W piątek przestałam czuć cokolwiek. Nadchodził zmierzch. Wracając z rehabilitacji ułożyłam sobie plan spokojnego zdychania. Jako człowiek mogę zdechnąć na lajcie, ale jako matka -tylko odpowiedzialnie. Zatem poszłam dzielnie do szkoły, by zapisać syna. Zapewniałam synowi edukacje, a sobie spokojny sen. Tyle czasu odwlekałam to, że stwierdziłam, ze o jeden dzień za długo. Musiałam iść. Poszłam, nie zauważając oznaki pierwszego szaleństwa. Potem zakupy - załamało mnie pytanie:
- Łopatka czy schab?
Jezu, ścierwo to ścierwo a okazuje się, że jest różnica, hm... - ale po konsultacji ze sprzedawczynią dokonałam wyboru. Zamknęłam się kuchni. I przygotowałam obiad. Na te 3 dni. Oczywiście musiałam się ciachnąć nożem. Tak oto poszła pierwsza krew. Pierwszy cierń wbił mi się w skórę.
Nałykałam się dziwnych rzeczy, które jakoś mnie spionizowały, ale nie przywróciły przytomności myślenia. Matka przyprowadziła dzieci z przedszkola, ale nie miała czasu zostać. W końcu święta - trzeba sprzątać.
Dzieci mówiły do mnie po 10 razy mając przy tym ubaw. Piiiiiiiiik - sygnał domofonu zabrzmiał jak dzwon wybawienia. Wytrwałam na froncie.
- Cześć T. Jestem trupem. Znikam.
- Aleeeeeeee...
Padłam pod kołdrę. Cała mokra. Ale cóż z tego. Byłam mokrym trupem. Nieprzydatnym. Do niczego.
Na weekend.Cały.
Dzieci niezadowolone próbowały mnie wskrzesić. Kocham cię. Chodź się bawić. T jak dobry strażnik zabierał potomstwo od trędowatej. Wystarczą w tym domu jedne zwłoki. Kaszel był oznaką, że wciąż dyszę.
Raz oko mi się oko otworzyło, gdy Młoda ominęła patrol, wdarła się do mej samotni i zaśpiewała:
- Ona tańczy dla mnie ......
- Grrrrrryyyyyyyr?!
Maligna. Niespokojny sen. Wymiana piżam. Osobiste piekło. I Maluchy co czepiały się nogi
- No maaaamoooo.........
A mi było gorąco. Ogniście. Sen. Inkwizytorzy. Stosy. Mobbing średniowieczny.
- Czy żałujesz za swe grzechy i wyznajesz wiarę w Kościół?
Na rękach krew. Co jest?!
Ale to tylko krew z nosa. Miał dość kataru. Wstaję. Też mam dość.
-T ........ -ledwo mówię i pokazuję chusteczkę.
A palce prawej ręki nie potrafią otwierać się, zamykać. Skaczą przykurczowo. Co jest?!!!!!!!!?! Najmniejszy palec zamienił się w konika polnego. Klik klak. Zero płynności.
Mam wrażenie, że ciało zmęczone ułomnością powiedziało - koniec, no kurde, koniec. Poddaję się. I zaczęło się rozsypywać. Siedzę na brzegu piaskownicy życia i przesypuje własne prochy.
Schowałam się pod kołdrę.
- Tak, pójdę do lekarza, pójdę ....
Chciałam wstać z łóżka. Nie mogłam. Wokół rurki, kable, podłączenia. T siedzący obok. Cholernie smutny. Jakby ktoś mu zabrał Wiedźmina i zakazał grania do końca dni.
Gdzieś dalej matka z dziećmi. Syn wyrywa się. Chce biec do mnie. Chcę wstać. Nie mogę. Nie mogę nic.
Lekarz, którego nie zauważyłam mówi, że te oczy to błysk przytomności, ale to już koniec ........SZCZĘK.
Otworzyłam oczy ze strachu. Czyżby otworzyły się bramy piekła.....
Chciałam krzyknąć:
- Eli, eli...sabachthami?!
Ale......
To był zgrzyt drzwi. Do domu weszła matka ma.
- Nie jedziesz na rehabilitację?
- Nie mam sił
- Mogłaś zadzwonić, że T zostaje.
- Mamo, nie miałam sił
Matka wyszła. Ja zamknęłam oczy. Wrócił sen. Który mnie wskrzesił. Nie będę trupem za życia.
- T , wstawaj! jadę na ćwiczenia!
- Co?!
- Ludzie w łóżkach umierają. Wracam do życia.
- Łopatka czy schab?
Jezu, ścierwo to ścierwo a okazuje się, że jest różnica, hm... - ale po konsultacji ze sprzedawczynią dokonałam wyboru. Zamknęłam się kuchni. I przygotowałam obiad. Na te 3 dni. Oczywiście musiałam się ciachnąć nożem. Tak oto poszła pierwsza krew. Pierwszy cierń wbił mi się w skórę.
![]() |
| nawet naleśniki mi wyszły, taka chora byłam ......... (gulasz, rosołek - a co :D) |
Nałykałam się dziwnych rzeczy, które jakoś mnie spionizowały, ale nie przywróciły przytomności myślenia. Matka przyprowadziła dzieci z przedszkola, ale nie miała czasu zostać. W końcu święta - trzeba sprzątać.
Dzieci mówiły do mnie po 10 razy mając przy tym ubaw. Piiiiiiiiik - sygnał domofonu zabrzmiał jak dzwon wybawienia. Wytrwałam na froncie.
- Cześć T. Jestem trupem. Znikam.
- Aleeeeeeee...
Padłam pod kołdrę. Cała mokra. Ale cóż z tego. Byłam mokrym trupem. Nieprzydatnym. Do niczego.
Na weekend.Cały.
Dzieci niezadowolone próbowały mnie wskrzesić. Kocham cię. Chodź się bawić. T jak dobry strażnik zabierał potomstwo od trędowatej. Wystarczą w tym domu jedne zwłoki. Kaszel był oznaką, że wciąż dyszę.
Raz oko mi się oko otworzyło, gdy Młoda ominęła patrol, wdarła się do mej samotni i zaśpiewała:
- Ona tańczy dla mnie ......
- Grrrrrryyyyyyyr?!
Maligna. Niespokojny sen. Wymiana piżam. Osobiste piekło. I Maluchy co czepiały się nogi
- No maaaamoooo.........
A mi było gorąco. Ogniście. Sen. Inkwizytorzy. Stosy. Mobbing średniowieczny.
- Czy żałujesz za swe grzechy i wyznajesz wiarę w Kościół?
Na rękach krew. Co jest?!
Ale to tylko krew z nosa. Miał dość kataru. Wstaję. Też mam dość.
-T ........ -ledwo mówię i pokazuję chusteczkę.
A palce prawej ręki nie potrafią otwierać się, zamykać. Skaczą przykurczowo. Co jest?!!!!!!!!?! Najmniejszy palec zamienił się w konika polnego. Klik klak. Zero płynności.
Mam wrażenie, że ciało zmęczone ułomnością powiedziało - koniec, no kurde, koniec. Poddaję się. I zaczęło się rozsypywać. Siedzę na brzegu piaskownicy życia i przesypuje własne prochy.
Schowałam się pod kołdrę.
- Tak, pójdę do lekarza, pójdę ....
Chciałam wstać z łóżka. Nie mogłam. Wokół rurki, kable, podłączenia. T siedzący obok. Cholernie smutny. Jakby ktoś mu zabrał Wiedźmina i zakazał grania do końca dni.
Gdzieś dalej matka z dziećmi. Syn wyrywa się. Chce biec do mnie. Chcę wstać. Nie mogę. Nie mogę nic.
Lekarz, którego nie zauważyłam mówi, że te oczy to błysk przytomności, ale to już koniec ........SZCZĘK.
Otworzyłam oczy ze strachu. Czyżby otworzyły się bramy piekła.....
Chciałam krzyknąć:
- Eli, eli...sabachthami?!
Ale......
To był zgrzyt drzwi. Do domu weszła matka ma.
- Nie jedziesz na rehabilitację?
- Nie mam sił
- Mogłaś zadzwonić, że T zostaje.
- Mamo, nie miałam sił
Matka wyszła. Ja zamknęłam oczy. Wrócił sen. Który mnie wskrzesił. Nie będę trupem za życia.
- T , wstawaj! jadę na ćwiczenia!
- Co?!
- Ludzie w łóżkach umierają. Wracam do życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz