wtorek, 3 stycznia 2017

krew

Młoda do snu opowiadała mi, jak przegryzła makaron na pól i miała dwa długie makarony. Strasznie ją to bawiło. Z kolei mnie, to owo przecięcie na pół, strasznie zafascynowało.
- A ty wiesz jak najlepiej ciąć ludzi? Tak, nożyczkami, począwszy od miejsca, gdzie rozstają się nogi.
Moje palce udały nożyczki.
- AAAA moja cipka -  zbrechtała Młoda.
- AAAA mam dwie córy - zbrechtałam ja.
Ale nie było mi do śmiechu. Powrócił zapach krwi. Ten ciężki, lepiący się do wszystkich zmysłów smród. Nie można się od niego uwolnić. Nie można. Rozkladający się odór jest jak przekleństwo co trwa na wieki. Można rzucać pawiem, myć się parę razy dziennie, zapychać się jajecznicą, ale i tak ten smórd chłonie się. On wyłazi z porów, nawet gdy człowiek drży z zimna. Wycieka spod powiek. Robi za farfloce ze skarpetek, które drzemią między palcami. Krew- tak pachnie życię.Tak rodzi się człowiek, tak czasami umiera.
Oto krew baranka. Oto krew Chrystusa. Wino dla morderców. Eliksir szaleńców. Zabij baranka w ofierze. Zabij syna w ofierze. Zabijaj dla bogów. Przelewaj krew, która da ci wybawienie. Morduj dla wiary. Zajeb wszystko dookoła ku uciesze i radości boga. Oto kurwa tajemnica życia.

- Pani ma alergię.

Mam. Mam alergię, ale  nie wiadomo na co. Teraz wiem, Teraz wiem, że mam alergię: na krew, na to cholerne życie. Na to mam alergię. Moja dusza jest przepełnioną krwią. Az nadto jej we mnie. Aż kapie mi z nosa. Aż duszę się od jej odoru. Kaszlę w poszukiwaniu świeżego powietrza, Chcę z siebie to wypluć, wykrzusić.  I  padam. Padam na podłogę czując jak moje flaki zwijane są na korbę. W pępku tkwi mechanizm, żelastwo, które nakręca mnie na siebie. Wydziera wnętrzności. Chcę krzyczeć, wyprosotować się, zwinąc się, zemdleć, przestać istnieć, ale nie mogę. Nie mogę! Nie mogę...nic, kurwa, nie mogę. Nic, nic nie mogę. Łapię się w pół chcąc z siebie to wyrwać. Ręce, w bezładzie kreślonym przez cierpienie,  ściskają mnie wpół wbijając mechanizm do środka. Impuls udręczenia rozkłada członki w geście poddania. Tak kurwa szukam swojego krzyża. Tak błuzgam. Bluzgam przekleństwem i krwią. Rozkładam się, rozkładam ręce. Ból każe trzeżwieć,. przeżywać każdą sekundę. Każda sekunda ma swoją wartość. Swoje brzemię. Smak krwi czuję w ustach. Wylewa mi się nosem. Dusza pęka.
Pamiętasz?
Pamiętasz jak mordowałaś ludzi?

Cięcie.


- Mamo, ale chyba nie myślisz, ze umrzesz?
- Myślę.
- Ale od bólu brzucha nie umiera się.
- Ale ja umrę.
- A wcale ze nie!
- Bo co?!
- Bo masz nas a ja ci zaraz zrobię masaż.
- W takim razie nie umrę. Dziękuję, kochanie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz