piątek, 17 marca 2017

gosstracja :P

"Są chwile, kiedy myślę, że nie pasuję do jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej."





Funkcjonowanie w strukturach społecznych i udawanie człowieka jest strasznie męczące. Przyszłam i padłam. Zasnęłam  w swoim świecie. Oddarta z ról zasnęłam po prostu. Z uśmiechem; Na swojej kartce papieru. Niezarysowanej, niepokreślonej. Pustawej takiej. Zasnęłam w swoim świecie. A miałam podłogi umyć. Straszne. Sumienie kobiety uległej zbiczowało się słowem: - Ty leniwa cipo! Cień macochy przewinął się karcąc mnie jak Kopciuszka. Czy tak nie jest? Czy Macocha nie jest tą inną kobietą: matką, babka, ciotką, sąsiadka, która każe być niewolnicą, bo przecież taka jest rola kobiety.
 Fuck! 
Oliwek brak w lodówce
To jest dopiero problem. Niepełne życie, niepełny smak sałatki. Powrót na kartkę. Zawiśnięcie w pustej przestrzeni. Żadnej kreski, żadnego ruchu dłonią. Nic. Pustka. Czystość idealna. 
Kurwa.

- Potrzebuję pracy, Cokolwiek. Bo zwariuję. Cofnę sie społecznie i poproszę o łóżko w psychiatryku,

Tylko czy ja potrafię cokolwiek? Technik ekonomista, animator kultury, pedagog, referent, chuje muje dzikie węże spierdzielaj na taśmę i śrubek, kurwa, nie pomyl. 

- Mooniek! będę na twoim utrzymaniu, będę pić i pisać i robić ci obiady. Pasi?

Nie, nie poddam się tak łatwo. Wszystko tylko nie gotowanie!

- Nie proszę pani, nic  nie wiem o ZUSie, poza tym, ze w swoim czasie miałam problem zdrowotny, stad ta przerwa w zatrudnieniu i musiałam walczyć z systemem. Ale naliczanie składek jest nieznanym mi tematem, który chętnie poznam. Od tego jest staż prawda, żeby nauczyć się, czy jednak chcecie, jak większość pracodawców, tanią siłę roboczą?

- Tak wiem, ze na odcinkach wypłat są wykazane potrącenia, ale nie patrzę na to, bo inaczej by mnie szlag trafił, jak każdego człowieka. 

 - Cieszy mnie bardzo, że państwo będą ogłaszać rekrutację. Mam 44 lata i o niczym nie marzę jak o stabilizacji zawodowej i uczciwej płacy.


- Porzedni pracodawca owszem, chciał zatrzymać,ale przecież w tym celu należy stworzyć nowe stanowisko pracy oraz ogłosić konkurs. Jeśli tak będzie wezmę udział. Jednak na dzień dzisiejszy, tak jak Państwo - można stażystami pracować, prawda? Wszystko to polityka pieniężna, a nie osobowa.Ludzka.

- Wie pani co, jak człowiek pracuje świat wydaje mu się ciekawy i z możliwościami. Kiedy jednak zaczyna szukać pracy wszędzie są szlabany. Dajcie mi cokolwiek, bo za studia muszę płacić. 

- Wiem na czym ta praca polega, bo jednak od 10 lat jest w temacie, a przez 13 parałam sie w tym klimacie, nie mniej jednak nie obiecuję, że będę dyspozycyjna, bo nie wiem co jutro będzie. A naprawiać świata, w sumie, już nie mam ochoty, bo wiem, ze się nie da.

Zawsze słyszę, że poradzę sobie. A jak nie poradzę to co? Będę pić, pisać i obiadki robić. Albo wyjadę i zostawię wszystko. Życie od nowa. Czemu nie?


Interesujące jest, że ludzie wierzą we mnie bardziej niż ja w siebie. Praiwe jak w takiego kolesia, hahaha. 
Ciekawe co Jezus czuł wisząc tak na krzyżu przed tłumem. Zasiadłabym koło niego, zapaliła trawkę. Pogadała. Jak z człowiekiem mimo, ze totalny wariat. Ale  ja też potrafię słowami rozpieprzać ludziom życie. Dogadalibyśmy się. Przyjaciel na chwilę. A na chwilę to on w sumie umarł. Potem wstał z  matwych:

- Mózg, mózg, mózg...

Myślenie zwodzi na manowce. Najlepiej ludziom wyżreć mózgi, niech nie myślą, niech nie krzywdzą. Niech...
Obłęd,
Kurwa, jeden wielki obłęd.




































poniedziałek, 13 marca 2017

marchewka




Na­leży każde­go dnia posłuchać krótkiej pieśni, 
przeczy­tać dob­ry wier­sz,
 zo­baczyć wspa­niały ob­raz 
i jeśli byłoby to możli­we - wy­powie­dzieć kil­ka rozsądnych słów.








Stojąc w sklepie, w kolejce do kasy, dopadło mnie uczucie beznadziejności i zaczęłam dusić się. Ściana muzyki płynąca ze słuchawek nie schowała mnie szczelnie przed światem. Nie,  tym razem nic nie działało. Rozpięłam nerwowo kurtkę.  Tlum ludzi, który niby stał w miejscu, jakoś się ściaśniał. Byłam bliska omdlenia. Coraz bliżej jakos tak coraz bliżej. 
Poczułam przerażające przytłoczenie człowiekiem, ale dzielnie ściskałam w ręku pęczek szczypiorku i ogórek i marchewkę. Marchewka. Marchewka związana jest ze sztuką. Sztuką mięsa. Nikt jej nie namalował. Lady Punk tylko żaspiewał , a królik Bugs wcinał. Smutne. Ale w końcu marchew to nie jabłko, Kochajcie marchewki. Ten kszałt faliczny, ten kolor wolności i czupryna nadzei. Genialne połączenie. 
Tak, oskrobię ją i wrzucę do pudęłka plastikowego, a potem wsiądę na rower i pojadę przed siebie. Daleko gdzieś. Tak z 15 km daleko od domu. W las. Albo nie, bo tam są kleszcze. Nad rzekę. Nad brzegiem rzeki siądnę sobie i zjem tą marchewkę. Nie oddam tej marchewki, wiesz tłumie. Nie oddam! Za marchewkę nawet zginę!
Człowiek.
Człowiek.
Człowiek.
A do kasy wciąż tak daleko. Serce zamiera samo w sobie gdy ludzkie oddechy pompują lęk. Marchewka, rzeka, wolność. Oddychaj Arte, oddychaj,,,

- Wiesz,  nie oddam cię na nawet za 100 cukierków. Zreszta jakie sto. Nawet za milion. A w ogóle to ciukierki są niezdrowe. Za milion też cię nie oddam, bo w życiu to nie pieniądze się liczą, ale rodzina, miłość....
Spojrzałam na córkę. Kurczę, jakie to wygadane, i nawet tak głupio dziobem nie kłapie. 
- Dzięki Młoda, ale czasami ludzie odchodzą.
- Wiem, ale ty nie umrzesz.
- No nie umrę. Ale jakby co, to jak masz żyć?
- Z tatą i Starszym. 
- Tak, ale jak?
- Radośnie i żebyś była dumna ze mnie.
- Bingo Młoda!
- Ale ja się boję w nocy ...
- Ja też i dlatego śpię, wiesz? - zachichotałam, a Młoda zę mną.
- Nooo mamo....
- Nooo córcio....

Do domu wpadł syn.
- Mamo, a mi się marzy szarlotka na ciepło z bitą śmietaną...

Faceci....Chyba miał ciężki dzień. Albo mentalny okres. 

- Synu, mój drogi i kochany, jest  już cudem, ze robię obiad, a ty chcesz szarlotkę? Koniec świata. Albo zapraszam cię do cukierni, albo czekaj na babcię.
- Nie, ty mamo zrób, proszę...

Szlag, do czego zmuszają mnie te dzieci. Do życia, szlag jasny, do życia, 
A tak chciałam się na marchewce rozpieprzyć. Czyż ona nie przypomina statek kosmiczny?
 Apollo 13.
 Fiu,














Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowéj wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!

Jak puste kłosy, z podniesioną głową
Stoję rozkoszy próżen i dosytu...
Dla obcych ludzi mam twarz jednakową,
Ciszę błękitu.
Ale przed tobą głąb serca otworzę,
Smutno mi, Boże!

(.........)
                                                                           Słowacki


---------------------------------------


aaaaaaaaaaaaaaaaaa nie tylko ja tam mam, nie tylko ja :P :D
a właśnie to chciałam powiedzieć:




"Duchowo jesteśmy w całkowitej dupie.
Życie wewnętrzne zastąpiły nam internet oraz zakupy."





* nieziemsko lubię ksiązki Stasiuka. Polecam :)

niedziela, 12 marca 2017

Witkacy...i...




"Sztuka […] to konieczność powiedzenia drugim istotom 
w formie Piękna o potworności samotnego istnienia 
w nieskończonym wszechświecie." 
Witkacy


"Formy dawnej Sztuki są dla dzisiejszych ludzi zbyt spokojne, 
one nie pobudzają do wibracji ich stępionych nerwów. 
Im potrzeba czegoś, co szybko i silnie wstrząśnie
 ich zblazowany system nerwowy, 
co podziała jak orzeźwiająca kąpiel 
po długich godzinach ogłupiającej, mechanicznej pracy."
Witkacy





Moonlight -Ergo sum




Beksiński (sciągnięte z internetu)










"Nie ma żadnych okropnych rzeczy. Znam wojnę, rewolucję, śmierć ukochanych osób i tortury. To wszystko jest głupstwo. Okropną rzeczą jest tylko nuda i to, jeśli żaden wiersz do głowy nie przychodzi i jeśli przy tym chce się coś pisać, coś, o czym się jeszcze nie ma pojęcia – tak jak mnie teraz. A! To jest prawdziwa męka."
Witkacy




"Dwa są tylko miejsca dla metafizycznych jednostek w naszych czasach: więzienie i szpital wariatów."                                                                                                                                                                                                                                                            Witkacy
                                                                                          

"Są artyści, którzy tworząc stwarzają pozytywne wartości w życiu, i są ci, którzy najistotniej tworzą niszcząc życie własne, a nawet innych."
                                                                                                                                                                Witkacy
                                                                                                         
                                                                        






...... . . . .  .. . . . .  . . . . . . . . . . . . . . . . . . 
Arte



Głupio tak myśleć. I chcieć. Chcieć czegoś więcej. Wychodzić poza granice dnia. Poszukiwać. Wypalać kolejnego papierosa rozmyślając o życiu gwiazd. Widzieć słabą konstrukcję świata. Zabawność w nadchodzącym zmierzchu. Gubienia się na oślizgłych powierzchniach. Klejenia się do kłamstw. Klejenia sie od kłamstw. Głupio tak to widzieć i milczeć i nie móc nic. Słowo chciałoby obnażyć,  jak Sofokles kiedyś, ale chowa się w swej nieśmiałości. Przetrącone kregosłupy wyrazów krzywią się. Wszystko takie płaskie jest, takie bezsensu. Gaszę papierosa w kropce groteski.
Zasiadam przed lustrem i nie przestaję się śmiać.
Stać cię na to cżłowieku?
Czy uważasz, ze taki wielki jesteś i tyle osiągnąłeś w życiu?Duma to piękna rzecz, nawet ze zrobienia gówna. Bo i nie kazdemu dane jest pięknie zesrać się. 

Dystans do siebie jest jak most ku wolności. Kim jesteś? Tak naprawdę, człowieku? Nawleczone szaty cesarza sa tylko ubraniem, a reszta to gra. Tak jest stworzony świat. 
Poker.
Skóra pęka od owocowych soków
Zamiast mózgu - arbuzy. Zamiast serca- cytryny. I nogi: bananowe szczudła.  
Uciekam tapetując się iluzją w poszukiwaniu pedzla na przemalowanie duszy.
Na czarno, na niewidztwo, na widztwo, na słuch, na bezsłuch, na powonienie i nie czucie i na dotyk i bezdotyk, na myślenie i owocowe soki.







 Chagall




Chagall







trupim humorem :P :D



miałam obrać marchewkę
nalałam drinka
miałam stać
a siadłam
miałam

mialam
wiele planów
został tylko skrawek
papieru
podtarłam 
nim tyłek

zamiast
 dokonać obiadu
upiłam się
trzeżwością osądu



------------------------------------------------------------------------arte--------



wielkie oczy walały się po podłodze
z butami skakałam
prosto w źrenice

trzask trzask trzask

 trzaska tak w lesie
w nocy gdy cienie 
łamią światło ksiezyca
kładące się w liściach

gdy ty kładziesz się 
koło mnie w zreniacach twych 
trzaska nadchodzący świt

trzaska na śmierć
na niezgodę
na cień
na ciemność
na śmierć

trzaska tak 
na mej podłodze
i w lesie tak
trzask
trzask trzask



------------------------------------------------------------------------arte--------













sobota, 11 marca 2017

z rodzinnego archiwum...




Iguany dostały wieczornego pierdolca na moim punkcie i uznały, że zalegną w moim łożu. Spojrzałam na nie dziwnym wzrokiem:
- E, ale was coś teges pogięło, no nie?  - jak już coś powiem to powiem. Nie ma, że boli.
- Nie, bo my cię kochamy.
- Wariaci! za co? za ten horror i wrzask?!
 - Mamooo... - i wtuliły się. No są walnięci. Mocno. Ale taki jest urok dzieci. Potem wyrastają.  Ale zanim wyrosną to zaległam pomiędy nimi. Syn odleciał szybciej niż chłopaki w Transsportingu po wciągnięciu towaru, a córka, jak to baba, zebrało się jej na wieczorne gadanie.
- Weż ty sobie Młoda wyobraź, że bierzesz rolkę papieru toaletowego i obwiązujesz nią cały świat. Czaisz to?
- A w jakim kolorze? - no to padło pytanie, w końcu mała kobieta!
- Nie wiem, w jakim chcesz - kolor, nie pomyślałam o kolorze. Zawislam za to nad pytaniem: ile rolek?! Zdumiewające, jak odbiór jednego i tego samego zdania może mieć różną wartość.
- Mamo, ja mam wyobraźnię prawda?
- No masz, masz, kochanie. - pocałowałam główkę. Moja kochaną główkę.
 - Ty też masz. Ale ty masz dziwną. Wiesz dziwna jesteś - i zaczęła się śmiać.
- Dziecko, bo cie uwalę w bioderko! - zażartowałam, lekko gilgocząc swoją kopię upartego osiołka.
W końcu zasnęła, a ja zatrzymałam się przy Islandii. Z tym papierem toaletowym w ręku.
Byłby niezły psikus. Wstajesz rano człowieku i zamiast nieba - sraj taśma. Ale czyż wszystko nie sprowadza się do gnoju?! Do wielkiej kupy. W którą to zamienimy się. Oby tylko nie za życia. Choć niekórzy tacy są, albo kupa gnoju, albo żuczek. Z kupą gnoju.
Rano..
- Mooniek, chyba mam dziwny głos, co?
- Dziwne, ze w ogołe mówisz.
- Dziwne, że w ogóle jestem? Co? - zbrechtałam.
- Ty to już mnie nie kochasz, prawda?
Spojrzałam, uśmiechnęłam się. Miałam ochotę zacytować słowa Osieckiej.




Jednak nie zacytowałam, bo syn zaatakował mnie niespodziewanie wskakując na mnie.
- Pieszczochu! - ryknęłam ze śmiechem.
- No co? Tuli, tuli. Dzień bez tulenia nie liczy się.
- I słusznie. Hmmmm, Fajnie pachniesz, wiesz?
- Wiem. W końcu jestem Starszy, syn Arte! - zabrzmiało to nawet dumnie.
- Hahahahaha....dobre, dobre, synu.
Taki duży a taki mały. Wtuliłam sie w syna, póki mogę wtulić się. Póki pozwala, i póki chce. Czas tak mija szybko. Niedawno siedział w wózku, stawiał pierwsze kroki. Teraz ma swój punkt widzenia i buduje niezależność, choć jeszcze po nitce zależności wraca do ramion mych. Nie wypuszczę nie. Za wcześnie. A potem leć synu, leć.


z archiwum :)

Dzisiaj wznoszę toast. Za niezależność i zależność. Bez pracy stanę się poszukiwaczem i maruderem. Zatracę się w beznadziei dnia codziennego jednocześnie ciesząc się każdą chwilą i każdym gestem. Bo co możemy dać innym, jeśli nie kawałek siebie?  To niebo, które daje nadzieję na tęczę.

- Arte, jest rano, a ty wino pijesz?
- A co nie mogę? kto mi zabroni? ej, heloł?

Sztywne zasady zabijają wolność. Przecież nie chodzi o to by się najebać, tylko o to, ze robię co chcę. A mam sie ochotę najebać. No i co? Wytrzeżwieję, wyczyszczę buty i pójdę jutro do kościoła. Porządna kobieta.

- Będę żenskim wydaniem Bukowskiego. Albo Wojaczka. Destrukcja i nihilizm. Czaisz człowieku? Zakmnięcie się w butelce, by to ona oddzielała mnie od chwycenia sznura, żyletki. Polska Plath. Włączony system powolnego umierania.

Spojrzał, pokręcił głową , a ja wpatrzyłam się w jego siwe włosy na klacie, które jak łobuzy wystawały zza koszulki.

- Wiesz, dobrą robisz tą sałatkę.

Mistrz zmiany klimatu. Wino sie skończyło. Trzeba coś zrobić. Zrobię. Z synem pojedziemy rowerami przed siebie na parę zdjęć, poćwiczyć, pogadac o życiu. Póki ono jest. Bo co możemy dać komuś cennego jeśłi nie swój czas i siebie? A czas bez tych co kochamy czy ma jakąś wartość? Ma, Jesli siebie też kochamy.













piątek, 10 marca 2017

czekam na na na




czekam az miniesz
miń mi się
miń
min mam wiele 
na wspomnienie

kluczę
między  ptaków kluczami
w ich powrocie
łapię pióro na na na

na wspomnienie mam min wiele
ale jeszcze więcej
nadziei
ze coś się zmieni

ze to nie będzie
kolor moich włosów
ani stan uzębienia 
ani zawartośc wapnia 
w kościach moich

czekam aż miniesz mi
aż wrócisz
czekam 
jak wariaci
na Godota

miń mi się
wróć mi się
bądz mi

                                                          Arte



Brydzi - za stos rozmów i bycie i kluczenie i natchnienie, za bycie zapalnikiem :D
 Dziekuję Bry :)

(ps miało być babie lato, ale ..i wierzby powstaną, aż im się witki zjeżą........na wszystko przyjdzie czas, kiedyś )
---------------------------------------------------------------------


Kminek .....:)






......................



środa, 8 marca 2017

klasycznie




Oworzyłam czekoladę.
-Ty wiesz mamo ile tam jest cukru?
Spojrzałam na syna. Jak pies na kurę,." A jebnąc ci?" - przyszło mi na myśł, ale nie wypada tak do dziecka mówić, jak i rzucać w niego tekstami typu: "wiem, syneczku, wiem, w chuj". Dzieci szybko sie uczą. Chłoną szybciej, niż gąbka wodę, niż ...nie wiem co, niż niektóre kremy w skórę. Nasiąkają nami, aż się przelewa. Ciężko być rodzicem przy braku hamulców i instyktów.
Nasiakaja naszym słowem, naszym zachowaniem, sposobem rozwiązywania konflkiktów. I jeszcze mi jebnie na starosc? Hola, hola. jaką starość?
- Wiem synu, ale nie drąż tematu, nie dzisiaj, proszę.
Dzisiejszy dzień nie napawa mnie niczym innym jak chęcią zapalenia. Zeżarcia czekolady. Zatkania uszów kartkami z książek. Podpalenia świata. A niech coś zapłonie. Zapłonął Mooniek.
- To ja idę dzisiaj pić! A nie tylko ty i twoje wyjazdy.
- A idź. Tylko się ubierz jak człowiek.
Poszedł. W końcu gdzieś wyszedł. A mógłby nie wracać. Tylko, że nie znam haseł do kont. Szlag!
- Moonio, tylko wróć... - krzyknęłam w ciemność klatki schodowej. Ta troska ...
- Nie znasz haseł, co? -zbrechtał.
- Nie, no kurwa, kocham,,,
Powtarzalnośc żartów wieje nudą. Córka też wie, co będzie, gdy bawimy się jak kotki. Wiem  kiedy chcę ją lekko ugryżć, co czynić uwielbiam,.
- Czuję, ze czaisz się na moje żeberka....
- Ygy...a skąd wiesz?
- I wiem, ze zaraz mi powiesz, że mnie kochasz....
- Ygh...hahahaha, dokładnie tak,  hahahahaha
- AAAAA. moooojeeee żeberkaaaaa, mamoooo.....

Mooniek wyszedł, a dzieciaki zakopały sie w tabletach. Cisza. Spokój. Moja pustka wypłynęła na wierzch. Spojrzałam na nią. Otchłań. Przepaść bezkresna o kształatach zmieniających się. Skocz, skocz...pochłonę cię, okryję szczelnie, ... A pocałuj mnie w dupę - mruknęlam otwierając piwo. Też mi coś.
Skąd cholera się wzięła. Słów tam brak, Inni mają dziury w zębach, inni w skarpetach, a ja mam dziurę w sobie. W sumie to gdzieś papierki po cukierkach muszę wrzucać. Swoista gra w kosza. Dziura szczerzy kły a ja ją zaśmiecam,
Zaśmiecam....może dlatego rośnie, rośnie, bo karmię ją? Złudzeniami, marzeniami, teoriami, wizjami.....papierkami po cukierkach.

Jednak jeśłi gdziekolwiek mam się lampić to wolę patrzeć na Słońce. Oślepnąc na jakiś czas. I tak iść. Właściwie wpadki i potknięcia bywają nawet zabawne. Może wpadnę na coś fajnego? Ostatnio wpadłam na osobliwą parę. On i ona trzymali się za ręce. Szli jakby nikogo nie widzieli, a w  dłoniach trzymali białe laski, ale to nie ta ślepota czyniła ich niewidomymi na otaczających świat. Stanęłam zachwycona. Zywa katedra miłości. A przecież nie wszystkie monumentalne budowle przyniosły oczekiwane rezultaty. Nie rozpaliły wszystkich serc.  Były tylko stertą zimnych cegłówek. Tak jak wielkie słowa przytłoczone sobą potrafią zgasnąć stając się tylko częścią zdań. Co czyni, że miłość płonie? Ciepło dłoni, która jest blisko? Wymiana myśli, gdy jest sie daleko? Chciałam podejść zapytać się, ale stojąc tak dojrzałam, dojrzałam tą wzajemną fascynację utkaną z wiary.
Fascynacja.
Buduj tak, by intrygowało. Zasada architektów na sukces? Hm....Maluj tak, by intrygowało. Napisz muzę, by wciaż nutrowała nutami. Kochaj tak, by wciąz się chciało kochać. Stań się klasykiem, arcydziełem dla ......Długo stałam patrząc na nich, aż znikneli mi z oczu.
Bądz fascynujący i wiarygodny. Daj wiarę. Siła Boga? Miłości?
Dlatego w kościele epatują krzyżami, Dla wiarygodności.
Tylko tak łatwo sztukę w kicz zamienić.

Mooniek wrocił nie wiem o której. Przebudzona spojrzałam na na niego a nie na zegarek.
- Dzizas, człowieku ty nawet alkoholem nie walisz...... - mruknęłam zaspana - za tydzień zobaczysz jak trzeba się bawić,
Spojrzał. Pochylił się.
- Dobranoc - i cmoknął w czoło.
Klasyka.
Mogłam spokojnie zasnąć.







środa, 22 lutego 2017

Ta mysl nie daje mi spac. Rozlewa sie czerwonym kolorem po snach. Topi jak w wulkanie. Krzycze parzona parzaca mysla.
Zjedzenie trzech kanapek nie przynioslo spokoju. Wrecz przeciwnie.
A jesli to Czerwony Kapturek wynajal wilka to co? Bo dlaczego Czerwony a nie Rozowy Kapturek? I ne zolty ani zielony ani niebieski.
Tylko krwawy jakis.
To co ma sens w tym zyciu?
Czerwony Kapturek mial apetyt na zycie. Poszedl w las z koszykiem. Zalegl na lace robiac sobie majowke. Skonsumowal wszystko z koszyka, a kiedy zaszlo slonce zaplakal, nie nad tym co zrobil, ale nad tym co bedzie. I wilk skyszac placz ludzki przylazl i przysiadl jak to pies.
- Dlaczego placzesz?
- Bo zjadlam wszystko co mialam dac babci.
Babcia nnie zatlucze i matka. Boje sie wracac do domu.
- Hmmm - zamyslil sie wilk.
- Bu bu bu - zaplakal Czerwony Kapturek.
- Mam!- krzyknal wilk.
- Podziel sie - zza lez wyrwalo sie dziewczynce.
- Nie pozostaje mi nic innego jak zezrec babcie.
-  To idz kej deby.
- Kejbaby - zamruczal wilk i tylke go bylo widac.
Zezarl babcie. Czerwonego Kapturka tez.
A potem zostal zabity przez mysliwego. A baby jak zarazy- przezyly.
Rany....
O innych bajkach nie mysle, choc pchaja sie w mysl niespokojna fala swa, ze one tez nie sa takie jakie sa tylko .......tylko co? Boje sie....




niedziela, 19 lutego 2017

klimat rodzinki









Z każdego miejsca - uciekałem.
Od każdego człowieka - uciekałem.
Głupie były te moje ucieczki - bezskuteczne.
Po co uciekać z jednego miejsca do innego,
 jeżeli potem znów się ucieka z innego do jeszcze innego? 
Bo po co zostawiać jednego człowieka dla drugiego, 
jeżeli tego drugiego zostawia się póżniej dla trzeciego, 
a tego trzeciego dla...
BORSZEWICZ


“Śmiech to zdolność człowieka do obrony przed światem, przed sobą.
Pozbawić go tej zdolności to uczynić go bezbronnym.”
~ Wiesław Myśliwski



" Chciałabym się urodzić bez żadnych zobowiązań,
 żeby nikt nie wiązał ze mną żadnych nadziei" Maria Czubaszek




- Mamo, a wiesz, że jak siebie się nie kocha, to nie można innych kochać? - córka wycierając się ręcznikiem spojrzała na mnie a ja spojrzałam na nią zdumiona.
- Wiem, a ty skąd wiesz?
-  Wiem, tak myślę.
- Patrz, a niektórzy potrafią przeżyć całe życie i nie odkryć tej prostej prawdy. Kochanie i to sobie zapamiętaj, że siebie przede wszystkim trzeba kochać.
Dałam Młodej całusa. Mądrę dziecko. Wrażliwe.
W przeciwieństwie do mamusi.
- Kurwa- zaryczałam, bo kolejny talerz spadł z suszarki. Nie ma to, gdy prowizorka chce być stałością. Dzieci spojrzały zdumione.
- Przepraszam. - zawstydziłam się.
- Nic mamo nie szkodzi- odrzekła córa - masz prawo wyrażać swoje emocje.
-Tak, ale nie w ten sposób. Ygh......
Polazłam do swej pieczary. Wkurzona odpaliłam laptopa. Zaciął się, mielił się
-   Kurwaaaa....... - wyżyłam się. Czy materialny świat uknuł jakiś spisek.
Weszła Młoda. Spojrzałem na nią. Wyglądała jak stół po obfitej biesiadzie. Aż się uśmiechnęłam. Młoda zawsze musi tak jeść.
- Ej, cała upaćkana jesteś, obliż choć usta.
- Wiesz co mogę oblizać? - zapytała się urwisowskim tonem.
- Nie wiem.
- Ciebie! - i śmiejąc się rzuciła się na mnie.
Szlag nie mogła wpaść wcześniej zanim rozgromiłam sprzęt? Taki gniew we mnie wzrasta, taki gniew gniewny, że nie mogę. W szaleństwie topię się. A ten dzieciak przegania czarne chmury. Pogoniłam ją i wpadłam do kuchni.Chciałam napić się. Zakrętki nijak nie szło odkręcić...Nic nie idzie mi nic. Nic! NIC!!!!
- Kurwaaaa - ryknęłam, bo kurwa dobra jest wszystko.
- Mamo pomóc ci?
- Jeśli ci się uda to proszę - odparłam i zrezygnowana poszłam paść na łóżko. Cały świat zaprzysiągł się przeciwko mnie.
- Proszę - Młoda weszła ze szklanką do pokoju.
- Jak ci się udało? - zapytałam szczerze zdziwiona.
- Nożem. Trzeba znać się na rzeczy....
Spojrzałam na córkę. Ma niecałe osiem lat. A taka ogarnięta. Mi to zabrało ze dwadzieścia lat. I dalej tyły ...
- Dziękuję kochanie.
- Mamo, a tato kiedy wróci? - do pokoju wparował syn.
- Nie wiem. Może jedzie, może jest u babci, może jest u długonogiej Grażyny?
- Mamo jak ty coś powiesz...Masz wyobraźnie jak morze. Bezkresną.
- Wiesz co mam. Lepiej byś nie wiedział........
Wrócił Mooniek.
  - Widziałem, że w pracy nudzisz się.
- Okropnie. Co mogę robię za trzy dni. I potem dostaję pierdolca. Mam dość.
- To super, to telefon  wywal.
- Pewnie.
- Ale jest laptopik - wtrącił się synek.Zabiłam go wzrokiem, a ten jakby nic dalej nawijał - zaraz mama będzie wkurzać się i kląć, bo za wolny.
I rechocze. Co za gad!.
- Bo twoja mam myśli, że on będzie zawijał czasoprzestrzeń.
- Nic już nie będzie zawijał, bo w szale chyba za mocno zatrzasnęłam klapkę i nie ma nic.
- I dobrze. Nie naprawię ci.
- Tylko kupisz nowy?
Mooniek nie powiedział nic. Wyszedł. Wyszłam i ja.Kurtyna opadła. Tylko w głowie Nosorożce. Czy wszyscy nimi będziemy?. Z rogami na głowie?





niedziela, 5 lutego 2017

nauka o równości







Skoczyła na łóżko. W różowej firmowej bieliźnie sportowej oraz  w różowych butach. Lady Pink. Bogini Nike. Zaczęła poruszać lekko biodrami, wprawiając całe ciało w wibracje.
- Jestem Nike, cała Nike, pokonaj mnie, odepnij skrzydła.....
- Jak cię dorwę swoją zaczarowaną pałką zamienisz się w Niobe - zamamrotał zza telefonu, od którego nawet widok żony w bieliźnie nie mógł oderwać.
- Wiesz, że zastygam. A wiesz, kiedy zastygam? kiedy przechodzę koło wystaw sklepowych i widzę kobietę z charakterem. Czerwone usta w czerni. Fajowo tak wyglądam. A ty wciąż jesteś taki obojętny.
- Kochanie, gdybyś nie wyróżniała się z tłumu to nie ożeniłbym się z tobą.
- Ale po co to zrobiłeś skoro masz mnie w dupie?
 - Nie mam,  Jesteśmy kumplami
-  Aaaaa czyli mogę sypiać z kim chcę?
- Tylko z ojcem - rzekł syn, który wszedł nieoczekiwanie do pokoju - żaden dziad nie zabierze mi mamy.
- Tylko kobieta - roześmiała się.
- Mamo, ty nie jesteś lesbijką!
- Tak? a skąd wiesz?
Spojrzeli oboje.
- Wiesz twoja matka jest wyjątkowa.....wyjątkowo niemądra.
- Cała mama, zawsze żartuje głupio.
 - Coś muszę robić. Jak nie żartować to ćwiczyć, prawda?
- A książki, mamo?
- Aaaa słuszna uwaga synu.  Zatem wypad mi stąd, bo Kundera czeka. A wy gadacie. Głupoty jakieś...
Wyszli. Nie na długo. Drzwi się otworzyły.
- Przyniosłem ci kawę.
- Dziękuję kochanie.
Troska najwyższym dobrem rodziny.
Oto ona, kobieta specjalnej troski.


kupiłam czereśnie
by strzelać z pestek
w uparte wspomnienia
które straszą
widmem piękna
bo kiedyś przecież tak było
pięknie
kiedyś nie pamiętam
ale ktoś mi mówił
nie pamiętam kto
ktoś mówił
ze pięknie jest
więc pięknie musiało być
a nie jest
już nic nie jest
nawet kawa wystygła
smakując trupem upiornym
kością co stoi w gardle
bez szpiku
i słodzenia