sanatorium, opowieści ciąg dalszy..
Wychodzę spod prysznica a w moim pokoju stoi jakaś postać. Krzyknęłam nieziemsko wystraszona zagłuszając słowa, które padły od istoty:
- Przepraszam bardzo, proszę się nie wystraszyć.
Ale wystraszyłam się! Naprawdę! Pani przyszła, by jednak spróbować przespać się ze mną. W jednym pokoju, nie w łóżku. O, żesz, jednak plan mój boski nie wypalił. Cholera, mogłam powiedzieć, ze puszczam bąki i to straszliwe.......grrrrrr
- Ależ proszę, zapraszam. - odpowiedziałam nawet miło, bo i co miałam robić?!
Rozmowa się nawet kleiła. Zanurkowałyśmy w książki. Nić porozumienia zaczynała istnieć.
Rano.
- Dziękuję za wspólną noc.
- Co? - zaczęłam się śmiać - ahahahaha, ale to zabrzmiało ahahahaha... jeszcze żadna babka mi za noc wspólną nie dziękowała. Zaczyna być bosko!
- Ahahahahaha, to ja ci dziękuję ....hahahahaha
- Ależ proszę ......hahahahhaa
Okazało się, ze nie chrapię i Blondi zamieszkała ze mną. No i dobrze. Samotność podkręca świra, więc towarzystwo było fajną równowagą. Bo co jak co, ale dobrze mi to robiło. Nie wspólne noce, tylko towarzystwo!.:P
Stołówka. Siedziałam przy jednym stoliku z Ludwisią, kobietą około 70-tki.
- A czemu nie jesz flaczków?!
- A to można zjeść?! Hahahaha, nie lubię. Zjadłam już 2 kromki, wystarczy jak dla mnie.
- Naprawdę? To mogę zjeść za ciebie?
- Proszę.
Miała nieziemski apetyt. I na jedzenie jak i na życie. Ludwisia potrafiła wciągnąć dwa talerze zupy, czasami i moje drugie danie. Śniadania i kolacje też koncertowo były wcinane. Nie wierzyłam, ze tyle można zjeść. I babka kochała tryb życia aktywnego - latała na basen, na rower. Zakręcona mega.
-Oj, Artuniu jedz, bo ci sił zabraknie, zobaczysz. Te ćwiczenia i zabiegi naprawdę dają w kość.
- To jak dadzą to zjem, ale teraz nie mam jakoś ochoty.
W sumie załapałam jakąś zamułę - tęsknota za T, dziećmi. Kolanowe myśli przeplatały się z ogólną niechęcią do wszystkiego.
Zadzwoniłam do T. Syn stracił zęba. Prawie sam wyrwał. Młoda szaleje na rowerku.
- Zazdroszczę ci, ze możesz je przytulić, wycałować, być z nimi......
- No to teraz odpocznij, nie marudź, baw się dobrze.
Czekam wraz z grupką ludzi na zajęcia. Przyszedł Tadziu:
- Oj, Artuniu, powiem pani, zebyś siedziała na mnie. O niczym innym nie marzę...
Wbiło mnie w krzesło. Głowę do tyłka sobie wsadził, czy co?
- A tobie to co? Zupka zaszkodziła? Zluzuj T a d z i u....
Popatrzył. Uśmiechnął się. Zamknął się, ale tylko na chwilę. Jak weszliśmy do sali znowu zaczął. Ryknął na całą salę.
- Artuniu, ty wiesz co ...
- Tak wiem - krzyknełam - czy jest tu psychiatra? Ten pan wymaga pomocy.
Reszta zachichotała.
Nie pomogło. Facet do mnie po zajęciach podchodzi i zaczyna bajerę o pozycjach seksualnych.
Para uszami mi poszła, aż zwęziło mi oczy. Wysyczałam przez zęby:
- Słuchaj, nie życzę sobie takich gadek do mnie ani insynuowania, że jesteśmy znajomymi. Rozumiesz?! Nie życzę sobie. Jeszcze raz odezwiesz się w ten sposób, to naprawdę się wkurwię i będziesz miał problemy. Chcesz tego?
- Ale ja żartowałem, przepraszam.
- To nie żartuj sobie. Najlepiej odwal się ode mnie. I niech jeszcze jedno słowo padnie w moją stronę to nie ręczę za siebie.
Poskutkowało. Tadziu się nafoszył. Na drugi dzień przepraszał jeszcze. Po czym znalazł nową ofiarę. A nawet więcej .. Podobno trzy kobiety zgłosiły do pielęgniarek, że są molestowane przez Tadzia.
Tadziu od rana do wieczora pił. Palił w pokoju, pomimo zakazu. Generalnie czuł się jak w domu. Do domu też dzwonił, bo jak się okazało miał żonę. Miło z nią rozmawiał:
- Kurwo ty jedna, jest rano a ty bełkoczesz ......
Jak się porządnie nawalił to albo o północy latał po pokoju z mopem rzekomo sprzątając pokój, bo przecież mieszka z brudasami, albo próbował owy pokój zdemolować. Chłopaki z pokoju nie wytrzymali. Sami wezwali pielęgniarkę. Wizyta u lekarza otrzeźwiła na moment Tadzia. W końcu mógłby rentę stracić.
cdn. :D:D:D
Wychodzę spod prysznica a w moim pokoju stoi jakaś postać. Krzyknęłam nieziemsko wystraszona zagłuszając słowa, które padły od istoty:
- Przepraszam bardzo, proszę się nie wystraszyć.
Ale wystraszyłam się! Naprawdę! Pani przyszła, by jednak spróbować przespać się ze mną. W jednym pokoju, nie w łóżku. O, żesz, jednak plan mój boski nie wypalił. Cholera, mogłam powiedzieć, ze puszczam bąki i to straszliwe.......grrrrrr
- Ależ proszę, zapraszam. - odpowiedziałam nawet miło, bo i co miałam robić?!
Rozmowa się nawet kleiła. Zanurkowałyśmy w książki. Nić porozumienia zaczynała istnieć.
Rano.
- Dziękuję za wspólną noc.
- Co? - zaczęłam się śmiać - ahahahaha, ale to zabrzmiało ahahahaha... jeszcze żadna babka mi za noc wspólną nie dziękowała. Zaczyna być bosko!
- Ahahahahaha, to ja ci dziękuję ....hahahahaha
- Ależ proszę ......hahahahhaa
Okazało się, ze nie chrapię i Blondi zamieszkała ze mną. No i dobrze. Samotność podkręca świra, więc towarzystwo było fajną równowagą. Bo co jak co, ale dobrze mi to robiło. Nie wspólne noce, tylko towarzystwo!.:P
Stołówka. Siedziałam przy jednym stoliku z Ludwisią, kobietą około 70-tki.
- A czemu nie jesz flaczków?!
- A to można zjeść?! Hahahaha, nie lubię. Zjadłam już 2 kromki, wystarczy jak dla mnie.
- Naprawdę? To mogę zjeść za ciebie?
- Proszę.
Miała nieziemski apetyt. I na jedzenie jak i na życie. Ludwisia potrafiła wciągnąć dwa talerze zupy, czasami i moje drugie danie. Śniadania i kolacje też koncertowo były wcinane. Nie wierzyłam, ze tyle można zjeść. I babka kochała tryb życia aktywnego - latała na basen, na rower. Zakręcona mega.
-Oj, Artuniu jedz, bo ci sił zabraknie, zobaczysz. Te ćwiczenia i zabiegi naprawdę dają w kość.
- To jak dadzą to zjem, ale teraz nie mam jakoś ochoty.
W sumie załapałam jakąś zamułę - tęsknota za T, dziećmi. Kolanowe myśli przeplatały się z ogólną niechęcią do wszystkiego.
Zadzwoniłam do T. Syn stracił zęba. Prawie sam wyrwał. Młoda szaleje na rowerku.
- Zazdroszczę ci, ze możesz je przytulić, wycałować, być z nimi......
- No to teraz odpocznij, nie marudź, baw się dobrze.
Czekam wraz z grupką ludzi na zajęcia. Przyszedł Tadziu:
- Oj, Artuniu, powiem pani, zebyś siedziała na mnie. O niczym innym nie marzę...
Wbiło mnie w krzesło. Głowę do tyłka sobie wsadził, czy co?
- A tobie to co? Zupka zaszkodziła? Zluzuj T a d z i u....
Popatrzył. Uśmiechnął się. Zamknął się, ale tylko na chwilę. Jak weszliśmy do sali znowu zaczął. Ryknął na całą salę.
- Artuniu, ty wiesz co ...
- Tak wiem - krzyknełam - czy jest tu psychiatra? Ten pan wymaga pomocy.
Reszta zachichotała.
Nie pomogło. Facet do mnie po zajęciach podchodzi i zaczyna bajerę o pozycjach seksualnych.
Para uszami mi poszła, aż zwęziło mi oczy. Wysyczałam przez zęby:
- Słuchaj, nie życzę sobie takich gadek do mnie ani insynuowania, że jesteśmy znajomymi. Rozumiesz?! Nie życzę sobie. Jeszcze raz odezwiesz się w ten sposób, to naprawdę się wkurwię i będziesz miał problemy. Chcesz tego?
- Ale ja żartowałem, przepraszam.
- To nie żartuj sobie. Najlepiej odwal się ode mnie. I niech jeszcze jedno słowo padnie w moją stronę to nie ręczę za siebie.
Poskutkowało. Tadziu się nafoszył. Na drugi dzień przepraszał jeszcze. Po czym znalazł nową ofiarę. A nawet więcej .. Podobno trzy kobiety zgłosiły do pielęgniarek, że są molestowane przez Tadzia.
Tadziu od rana do wieczora pił. Palił w pokoju, pomimo zakazu. Generalnie czuł się jak w domu. Do domu też dzwonił, bo jak się okazało miał żonę. Miło z nią rozmawiał:
- Kurwo ty jedna, jest rano a ty bełkoczesz ......
Jak się porządnie nawalił to albo o północy latał po pokoju z mopem rzekomo sprzątając pokój, bo przecież mieszka z brudasami, albo próbował owy pokój zdemolować. Chłopaki z pokoju nie wytrzymali. Sami wezwali pielęgniarkę. Wizyta u lekarza otrzeźwiła na moment Tadzia. W końcu mógłby rentę stracić.
cdn. :D:D:D
hahahah tadziu rządzi hahahahah
OdpowiedzUsuńpoczekaj na opowieść o Jasiu- dla niego jestem aniołem, jego czarnym aniołem ......:)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze to rozegrałaś:)Co za natręt,masakra.
OdpowiedzUsuńzagubiona
a to tego brzydki!!!! i stary!!!!!!!!!!!! fuj!
OdpowiedzUsuń:DDDDDDDDDDD
Niedobrze mi:)
Usuńzagubiona
:DDDDDDDDDD
OdpowiedzUsuń