Syn dzisiaj od samego rana miał focha. Nie chciał stawać na nodze. Bo rana boli. Bo ...Czasami nie chce mi się słuchać. By nie zabić.
- Rób jak uważasz, a ja tam się w życiu nie poddaję - rzuciłam sobie przez ramię i zaszyłam się w gazecie.
Niech rysuje, cieniarz jeden i se mruczy pod nosem. W nosie to mam. No zezłościł mnie ....Obym nie wybuchła!
Zadzwoniła mama, że zaprasza na kawę, że sernik gotowy.
- Idziesz ze mną czy sam zostajesz?
- Idę - wyrwało się synowi - bo wiesz mamo, ciebie też boli a chodzisz.
O! coś jednak przemyślał. Wow! I to jak!
Poszliśmy na sernik. Mamusi nawet śniadanko zrobiłam. Co jak co, ale kanapki mi wychodzą. Fajnie jest sprawić komuś przyjemność.
Pik, pik, telefon.
sms - Pozdrawiam. Proboszcz
odp - Pozdrawiam. Zakonnica
sms - Tęsknię za Siostrą.
odp. -O, Boże ...;P
Sanatoryjne znajomości wciąż do śmiechu doprowadzają. Kurczę, fajnie było...
Syn rozkręcił się. W trójkę poszliśmy na plac zabaw. Dzieciaki grały w piłkę, wspinały się. Musiałam syna hamować słowem, co by nogi nie przeforsował. Z płotu chciał skakać! Pokazał mi Biegnącego Stefana, hahahaha i w ogóle wygłupiał się na maksa.
Uf, jest dobrze. Ulga niesamowita. Przynajmniej jego noga wraca do formy. I humor.
Kolacja. Siedzimy przy stole.
-Dziękuje mamusiu, że siadłaś koło mnie - powiedziała córa.
Bo ja nie mogę sobie siąść, gdzie chcę. Musze koło niej. Jak nie zapomnę. A jak zapomnę jest wrzask. A tu proszę jakie miłe słowa. No, no no ...
- Młoda ale jakbyś siadła tutaj to byś siedziała między nami, chcesz?!
- Chcę!
Syn wstał, odsunął krzesło dla siostry mówiąc:
- Proszę.
- Dziękuję - odpowiedziała Młoda siadając między nami.
I nawet nie marudzili, ze zupa za gorąca!
Dzieciaki potrafią zaskakiwać! I nie dostali piłką ode mnie po głowie!!!! Oj nie!!! Mówiąc zwyczajnie - czasami kopara mi opada. Te dzieci są moje?!
;P
- Rób jak uważasz, a ja tam się w życiu nie poddaję - rzuciłam sobie przez ramię i zaszyłam się w gazecie.
Niech rysuje, cieniarz jeden i se mruczy pod nosem. W nosie to mam. No zezłościł mnie ....Obym nie wybuchła!
Zadzwoniła mama, że zaprasza na kawę, że sernik gotowy.
- Idziesz ze mną czy sam zostajesz?
- Idę - wyrwało się synowi - bo wiesz mamo, ciebie też boli a chodzisz.
O! coś jednak przemyślał. Wow! I to jak!
Poszliśmy na sernik. Mamusi nawet śniadanko zrobiłam. Co jak co, ale kanapki mi wychodzą. Fajnie jest sprawić komuś przyjemność.
Pik, pik, telefon.
sms - Pozdrawiam. Proboszcz
odp - Pozdrawiam. Zakonnica
sms - Tęsknię za Siostrą.
odp. -O, Boże ...;P
Sanatoryjne znajomości wciąż do śmiechu doprowadzają. Kurczę, fajnie było...
Syn rozkręcił się. W trójkę poszliśmy na plac zabaw. Dzieciaki grały w piłkę, wspinały się. Musiałam syna hamować słowem, co by nogi nie przeforsował. Z płotu chciał skakać! Pokazał mi Biegnącego Stefana, hahahaha i w ogóle wygłupiał się na maksa.
Uf, jest dobrze. Ulga niesamowita. Przynajmniej jego noga wraca do formy. I humor.
Kolacja. Siedzimy przy stole.
-Dziękuje mamusiu, że siadłaś koło mnie - powiedziała córa.
Bo ja nie mogę sobie siąść, gdzie chcę. Musze koło niej. Jak nie zapomnę. A jak zapomnę jest wrzask. A tu proszę jakie miłe słowa. No, no no ...
- Młoda ale jakbyś siadła tutaj to byś siedziała między nami, chcesz?!
- Chcę!
Syn wstał, odsunął krzesło dla siostry mówiąc:
- Proszę.
- Dziękuję - odpowiedziała Młoda siadając między nami.
I nawet nie marudzili, ze zupa za gorąca!
Dzieciaki potrafią zaskakiwać! I nie dostali piłką ode mnie po głowie!!!! Oj nie!!! Mówiąc zwyczajnie - czasami kopara mi opada. Te dzieci są moje?!
;P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz