czwartek, 14 sierpnia 2014

pif-paf



Przestrzenią ducha, gdzie może on rozwinąć skrzydła, jest cisza. 










Mózg rozmiękł mi od powszechności. Kruszeją nie wyprowadzane kości. 
Wycofałam się z życia.
Chociaż ostatnio kumpel wpadł:
- Dawaj mi swój numer telefonu, bo ostatnio chciałem cię wyciągnąć na piwo, i miałem tylko stary numer tela.
Reszta znajomych zjawia się jak dostaje ode mnie sms- "impra?". Więc w dupie mam.
Wszystko w dupie mam.
Przestaję scalać towarzystwo- bywajcie.
Teraz zajawka na samotność kontrolowaną: książki, rower, foto i kosz. I internet. A jak.
Moja izolacja najwyższą troską o duszę. 
I radochą.

wzięłam siebie na celnik - nie będzie dobrze,oj nie





Jeśli doprowadzisz do porządku własne wnętrze, 
to, co na zewnątrz samo ułoży się we właściwy sposób.

Eckhart Tolle










---------------------






Dzieciaki - 


teraz zaczyna się nowy etap jazd, na szczęście rowerowej :D




Młodą jeszcze trapią łzy. Płacze, jak tylko jest coś nie po jej myśli.
Wyje, zalewa się własnym żalem jąkając, że nikt jej nie kocha.
Zaczyna to być nudne. Może powinnam wywieźć Młoda w Tatry jak wieje halny - wywieje z niej marudę?
- To nie marudność tylko trening kobiecego focha.

A  kobietka z niej jest niezła....

- A co ty tak ładnie się uśmiechasz? Do mnie tak? - zapytał się Człowiek Widmo (pan od szaf) Młodej, a Młoda mu na to:
- Do pana, ładną ma pan wiertarkę ......



Syn za to stał się rekinem finansjery i ograł mnie w Biznesie po polsku. Zagrałam w prawdziwy biznes po polsku, zostałam puszczona w skarpetach.




majątek syna




mój majątek - 20 zł i wszystkie firmy oddane pod zastaw!!!! - po prostu Biznes po polsku :P








A poza tym, przysięgam, jeszcze raz przeczytam Koziołka Matołka, a czytam rano i wieczorem - sama wyruszam do Pacanowa ......







Twórczość ma jednak różne oblicza ;ddd


prawie jak Salvador Dali :)


A syn słowa piosenki napisał, pt "Wszyscy zabici" ......tekst niestety przepadł.





A poza tym zakończyłam, póki co rehabilitację, i nie muszę już wisieć.




lepiej uprząż na nodze, niż na głowie ;d

z widokiem na takie gażdżety ;0



Bajka na dzień dobry, bajka na dobranoc

Pewien człowiek chciał zobaczyć, jak jest w zaświatach. I pozwolono mu zajrzeć tam na chwilę. Zobaczył, wielki, wielki, wielki kocioł z bardzo pyszną potrawą. A wokół tego kotła siedzieli bardzo smutni ludzie. Byli okropnie głodni i wychudzeni, bo mieli łyżki o tak długich trzonkach, że chociaż mogli nimi zaczerpnąć z kotła - nie mogli ich włożyć do ust. Zaraz potem wpuszczono tego człowieka do pokoju obok. Był taki sam wielki kocioł z tą samą pyszną potrawą i tak samo długie były trzonki łyżek. Ale ludzie siedzący naokoło kotła byli weseli i zadowoleni. Po prostu - wpadli na to, żeby podawać sobie nawzajem jedzenie na tych długich łyżkach. Każdy karmił drugiego, nie siebie. I wszyscy się najedli. 
I okazało się, że to właśnie było Niebo. 
Przypiski Kaziemierza Wójtowicza

środa, 13 sierpnia 2014

nie ufam ci


Siedzę na balkonie. Wpadła Młoda.
- Mogę zobaczyć czy są moje koleżanki?
-Pewnie.
Młoda podeszła do balustrady i patrzy, patrzy i  w krzyk:
- O jest Miłosz. To on mnie kopnął w cipkę! Mogę iść na podwórko?
Na te słowa wpadł Starszy na balkon:
- Nie ma twoich koleżanek i po co będziesz szła? Żeby cię znowu kopnął?
- Ale on już przemyślał swoje zachowanie.
- Ale nie widać twoich koleżanek!
- Ale one są.....może tam w krzakach siedzą!Mamo, mogę iść na podwórko?
- Możesz, ale później, bo zaraz obiad będzie.
- Młoda! nie idź! mówiłaś, ze będziesz ze mną książki oglądać i co? Kłamałaś. Nie ufam ci już.



Porozmawiałam sobie z córeczką na temat kopnięć. Słów. Pobycie na podwórku.
Ale przecież ja sobie mogę mówić.
- Wiem, wiem, mogę iść?



Tej nocy miały spadać Perseidy. Nie widziałam żadnego. Ale za to widziałam jedną gwiazdę. Upadłą. Na białe ucho, gdzie zasnęła.
Ech...







poniedziałek, 11 sierpnia 2014

NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI




sprzed nastu , 15 lat temu napisany.......









NIEZŁY KAWAŁEK EWOLUCJI





Byłam. Istniałam. Przebłyski, błyski i zapaść w czeluść. Traciłam zmysły. Lot w przepaść bez dna. Kostniałam. Na chwilę, moment, wieczność. Aby nieoczekiwanie powrócić z niebytu. Ból, szepty budziły mnie. Nie wiem kim byłam. Ale byłam. Istniałam.
Niewątpliwie.
Zagubiona próbowałam wniknąć w świat. Na moment. Znów poniosło mnie. Gdzieś, w inny kąt. Nieśmiała chowałam się w cienie. Tam było tak ciepło, przytulnie i bezpiecznie. Przechodziły mnie dreszcze i niespokojne sny. Ale ta myśl ... spocona budziłam się krzycząc.
Marzenia – takie wątłe, kruche, przejrzyste. Coś się we mnie tliło. Coś ... ulotnego. Chciałam dotknąć tego, jednakże niemoc wymieszana ze strachem chowała moje dłonie pod poduchę. Zaciśnięte pięści do krwi, moje łzy ... brakowało mi słów. Tkwiła we mnie jakaś prawda, nienamacalna prawda.
Byłam przerażona. Byłam podniecona. Byłam, byłam, byłam .... Przecież wciąż jestem ....
Jestem? Kim?
Nieśmiało słuchałam szeptów, rozpoznawałam barwy. Czułam jakieś istnienia, zaprzeczenia własnej samotności. Chciałam zaklaskać z radości, ale .... nie mogłam. Zesztywniała, tkwiłam w głębinach. Nie miałam sił, aby się wyrwać. A tak chciałam przestać tkwić, a zaistnieć. ...
Jakoś inaczej ....
Nie wiem jak. A może jednak wiedziałam?
Błysk myśli wystarczył, aby mnie speszyć. A wówczas zaczynałam śpiewać. By zagłuszyć to ... co czułam przez skórę, to ... przed czym uciekałam, to ... co przeczuwałam, to ...
Kiedyś było życie ...
A teraz? Co?
Żyłam w zamknięciu. Będąc nie byłam, tkwiłam w czymś ... Znów straciłam przytomność.
Czas jest poza mną. Jak i zapomniana tajemnica życia.
Czasami budziły mnie krzyki, tęsknoty, rozmowy, ból. Mieszanka dziwnych energii, nie moich. Może to one były treścią mych snów? Splatały się w moje istnienie, narzucały rytm.
Czy ja coś mam? Nie rozróżniam barw, nie rozumiem słów, ale ... chcę poznać, chcę się wyrwać ... ale ...
Dokąd? Gdzie? Po co?
Przerażona, czasami obojętniałam. Pogodzona z losem nie walczyłam. Bo ... i o co?
Zamykałam się we własnym wnętrzu, skulona drżałam ... bałam się. Prawdy której nie znałam, a która tkwiła uparcie za mną. Bałam się własnego cienia ... nie chciałam się oglądać.
Dość!!!!, zamykam oczy i ....
Zasypiam. Z mantrą na ustach: „ Och, Boże, jakbym chciała zaistnieć!”
Zasnęłam.
Śnię.
Śpię.

Obudził mnie ból. Złapałam głęboki oddech i .... zapach postawił mnie na nogi, otworzyłam oczy i ... to niemożliwe ... co ja widzę? . . kolory i obcy świat. Zagubiona, szczęśliwa ... zemdlałam.
Na chwilę, by znów obudzić się, by stanąć ... czyżbym do tej pory żyła w świecie iluzji, własnych kompleksów, urojeń, depresji, w zniewoleniu???!!!
Stanęłam. Stanęłam? Stanęłam !!! Stoję. Odrętwiała prostuję się. Wymachy rąk, wymachy nóg, radość, że mogę . . . ja biegam!!!!!! I oddycham. I mam głowę, myśli szalone Ja żyję!, naprawdę żyję!!! Czuję się tak jak nowo narodzony człowiek. Rozglądam się dookoła, nie wierzę, szczypię się, słońce skórę mi grzeje, nie boję się. Po raz pierwszy wiem, kim jestem – człowiekiem, niezależną jednostką. Silną, niezniszczalną osobowością. Poczułam życie, własny dotyk, puls, byłam .... nie wiem co się stało, ale zaczęłam istnieć tak, jak nigdy dotąd. Urosłam w siłę.
Oszołomiona pełnią barw, otoczeniem, mamroczę:
  • To jest raj.
  • Cześć!
Obróciłam się. Zobaczyłam to spojrzenie, usłyszałam ten głos, znajomy głos, poczułam ten dotyk dłoni ... Zmroziło mnie, dreszcz, po raz pierwszy przyjemny. Poczułam się .... poczułam się ... Tak, jestem kobietą. Urosłam w siłę.

- Witaj, Adamie. 






niedziela, 10 sierpnia 2014

tak sobie myślę ...





Tak Charles, rozumiem, też to miałam.
Chciałam się zapaść w sobie i nie istnieć bądź istnieć na przestrzeniach knajpianych ław. Zatracać siebie do nie istnienia. Życie wydawało mi się schematyczne i absurdalne. A mdłości, jakie mnie chwyciły, nie pozwoliły odejść. A chciałam iść z plecakiem w świat. Nie znalazłam jednak w sobie dość sił ...
Los jednak miał wobec mnie inne plany. Przysiadłam zatem na dupie. Grzecznie. Czy jakoś tak...


Patrzę na swoje dzieciaki, słucham je i mam ubaw. Naprawdę. Czasami zastanawiam się na kogo wyrosną, ale nie jest to moim zmartwieniem. Chcę, by nauczyły się dystansu wobec siebie, świata i znajdowania powodów do uśmiechu. I tego, ze człowiek ma prawo do błędów.

Są jednak matki dla których macierzyństwo to poświęcenie, trauma, zmęczenie codzienną bieganiną.

Żyjcie póki nie macie dzieci, bo potem nie ma jak żyć. Ani czasu, ani pieniędzy....
Ehe, i ani serca, i ani rozumu ...
Jest poświęcenie.
To straszne.
Straszne jest to to. Chyba powiem dzieciakom, to przez was nie jeżdżę na koncerty, w góry, nie stać mnie na Nową Zelandię, nawet na glany trudno mi uzbierać  ...
- Glany?! Ty zacznij się ubierać stosowanie do wieku! - rzekł T - no wiesz, złote szpilki, białe kozaczki.
.....a jeszcze z fajką muszę chować się po kątach, bo nie chcę przy was palić. 
- Ciesz się, ze stać cię na papierosy....
- No tak, no tak, te dzieci tyle kosztują ...

No kosztują, ale czy mówiąc o macierzyństwie poruszamy aspekt finansowy czy emocjonalny?

Utrzymanie psa też kosztuje, a jednak właściciele czworonogów będą mówić o wierności i przyjaźni zwierzaków, a nie, ze cena karmy wzrosła.

Słowa z ust niektórych ludzi są jak kupa przyklejona do buta.




To na cholerę chciałam dziecko?! Bo tak wypada?  Ofiara na ołtarzu poświęcenia? Dla nadania sensu pustego życia? Dla zatrzymania partnera? Czy jednak z miłości dla miłości?

Czyż dzieci nie są życiem?
Fascynacją?
Studnią emocji?
Nauczycielem opanowania i wzbudzania dążeń do bycia lepszym człowiekiem?

Wystarczy tylko za dzieckiem podążać i jego emocjami chłonąć świat. Bawić się. Pewnie, ze czasami człowiek rozjeżdża się, ale czasami nie może być stałą. Mamy prawo do słabości.

Dzieciaki szybko dorastają, i przechodzą na swoje życie. Wszystko mija, więc warto doceniać każdą chwilę. Żyć nią - tu i teraz.

Warto cieszyć się własnym towarzystwem właśnie w tej chwili. Nie myśleć co będzie, nie kalkulować. Strach wiąże ręce.
Jest i liczy się teraz. A jakie ma być teraz? No zajembiaszcze. Wystarczy tylko być i chłonąć ten moment całym swoim istnieniem. Dać z siebie wszystko.

Chwila zamienia się w życie. I życie staje się piękne. Tylko trzeba żyć tą chwilą. Żyć bez poświęceń. Z radością. A jeśli jej brak to wskrzeszać ją dobrym nastawieniem, bo ono, owe nastawienie, budzi dobre emocje.

By nie było ...




Szkoda, ze czasami mnie wynosi, ale marny ze mnie człowiek, momentami nawet wręcz nerwowe bydlę. Więc ponownie zaczynam wdrażać filozofię analną. Zaczynam mieć wszystko w dupie.

-  Dlaczego tak to ułożyłaś w szafie? Powinno być grzbietem, tak ładnie - matka i jej dobre rady.
-  Bo tak i co z tego? Muszę mieć idealnie? Nic nie muszę.
-  No tak, przecież ty masz wszystko w dupie.
-  Dokładnie, mamo, dokładnie tak! I to sobie zapamiętaj.


Tylko jeszcze okiełznam w sobie nerwowego mustanga i popędzę po preriach olewki. Przestrzeń czyni człowieka wolnym. I będę rozpalać ogniska radości. Jak zwykle.








środa, 6 sierpnia 2014

dni...

Córka rozwinęła skrzydła towarzyskości. Jak pognała na podwórko tak znikła na parę godzin. Żyła radosną zabawą, które lepsze było niż obiad, picie.
Zastałam ją gdzieś pod blokiem w brudnych, rozdartych leginsach. No proszę, taka to się bawi. A Starszy pierwsze spodnie rozdarł parę miesięcy temu. Taki ułożony.
- Widzę, że bawisz się znakomicie. Młoda, chodź na obiad.
- Nie, nie jestem głodna.
I czmychnęła ubawiona do koleżanek.
Machnęłam ręką. Zresztą męczył mnie kac oprawca, po piątkowym oblewaniu GPSów, więc wolałam opanować tego "germańskiego najeźdźcę"niż walczyć ze zbuntowaną 5-latką.




niedziela, 3 sierpnia 2014

To był piątek!

Wstałam o szóstej. Znowu o szóstej. Powieki nagminnie opadały w dół, wiec na wpół ślepa wczłapałam do łazienki. Prysznic, mycie ząbków, dezodorant, dezodorant mi spadł, podniosłam go, znowu spadł, podniosłam go, znowu spadł, wkurwiona wrzuciłam go do szafki. Gag jak z kina niemego. Na żarty trzeba mieć kręgosłup. Zdrowy kręgosłup.

Wsiadłam na rower i pojechałam. W deszczu. Mocno padało. Też nie miało kiedy.
Weszłam na salę.
- Dzień dobry.
- Cześć Arte -w pierwszej części kumpel miał naświetlanie na rękę.
- Cześć, patrz zamiast w knajpie to spotykamy się na rehabilitacji . Taki już nasz wiek, co? - zbrechtałam i poszłam sobie. Przecież tu każda minuta jest na wagę złota. Jak pacjent dla NFZ.

czwartek, 31 lipca 2014

sennie


Teściu miał gorączkę, którą zbijał tabletkami i choć źle się czuł to pracował w piwnicy rąbiąc deski do pieca. No i wyrąbałby się równo. Na szczęście i w końcu oboje wysłuchali naszych próśb i wezwali lekarza, a lekarz pogotowie.
Badania wykazały, ze teściowi siadły nerki.
W końcu od 2 tygodni nie pił ze mną piwa to się doigrał.
Z drugiej strony wyśpi się bez gadania teściowej. To też dobrze.

A gadaniem teściowa mnie wykończyła. Uratowała ją, przed mym gniewem, tylko moja ospałość. Zabiłam ja więc tylko wzrokiem a nie słowem.

wtorek, 29 lipca 2014

sportowo:)



Dzień zaczynam od 6.00. Tak, szósta rano! SZÓSTA! Wchodzę na salę i wysłowić się nie mogę. Jak mogę się wysłowić skoro śpię? 
Nic dziwnego, że na ćwiczeniach, leżąc w tzw. klatce, zasypiam po prostu. Tak sobie macham nóżką, a powieki opadają same. Naprawdę odlatuję.
Też się brechtają ....
Nie pomaga wcześniejsze podłączenie uda do eletrostymulacji. Ni chu, chu ... Kopanie dla mnie to za mało.
Zero reanimacji ciała, po prostu odlatuję i tyle. 

poniedziałek, 28 lipca 2014

o dniach co minęły....

- Ale to nie jest woda cytrynowa - jęknęła Młoda.
- A jaka? - zapytałam się z leksza zirytowana. Nie dość, ze nie ma czym oddychać, to jeszcze szykuje się na dyskusję.
- LIMONKOWA!
- Aaaa ha - odparłam zrezygnowana.
Dla dziecka jest różnica, dla mnie nie ma.
Zresztą na wielu płaszczyznach nie dostrzegam różnic. Jak powiadają: takie niedowidzenie wzbogaca. Głuchota też uszczęśliwia. Wybiórcza oczywiście.
Ostatnio tracę słuch. Bardzo nie dosłyszę. Zwłaszcza słów swojej mamusi.
- A wzięłaś im wodę? A czapki? A ....
Bla, bla, bla, bla ......niezastąpiona babcia przy matce idiotce.
- Nie, jestem ułomna. Napisz mi na kartce, że mam dbać o dzieci.
Czasami sarkazm to za mało, aczkolwiek musi wystarczyć, bo inaczej mogę pobiec w poszukiwaniu siekiery. Black Angel zamieniłby się w Bloody Butcher.
Hm, chociaż mam zamiar przejść taką transformację czytając sms od Jasia, Jasia z sanatorium. Albo pękła mu  żyłka  w główce (tylko, proszę, nie pytajcie się w której), albo upał zaszkodził, bo zaczął pisać: kocham cię i straciłem dla ciebie głowę.
Po roku czasu ....
Pewnie, ze stracił głowę. Gram nią w kręgle. W te oczodoły pięknie wchodzą palce i każdy rzut kończy zbiciem pionków.


Remont skończył się, ale bałagan wciąż trwa, bo i trwa wciąż oczekiwanie na szafę. Znowu uszczęśliwiłoby mnie parę desek. Wprawdzie już nie zbitych w trumnę, ale w mebel, nie mniej jednak wciąż sen o dechach trwa.
Dusza kornika. Kornika drukarza.
Jestem szkodnikiem. Społecznym.

Nie pracuję. Wciąż nękam ZUS. Bezczelność moja nie zna granic. Bo ZUS nie chce mnie oglądać, bo nie ma moich papierów. Nie ma, bo są w sądzie. Hm, mam wrażenie, że w sądzie na drugim końcu Polski. Sąd też się nie śpieszy. Wszyscy mają czas. Ekstra.
Instytucje nie mogą się dogadać, więc od dwóch miesięcy czekam, aż mnie wezwą na komisję w celu przyznania świadczenia. Tudzież olania mnie.
Dobrze, że nie jestem samotną matką, bo nie miałabym za co żyć.
Nie mam nic, a przy trwającej obecnie rehabilitacji i ciągnących się problemach zdrowotnych trudno o zatrudnienie.
Pat.
Czy kogoś to obchodzi?
Tak, napiszę do Kaczyńskiego. Skoro chce ratować Polskę to może mnie, jednostkę, uratuje? Co to dla niego .....A propos superbohaterów to Gogol fajnie raz sobie rzekł:
  • Ludzie ograniczeni, a przy tym fanatycy, stanowią plagę ludzkości. Biada państwu, w którym tacy ludzie mają władzę. Są nietolerancyjni i pozbawieni wszelkich skrupułów. Uważają, że cały świat kłamie, a tylko oni mówią prawdę.
I wciąż to prawdą jest. To niesamowite. Czasy sobie płyną, a ułomność ludzka wciąż kwitnie bez zmian.


A propos  czasu to przez remont nie odebrałam maila. Wzywano mnie na stawiennictwo do biegłego. Kolejnego biegłego. Parę dni wstecz miałam zgłosić się na badania. Ups.
Rano zadzwoniłam. Zrobiła się gorąca linia. Miałam godzinę, by znaleźć opiekę dla dzieci i wskoczyć w pociąg. Udało się.

- Ból nie jest wyznacznikiem, bo każdy ma inny próg.
- To co mam powiedzieć?

Mam dość. Mam dość tych pieprzonych rozmów.

- Pani przydałby się psychiatra......
- Nie, długotrwały pobyt w zakładzie zamkniętym.......


Przybijać głową gwoździe to wciąż za mało.

Wyjechałam.

Parę dni oderwania się od świata uświadomiło mi wiele rzeczy.

Święty spokój był mi potrzebny, fajne towarzystwo jeszcze bardziej, a najbardziej jeszcze parę dni takiego luzu, ale niestety musiałam wracać.


Syn tak się stęsknił, ze zaczął mi po imieniu mówić.
- Stary, umówmy się, jak chcesz mi mówić po imieniu to albo napiszesz swoje pierwsze opowiadanie albo skończysz studia, ok? - żartowałam..
Córę odkleić od drugiej nogi też było trudno. Normalnie dzieciaki mnie kochają, o łoł.
-Mamusiu jesteś kochana, wspaniała, śliczna, kocham cię - Młoda zalała mnie falą słów, aż łezka się zakręciła w oku.
Na drugi dzień byłam już "głupia".
Ech, te kobiece fochy ....

Hm, nie pozostaje nić innego jak częściej wyjeżdżać....

- Mamo, a ja przeczytałem tą książkę w trzy dni .Chce inne części.

Bestsellerowa seria powieści fantastycznych dla dzieci.
 Krótkie opowieści utrzymane w baśniowym klimacie.
 Liczne czarno-białe rysunki. Do samodzielnego czytania przez dzieci w wieku 8+




Poszliśmy do księgarni. Innych części nie było, ale syn wybrał sobie Kroniki.


I czyta.
W parku.
Na ławce przed domem.

- Jaki piękny widok. Dziecko czyta -sąsiadka przystanęła na moment - On tak sam?
- Nie, klejem przyczepiłam mu książkę, hahahaha. Sam, sam....dziwne dziecko, prawda?
-Mózgowiec.
-Nie wiem, ale co robić? - odparłam z uśmiechem.


- Mamo - rzekł syn wieczorem - to razem poczytamy w łóżku? Będzie fajnie.
- Ok, mistrzu.
Rodzinne wieczorki czytelnicze. Klawo.

Oczywiście inne części "Na tropie..." zamówiliśmy przez neta. Syn sam pójdzie odebrać sobie przesyłkę płacąc własną kasą. To jest dobra inwestycja.

A córka? A córka opętana jest filmami. I bieganiem. I brakiem cierpliwości:
- Kiedy będą moje urodziny? Mówiłaś, że jak będzie lato to będę mieć urodziny, a lato już jest, a ja urodzin nie mam. Kłamałaś!
- Dziecko lato trwa trzy miesiąc, 92 dni, a urodziny to jeden dzień, wyluzuj proszę.
- Bo nikt mnie nie kocha.

Ręce opadają.
Do kolan.
































środa, 23 lipca 2014

w podróży....




Nie wiem jak można wypić pól litra coli i nie chcieć puścić bąka, ale w końcu koleś wymiękł i wyszedł z przedziału.
Za oknem był sierp księżyca. Zapomniałam co to znaczy ale  dusza nie zapomniała pieśni. Kiedy patrze na glob czuje jakbym była częścią wszechświata. Słońce nie daje takiego uczucia. Słońce wciąż każe duszy kłaniać się w pól ciała. A czasami rzuca na klęczki.

Jechałam pociągiem nocnym na poszukiwanie siebie. Są pytania na które warto odpowiedzieć za życia, bowiem odradzają się one na łożu śmierci. A wówczas aż głupio umierać. Sztuka jest poszukiwanie albo całkowite zaćmienie. Tyle, ze czasami całun śmierci przywraca pamięć.
Lubie wiedzieć kim jestem. Wiem wówczas jakie buty ubrać, by nóg nie połamać.

Pociąg jechał, sen nie nadchodził, choć stukot kol wprawiał w trans. Ogarniał mnie spokój. I duma. Wyrwałam się sama z domu. Sama. To śmieszne, ale po przygwożdżeniu do domu człowiek już sobie nie ufa. Strach zastępuje krew. Zdziczenie. Wścieklizna. Ta podróż będzie jak odtrutka.
Czas wracać do ludzi.
Oswoić świat na nowo.
Kręciłam się na siedzeniu nie mogąc sobie znaleźć miejsca. W końcu złapał mnie skurcz nóg i pośladków tez. Czy to ma nadawać ton memu życiu? Bezruch zamknięty w paraliżu?
Trzeba mieć odwagę i sile rozdeptać to wszystko co powoduje dyskomfort.
W oddali światła mijanych miast, które wciąż przypominają mi bajkę. Ktoś musi pracować, by ktoś musiał spać. Cieszyłam się wtedy posiadaniem kołdryktóra zamieniała się w ciepłą przystań. Ja nic nie muszę. Wciąż tak mam. Nic nie muszę.
Łózko to magiczne miejsce.
Zderzenie myśli i działań.. Energetyczne. Odkrywcze. Otulające.
Na nim  przychodzimy, czasami na nim umieramy. Portal miedzy światami. Lodka na fali uniesień.
Ekstaza w końcu tez jest podróżą w głąb siebie.
A mit o puszce Pandory wciąż jest żywy.
Jadę przed siebie.