czwartek, 5 stycznia 2017

to nie sen



W nocy poczułam, jak córka kładzie się koło mnie. Podniosła kołdrę i wsunęła się pod nią delikatnie. Chciałam ją przytulić, pogłaskać po głowie. Ma fajną główkę, i lubię zapach jej włosów, Lubię, jak śpi koło mnie. Jej ciepło łagodzi rysy mej twarzy, a jej dobro temperuje mój rogaty charakter. Nie mogłam jednak się ruszyć. Nie mogłam. Trzymała mnie jakaś bezsilność jakby  ktoś przejął stery dowodzenia mymi mięśniami. Czulam się spętana. Chcę, chcę pogłaskać moje dziecko! Chcę się wtulić, objąć, pocałować. Nie mogłam jednak nawet palcem ruszyć. Nic nie mogłam! Nic! jak nic? jak nić? Muszę!!!Zerwałam się. zapaliłam światło. W łózku byłam sama. Jak sama...Gdzie córka? Gdzie moje kochanie? Jak to? Przecież czułam, ze kładzie się koło mnie, lekko wtula...
Poszłam do dzieci pokoju. Spojrzałam na ich łózko: spały. I to, o dziwo, przykryte. Wróciłam do sypialni i zgasiłam światło, Dziwne - zdążyłam pomyśleć, gdy usłyszałam jak syn nadchodzi. Zawsze wali piętami o podłogę niczym młody satyr. Ten chód jest jak logo. Marka. Nie można pomylić z innym towarem, przepraszam, z innym cżłowiekiem. Czyżbym go przebudziła światłem?
Syn wskoczył wprost na mnie. Zawsze to robi. Jakby próbował sobie przypomnieć ten moment, kiedy  pierwszy raz spotkaliśmy się, perwszy moment swego zycia, gdy pielęgniarka, zaraz po porodzie, położyła mi go na brzuchu. Zaległ. Wymościł sobie na mojej przestrzeni własne gniazdko niczym ptaszyna taka mala. Moja ptaszyna cudna. Chciałam poczochroć go po głowie, po tych włosach, które są jak druty, powiedzieć uważaj kochanie, duszę się, mój brzuch, to boli, połóż się koło mnie, ale głos zamarł w gardle. Nic nie mogłam powiedzieć, ani zrobić. Bezwład.Wstawaj, rusz się krzyczło we mnie, ale bezskutecznie. Nie mogłam. Nie mogłam. Zapalił się alarm w mojej głowie: uważaj, uważaj, coś jest nie tak, nie tak coś jest, wstawaj, zapal światło. To nie twój syn tylko demon zabiera ci oddech, krępuje węzami przejęcia duszy. Wstawaj! WSTAWAJ! WSTAWAJ! Nie moge , nie mogę MOŻESZ! MUSISZ! Nie mogę, nie mogę...Zerwałam się. Zerwałam się jedną wyswobodzoną ręką i zapaliłam światło.Co to było? Gdzie syn? Syna oczywiście nie było. Nikogo nie było. Tylko mój puls, oddech wskazywały na to, że jednak coś się wydarzyło. Straszne to jest gdy ciało śpi, a mózg generuje swoje układy. Zasnęłam. Zasnęłam przy zapalonym świetle. przy szpinaku. Trawiąc słowa Savaldora Dalego, który szpinaku nie jadał, bo mu przypominał wolność. Nie chciał jeść wolnośći, by nie znikła, czy jednak nadmierna wolność powoduje ból brzucha?
Dlaczego Dali nie jadłeś szpinaku?
Ja się najadłam. Najadłam się wszystkiego. Gastroskopia przede mną. pewnie tak jak kolejne badania, zapewne nic nie wykaże. Somatyczne objawy depresji? Być może...Dziwne to uczucie, kiedy dociera do człowieka myśl, że każdego dnia walczy o życie. Nie, by przeżyć, ale, by nie zabić się. Dzisiaj, nie, bo dzisiaj, to jezcze nie ten dzień. Dzisiaj zjem sobie popcorn. Pomogę w  zdaniu synowi. Rozśmieszę córkę. Jutro. Tak, jutro będzie dobry dzień. Życie na kredyt. Któregoś dnia jednak nadejdzie ten dzień. Dzień przepełnienia. Taki dzień inny od innych dni. Dzień bez jutra.Dzień Kłapouchego.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz