Jest 2.20. Ból rozrywa moje kolano. Właściwie całą nogę. Po kościach daje mi równo.Od paru dni czuję mdłości. Prawie egzystencjalne. Jakoś tak jednak dryfuję dziwnie na morzu niepokoju.
- Hm, może jesteś w ciąży?
- Może, bo ja wiem co ty robisz gdy ja śpię?
-Albo mi pamiątkę przywiozłaś z sanatorium. - i się śmieje, żartowniś, mać jego.
- O tak, pacanie - i T dostał poduchą w łeb.
- No już raz tak było, kupowanie podpasek, mydlenie oczu i niespodzianka pod choinkę.
Było tak, było, T dowiedział, że będziemy mieć drugie maleństwo w Wigilię. Miesiąc po tym jak ja się dowiedziałam. Co jak co - ale umiem trzymać jęzor za zębami! Czasami :P)
Ale do śmiechu mi nie jest. Bo nie wiem co jest, co dzieję się.
Oprócz tego, ze dzieci jadą na wycieczkę.
- A ja nie pojadę - rzekła córka ze łzami w oczach - bo będę daleko od ciebie i będę tęsknić ....
-Oj córuniu, jedziecie tylko na czas pobytu w przedszkolu. Będą tam zwierzaki i inne atrakcje i hot-doga zjecie. Nie martw się. Będzie fajnie.A ja po Ciebie przyjdę.
- Mamo, ale mów mi: kochana córeczko.
- Dobrze kochana córeczko.
Kochana córeczka z kochanym synkiem i kumplem synka latali po podwórku. Syn dostał zadanie -opiekę nad siostrą. Czas- 10 minut. Z balkonu widziałam jak pięknie uczą Młodą wspinać się na drzewo.
Zatęskniłam za dzieciństwem.
Jako dziecko było mnie pełno wszędzie i niemożna było ode mnie wyciągnąć jakichkolwiek zeznań. Byłam taka, jakie teraz moje dzieci są. A ja się dziwię. Ech.
- Nie twój interes - rodzina wciąż się z tego śmieje, jak odszczekałam się dziadkowi, a miałam 4-5 lat.
A teraz przez zasiedzenie skarżę się jak stara baba. Ha!
Ale to wszystko jest dla mnie nierealne. Dziwne jakieś.
Czasami czuję się jakbym stała na poboczu życia. Tu życie mknie, a ja stoję i patrzę.
Przestaję istnieć.
A propos niebytu to byłam z T na cmentarzu zapalić lampkę mojemu ojcu.
- Wiesz, ze matka chce zmienić nagrobek?
- Nie, nie mówiła mi nic. -odpowiedziałam zdziwiona.
- Mówiłem jej, ze płytę można poprawić, a ona, ze chce kupić nowy, podwójny.
- Ehe, chyba dla mnie.
- Hm, może jesteś w ciąży?
- Może, bo ja wiem co ty robisz gdy ja śpię?
-Albo mi pamiątkę przywiozłaś z sanatorium. - i się śmieje, żartowniś, mać jego.
- O tak, pacanie - i T dostał poduchą w łeb.
- No już raz tak było, kupowanie podpasek, mydlenie oczu i niespodzianka pod choinkę.
Było tak, było, T dowiedział, że będziemy mieć drugie maleństwo w Wigilię. Miesiąc po tym jak ja się dowiedziałam. Co jak co - ale umiem trzymać jęzor za zębami! Czasami :P)
Ale do śmiechu mi nie jest. Bo nie wiem co jest, co dzieję się.
Oprócz tego, ze dzieci jadą na wycieczkę.
- A ja nie pojadę - rzekła córka ze łzami w oczach - bo będę daleko od ciebie i będę tęsknić ....
-Oj córuniu, jedziecie tylko na czas pobytu w przedszkolu. Będą tam zwierzaki i inne atrakcje i hot-doga zjecie. Nie martw się. Będzie fajnie.A ja po Ciebie przyjdę.
- Mamo, ale mów mi: kochana córeczko.
- Dobrze kochana córeczko.
Kochana córeczka z kochanym synkiem i kumplem synka latali po podwórku. Syn dostał zadanie -opiekę nad siostrą. Czas- 10 minut. Z balkonu widziałam jak pięknie uczą Młodą wspinać się na drzewo.
Zatęskniłam za dzieciństwem.
Jako dziecko było mnie pełno wszędzie i niemożna było ode mnie wyciągnąć jakichkolwiek zeznań. Byłam taka, jakie teraz moje dzieci są. A ja się dziwię. Ech.
- Nie twój interes - rodzina wciąż się z tego śmieje, jak odszczekałam się dziadkowi, a miałam 4-5 lat.
A teraz przez zasiedzenie skarżę się jak stara baba. Ha!
Ale to wszystko jest dla mnie nierealne. Dziwne jakieś.
Czasami czuję się jakbym stała na poboczu życia. Tu życie mknie, a ja stoję i patrzę.
Przestaję istnieć.
A propos niebytu to byłam z T na cmentarzu zapalić lampkę mojemu ojcu.
- Wiesz, ze matka chce zmienić nagrobek?
- Nie, nie mówiła mi nic. -odpowiedziałam zdziwiona.
- Mówiłem jej, ze płytę można poprawić, a ona, ze chce kupić nowy, podwójny.
- Ehe, chyba dla mnie.



