niedziela, 8 stycznia 2017

fantazja

Dwunasta. Po co mam wstawać z łózka? Z miliona argumentów, które są niczym, jak tylko niczym czy też bzurdnymi myślami, wpadam na ostatni. Konkretny. Rzeczowy. Siku!!!!! 
I lęcę i sikam i pluję krwią. Z ust. Tych wyższych. Posmak zamienił się w real. Tfu. Nie czyni to ze mnie Norwida. Nie czyni ze mnie to nic poza poranionym kawałkiem mięsa.

"Skowronek śpiewał - ja o świcie wstałem,
I czułem życie, i życie kochałem;
Lecz teraz zgadnąć nie mogę, dlaczego
Cięży mi niesmak, dziwnie pomięszany,
Jak woń fijołka świeżo rozkwitłego

I pogrzebowych kadzideł tumany.

sobota, 7 stycznia 2017

wkurw

Jak wygląda wkurw? Człowiek lubi personalizować, ubierać na coś ludzką skórę. Zaciągać. Zaciągać się, W Bestii i Pięknej nawet czajnik był ludzki, bo w bajkach przedmioty nie mogą być sobą. Byłyby niezrozumiałe? Wiem jak wygląda wkurw. Jak ja. Mroźnorozgrzane spojrzenie z latającymi gałkami ocznymi, które chcą zapaść się same w sobie. W poszukiwaniu mózgu. Włos rozwiany szybkim chodem. Nerwowość w ruchach zamykana skrzyżowanym objęciem rąk w talii. Krok nierówny. Zastygający. A może wkurw wygląda jak nos Bakuły? Jaki nos?, jak cała Bakuła po plastycznych operacjach z osobowością Agaty Młynarskiej. A moze tak pomieszać ciała z osobowościami? Kierunki ze spojrzeniami? Patchwork. Warhol z Dali.  Namalować. Jednym palcem. Po ścianie. Zaciek historii, I m&m zamiast oczu.

czwartek, 5 stycznia 2017

to nie sen



W nocy poczułam, jak córka kładzie się koło mnie. Podniosła kołdrę i wsunęła się pod nią delikatnie. Chciałam ją przytulić, pogłaskać po głowie. Ma fajną główkę, i lubię zapach jej włosów, Lubię, jak śpi koło mnie. Jej ciepło łagodzi rysy mej twarzy, a jej dobro temperuje mój rogaty charakter. Nie mogłam jednak się ruszyć. Nie mogłam. Trzymała mnie jakaś bezsilność jakby  ktoś przejął stery dowodzenia mymi mięśniami. Czulam się spętana. Chcę, chcę pogłaskać moje dziecko! Chcę się wtulić, objąć, pocałować. Nie mogłam jednak nawet palcem ruszyć. Nic nie mogłam! Nic! jak nic? jak nić? Muszę!!!Zerwałam się. zapaliłam światło. W łózku byłam sama. Jak sama...Gdzie córka? Gdzie moje kochanie? Jak to? Przecież czułam, ze kładzie się koło mnie, lekko wtula...
Poszłam do dzieci pokoju. Spojrzałam na ich łózko: spały. I to, o dziwo, przykryte. Wróciłam do sypialni i zgasiłam światło, Dziwne - zdążyłam pomyśleć, gdy usłyszałam jak syn nadchodzi. Zawsze wali piętami o podłogę niczym młody satyr. Ten chód jest jak logo. Marka. Nie można pomylić z innym towarem, przepraszam, z innym cżłowiekiem. Czyżbym go przebudziła światłem?
Syn wskoczył wprost na mnie. Zawsze to robi. Jakby próbował sobie przypomnieć ten moment, kiedy  pierwszy raz spotkaliśmy się, perwszy moment swego zycia, gdy pielęgniarka, zaraz po porodzie, położyła mi go na brzuchu. Zaległ. Wymościł sobie na mojej przestrzeni własne gniazdko niczym ptaszyna taka mala. Moja ptaszyna cudna. Chciałam poczochroć go po głowie, po tych włosach, które są jak druty, powiedzieć uważaj kochanie, duszę się, mój brzuch, to boli, połóż się koło mnie, ale głos zamarł w gardle. Nic nie mogłam powiedzieć, ani zrobić. Bezwład.Wstawaj, rusz się krzyczło we mnie, ale bezskutecznie. Nie mogłam. Nie mogłam. Zapalił się alarm w mojej głowie: uważaj, uważaj, coś jest nie tak, nie tak coś jest, wstawaj, zapal światło. To nie twój syn tylko demon zabiera ci oddech, krępuje węzami przejęcia duszy. Wstawaj! WSTAWAJ! WSTAWAJ! Nie moge , nie mogę MOŻESZ! MUSISZ! Nie mogę, nie mogę...Zerwałam się. Zerwałam się jedną wyswobodzoną ręką i zapaliłam światło.Co to było? Gdzie syn? Syna oczywiście nie było. Nikogo nie było. Tylko mój puls, oddech wskazywały na to, że jednak coś się wydarzyło. Straszne to jest gdy ciało śpi, a mózg generuje swoje układy. Zasnęłam. Zasnęłam przy zapalonym świetle. przy szpinaku. Trawiąc słowa Savaldora Dalego, który szpinaku nie jadał, bo mu przypominał wolność. Nie chciał jeść wolnośći, by nie znikła, czy jednak nadmierna wolność powoduje ból brzucha?
Dlaczego Dali nie jadłeś szpinaku?
Ja się najadłam. Najadłam się wszystkiego. Gastroskopia przede mną. pewnie tak jak kolejne badania, zapewne nic nie wykaże. Somatyczne objawy depresji? Być może...Dziwne to uczucie, kiedy dociera do człowieka myśl, że każdego dnia walczy o życie. Nie, by przeżyć, ale, by nie zabić się. Dzisiaj, nie, bo dzisiaj, to jezcze nie ten dzień. Dzisiaj zjem sobie popcorn. Pomogę w  zdaniu synowi. Rozśmieszę córkę. Jutro. Tak, jutro będzie dobry dzień. Życie na kredyt. Któregoś dnia jednak nadejdzie ten dzień. Dzień przepełnienia. Taki dzień inny od innych dni. Dzień bez jutra.Dzień Kłapouchego.



wtorek, 3 stycznia 2017

krew

Młoda do snu opowiadała mi, jak przegryzła makaron na pól i miała dwa długie makarony. Strasznie ją to bawiło. Z kolei mnie, to owo przecięcie na pół, strasznie zafascynowało.
- A ty wiesz jak najlepiej ciąć ludzi? Tak, nożyczkami, począwszy od miejsca, gdzie rozstają się nogi.
Moje palce udały nożyczki.
- AAAA moja cipka -  zbrechtała Młoda.
- AAAA mam dwie córy - zbrechtałam ja.
Ale nie było mi do śmiechu. Powrócił zapach krwi. Ten ciężki, lepiący się do wszystkich zmysłów smród. Nie można się od niego uwolnić. Nie można. Rozkladający się odór jest jak przekleństwo co trwa na wieki. Można rzucać pawiem, myć się parę razy dziennie, zapychać się jajecznicą, ale i tak ten smórd chłonie się. On wyłazi z porów, nawet gdy człowiek drży z zimna. Wycieka spod powiek. Robi za farfloce ze skarpetek, które drzemią między palcami. Krew- tak pachnie życię.Tak rodzi się człowiek, tak czasami umiera.
Oto krew baranka. Oto krew Chrystusa. Wino dla morderców. Eliksir szaleńców. Zabij baranka w ofierze. Zabij syna w ofierze. Zabijaj dla bogów. Przelewaj krew, która da ci wybawienie. Morduj dla wiary. Zajeb wszystko dookoła ku uciesze i radości boga. Oto kurwa tajemnica życia.

- Pani ma alergię.

Mam. Mam alergię, ale  nie wiadomo na co. Teraz wiem, Teraz wiem, że mam alergię: na krew, na to cholerne życie. Na to mam alergię. Moja dusza jest przepełnioną krwią. Az nadto jej we mnie. Aż kapie mi z nosa. Aż duszę się od jej odoru. Kaszlę w poszukiwaniu świeżego powietrza, Chcę z siebie to wypluć, wykrzusić.  I  padam. Padam na podłogę czując jak moje flaki zwijane są na korbę. W pępku tkwi mechanizm, żelastwo, które nakręca mnie na siebie. Wydziera wnętrzności. Chcę krzyczeć, wyprosotować się, zwinąc się, zemdleć, przestać istnieć, ale nie mogę. Nie mogę! Nie mogę...nic, kurwa, nie mogę. Nic, nic nie mogę. Łapię się w pół chcąc z siebie to wyrwać. Ręce, w bezładzie kreślonym przez cierpienie,  ściskają mnie wpół wbijając mechanizm do środka. Impuls udręczenia rozkłada członki w geście poddania. Tak kurwa szukam swojego krzyża. Tak błuzgam. Bluzgam przekleństwem i krwią. Rozkładam się, rozkładam ręce. Ból każe trzeżwieć,. przeżywać każdą sekundę. Każda sekunda ma swoją wartość. Swoje brzemię. Smak krwi czuję w ustach. Wylewa mi się nosem. Dusza pęka.
Pamiętasz?
Pamiętasz jak mordowałaś ludzi?

Cięcie.


- Mamo, ale chyba nie myślisz, ze umrzesz?
- Myślę.
- Ale od bólu brzucha nie umiera się.
- Ale ja umrę.
- A wcale ze nie!
- Bo co?!
- Bo masz nas a ja ci zaraz zrobię masaż.
- W takim razie nie umrę. Dziękuję, kochanie.




niedziela, 1 stycznia 2017

refleksje i sumienie
wsadziłam do skarpetki
przydeptałam sobą
i tak szłam
szłam
sżłam
szłam
bo po co stać
skoro można iść/?

zrobił się odcisk
kolosalne rozdarcie
przysiadłam
wyciągnęłam
zapłakałam
na refleksją
nad sumieniem
zajebałam
ich i się
sama sobą
zajebałam
odcisk kurewsko boli

jak iśc
to tylko boso
boso iśc trzeba
lecz nie mam sił
nie chce mi się nic

zajebałam się
zajebałam
w trampkach tak
się zajebałam



piątek, 30 grudnia 2016

Przed Nowym Rokiem

I oto minął 2016 rok. Prawie minął. Jutro popłynie. Tym bardziej, że przyjaciel dzisiaj kończy 45 lat! Wszystkiego naj brachu i dzięki, ze trwasz. Mnie by dawno szlag trafił z takim pierdolcem u boku.


Jak oceniłam rok 2015?

http://arte1973.blogspot.com/2015/12/porazki-i-sukcesy-2015-roku.html?zx=bf79a8fa24b39e2

Co zostało zrealizowanee albo zmieniło się?:

Poszłam na podyplomówkę. Zmieniłam pracę. Walczę o przyjażń. Gruba wciąż palę. Marudzę jak zawsze. Nie pierdolę się ze światem.

 A PiS-dy, kurde mać, wciąż są u władzy.

Czego sobie życzę?

Rozumu. I wybaczenia. I zrozumienia.





A Wam niech Nowy Rok
 przyniesie to,
 na co tak długo czekaliście
 :))))))))))))




NIEEEEEEEEEEEEEEEE

Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
Tęsknię za...
Teęsknię za..
Tęsknię za ...
Tęsknię za...
                           za niczym.
                                               Już nic nie chcę.


Leże jak pijana padlina
na kafelkach.
Ziąb.
Zamrażam się.
Nie ma mnie nie ma nie
nie
nie
nie
nie
nie
nie
nie
nie
nie
nie chcę już nic
nie chcę
nie chcę
nie chcę


czwartek, 29 grudnia 2016

hm..

Kiedy tracę poczucie humoru staje się smutnym kalafiorem. Przywiędłym smunym kalafiorem. Kiedy zaczynają mi się śnić kolorowe wizje to wiem, że otwiera mi się portal ucieczki. Obdarta z siebie rzucam się. Na kolana pzed Bogiem. Tak najlepiej. Ale najlepiej bedzie odejść w swoją smamotność. Na lekcję pokory. Zachłysnęlam się światem. Ale nie chcę rąk klepiacych mnie po plecach. Po co.
Nie chcę uczyć się czyjść linii papilarnych, bo i swoich nie znam. Nakarmiłam w sobie dzikie zwierzę.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

seks! :D




Wpada syn do sypialni.
- Wypad Młody, bo teraz bedzie seks!- oto ja matka do syna swego tak.
- Ale ja chce zobaczyć! - i rozchichotana istota wpadła na nas.
-S - zacząl menszuś.
- E - zawtórowałam.
- K
-S
-S
-E
-K
-S

- To nie jest seks! - -zbuntował się Starszy.
- Jak nie ? - zbuntowałam sie ja.
- Bo od tyłu jest seks - zauważył menszuś.

--S
-K
- E
- S

-Wy to jesteście ....
- A ty tylko nie opowiadaj w szkole, ze z rodzicami uprawiałeś seks!


Zrechotaliśmy. Syn też. 







piątek, 25 listopada 2016

wychodząc....









Wyszłam. Wyszlam, by iść.  I szłam przed siebie. Gdziekolwiek,byle tylko iść. Bez celu. Po co cel. Nie jestem strząłą. Nie jestem kulą. Nie jestem. Sięgnęłam do kieszeni. Tylko szminka. Nie miałam chusteczki. Cóż. Bywa. I banknotu stuzłotego też nie miałam. Nie mogłam wysmarkać się w rękach Wladzia, bo i nawet Władzia nie było.
Samotność jest taka nieporęczna.
Szłam. Dalej szłąm otulana przez wiatr. Taka zasmarkana szłam ze szminką na ustach. Cudowny widok. Pociągający wamp wśród zeschniętych liści.
A potem szykownie zesmarkałam się w rękaw zostawiając ślad jak po ubiciu ślimaka. Ups, Ślimaki nie mają krwi, więc na kurtce został sam  tor wyścigowy. Bez czerwieni.