Wpadłam do dronki. Latając pomiędzy pólkami próbowałam sobie przypomnieć to, co zapomniałam. Miałam coś kupić, ale co? Wino to nie, ani piwo, ale co? Pomidory, szpinak...hm... Zastygłam nad płynem do czyszczenia toalet. "Zabija zarazki" - o!, muszę wziąć do pracy i rozlać- zarechotała moja złośliwość - pod jedno biurko. Nie, pod dwa biurka. Bakterie jedne. Ygh....
- Pani, pani podejdź, no tu pani - wyrwało mnie z sadystycznych marzeń,
Rozejrzałam się. Niedaleko stała potężna Cyganka. Była ubrana w wielką długą spódnicę, w rozciągnięty sweter i z tej gęstwiny materiałów machała do mnie ręką. Ale masa, masa na całą ścieżkę. Kruszynka...
- Ja? - zapytałam zdziwiona,
- No pani, chodź tu pani.Chodź mieć problema,
No ja jestem specem od problemów. Podeszłam lekko skonsternowana.
- W czym mogę pomóc?
- Podpaski maksi, ja nie czytać, ty mi pomóc.
Poczułam jak mięśnie twarzy wydłużyły mi się lekko. Grawitacja absurdu ściągnęła mi twarz do dołu. Lekko, by zatrzymać ten proces, zagryzłam wewnętrzną część policzka, "Arte, tylko nie brechtaj, tylko nie to...." Zaczęłam się dławić sama sobą.
- Maksi podpaski? - wykrztusiłam zza zaciśniętych zębów, które powstrzymywały dzielnie budzący się we mnie rechot.
- Tak, tak dla mnie, patrz pani - i pokazała palcem swoje łono - takie na mnie.Maksi,
- A to ja nie wiem czy takie są.
- Sa są, patrzaj pani. Pani znaleźć,
Rozbrojona całą sytuacją zanurkowałam w podpaskach. No nie, tego jeszcze nie było. I co jeszcze? co? maksi? gdzie są maksi? Maksi, kurwa, zgon.
- Pani, pani patrz.
Podniosłam głowę. Na co mam patrzeć? Znalazła czy co? Spojrzałam i zbaraniałam. Cyganka trzymała przed sobą rozciągnięte czerwone majtki. Majtki...wielkie, przeogromne, czerwone majtole. Gdyby były białe to mogły by robić za żagiel..Stałam z najgłupszym wyrazem twarzy. Ygh? Kamera gdzieś coś? Nie, no kurde, to są jaja jakieś. Nie jaja, wielka wagina, Nie, no co ja mówię.. Hipnoza. Czerwone gacie. Matura! - przeleciało mi przez głowę. Egzamin dojrzałości. Zaklinanie majtami rzeczywistości. Yyyy aaaaa nie wierzę a ona stała z tymi majtasami przede mną mówiąc łamaną polszczyzną łamaną przez cygański akcent:
- Na to pani kupić, będą, będą, pani czyta, Maksi, maksi...
Maksi, kurwa kac ...Raperów znad Wisły, a tu halo, żart znad Odry. Opadłam. Opadłam z powrotem głową w podpaski. By nie patrzeć, by nie zabić się śmiechem.
- Takie? - zrezygnowana wyciągnęłam belle.
- Ooooo oooo takie, takie,a ile? - ucieszyła się Cyganka.
- 3,49.
- Dziesięć złota?! Droga, za droga,,,
- Nie dziesięć tylko trzy złote i czterdzieści dziewięć groszy. Tania, tania....
- Aaaaa! - odpowiedziała - dziękuję,
Wzięła paczkę i poszła, a ja stałam wryta. Szkoda, że nie pokazała poplamionych majt mówiąc, że szuka odpowiedniego proszku. Nic nie mówię, bo jeszcze mnie to spotka. Choć a w tej chwili nic mnie nie zabije.
Poza śmiechem.
I może motorem.






