środa, 15 maja 2013

rozwałka

Ból kolana nie pozwala na sen. Jest 3.38. Szarpie, rwie, otwiera oczy. Mam dość. Siadam psychicznie.
T przyjechał z pracy.Wpadł na wieczór by być. Być ze mną. Nie prosiłam. Wyczuł.

Przyjechał też dla syna. Syn świetnie sobie radzi. Żałuje, ze do przedszkola nie może chodzić. Jest wesoły.
Najgorzej  wyszła matka. Pocieszamy ją. Ktoś też ją pocieszał:
- Proszę pani, przecież nic się nie stało. A co ma powiedzieć opiekunka, która zajmowała się 1,5 rocznym chłopcem. Chwila nie uwagi, dziecko zakrztusiło się. Jest teraz roślinką. Głupi przypadek ...

Małe pocieszenie, ale tragedia wielka. Zawsze może być gorzej.

Ból wyrywa. Czasem nawet wrzasnę. Przeszywa na wskroś.
Bomba wkręcona w imadło. Eksplozja. Mam dość.
Porzygałam się.
Obudziłam T
- Patrz, znowu krew......
Obudziłam T, bo już sama sobie nie dowierzam. Co jest?
Astma? Alergia? Gardło nie wyrabia? Pewnie tak ...


Dzisiaj rozmawiałam z "zakładem pracy". Wypełniają mi papiery do zasiłku rehabilitacyjnego.
- Pani to  zawsze taka energiczna,a tu ....

Debilne uczucie, gdy łzy same lecą. A lecą, bo tak czasami boli ....

Idę schować się w ramionach T. Wraz ze słońcem będę silna dla dzieci. Jak zwykle. Uśmiech, żart, lajt.


Ale są i takie właśnie noce ...kiedy wszystko wychodzi.




wtorek, 14 maja 2013

scenka z kuchni

Scenka z kuchni rodem :)


- To moja wina - rzekł syn jedząc śniadanie.
- Kochanie, niczyja wina, zaliczamy to jako przypadek, ok? a przypadki chodzą po ludziach. Bywa. Było minęło.
- Nooooo
- AUUUUUUU! - ryknęłam nieoczekiwanie.  Dziwne bóle przeszywają moje kolano. Buuuuuuu.....
- Umierasz? - zapytała się córka
- Tak, od twoich głupot - szybko odparował syn.


Siedzimy sobie w domku. Ja trenuję mięśnie. Synek głowę. Sam upomniał się o zadania.
- 5 razy 15? - zadałam kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi.
Chwila ciszy .....
- 75 - odpowiedział syn.
Oczy zrobiłam jak balon. Odfrunęłam dumna.
 - 11 razy 5?
- Proste, 55...

Co za koleś. Idę się kawy napić. By nie zemdleć.





poniedziałek, 13 maja 2013

wypadek syna

Poranna rozmowa z T na gadu
- Kur..mać, koleś jest w szpitalu, tak się wypieprzył, ze chyba będzie miał endoprotezę, Tak załatwia się kolano, a nie jak ty ...:)
- CO????
- Kolesiowi wyskoczył pies, wypieprzył się i leży w szpitalu. Rozpierdolka na maksa.
- O, żesz......

Chodzą przypadki po ludziach. Mój kanał to pikuś ....zatem nie marudzę.

A ja postanowiłam tydzień na lenistwie spędzić. Robić nie wiele. Spać i czytać jak dzieci są w przedszkolu. No i pedałować w ramach rehabilitacji.  Totalne lenistwo. W końcu należy mi się, bo zawsze coś ...Więc teraz czas na nic!


Pojechałam do przedszkola po dzieciaki. Matka też zajechała. Odwiecznie nam to robi - przyjeżdża nie proszona. Człowiek wchodzi i co? Dzieci nie ma, Babcia zabrała. Piana z pyska.
- Nie rób tego! Rozumiesz?! NIE RÓB TAK!!!!!A jeśli już to dzwoń! Rozumiesz?!!!!!!!!!!

Ale jak grochem o ścianę. Parę dni spokoju i znowu babcia zamienia się w kobietę niezastąpiona. I zabija pytaniem:
- I dlaczego jesteś taka nerwowa?! 
- A jak myślisz m a m u s i u ......

Dzisiaj spotkałyśmy się pod przedszkolem. Warknęłam.
- Znowu?!
Babcia wzięła syna na bagażnik. Warknęłam jeszcze raz, prosząc by tego nie robiła. Za słabo. Pojechali. Bo przecież wnusio chce ...
A my z córką poszłyśmy na piechotę. Prowadziłam swój rower.

Nagle z dala słyszę krzyk syna. Mega płacz. Darcie się. Jezu!!! Co jest?!?!!?! Skupisko ludzi. JEZUUUUUUUUU!!!!!!!!!!
Ani biec, bo jak? Tu noga, tu rower, a przede wszystkim córka. Płacz dobiegający moich uszów, zabijał. Widzę, ze rower leży, ludzie coś próbują robić. FUUUUUCK!!!!!!!!! CO JEST?!?!?!

- Młoda, coś się stało biegniemy!!!

Młoda puściła się te wpęd, ja kuśtykając skaczę, byle by szybciej, a płacz słychać coraz większy. Płacz?! Darcie się, ze aż ....moje serce ......nie mogę ...strach...jezu .......co się stało?...zamarcie ....zastygnięcie ...paraliż ...

Matka trzyma mego syna na rękach. Ten się wciąż drze. Odbieram go tuląc szpecę:
- Ciii moje kochanie, ciiiiiiii........już dobrze, skarbie, ciiiiiiii

Kurde, noga!!! Mega opuchnięta, odrapana......nie wygląda dobrze. Wygląda koszmarnie! Szlag!!!!!!!
Pewnie nogę wsadził w szprychy. Bo co? A tyle razy matce mówiłam, prosiłam......Kurwa jego mać!!!!!!!!! Chrzanić matkę - zabiję ją później.

Starszy się drze, nie słychać nic. Wciąż staram się go uspokoić, matka coś zaczyna mówić. I ludzie zebrani wokół. Widzę taxi.
- TAAAAXIIIII !!!!!!!!- drę się.
- Zatrzymać?! -zapytała się jakaś kobieta będąca świadkiem - bo to na pogotowie trzeba jechać
-Tak!- a zwracając się do matki syknęłam - zajmij córką!

Kobieta pojechała na rowerze złapała taksówkę zanim pasażerowie wysiedli. Co za przypadek...

Szpital. Pogotowie ratunkowe. Izba przyjęć. Wózek, rtg zdjęcie, izba przyjęć. Noga zwichnięta. Noga w szynie. Zalecenia: odciążenie nogi. Najlepiej kule pożyczyć.

- Bo mamo, bo my jesteśmy tacy sami, prawda?!
- Synku....kocham cię, wiesz?


13-tego......

Przeszła mi złość na matkę. Każdemu mogło się to zdarzyć. Pewnie też cierpi. I słusznie.
Zadzwoniłam z pogotowia.
- Babciu, nie martw się, będę żyć - syn był już rozbawiony. Udało mi się. Kocham ten jego uśmiech.


Syna noszę na rękach. Wniosłam go po schodach. Z ta swoją nogą, ale co tam. Chrzanić siebie-dziecko jest ważniejsze. Wiadoma rzecz.




Matka przyszła z córką. Taka smutna, zapłakana. Ma już swoją karę. Ale czy odzyska rozum?!

- Czy ty zaczniesz się mnie słuchać?! Mamo!!!! Do jasnej cholery!!!!!!!!



niedziela, 12 maja 2013

koncert muzyki poważnej

cd ...sanatorium....



Sztuka, niezależnie czy  kulinarna czy kulturalna najlepiej wchodzi po piwie.
Ale są miejsca, gdzie po piwie nie wchodzi się.
I nadszedł taki czas, ze pub zamieniłam na salę teatralną.
Poszłam na wieczór fortepianowy. Na scenę wyszła długonoga blondi.W czerwonej kreacji.
Szok -nie jakiś pryszczaty facet na patyczkowatych nogach z nieśmiały uśmiechem, tylko niezła laska.
I zagrała. O ja cię pierdzielę ....

Chopin- jakieś tam B-mole rwały się spod klawiszy.

https://www.youtube.com/watch?v=6LvHkB-Vu9s

Gdybym żyła w czasach Fryderka mogłabym wtopić w takim grajku. Medialna nuda, a tu proszę - koleś wymiata do stargania duszy. I ma niezłe palce .Takie wyrobione. Więc Fryderyk kobiety miał, tylko te miłości były nieszczęśliwe. Więc naparzał w klawiaturę.
Gdy umarł, serce mu wycięto. I słusznie. W tamtych czasach zdarzało się chować ludzi na żywca.

Ja chcę by mnie spalono. Zgarnijcie organy, piec i spoko. Nie wyobrażam sobie by banda robali panoszyła się w moich kichach. Imprezka na lajcie, ale nie u mnie.







Mussorgsky- Obrazki z wystawy

Ciekawa jest historia powstania utworu.....Modest zapatrzył się w dzieła swojego kumpla. A że kumpel nie żył, to Modest nagle wykminił, ze obrazki ujmie w dźwięki. Tak się wzruszył.Śmierć otwiera oczy i duszę. I tak powstał jego najsłynniejszy utwór. Po trupie.
Z kolei Ravel jak usłyszał tą kompozycję to  przerobił na orkiestrę.
Dzieło gotowe. Wybitne.
Prosty przepis na sukces - mieć talent i duszę.


A potem usłyszałam Lutosławskiego, granego z racji Roku Lutosławskiego. Na szczęście krótko. Bo jego muza jest niczym kwas solny na cewki nerwowe. Tutaj wymiękłam. Hardcore muzyku poważnej. Chyba tylko dla maniaków. Co za schiza, ja pierdzielę.


Nie mniej jednak wieczór nakręcił mnie. Wysłałam sms do T :

- Dlaczego nie bywamy w filharmonii?!







No właśnie. Człowiek nie robi tylu fajnych rzeczy.






---------
Beata Bilińska- cyt. " jest jedną z najciekawszych postaci polskiej pianistyk"     http://www.bilinska.pl/recenzje.php

https://www.youtube.com/watch?v=MD6xMyuZls0&list=RD024QB7ugJnHgs



impressskofo

Wczoraj poszłam z córką na plac zabaw, by pograć w piłkę. To sobie pobiegałam....Tup, tup, tup...Bleeeeee....Okropne uczucie nie móc biec. Ale mam nogę, no nie...
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!



Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.

- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...

Na co córka rzuciła słowem:

- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!

I dostali ataku śmiechu.


-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.

I znowu ryk. Ha, ha, ha ....



 Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.


-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za  agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.

Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu

Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.

Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana  rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
 - To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
 - Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......




Wieczorem dzieciaki obejrzały



i poszły spać do "wioski indiańskiej".



Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.

Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha


sobota, 11 maja 2013

bo palenie szkodzi

Palenie papierosów jest szkodliwe. Dorośli o tym wiedzą i palą, a dzieci nie wiedzą i nie palą. Ale od każdej zasady są wyjątki  i bywa na odwrót. Bądź różnie.Jak to w życiu. Jest jak jest. Bo jest.

Syn jest przeciwnikiem palenia i słusznie. Moją kumpelę zabił krytyką. By zapalić, musiała pójść do lasu. Jednym słowem: musiała zejść Starszemu z oczu.

- Chcesz mieć raka, co? Chcesz umrzeć?




Sobotnie popołudnie. Leniwy, rodzinny spacer do cukierni. Babcia z dziećmi poszła przodem, a my z tyłu, gdzieś za rogiem zapalamy papierosa, bo chciało nam się trucizny okrutnie. Ale cudownie ...
Niestety Babcia szła zbyt leniwie i z daleka wpadliśmy w przestrzeń widzenia syna. Daliśmy ostro po hamulcach, ale to nas nie uratowało. Dojrzała nas nasza Bestia. Ups ...


- Babciu, a oni palili papierosy!
- Kto?
- No rodzice! A mówili, ze nie palą. kłamcy jedni. Już ja z nimi porozmawiam, co oni sobie myślą. Tak kłamać?
- Ale twoi rodzice nie palą.
- I ty jeszcze kłamiesz? Przestań, widziałem. Już ja im pokaże....


Lody zamroziły pamięć. Nie oberwało nam się. Za to pilnujemy się niczym agenci KGB w  Białym Domu.
Wiem, czas rzucić.
Ale póki co trenuję na ubraniu. Przed mężem. Tyle potrafię rzucić.A i tak nie za daleko.





piątek, 10 maja 2013

sanatorium

c.d. sanatorium ...



W jakimś dziwnym splocie wydarzeń poznałam Jasia. Jaś kocha swoje dorosłe dzieci. Żony już nie. Żona  na kolejną rocznice ślubu przywiozła mu w prezencie mężczyznę. Spakowała się i odeszła. Mężczyzna śmiertelnie zachorował, żona płacze, Jaś płakać nie przestał.
Jaś zaczął latać. Ta pasja trzyma go przy życiu. Lot samolocikiem nad górami, któż by nie chciał? Ja chciałam. Dałam Jasiowi telefon, by zadzwonił po operacji. On tak zarabia na życie, ja chcę polatać. Czysta, jasna transakcja.
- Zaproszę cie z całą rodziną.
-Super! Inaczej nie jadę. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Słuchałem twoich słów. Inni mówili o imprezach, a ty o dzieciach, mężu. Ujmujące.
-Cóż nudna jestem i tyle. To mój świat, za którym tęsknię ...
- Ja też. Kocham swoje córki najbardziej na świecie.
Jasiu  w rozmowie przyznał, ze nie był w parku, nie widział krajobrazu. Zdziwiłam się:
- Naprawdę? Nie wierzę!
- A jednak, nie miałem potrzeby. Ani towarzystwa.
Czasami lubię zbawiać świat. Podjęłam się i tej misji. Wyciągnęłam Jasia na spacer. W końcu fajnie nam się rozmawiało pomimo znaczącej różnicy wieku.Jaś urzeczony przyrodą deklamował wiersze. Śpiewał Okudżawę. Interesująca postać.
- Dziękuję ci mój aniele, czarny aniele za spacer.
- Nie ma Jasiu za co. Piękno trzeba zauważać, a nie chować się w ścianach pokoju.
- A wiesz, ze ja z ręki wróże? Chcesz?
- Ale zaskakujesz. Jeśli możesz to proszę ...

Na drugi dzień Jaś poprosił mnie o towarzystwo do restauracji. Na kawę. Między wizytą u fryzjera, a wyjściem na piwo miałam 2 godziny wolnego czasu. Poszliśmy. Lubie słuchać o lataniu. ale okazało się, ze ktoś odleciał ....I to  za bardzo ...
Kawa zamieniała się w  johnny walker'a. Piłam jasia wędrowniczka z Jasiem. Jaś grał na fortepianie. Grał Szopena. To nic, ze siedzące niedaleko dziewczyny szybko zjadły rosół i uciekły ze śmiechem. Ja czułam się podobnie. Jakby wrzucono mnie w sam środek surrealizmu. Groteska. Powstrzymywałam śmiech kiwając głową - no nie wierzę. A Jasiu grał najlepiej jak umiał. Na rozstrojonym fortepianie.Czerwona lampka zapaliła się. Za późno.


takich rzeczy nie robię, ale kto by uwierzył?!



(Potem do tej restauracji przyszłam z rodziną - kelnerki mina była nieziemska. Zastanawiałam się, czy pomóc jej podnieść szczękę. Pozory mylą, a ludzie widzą to co chcą widzieć. Trudno. ......ps przepraszam za autoreklamę, ale jestem osobą specyficzną .....cokolwiek to znaczy, mnie się nie zapomina, tak mówią inni, więc powtarzam to co słyszę -plotkując na swój temat:D;P))



A potem dostałam sms:

Nigdy o Tobie nie zapomnę
w moich marzeniach będziesz TY
ja często miła wracam do wspomnień
a tym wspomnieniem będziesz Ty.
Choć nie wiem może co to miłość
lecz wiem co to są łzy 
w mym sercu wszystko się zmieniło
a tym powodem jesteś Ty

Zatkało mnie. Cholera, rozmowa o lataniu, sztuce, dzieciach. A on, co? 

Nie zdążyłam się odetkać. 

Dlaczego milczysz mój czarny aniele?

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! A co mam powiedzieć?!
Zamilkłam.

Chowam cycki w garbie, nogi w spodniach a wrażliwość za arogancją. Nie czaruję facetów, a tym bardziej tych, co są w grobie jedną nogą! Rety!
Co jest?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


A jest kolejny sms:


Choć mieszkasz ode mnie daleko 
i wiele dzieli nas dróg
to moje serce blisko Twego
słyszę jak puka, puk, puk
otwartym oknem dzień skrada się
odgania wszystkie moje sny
i witasłońce Ciebie i mniebo wie co to jest
śmiech przez łzy.




 Dlatego nie warto wierzyć ludziom, których się nie zna. Mówią o sobie to, co chcą powiedzieć. A rzeczywistość jest inna. Naprawdę. Patrzcie przez palce na słowa jakie do Was płyną.





cdn.



dom




Wygłupy z dzieciakami należą do tych chwil, które uwielbiam. Zresztą, która matka tego nie lubi?
Córka wycałowała mi całusami serce na policzku. stwierdziwszy przy okazji:
-Mamo, ty nie jesteś stara, bo masz twardą skórę!
Uśmiałam się. Krótki przepis na stwierdzenie starości. Jeszcze trzymam się! Wspaniale!Uffff...
Syn za to kazał zrobić sobie porcję pierdziochów. Poczytać książkę. Dzisiaj pochwalił się swoim zadaniem.

Brawo, Synu!!!! Gościu wymiata swoim mózgiem. Niewiele dzieciaków rozwiązało ten tekst bezbłędnie. Dla syna to zbyt proste.

- Chciałbym obliczyć nieskończoność ......

A ja, matka, marzę czasami o szarlotce. Z bitą śmietaną. No cóż, z wiekiem przyjdzie mi udawać głuchą, by nie wyjść na głupią ...



Fajnie jest być w domu. choćby Maluchy darłyby się jak oparzone:
- Mamooooooooo! A on mnie bijeeeeeeeeeeee........
- A wcale, że nieeee!!! to ona zaczynaaaa!!!!!!!!
Ech ......
- Czy ja mam wam poodgryzać szyje?!


:)




czwartek, 9 maja 2013

psy z wieży

Pogoda sprzyja spacerom, więc z dzieciakami idę tu i tam. Jeżdżę rowerem zaciskając zęby. Tyłek też boli.(od siodełka, a nie po sanatorium! :P)
Spotykam sąsiadów, znajomych. Jak to na osiedlu małego miasta. Ludzie jeszcze z sobą rozmawiają. To miłe. A ja chętnie gadam. Skoro nie mogę przebierać nogami to przebieram szczęką.


- Jak tam noga?! Jest lepiej?

- Niestety nie, nie jest dobrze......-polska odpowiedź musi być.

I wtedy pada większość komentarzy w stylu, że to dziwne bądź niewiarygodne widzieć mnie kulejącą, ze ...taka osoba energiczna i .....no, nie pasuje, to nie ja. A co ja mam powiedzieć? Że mam ochotę zabić się, ale ..dzieci ....
Czytałam:
Rozumiałam Lexy i jej stosunek do odejścia ...wentyl bezpieczeństwa ......jeden krok i spokój ....

Nawet T skwitował nasz spacer:

- Nie jestem przyzwyczajony, ze idziesz za mną ...

Cyganskie małżeństwo - samiec przodem ....


W sanatorium miałam sen. Syn biegał po parku krzycząc:
- Mamo!!! goń mnie!!!!
A ja stałam, stałam i nie mogłam kroku zrobić. Chciałam pobiec, jak kiedyś  i....nie mogłam.....
Obudziłam się ...pełna niemocy.

Łzy.
Są chwile, kiedy trzeba sobie na  nie pozwolić ....są chwile, kiedy one sobie pozwalają ...






[...] ja właśnie płakałem. Nie po wierzchu. Czułem coś takiego, jakby z drugiej strony moich oczu łzy do wewnątrz mnie spływały. Doświadczył pan może takiego płaczu?

                                                                                                                       Wiesław Myśliwski
                                                                                                                  Traktat o łuskaniu fasoli




https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=4y7pIPkMhbk#!



sanatorium

sanatorium, opowieści ciąg dalszy..


Wychodzę spod prysznica a w moim pokoju stoi jakaś postać. Krzyknęłam nieziemsko wystraszona zagłuszając słowa, które padły od istoty:
- Przepraszam bardzo, proszę się nie wystraszyć.

Ale wystraszyłam się! Naprawdę! Pani przyszła, by jednak spróbować przespać się ze mną. W jednym pokoju, nie w łóżku. O, żesz, jednak plan mój boski nie wypalił. Cholera, mogłam powiedzieć, ze puszczam bąki i to straszliwe.......grrrrrr
- Ależ proszę, zapraszam. - odpowiedziałam nawet miło, bo i co miałam robić?!

Rozmowa się nawet kleiła. Zanurkowałyśmy w książki. Nić porozumienia zaczynała istnieć.

Rano.

- Dziękuję za wspólną noc.
- Co? - zaczęłam się śmiać - ahahahaha, ale to zabrzmiało ahahahaha... jeszcze żadna babka mi za noc wspólną nie dziękowała. Zaczyna być bosko!
- Ahahahahaha, to ja ci dziękuję ....hahahahaha
- Ależ proszę ......hahahahhaa


Okazało się, ze nie chrapię i Blondi zamieszkała ze mną. No i dobrze. Samotność podkręca świra, więc towarzystwo było fajną równowagą. Bo co jak co, ale dobrze mi to robiło. Nie wspólne noce, tylko towarzystwo!.:P

Stołówka. Siedziałam przy jednym stoliku  z Ludwisią, kobietą około 70-tki.
- A czemu nie jesz flaczków?!
- A to można zjeść?! Hahahaha, nie lubię. Zjadłam już 2 kromki, wystarczy jak dla mnie.
- Naprawdę? To mogę zjeść za ciebie?
- Proszę.
Miała nieziemski apetyt. I na jedzenie jak i na życie. Ludwisia potrafiła wciągnąć dwa talerze zupy, czasami i moje drugie danie. Śniadania i kolacje też koncertowo były wcinane. Nie wierzyłam, ze tyle można zjeść. I babka kochała tryb życia aktywnego - latała na basen, na rower. Zakręcona mega.
-Oj, Artuniu jedz, bo ci sił zabraknie, zobaczysz. Te ćwiczenia i zabiegi naprawdę dają w kość.
- To jak dadzą to zjem, ale teraz nie mam jakoś ochoty.

W sumie załapałam jakąś zamułę - tęsknota za T, dziećmi. Kolanowe myśli przeplatały się z ogólną niechęcią do wszystkiego.

Zadzwoniłam do T. Syn stracił zęba. Prawie sam wyrwał. Młoda szaleje na rowerku.

- Zazdroszczę ci, ze możesz je przytulić, wycałować, być z nimi......
- No to teraz odpocznij, nie marudź, baw się dobrze.


Czekam wraz z grupką ludzi na zajęcia. Przyszedł Tadziu:
- Oj, Artuniu, powiem pani, zebyś siedziała na mnie. O niczym innym nie marzę...
Wbiło mnie w krzesło. Głowę do tyłka sobie wsadził, czy co?
- A tobie to co? Zupka zaszkodziła? Zluzuj T a d z i u....
Popatrzył. Uśmiechnął się. Zamknął się, ale tylko na chwilę. Jak weszliśmy do sali znowu zaczął. Ryknął na całą salę.
 - Artuniu, ty wiesz co ...
- Tak wiem - krzyknełam - czy jest tu psychiatra? Ten pan wymaga pomocy.
Reszta zachichotała.
Nie pomogło. Facet do mnie po zajęciach podchodzi i zaczyna bajerę o pozycjach seksualnych.
Para uszami mi poszła, aż zwęziło mi oczy. Wysyczałam przez zęby:
- Słuchaj, nie życzę sobie takich gadek do mnie ani insynuowania, że jesteśmy znajomymi. Rozumiesz?! Nie życzę sobie. Jeszcze raz odezwiesz się w ten sposób, to naprawdę się wkurwię i będziesz miał problemy. Chcesz tego?
 - Ale ja żartowałem, przepraszam.
- To nie żartuj sobie. Najlepiej odwal się ode mnie. I niech jeszcze jedno słowo padnie w moją stronę to nie ręczę za siebie.

Poskutkowało. Tadziu się nafoszył. Na drugi dzień przepraszał jeszcze. Po czym znalazł nową ofiarę. A nawet więcej .. Podobno trzy kobiety zgłosiły do pielęgniarek, że są molestowane przez Tadzia.
Tadziu od rana do wieczora pił. Palił w pokoju, pomimo zakazu. Generalnie czuł się jak w domu. Do domu też dzwonił, bo jak się okazało miał żonę. Miło z nią rozmawiał:
- Kurwo ty jedna, jest rano a ty bełkoczesz ......
Jak się porządnie nawalił to albo o północy latał po pokoju z mopem rzekomo sprzątając pokój, bo przecież mieszka z brudasami, albo próbował owy pokój zdemolować. Chłopaki z pokoju nie wytrzymali. Sami wezwali pielęgniarkę. Wizyta u lekarza otrzeźwiła na moment Tadzia. W końcu mógłby rentę stracić.


cdn. :D:D:D