypomina mi się historia pewnej cukierni........yhy, film "Czekolada" 



i  studnia - głębia ....



i drzewo na przystanku




Autobus przyjechał. Kawa w domku. Nikt takiej kawy nie robi jak Boska.






END







cdn : Gdańsk i spotkania III stopnia oraz Malbork ....


10 komentarzy:

  1. Jarają mnie te medyczne zajwki :) :P
    A jakby nie patrzeć sztuka sakralna, kultura chrześcijańska to podwalina tego czym żyjemy teraz (nie ważne jak żyjemy) i nawet gdybym była ateistą (taką na 1000%) zwiedzałabym kościoły, czytała pamiątkowe tablice (po zakopanych pod posadzką fundatorach) i oglądała nie zawsze udane obrazy... Bo jest w tym coś fascynującego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To część naszej kultury, jakby nie patrzeć bogatej :)
      Jakby wyglądała Europa bez chrześcijaństwa? :)
      A bazylika w środku jest potęgą, warto ją zwiedzić, nie mówiąc że pewnie warto przeżyć tam koncert organowy :)

      Trochę zawiodłam się na wystawie, myślałam, że więcej pamiątek będzie po szpitalu,....

      A teraz męczy mnie recepta Kopernika na lekarstwo - była taka uniwersalna, do wszystkiego, jak dla mnie - im mniej składników, im prostsza receptura tym działanie lepsze.
      :)

      Usuń
  2. Piękna, udana wycieczka. Ja w Krakowie byłem tylko raz, w ósmej (czy tam siódmej) klasie podstawówki. I pamiętam z tamtej wycieczki tylko... wielki, przeogromniasty zawód. Dlaczego? Byłem wtedy na etapie dinozaurów, zbierałem chyba dwutygodnik z modelem dinozaura, słyszałem o Smoku Wawelskim, spodziewałem się więc właśnie takiego przeogromnego dinozaura ze skrzydłami, a na miejscu zobaczyłem... chude, metalowe "coś" poskręcane jakby przez pijanego złomiarza... Wiem, przesadzam, ale takie miałem wtedy wspomnienia ;). Nie ma jak się "nakręcić" na coś, prawda ;D ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, nie ma to jak nakręcić się na coś :) i ten smok też swojego czasu mnie rozczarował - "To to?" eeeee żelastwo ....ale już przyzwyczaiłam się :)))

      Usuń
    2. No ja właśnie też już wiem, że "smok" to takie tam żelazne "coś". Na szczęście potem był "Ostatni Smok" między innymi, który przywrócił mi wiarę w "prawdziwe" smoki, haha ;).

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. to zapraszam jeszcze na Malbork i inne atrakcje :)

      Usuń