niedziela, 18 czerwca 2017

zlot starych pojazdów - foto





Kostucha już na mnie ostrzy swoją kosę. 
Jeżeli przyjdzie po mnie chociażby tej nocy, 
bez oporu poddam się jej woli. 
Przecież życie, to nieustanne czekanie, 
a jedyne, na czym można polegać, to śmierć.
j









Był sobie dzień. Piękny dzień. 












































































































































































































































środa, 14 czerwca 2017





gdybyś był i całował mnie w ramię 
kiedy wiercę się
w cieniu gwiazd
nie czułabym jak 
uwierają mnie
myśli me
wykute wojennym arsenałem 
Hefajstosa,
 drżę 
w nieutuleniu
i w strachu 
nadchodzącego słońca

wyrocznia

Wyrocznia jest jedna, delficka. Reszta to podróby w iście chińskim stylu, pomimo, że to własnie tam, w Delfach, wsiąkła krew smoka, a nie kofeina, ani nie wino, to jednak ta wyrocznia nie jest chińską wyrocznią, a grecką.
- A niech pytia, niech pytia - mawiali Grecy. I tak oto wieszczka dostała na imię - Pytia, pomimo, że nie pytała, a odpowiadała. No ale cóż, Grecy zamieścili świat na skorupie żółwia, więc nie ma co się dziwić. I mieli Platona.
Ktoś, Absolut?, potrzebował mieszanki kawokrwistej i złożył zamówienie. Nie mówię o kawie mieszanej tamponem z drugiego dnia tych dni - już widzę minę Dalego, wąsy opadnięte w skarpety, choć sam kupą chciał malować - ale o czartowskiej mieszance życia i śmierci. Apoteoza. Przyroda potrafi wiele. Właściwie potrafi wszystko.
Intuicyjnie czując, jakby jakiś swąd z krwawego ekspresu, znajomi postanowili w tym roku przybyć na moje urodziny. Zdziwiona, ale, ale zamknęłam zdziwienie w słowie to miło. Bo to miłe jest gdy są ludzie blisko tak, którzy są blisko i chcą być tak blisko. Pomimo, że im ktoś jest bliżej to oddalam się. Łamię sobą wszystko. Wiarę, nadzieję, kręgosłupy. Opowiadam bzdury, na nienawiść, potępienie. Przegranie. Zatracenie. Rzućcie we mnie przekleństwem i idźcie sobie. Ja wam pomogę. A oni uparcie tkwią.
Apoteoza pisana motorem? Życie pisane dwoma kołami? Wyrocznia tego, co od lat wisi w powietrzu. Słowo "zginiesz" weszło w ich słownik. Dlaczego mam zginąć, tego nie wiem.
Jakoś wyjątkowo nie czuję się na siłach by odchodzić.
Szłam odrętwiała po pincentnej kawie wypitej nie wiadomo kiedy, po
Nie czuję już niczego. Chcę tylko żyć.Tak po prostu. Nie wadząc nikomu.















wtorek, 13 czerwca 2017

uśmiech.

Dzisiaj w pracy była niezła rozróba. Klientka okazała się być oporna na uśmiech, a miała go mieć wg życzenia. Niestety wszelkie działania spełzły na niczym. Nic jej nie drgnęło. Nic. Stadnie zbaranieliśmy. Dawno nie widzieliśmy takiej sztywniary. A uśmiech miał być i basta.  Tylko, cholera, no jak? 
W końcu radość to nasza nasza dewiza, więc zaczęliśmy się gromadnie zastanawiać  jak doprowadzić klientkę do choćby lekkiego podniesienia kącików ust. Niestety, wszelkie pomysły i metody, jakie do tej pory z nas wypełzły i które zastosowaliśmy, okazywały się być bezskuteczne. 
No jak?
No jak?
Szlag jasny!
- Nijak, a jak nijak to czas uruchomić tajną broń -  mówiąc to, szef
wyciągnął flaszkę i kieliszki. Zawsze to robił gdy czuliśmy zbiorową bezradność. A zbiorową bezradność dość często czuliśmy, bo takie są czasy, a i barek jest zawsze pełny.
Piliśmy w milczeniu. Na początku. Potem alkohol trochę nas pobudził
Jak spowodować, by ktoś kto z natury swojej jest sztywny uśmiechnął się? No jak? 
W końcu nazwa firmy zobowiązywała i musieliśmy coś wymyślić. A jeszcze w nas dudniły słowa kierownika:
- Ależ proszę pani, proszę się nie martwić, pańska matka będzie miała anielski uśmiech, pełen optymizmu i dobroci. Jesteśmy specjalistami wysokiej klasy.
Wysoko to była postawiona poprzeczka. 
Burza mózgów przewaliła się po pokoju z niesłychanym łoskotem. W końcu ogarnął nas dziki śmiech , a klientkę nic nie ruszyło. Żadne fluidy, aury. Beznadzieja, no porażka po prostu.
- Przeszczep twarzy? 
- Tobie, to jakoś, nie pomogło..
 - Są matki idei i są ojcowie kilerzy, więc morderco ty jeden pierdolony, w ten sposób nie dojdziemy do żadnego consensusu
- Ja dojdę, mam nadzieję do .... - sekretarka trzymając dłoń na ustach wybiegła z pokoju.
- Ona zawsze dochodzi, ale na biurku...
 - Zaczęło się....
Rozmowy toczyły się na brzegach stołu, a my z kierownikiem, czując coraz większy ciężar odpowiedzialności,  patrzyliśmy na  twarz klientki, czując bijącą z niej coraz większą pustkę. 
 - Nic tylko lać .....
W miarę  lania pojawiające się kolejne pomysły, jakie zaczęły z nas spływać, nie nadawały się kompletnie do żadnego powtórzenia. Nawet tego cichego w myślach.
- Mam! - krzyknął kierownik i wybiegł z biura jak poparzony. Opadlibyśmy na krzesła, gdyby nie to, że siedzieliśmy. Co on ma? Fioła ma. I nas. Nic poza tym. Ostatnio jak wybiegł to wrócił po tygodniu.
- No i dupa blada - skwitował to Roman - zostaliśmy na statku sami.
 - Najlepiej to zwiać, potem powiedzieć  to depresja była i spokój.
Jednak za chwilę drzwi trzasnęły. Kierownik przyleciał :
- Patrzcie - zawołał zdyszany - Mam, mam, mam.
Spojrzeliśmy na niego i doznaliśmy paraliżującego szoku. Roman to prawie wytrzeźwiał. Pojebało go?! 
- Pojebało cię? - zapytałam lekko już bełkocząc - To my mamy tutaj problem, jak ....yyyy, a ty wybierasz się na ryby? 
- Na jakie, kurwa, ryby?
- A na chuj ci ten haczyk?
- By złowić szczęście, a nic tak nie uszczęśliwia jak mamona - i zaczął się śmiać, aż grzmotnął ciałem o podłogę. Myśleliśmy, ze się nie podniesie, ale podniósł się, otrzepał spodnie, siadł na swój fotel i zaczął nawlekać haczyk na żyłkę. 
- Wyostrzę ci wzrok, bo masz słabe loty - mówiąc to wstałam i polałam wszystkim. Szef łyknął setę i dalej z pasją walczył, by żyłką trafić w ucho haczyka.
- Nooo udało się......wszystko się uda, wszystko.....
Podszedł do drzwi i zaczął obwiązywać żyłkę wokół klamki, po czym, idąc lekkim wężykiem, udał się w stronę klientki. Stanął przed nią, pogłaskał po głowie.
- Proszę się nie martwić ..... nadszedł czas na smajla.
Nim zdążyliśmy się wszyscy zorientować o co chodzi, on szybkim i zdecydowanym ruchem włożył do jej ust haczyk.
- Patrzcie, będzie uśmiech jak ta lala....
- Nieeeeee - ryknęłam wchodząc  mu w słowo. Roman to nawet rzucił się w ich stronę, ale nie utrzymał równowagi i wywrócił się. Było za późno... drzwi biura się otworzyły z wielkim zamachem. Zdemolowana alkoholem sekretarka jednym ruchem wyrwała u klientki najszczerszy uśmiech świata. 
- Miała być Mona Liza, a będzie, kurwa mać,  Frankenstein - jęknęłam zobaczywszy całą lewą szczękę klientki
- Sama radość - czknęła sekretarka powtarzając nazwę naszego zakładu pogrzebowego, po czym  pośliznąwszy się na skrawku policzka, grzmotnęła o podłogę.


sobota, 10 czerwca 2017

wierszyk




wyszłam na miasto
by sprawdzić
czy nie wisi tam
klepsydra moja

wisiało tylko
zeschnięte jabłko
z robakiem
nieżywym
od wczoraj



-----------------------------------------------arte------








wojna



Przyjechałam ze zjazdu do domu. Mooniek otworzył drzwi :
- Głodna?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Cześć, kochanie. Nie, chcę piwa.
- Żartujesz?
- Nie. Chcę zimnego piwa. Proszę.
Poszedł do kuchni, a ja przywitałam się z dzieciakami.
- Mamo, zagramy w wojnę?
- Jasne Młoda.
Zaczęłam tasować karty, a Mooniek przyniósł browara. W końcu tradycją radzieckiego żołnierza przed bitwą trzeba wypić.
Karty zostały rozdane. W trakcie gry okazało się, że mam niezłego farta- trzy jokery.
- No Młoda, przegraną masz.
 - A wcale nie, zobaczysz.
Wygrywałam cały czas. Doszło do ostatniej wojny. Młodej zabrakło karty do wyłożenia, by wygrać, albo przegrać ostanie swoje rozdanie.
- I co?- zapytała się córcia- co teraz?
- I bierzesz kartę ode mnie. Jak źle wybierzesz to przegrasz. Jak dobrze wygrasz bitwę i wojna będzie trwać
Młoda wybrała.
Wygrała bitwę.
- AAaaahahahahahaa - nie mogła przestać się śmiać.
- Mamo ty to jesteś, mając zwycięstwo w garści potrafisz przegrać! Zobaczysz, że przegrasz...
- Cichaj synu, przegranie jednej bitwy nie oznacza przegranej wojny. Synu, opamiętaj się!
- Mamo,ty zawsze przegrywasz, choćbyś miała na stół wystawione zwycięstwo.
Spojrzałam na niego i dostałam ataku Śmiechu. Coś w tym jest.
- Ale nigdy nie tracisz - dodał.
Zabił mnie ponownie. Błyskotliwy facet. Skąd on to wie?
Młoda przejęła trzy jokery. Wygrała.
- Młoda, jesteś boska. Gratuluje zwycięstwa......


fotka z netu


piątek, 9 czerwca 2017

po diabelsku

"Czuła się bezpiecznie, 
odizolowana i absolutnie zobojętniała 
pod warstwą swetrów, w wysokich butach
 i w płaszczu od deszczu, głęboko schowana 
w ciepłym wnętrzu mokrej wełny i czystego sumienia."
Tove Jansson






Coś czuję, że muszę napisać bajkę o Muminkach. Ale nie mogę, bo jest już napisana. Albo o Małym Księciu!. Też nie, bo też jest napisana. Wszystko zostało zapisane. Rozpracowane. Uchwycone w słowie. Coś wymyśliłabym, ale trzymają się mnie kiepskie historie. Wkładam w bohatera ideały, a on je gubi. Normalnie odpadają z niego, jak dachówki ze zrujnowanego domu.
- No i zesrał się ideałami - zachichotał mój diabeł. Tak, tak, mam diabła w sobie. W końcu leworęczność to sinistral. Moje kochane diablątko. Jak wygląda Sin-Sink? Nigdy nie czesze włosów. Patrzy w lustro i zawadiacko mrugając lewym okiem przeciąga, mokrymi od wody, rękoma po włosach, a potem szybko porusza głowa, tak w lewo i prawo, i w lewo i prawo,  mówiąc: - No i git. Gonię go do mycia zębów, ale on wysuwa tezę o sile mowy.
- Siła mowy, człowieku to siła słowa, a nie oddechu!
- Nie marudź. Rzucam kostką do gry: apoptoza. Kupiłaś motor. I ?
- I co?
- Cykl ustalony?
- Od urodzenia. To nazywa się przeznaczenie.
- Jaka ty jesteś, kurwa, nudna.
- A ty przenikliwy.
Trzasnął drzwiami i wybiegł na podwórko. Moimi oczami. Ten błysk w moim oku to jego ryj. A właściwie smuga po nim. Ślad świetlny jego czortowskich nieczystości.
Bo to brudas jest i nicpoń. Łachudra. Szpila.
Poczułam się, że muszę schować się pod pościel. Łózko to najlepszy przyjaciel człowieka. Przytuli, ogrzeje, uśpi. I nie krzyczy nic o walających się okruchach po pościeli po uczcie rozpaczy. Zeżreć siebie. Jak wieszcz***. Trupociątko, które potrafi zjeść nie tylko siebie, ale innych też, a potem nażarte takie, wali w dzwony. Tylko nie wiem  w które: w chłopskie czy kościelne. Trzeba mu koszule ściągnąć, by nie rozrabiał. Ale cwaniak sam żre materiał, by móc hulać i swawolić. Nie daje się złapać. Motyw koszuli przewija się w malarstwie Rene Margitte. Myślałam z początku, że on nie umie malować twarzy, ale okazało się, że to pozostałość po matce, która utopiła się w rzece. Odechciało się jej żyć i chlup w nurt. Wyciągnęli ją na brzeg z koszulą na twarzy. Czyżby próbowała ją sama zeżreć?
Wieszcz.
Wieszczem jestem.
Z Sin-Sinkiem na ramieniu.
Zespolona leworęcznością z diabelską mocą.
Hardocrem.
Nieśmiertelnikiem.
Arte.
Taka sztuką.
Przeklętą inteligencją.
Emocjonalną.


Rene Magritte - z netu....




---------------------------
*** wieszcza spotkałam u Ani
 http://kuradomowa.blogujaca.pl/2017/06/09/dziecko-urodzone-w-czepku/

a o kaszubksich upiorach można tutaj poczytać
 https://histmag.org/Kaszubskie-upiory-czyli-czego-bac-sie-noca-na-Kaszubach-6050






wieszem











------------------------------------------------------------------------------------------------


kurde, dlaczego jedne pierdy stają się wielkimi dziełami, a inne zapadają się w nieistnienie?











To była noc. Dziwna noc. Bez gwiazd.
Stałam na balkonie z piskiem nietoperzy.
Strach wybrał numer twój.
Wiesz, ze nie dzwonię po nocy.
Wiesz, że się nie boję.
Centaury jednak pouciekały,
naga dzwoniłam, wiesz
bez broni
bez marsa
nie boga,
 a batonika nadziei.
Nie miałam co przegryźć,
nawet telefony są teraz bez kabla
rozumiesz, prawda?
w taki własnie czas dzwoniłam
dzwoniłam do ciebie
wzmacniając sygnał myślą, 
która pikowała nad naszymi głowami:
"- wstań, wstań wstań
przecież chce ci się sikać mega mocno
wstań"
Tak mocno potrzebowałam Cię, 
wiesz o tym?
własnie tak mocno - wstań, bo sikać ci się chce
i żadna nawet toaleta nie była mi straszna.
Zaskoczył mnie twój głos
połączenie zostało odebrane
moczymocna rzecz
ze śmiechu nie powiedziałam nic
ktoś po prostu w tym czasie
zapalił trzy gwiazdy
z nieba księżyc spadł
wprost do szklanki
piłam herbatę z cytryną
zaciągając się przez słomkę twoim głosem.









-------------------------------------------------------------