piątek, 23 września 2016

uszyłam....







uszyłam ze zła spódnicę
z nitek nikczemności utkanych
żelazna zbroja 
na przemęczoną wątrobę
stopiła się z krwią

wyszłam
poza bramy
granice
w nicość
korzeni splątanych

miecze i światło
porażenie co przeszyło
oczodoły

nie
nie uchroniłam 
głowy
                        


                                                      Arte


























poniedziałek, 12 września 2016

wierszem










--------------------------



Potrafię opętać słowem, gestem
Nie potrafię jednak zatrzymać
Tego, co jest we mnie


Niech płynie rzeka

niespokojnych  nurtów
i rozbija się o brzeg

Potopione kaczki
cuchną swym rozkładem
no i już

A człowiek z mostu
miał silną wolę
rzucił butelkę, a nie siebie

tak pięknie

chlupnęło

a mogło piękniej

                                                Arte
---------------------------------------










niedziela, 11 września 2016

zoo





Mooniek grał z Młodą w jej ulubioną grę. 
- No to teraz wymień zwierzątko na H...
- Ha,...ha...- Młoda uwielbia zawieszać się udając, że nie we - ha...wiem! - krzyknęła po minucie -hipopotam!
- Rany, Młoda a wystarczyło popatrzeć na ojca - ach, ten mój sarkazm.
 - Śmieszne, a może na mamę trzeba było popatrzeć, co? - odezwał się ojciec moich dzieci.
- Nie! - odezwała się córka- mama to gepard!


- To co? zoo?
- Za gorąco?
- Znowu kanapa? po moim trupie!
- Ja chcę do domu- odezwał się Starszy.
- A ja chcę do zoo, chcę do zoo, chcę do zoo- Młoda wpadła w trans.
- Dziecko, wyłącz się, na litość. Jedziemy.
Pojechaliśmy. To nie był stracony dzień. Było cudnie. Zabawnie. Starszy też się rozkręcił.






Mega pancerniki, hahahaha



wtorek, 6 września 2016

przeklęte geny :D



" Nagle mnie olśniło. zrozumiałam, na czym polegają moje trudności. 
Miałam za mało doświadczenia życiowego". 
Sylvia Plath




Młoda siedziała w kuchni naburmuszona. Nie miała ochoty na na nic.
- Coś Cię boli czy nad czymś myślisz?
- Mamo, a Eliza powiedziała, ze dziewczynki noszą balerinki, a ja nie będę taka.
- Czyli jaka ?
- No taka jak inne, taka pięknisia,  bo ja chcę być sobą.
- Czyli kim?
 - Łobuziarą
Zachichotałam patrząc na córę. No nieźle. Skąd ja to znam?

niedziela, 4 września 2016

cięzarkowo



"....bo ja mogę pozwolić sobie na ten luksus, żeby być opuszczony, choć ja nigdy opuszczony nie jestem, ja jestem tylko sam, by móc żyć w zaludnionej myślami samotności, bo ja po trosze jestem entuzjastą nieskończoności i wieczności, a Nieskończoność i Wieczność chyba gustują w takich ludziach jak ja." ~ Bohumi Hrabal









- Mooniek, patrz, jaką mam wagę.
Rzucił okiem na telefon, gdzie było zdjęcie moich kilogramów.
- Cała ty, wcielony diabeł.
- Ja???? No weź....
- Szatan, babcia same zło, hahaha
- Noooo, z tą babcią to już pojechałeś ...

środa, 31 sierpnia 2016

moja wojna







Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam jesień. Za grzane wino, gorącą 
czekoladę, pachnący cynamonem dom. Za ciepłe koce i zaparowane okna. Za 
mgłę, która wita mnie rano. Za świeczki, rozpalane nocą.

Johann Wolfgang von Goethe - Cierpienia młodego Werteraj






- Dawaj, dawaj! - darła się bez opamiętania.Podała jej saletrę patrząc zza gruzowiska czy już idą skurwysyny. Czarna fala z maczetami zalała kraj. Rąbali co się dało. Dobijali.
- Lont,!!! gdzie jest?!!!
- Tutaj. Masz. Spokojnie. Nie ma ścierwa.
 - Spokojnie, też powiedziałaś, jakie spokojnie...kurwa, Arte...
Schowała się. Oparta o gruzowisko patrzyła jak kumpela majstruje przy butelkach. Zapaliła papierosa.
- Chcesz bacha?
W tle rozgrzmiał warkoty samolotów. Cholera, zaczyna się.
- Kurwa, nie daję rady, nie.....
Nieeeee!!!!!!, no jak nie wstanę to zleję się. Wyrwałam do toalety. Szlag, co to była za sen. Wojna? Czarni zalewają kraj trupami. Polscy Kaczyńskiego patrioci, którzy wybijają Polaków drugiego sortu czy psychole muzułmańscy? Nie ważne, Fanatyzm to fanatyzm,a debili, niestety, nie brakuje.Humanitaryzm XXI wieku.
Na szczęście to tylko sen. Poczłapałam do łazienki, poczłapałam do kuchni. Wzięłam łyka wczorajszej kawy. Zerknęłam na zegar. Dopiero czwarta nad ranem, uffff, jeszcze dwie godzinny snu. Ucieszyłam się jakbym wygrała w totolotka. Zamknęłam oczy. Oparta o gruzy wypalałam z kumpelą ostatniego papierosa....Nie zdążyłyśmy uciec.
Dźwięk wlał się przez ucho do środka i rozerwał na strzępy niechcenia. Ręka sama powędrowała, by wyłączyć cholerstwo. Ostatni gest. Zasnęłam.
.
 - Pi pi pi pi.. -znowu odezwał się budzik.
Co za dziad. Nie mogę. Nie chcę. Mam dość. Dlaczego trzeba rano wstawać?. Dokąd człowiek tak się śpieszy. Nie może pracować od 10.00 do 15.00? Gdzie ten poranny seks? Nic tak nie irytuje jak życie.

Poczłapałam do kuchni. Młoda za mną.
- Cześć mamo, kocham cię!
- Ja ciebie też. Dlaczego nie śpisz?
- Nie wiem. idę po chomika, dobrze?
- A idź.. Tylko powiedz czy chcesz ryż na mleku.
-TAK!!!

Zaparzyłam świeżej kawy i zawisłam nad gotującym się mlekiem. I jaki masz plan Arte na życie swe?
Poziom energii wyzerowany. Nadchodzi jesień. Bomba wybuchła. W duszy.

Posypałam kawę cynamonem. Uśmiechnęłam się na wspomnienie ostatnio czytanej książki. Tak, to będzie niezły hicior tej jesieni. Zresztą z Ania założyłam się, że tak będzie. Lubię wygrywać i jak stawia mi pączki.

A mój pączek wlazł do kuchni.
- Zaparzyłaś mi kawy?
- Może jakieś cześć?
- I co jeszcze?
- Nic.

Rozegrała się scena w mojej głowie. Wpada mąż do kuchni, obejmując rękoma całuje w kark mrucząc: - Cześć kochanie....

Zbrechtałam na głos. Ja to jestem głupia. Chyba mam hormonalne wzwody.
- Co tak lejesz? - spytał patrząc trochę podejrzliwie.
- Nic. Pierdoli mi się w głowie jak i na duszy.
- Nic nowego.
- To po co pytasz skoro wszystko jest po staremu?

Mleko o mało co nie uciekło, o mały włos spóźniłabym się do pracy. Za to dużo, za dużo  powiedziała koleżanka zza biurka:
- Wyglądasz jak trzeci miesiąc ciąży..
- Nawet nie wkurwiaj mnie - mówiąc to wciągnęłam brzuch - zaczynam trening za dwa tygodnie.
- Za dwa? Dlaczego za dwa?
- Bo teraz mam na wszystko wywalone. Wiesz, zeruję wszystko.
- Życie od nowa?
-  Nie, od jesieni hahahaha

A ona skrada się powoli przywłaszczając panowanie na ziemi. Ukrywa się w atomach powietrza i osadza się porannym chłodnym oddechem na skórze. Czai się w promieniach zachodzącego słońca. Nadchodzi czas zbierania kasztanów,  wojen na liści.jak i wypadów w góry, bo w tych kolorach jest im przepięknie. Czas herbaty i wina. Dobry czas na długie rozmowy.











czwartek, 28 lipca 2016

arizona dream

Trafiły na dywanik. Przełożony spojrzał na nie groźnie. Zaczęła się tyrada. Przypomniało się jej, jak trafiała na dywanik dyrektorski w szkole średniej. Dyrektor zaciągał jakby był lwowiakiem, a ona gryzła język aż do bólu, by nie parsknąć śmiechem. Z oczu wypływały łzy, które były przyjmowane jako skrucha. Nie była wtedy w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa.
- A tu łumiesz mówić? - zaciągając pytał się dyro. Z rozpaczy, by jednak nie roześmiać się, machała głową na nie...
- Widzę,dziewczyno, że Tobie to przykro nawet jest.........
 " Aaaaaaaaa wyjść, wyjść chcę, bo hahahaha nie mogę ..gryżć !!!!".
- Za nie przestrzeganie tajemnicy służbowej wyrzucę was z pracy, rozumiecie? - głos przełożonego przerwał jej wspomnienia. - To wszystko możecie iść.
Wstały:
- Dziękujemy. Życzymy miłego dnia -odpowiedziała zanim pomyślała. Kurde, ale ze mnie kulturalny automat. Robot of kultura. Kurwa...
Przełożony odwrócił głowę od ekranu komputer i zdziwiony uśmiechnął się lekko. Jak lis, który puszczając kurę, wie, że jej dupsko i tak będzie należało do niego.
Uuuuu, przekichane. Trudno.
Kiedy dział padał ze śmiechu z jej słów, które zostały rozniesione jak dmuchawce przez wiatr, ona została wciągnięta do pokoju. Szef działu doszukując się wszędzie konspiracji pozamykał szczelnie okna i drzwi. Miała wrażenie, ze gdyby mógł pobiegałby po pokoju za pluskwam.
.
- I jak, co mówił? 
- Nic, Dobrze jest. - stała wpatrzona w motyla, który odbijał się od szyby. Obok były dwa kaktusy. Smukłe. Jak z komiksu o Dzikim Zachodzie. Mózg przerzucił się na inny tryb. Kadr. 
- Ale...?
- Nie, nie, w porządku.
- To mi kamień z serca spadł. - mówiąc to otworzył okno. Przesłuchanie i to już drugie było zakończone
- Nie! nie otwieraj okna! motyl! Nie puszczaj go.
Zanim zareagował motyl odleciał.
- Kurde, motyl odleciał. A miałam kadr: kaktus, motyle...
Popatrzył na nią zdumiony i w jakimś nieopanowanym bezładzie opadły mu ręce. Wyszła.
- I co? - zagaiła koleżanka.
-  Nic. Powiedz mi lepiej stan USA na A z kaktusami. Podpowiem ci, że nie chodzi mi o Alaskę.
- Arte, weź...nie każ mi myśleć, co?
- A właśnie, o czym myślisz, kiedy nie myślisz?
- Co ci się stało? 
- Arizona dream - rzuciła roześmiana i poszła.






ps. pozdrowienia dla Chomisia, odrabiam już odrabiam,:))))

 i wejdę na Wasze blogi, bo mi brakuje :D

wtorek, 26 lipca 2016

Myśłę ...

Jestem chaosem. jestem zagadką.
Kobietą, która nudzi się wszystkim. 
Kobietą, która żywi się adrenaliną
potrzebuję swojej krwi, by żyć
i widma śmierci do śmiechu.

ARTE



O czym myśli człowiek, kiedy nie myśli?
O czym wy myślicie, kiedy nie myślicie?
A kiedy nie myślicie?

Mam stany, kiedy myśl czepia się trzepaka i robi fikołki. Stoję z boku i podziwiam ją, za to, że nie kręci się jej w głowie. A może właśnie tak powstają szalone myśli?

A drętwe jaką mogą mieć genezę?

Pomyślcie.



niedziela, 24 lipca 2016

telegram do anioła





Kochać to także umieć się rozstać. Umieć poz­wo­lić ko­muś odejść, 
na­wet jeśli darzy się go wiel­kim uczu­ciem. Miłość jest zaprzeczeniem
 egoiz­mu, za­bor­czości,
 jest skiero­waniem się ku dru­giej oso­bie,
 jest prag­nieniem prze­de wszys­tkim jej szczęścia,
 cza­sem wbrew własnemu.
Vincent van Gogh







Wracam. Wracam do siebie. Po milionach dni jałowej podróży po bezkresach niezrozumienia, gdzie wiatr szumiał....jesteś nikim,,,,,,,jesteś zerem.....odejdź.......nie mów......nie wkurwiaj mnie oddechem...nic nie rozumiesz...

Zaległam w kałuży zapomnienia bojąc się podnieść głowę, by nie oberwać. Przemoknięta drżałam rozgrzewając swoje tkanki alkoholem. Walka wewnętrzna pomieszanych nici paraliżowała mnie. Ogłuchłam na wszystko.
Zaplątanie, które nie pozawalało na krok do przodu, dusiło coraz bardziej. Taka matnia z młotkiem, co walił po głowie za wszystko. Spałam, bo sen chronił mnie. Ucieczka w wizje senne dawała mi chwilę radości. Świat, który śnił mi się był niczym dno oceanu - wabił kolorami i życiem. Nie chciał wypuścić mnie. Tonęłam. Tonęłam w sobie, w snach, w kolorach. Barwy wyznaczały mi trasę. Wędrowałam jak  po tęczy. Tej cudownej, bieszczadzkiej.
Nie ma mnie, nie ma, bo jak mogę być skoro jestem nikim?
Szklanka wódki. I sen. I tęcza.
Szklanka wódki. I sen. I tęcza.
A potem nadchodziła fala próby wymiotowania rozczarowaniem. Chciałam wyrzucić z siebie wszystko, ale tyle części swobodnie latając we mnie raniło mnie, że opadałam bez sił.
Rozklejona leżałam w łóżku. Świat stał się zły. Nieprzyjazny. To wilk z bajki o Czerwonym Kapturku.

W imię czego stało się tak? W imię marzeń i wiary w .....
Szpitale są pełne wariatów, którzy pozamiatali siebie pragnąc czegoś, czego nie ma.
Pragnęłam tylko ..
Szklanka wódki i sen. Ucieczka w tęczę. Ten świat mnie okłamał. To nie moje miejsce.

niedziela, 17 lipca 2016

przed pobudką poniedziałkową.....

Ogarnęła mnie niechęć, przeogromna niechęć, która zalała wszystko, niczym ulewa w Gdyni.
Wszystko zatonęło w niechęci. Jak lody polane przez babcię sokiem malinowym. Ale tego, w przeciwieństwie do deseru, nie wciągnie się. Bo niechęć. Niechęć, by jutro rano wstać, ubrać się w garsonkę letnią i iść do pracy. Wstać i iść w papiery. Uśmiechać się. To nie jest praca dla mnie. Nie ze względu na uśmiech, ale ze względu na biurokrację.

Wszystkie lasy poległy dla biurokracji. Bo ludzie piszą. Bo wszystko mus być na papierze. Przewracając dokumentację mam wizję duszącej się ludzkości, a urzędnik ostatnim gestem i tak przybije pieczątkę. Wszystko musi być na papierze. Nawet zgoń świata. I nie można w złości krzyknąć życzenie:  "Aby ludzi posrało", bo do tego też potrzebują papieru.

Szurając gołymi stopami po piachu, pomyślałam, ze to jest kwintesencja szczęścia. Czuć sobą otaczającą przyrodę. Chłonąc wszystkimi zmysłami otaczający świat. Oto stopy zapadające się w piasku, które zaraz obmyje fala. Zabawne. Przesypujące się ziarenka piachu, które tańczą  niesione wiatrem. Cisza świata ludzkiego. Słychać tylko szum morza, który zagłusza pieśni syren, czy też plotkuje z wiatrem. Bryza jest niczym pot kochanków zatracających się w nieustannym pożądaniu.

Uciekałam wczesnym porankiem nad morzem. Spacery w asyście budzącego się słońca malowały cudowne wizje we mnie. Chłonęłam kolory i kształty rozrabiającej wody jak i igraszki mew, które oprócz mnie zostawiały ślady na piasku. Ciało rozkoszowało się zimnymi pieszczotami fal i wiatru.
Namalujcie mnie na nowo, namalujcie ...
Miałam wrażenie zespolenia przyrodą. I to jest właśnie magiczny portal do innego świata.

Udawałam, patrząc na statki, które były w oddali, że są zrobione z papieru. Oto statki zapomniane przez dzieci, które pobiegły do domu, by posłuchać opowieści dziadka. Teraz ludzie nic sobie nie opowiadają. Czytamy. Czasami czytamy im bajki. Historie z papieru.

Na jak kiego czorta człowiekowi cywilizacja? Myśląc przestajemy czuć. Przestajemy widzieć. Pomyślałam o plemionach żyjących sobie gdzieś na wyspach. Zadowoleni egzystują sobie mając wszystko gdzieś. Grunt, że ryb nie brakuje. I mogą cieszyć się sobą. Tak po prostu. Bo oto człowiek jest koło człowieka. Bez frustracji i stresu gonitwy za coraz większą ilością przedmiotów. Czas na dotyk, rozmowę, wspólne zapatrzenie się w otaczający świat, który pełen jest cudów.

Znowu dopadła mnie myśl ucieczki. Jeden gażdzet - aparat, drugi gażdzet - pióro i papier załadowane w trzeci gadżet - plecak. I iść przed siebie licząc na pomoc ze strony innych ludzi. Proszę o kromkę, proszę o kawałek stodoły. Nie chcę myśleć, jak krótka byłaby to podróż. Skończona zapewne na dworcu. Życie bez tożsamości. Tak zabunkrowały się sprzeciwy wobec świata. W końcu zatopione w alkoholu, by jednak nie czuć, nie widzieć.

A ja już czuję zapach papieru. Uwierającą woń biurokracji. Pół dnia przewracania papierów, by świat mógł istnieć. Tylko, że życie jednostki zastyga. A rośnie tylko dupa, od siedzenia.