Siedzimy z mężem w kuchni pijąc kawę. Męczę go na temat prania. Sadystycznymi kobiecymi tekstami dowalającymi się, a co.
Oburzony odparował:
- Skończ, umiem robić pranie. Nie jestem głupkiem.
Nagle zamyślił się i krzyknął :
- Ale jednak jestem głupkiem!
- Wiem, i powtarzam ci to cały czas, hahahaha.
Wyrwał jak wściekły dzik w przelocie patrząc na mnie morderczym okiem i poleciał.
Nagłe z łazienki dobiegł krzyk:
- Wiedziałem! Ale kretyn ze mnie!
- Nic nowego kochanie! - już się chichram -Ale tym razem dlaczego?
- Zamiast tabletkę wrzucić do bębna wraz z praniem wrzuciłem ją do pojemnika niczym proszek!
A mi mówi, że to ja nie ogarniam świata. Ech ....:))))




