Mężulo w przypływie jakiegoś dziwnego przebłysku porwał dzieciaki na miacho. Fakt, ze chciał kupić kable, które przy ostatniej burzy dokonały żywota, ale i przy okazji chciał sprawić potomstwu radochę w postaci lodów kręconych. Jakby one same w sobie mało były pokręcone...
Dobrze, że chłop jest łysy, więc nie wrócił siwy.
Młoda schodząc ze schodów sklepu zmieniła swój plan podróży i postanowiła ostatnie schody pokonać nie na nogach, ale skoczyć sobie na główkę. I tak zrobiła. Siup - poleciała główką w dół.
Syn zamarł- nie śmiał się jak to zrobił przy karuzeli, kiedy Młoda z piłek wyskoczyła radośnie odbijając się wprost na głowę. Nie, tym razem wszystko zastygło mu w przełyku.
Mężowi serce stanęło, a wraz z nim reszta ciała, która będąc w szoku nie potrafiła niczego ogarnąć.
Młoda podniosła się i wpadła w wielki płaczo-krzyk.
Kabli nie było, lodów nie było, był tylko mega guz na czole Młodej.
Przybiła sztamę z płytą chodnikową.
I żeby choć to pomogło dziecku, ale gdzie tam.
Dalej doprowadza mnie do szewskiej pasji. Można do niej mówić, a ona swoje.
Dzisiaj znowu główkowała. Tym razem jej głowa badała strukturę dywanu.
Jeszcze parę takich numerów, a serce moje powie - dość, wysiadam.
Tak, tak, na pogrzebie tylko czarne róże, hahahaha.
Jedną nawet dostałam za życia.
Symbol śmierci. Śmierci przyjaźni.
Bywa.
A na razie wysiadłam siadając na ławce. Wokół były chmury burzowe. Położyłam się na dechach, by lepiej obserwować niebo. Córka huśtała się..
- Mamo co ty robisz? Ty wariatko jedna hahahaha.....
- Zluzuj się dziecino...się bujaj, bujaj.
Zdążyłyśmy uciec zanim pierwsze krople dopadły nas.
- Mamo ty jesteś taka kochana - syn po karate dostał jakiejś zajawki - kto by cię nie kochał?
-Dzięki, nie wiem, idź zapytaj się taty, on ci wszystko powie.
Poleciał.
- Tato a ty lubisz mamę?
- Czasami ...
- Czasami to się z tobą nie można dogadać.
- Można.
- Nie można.
- Można.
- Nie można.
- No może czasami nie można.
- Hahaha, widzisz, znowu to nie. Mówiłem ci, że nie można
Wieczorem, oprócz czytania książek, mam swój rytuał dla dzieciaków, który bywa i też porannym, jeśli czas na to pozwala. Jest to gilgotanie, wyjadanie karków, zjadanie pięt potomstwu. Jestem maatkożerczynią.
- Mamo - zapytał się syn - a babcia też z tobą tak szalała?
- Nie synu, nie pamiętam, dlatego chcę wam dać popalić, byście pamiętali. By wam niczego nie brakowało...
A tego czego mi brakuje sama sobie wezmę. Wbrew logice ...
W końcu wiek sprzyja otwieraniu umysłu.
Aha i psze :)
Dobrze, że chłop jest łysy, więc nie wrócił siwy.
Młoda schodząc ze schodów sklepu zmieniła swój plan podróży i postanowiła ostatnie schody pokonać nie na nogach, ale skoczyć sobie na główkę. I tak zrobiła. Siup - poleciała główką w dół.
Syn zamarł- nie śmiał się jak to zrobił przy karuzeli, kiedy Młoda z piłek wyskoczyła radośnie odbijając się wprost na głowę. Nie, tym razem wszystko zastygło mu w przełyku.
Mężowi serce stanęło, a wraz z nim reszta ciała, która będąc w szoku nie potrafiła niczego ogarnąć.
Młoda podniosła się i wpadła w wielki płaczo-krzyk.
Kabli nie było, lodów nie było, był tylko mega guz na czole Młodej.
Przybiła sztamę z płytą chodnikową.
I żeby choć to pomogło dziecku, ale gdzie tam.
Dalej doprowadza mnie do szewskiej pasji. Można do niej mówić, a ona swoje.
Dzisiaj znowu główkowała. Tym razem jej głowa badała strukturę dywanu.
Jeszcze parę takich numerów, a serce moje powie - dość, wysiadam.
Tak, tak, na pogrzebie tylko czarne róże, hahahaha.
Jedną nawet dostałam za życia.
Symbol śmierci. Śmierci przyjaźni.
Bywa.
przekornie tak :P :), ale kawałek jest boski :))))
A na razie wysiadłam siadając na ławce. Wokół były chmury burzowe. Położyłam się na dechach, by lepiej obserwować niebo. Córka huśtała się..
- Mamo co ty robisz? Ty wariatko jedna hahahaha.....
- Zluzuj się dziecino...się bujaj, bujaj.
Zdążyłyśmy uciec zanim pierwsze krople dopadły nas.
- Mamo ty jesteś taka kochana - syn po karate dostał jakiejś zajawki - kto by cię nie kochał?
-Dzięki, nie wiem, idź zapytaj się taty, on ci wszystko powie.
Poleciał.
- Tato a ty lubisz mamę?
- Czasami ...
- Czasami to się z tobą nie można dogadać.
- Można.
- Nie można.
- Można.
- Nie można.
- No może czasami nie można.
- Hahaha, widzisz, znowu to nie. Mówiłem ci, że nie można
Wieczorem, oprócz czytania książek, mam swój rytuał dla dzieciaków, który bywa i też porannym, jeśli czas na to pozwala. Jest to gilgotanie, wyjadanie karków, zjadanie pięt potomstwu. Jestem maatkożerczynią.
- Mamo - zapytał się syn - a babcia też z tobą tak szalała?
- Nie synu, nie pamiętam, dlatego chcę wam dać popalić, byście pamiętali. By wam niczego nie brakowało...
A tego czego mi brakuje sama sobie wezmę. Wbrew logice ...
W końcu wiek sprzyja otwieraniu umysłu.
Aha i psze :)
tak musiałam siedzieć, jak w barze,
a teraz - mam swój sprzęt :)))
królestwo dzieciaków
:DDDDDDDDDDD





Ułaa - ten upadek musiał boleć :/
OdpowiedzUsuńNo i fajnie, że teraz będzie Ci wygodniej "pracować" :D
tak ,ale chciałam smierci internetowej i co?nie moge :D
UsuńBuahahaha fotki z dedykacją dla mnie? Dzięki :)
OdpowiedzUsuńjanse :D psze
Usuńbo wódka to melina a tu melina inaczej D:P:
Te małe główki to mają ciężkie życie, mój mały w święta miał bliskie spotkanie z kantem stołu, a dzisiaj ze schodkiem...ale najważniejsze, że wychodzą z tego w całości :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuńdzięki, pozdrawiam i zapraszam, :D
UsuńDobrze, że się nic poważniejszego nie stało.
OdpowiedzUsuńAle masz kolorowo w domu. :)
a znajdziesz swoją książkę :)
UsuńOj, z tymi upadkami to bywa rożnie. A najgorzej jest właśnie, gdy dzieciaki nie wyciągają z nich żadnej nauki...
OdpowiedzUsuńdokładnie :)
Usuńgłowa jak u smoka :D
Dobrze, że na guzie się skończyło!
OdpowiedzUsuńano :)
UsuńO matko... ale to jak? Ona chciała tak jak w wodę? Jednak boję się mieć dzieci ;)
OdpowiedzUsuńSprzęt masz zarąbisty :)
I ile książek u Was:) CUDNIE :)
no nie ?:)
Usuńtroszkę mnie natchnęłaś do nowej notki ;)
OdpowiedzUsuńtroszkę ?:P :)))
Usuńfajnie!:)))
ohohoohoooo musiało boleć i strasznie wyglądać
OdpowiedzUsuńi tam zaraz śmierć przyjaźni :)
wiesz, że tak jest :)
Usuńale są rzeczy ważniejsze :)))