Wczoraj poszłam z córką na plac zabaw, by pograć w piłkę. To sobie pobiegałam....Tup, tup, tup...Bleeeeee....Okropne uczucie nie móc biec. Ale mam nogę, no nie...
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!
Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.
- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...
Na co córka rzuciła słowem:
- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!
I dostali ataku śmiechu.
-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.
I znowu ryk. Ha, ha, ha ....
Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.
-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.
Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu
Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.
Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
- To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
- Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......
Wieczorem dzieciaki obejrzały
i poszły spać do "wioski indiańskiej".
Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.
Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha
Ale za to ja Młoda kopie piłkę! - czysta poezja sportowa!
Syn, przy obiedzie, nieoczekiwanie oderwał się od talerza, po czym siadł pod stołem.
- A teraz zacznę świrować - zapowiedział z dziką radością w głosie, po czym zaczął smęcić - nieee chcęęę jeść, nie chcę nic, nie będę się słuchać ....nie będę grzeczny ... będę krzyczeć ....mam wszystko w nosie ...
Na co córka rzuciła słowem:
- Starszy, a ty chcesz mamę wkurzyć?!
I dostali ataku śmiechu.
-Mam pomysł - Młoda załapała klimat - ja wiem, dzisiaj nie będziemy mamy słuchać.
I znowu ryk. Ha, ha, ha ....
Pojechaliśmy do teściów. Zaległe życzenia z zaległych imprez. Już się cieszę. Merdam ogonkiem po prostu.
-Za agresywnie jeździsz! Pada deszcz, masz zimowe opony, nie masz abs - zaczął marudzić T - za agresywnie jeździsz jak na ten samochód, rozumiesz?!
- To zmień mi w końcu auto. To takie proste.
Faceci!, alfa i omega jazdy samochodem. Nic tak nie wkurza jak takie trucie. Ja i agresywna jazda?! Ta gadka sprowokowała mnie do odpowiedniej jazdy. Na światłach ruszyłam z piskiem opon. Zadziałało. Rozumiem, że trudno być pasażerem jak się jest kierowcą, ale ..noż kurde ....T miał szczęście, ze jechały z nami dzieci, hahahaha....więc obyło się bez dreszczyka emocji.
Choć pewnie T ma rację - lubię pohulać, a za bardzo nie mogę. 130 max, buuuuuuuuu
Jako kierowca nie piję. A co! Taki bajer. Zasnęłam więc. Tak po prostu. Monotonne gadki, monotonne myśli, monotonny deszcz, monotonia dnia .....chr, chr, chr ....chraaaaaa....
I super.
Jak uszy nie słyszą to usta nie komentują.
Trudno jest mi przejść w milczeniu, gdy słyszę jak w czyimś słowie jest naciągana rzeczywistość. Jak rzeczywistość odbiega od wypowiadanego słowa. Nie wiem po co ludzie kłamią, idealizują ...Nie moja brocha, ale działa to na mnie jak płachta na byka. Po co komu bajki? I wydmuchiwanie własnego ego?
Ale na co i komu prawda ma?! Ha, ha, ha ...
Obudził mnie tekst:
- To ja nauczyłam wnuka jeździć na dwóch kółkach.
O, Jezuuuuuuu......
A prawda jest taka, że syn poprosił T
- Tato odkręć mi te kółka.
Wsiadł na rower i pojechał. Zuch chłopak!
Takie piękne chwile mnie ominęły, gdy byłam w sanatorium. A że to było na podwórku u teściów to i nauczyła go teściowa jeździć, hahahaha......
Wieczorem dzieciaki obejrzały
i poszły spać do "wioski indiańskiej".
Ale Młoda,zanim zasnęła, zdążyła wycałować mi serduszko na policzku.
Pedałując na rowerku uśmiecham się - będzie dobrze.
W końcu żyję się dla tych paru pięknych chwil ..........hahahaha


















