Scenka z kuchni rodem :)
- To moja wina - rzekł syn jedząc śniadanie.
- Kochanie, niczyja wina, zaliczamy to jako przypadek, ok? a przypadki chodzą po ludziach. Bywa. Było minęło.
- Nooooo
- AUUUUUUU! - ryknęłam nieoczekiwanie. Dziwne bóle przeszywają moje kolano. Buuuuuuu.....
- Umierasz? - zapytała się córka
- Tak, od twoich głupot - szybko odparował syn.
Siedzimy sobie w domku. Ja trenuję mięśnie. Synek głowę. Sam upomniał się o zadania.
- 5 razy 15? - zadałam kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi.
Chwila ciszy .....
- 75 - odpowiedział syn.
Oczy zrobiłam jak balon. Odfrunęłam dumna.
- 11 razy 5?
- Proste, 55...
Co za koleś. Idę się kawy napić. By nie zemdleć.
- To moja wina - rzekł syn jedząc śniadanie.
- Kochanie, niczyja wina, zaliczamy to jako przypadek, ok? a przypadki chodzą po ludziach. Bywa. Było minęło.
- Nooooo
- AUUUUUUU! - ryknęłam nieoczekiwanie. Dziwne bóle przeszywają moje kolano. Buuuuuuu.....
- Umierasz? - zapytała się córka
- Tak, od twoich głupot - szybko odparował syn.
Siedzimy sobie w domku. Ja trenuję mięśnie. Synek głowę. Sam upomniał się o zadania.
- 5 razy 15? - zadałam kolejne pytanie, nie oczekując odpowiedzi.
Chwila ciszy .....
- 75 - odpowiedział syn.
Oczy zrobiłam jak balon. Odfrunęłam dumna.
- 11 razy 5?
- Proste, 55...
Co za koleś. Idę się kawy napić. By nie zemdleć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz